Wypędzanie boga Yoyo z wyspy, czyli rzecz o tym, dlaczego Okoczia strony swojej nie posiada

Przy kamiennym kręgu znów poruszenie. Szoszoini pod osłoną nocy zbierają się, niosąc ze sobą pochodnie i sakwy. Z sakw wyjmują suche polana i rozpalają je, po jednym przy każdym z kamieni. Nagle zewsząd słychać muzykę. To grupa Szoszoinów ukryta na drzewach gra, aby zachęcić resztę do rozpoczęcia tańca. Wokół kamieni formują się kręgi umalowanych w wojenne barwy mężczyzn. Wewnątrz kręgów stoją kobiety, trzymające bukłaki pełne tajemniczej substancji. Mężczyźni rozpoczynają swój barwny taniec. Wykonują dziesiątki ewolucji i figur. Symulują najgroźniejsze ze znanych im zwierząt. To niesamowite widowisko odgrywane w blasku płomieni ma uchronić Okoczię od wpływu złego boga Yoyo i przepędzić go raz na zawsze z wyspy…

Malunek węglem przedstawia rytuał odpędzania boga Yoyo
Malunek węglem przedstawia rytuał odpędzania boga Yoyo

Tak wyglądało odpędzanie złego boga Yoyo z naszej wyspy. Kto nie widział, niech żałuje, kto widział, pewnie do dzisiaj jeszcze z podziwu wyjść nie może. Szoszoini w zaciekłości swojej tańczyli do białego rana, a jeśli jeszcze który miał siłę, to udał się następnie w korowodzie kolorowym do Kurt Town, gdzie w Saloonie urządzono celebrację, jakiej dawno nie doświadczono. Strumieniami lały się trunki, które Chłodna Myśl z Winktown niedawno przywiózł na swoim żelaznym ptaku. Muzyka przygrywała, Szoszoini tańczyli i śpiewali.

Nie wszyscy bladzi wiedzą bowiem, że zły bóg Yoyo i jego bity, które w powietrzu mikroświata się unoszą, są winne temu, że strona Okoczii istnieje w niebycie, a jak co jest w niebycie, to przecież nie można tego zobaczyć. Przez co Szoszoini nie mogą się, tak jak bladzi, stroną pochwalić. A gdy strony nie ma, to niektórzy bladzi o Okoczii zapominają i jeszcze trochę, a sama by w niebyt odeszła, pochłonięta przez złe bity i realowe sny, tak jak znikać zaczęła z map mikroświata.

Żeby jednak lęk i troskę z waszych twarzy zmyć, przyznać się muszę, że od pewnego czasu tańce z bitami odprawiam w puszczach Morlandu i oczekiwać można, że niedługo strona powróci, tak jak powraca życie na Okoczię.

Szoszoini walczą również, by ze snów realowych swych dawnych braci wyciągnać. W tipi odprawiane są modły, palone lecznicze zioła. Szoszoinki na brzegu wyspy wypatrują łodzi i żelaznych ptaków w nadziei, że niebawem na Teronię powrócą synowie i córki Okoczii. Oto co na ten temat myśli jedna z wyglądających:

– A widział ich kto już?! Nie…a to szkoda. Ale ja myślę, że niedługo wrócą, bo jak to tak, na wygnaniu, tyle lat, i nie zatęsknić nawet? A jak nie wrócą? Ano to trudno, przyjdzie nam czarne przepaski przybrać i podzielić los innych ziem – ze smutkiem w głosie zapowiada Zielona Łań.

– Jakich ziem, pan pyta? A no…Aztec, to nie słyszał pan? Albo te…Austro-Węgierki, co to podobno już same sobie się pasą, a urzędników ani władzy żadnej nie widać od dawna. A jak bizon sam się pasie, to wie pan co się dzieje. Na melenocholię zapada, podobno.

Większość Szoszoinów jednak czarnych tych myśli nie podziela i dzielnie, krok po kroku, wyspę odbudowuje.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s