Wątek zamknięty 
 
Ocena wątku:
  • 0 Głosów - 0 Średnio
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Projekt rezolucji w sprawie Archipelagu Wysp Simitu
27.06.2011, 21:30
Post: #21
RE: Projekt rezolucji w sprawie Archipelagu Wysp Simitu
Tak więc zostawmy ZKS w spokoju, a zajmijmy się bezpośrednio Osadą Wikingów.

Jeśli Ekscelencja Thorgautr grozi atakiem krajom Kontynentu Centralnego i upublicznia chęć wypraw łupieskich, to na co czekać? Osobiście mogę stwierdzić, że to nie pierwszy zapęd tego człowieka. Całkiem niedawno groził atakiem Rzeczpospolitej Obojga Narodów a potem Królestwu Skarlandu, więc ponawiam pytanie - na co czekać? Jeśli ten człowiek cierpi na brak dostatecznej ilości adrenaliny i swoją "polityką zagraniczną" ciągle dąży do niezgody, to czy nie należy rozwiązać ten gordyjski węzeł i oficjalnie potępić działania tego człowieka?

(-) Jego Królewska Mość Franciszek Ferdynand I,
z Bożej łaski i woli Narodu Król Rzeczpospolitej Obojga Narodów,
Wiceprezes Trybunału Sprawiedliwości przy Organizacji Polskich Mikronacji.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
28.06.2011, 00:53 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.06.2011 01:31 przez Edward II.)
Post: #22
RE: Projekt rezolucji w sprawie Archipelagu Wysp Simitu
Z mojej strony uwaga bardziej ogólnej natury.

Nie bardzo rozumiem, co stanowi przedmiot niniejszej debaty. Mamy oto bowiem konflikt rodem z gry fabularnej, toczony właściwie jedynie na łamach prasy agregowanej na Planecie Mikronacje. Co okazało się iskrą podpalającą beczkę z prochem? Na łamach wydawanego z Samundzie „Habari” ukazał się utrzymany w cokolwiek żartobliwej konwencji artykuł, w którym autor opisał swoją wizytę w burdelu, gdzie za pośrednictwem stworzenia o nazwie „gruba Jolcia” polski świat dowiedział się o zbrojnej wyprawie na wyspy Simitu. Temat podchwycił tytuł prasowy z Surmenii i chwilę później czytaliśmy już o „eskadrach niszczycieli uderzeniowych typu Zagłada Świata”, nie mówiąc już o „broni biologicznej, gazowej i atomowej” i jakichś wesołych skrzatach na motorówkach. Prawdę mówiąc nawet nie zwróciłem uwagi na ten materiał, podobnie jak nie zwróciłem uwagi na reakcję prasy surmeńskiej. Cały konflikt angażuje zresztą głównie majora Stefanosigosa, monarchę austro-węgierskiego i „króla królów” z rzeczonej osady wikingów. Potencjalnie najbardziej zainteresowana Brugia od ponad roku zasila poczet państw wymarłych.

I teraz rzecz dla mnie najmniej zrozumiała. Równolegle do konfliktu Surmeńczyków z Wikingami w najlepsze toczy się wojna Wurstlandii z połączonymi siłami zupełnie dla mnie anonimowych brzdąców, na oko ośmioletnich. Tam też są „zabici i ranni”, też krew, łzy i sieroty po dzielnych obrońcach. Wczoraj, jeśli wierzyć prasie, „padł Wurstadt”. Sęk w tym, że nikt nie traktuje poważnie tej osobliwej wojny. W zdobytym i splądrowanym mieście nikt nie wie, że ich matki, żony i kochanki zostały skute w łańcuchy i popędzone w kierunku komunistycznych rajów Wiejskiej Demokratycznej Republiki Rowów, bo taka jest nazwa jednego z agresorów. W mieście Wurstadt wszyscy grają w Call of Duty III i ze stoickim spokojem konsumują bułki z dżemem.

Skąd ta asymetria, która sprawia, że niepoważne relacje z „Habari” trafiły na forum OPM, zaś równie niepoważne relacje z „Informatora Armii Czerwonych” wywołały jedynie uśmiech politowania? Albo godzimy się na określoną formę zabawy i brniemy w ten nonsens konsekwentnie, albo machamy na wszystko ręką.

Przyjmijmy, że na łamach prasy sarmackiej opublikowany został artykuł, którego autor informuje, że na Kaharoneę lub Wiedeń spuszczona została bomba wodorowa, zaś pracownik sarmackiego MSZ dodatkowo precyzuje, że w wyniku ataku dzielny major Timoteos Stefanosigos i JCKM Franciszek Józef II zamienili się w parę wodną. Jaką strategię przyjąć? Ogłosić pospolite ruszenie chłopów z pochodniami, spamować przez tydzień Planetę Mikronacje opisami konfliktu z udziałem miotaczy plazmy, czy raczej uznać, że dzielny major Stefanosigos ma się świetnie, zaś opisanego konfliktu w ogóle nie ma i wrócić do herbaty? Świadkami czegoś w podobnym duchu byliśmy obserwując konflikt na linii Surmenia - BRC. Kto śledził wówczas Planetę, ten w ciągu jednego dnia mógł przeczytać dziesięć wzajemnie sprzecznych komunikatów na temat tej wojny. Fakty ustąpiły miejsce faktoidom, każdy mógł wybrać najbardziej wygodną dla siebie wersję wydarzeń, w każdym przypadku jednakowo jednak naciąganą.

W mikroświecie możliwe jest redagowanie gazety, sformowanie pięcioosobowego rządu, a nawet rozegranie piłkarskiego mundialu. Nie jest natomiast możliwe sformowanie piętnastotysięcznej dywizji piechoty, odpalenie rakiety balistycznej z głowicą termojądrową i wysłanie eskadry pancerników „Zagłada Świata” (zabawna prawidłowość: im mniejsza mikronacja, tym bardziej ułańska fantazja, nanonacje operują nawet w przestrzeni kosmicznej). Jest za to możliwy atak hakerski i zniszczenie plików z danymi. Opanowanie Wysp Simitu polegałoby na przejęciu hasła do ich witryny internetowej. Dopiero po tym fakcie można byłoby sięgać po odpowiednio kwiecistą retorykę, ale nawet wówczas "broń masowej zagłady" sugerowałbym zostawić młodszemu bratu. Tak wygląda konflikt zbrojny w cyberprzestrzeni i wolałbym nie schodzić do poziomu gry fabularnej, przed którą większość z nas tak mocno - podobno - stara się bronić.

(-) Jacques de Brolle
Premier Rządu Królewskiego
Królestwo Dreamlandu
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika
28.06.2011, 03:10
Post: #23
RE: Projekt rezolucji w sprawie Archipelagu Wysp Simitu
"W mikroświecie możliwe jest redagowanie gazety, sformowanie pięcioosobowego rządu, a nawet rozegranie piłkarskiego mundialu. Nie jest natomiast możliwe sformowanie piętnastotysięcznej dywizji piechoty, odpalenie rakiety balistycznej z głowicą termojądrową i wysłanie eskadry pancerników „Zagłada Świata” (zabawna prawidłowość: im mniejsza mikronacja, tym bardziej ułańska fantazja, nanonacje operują nawet w przestrzeni kosmicznej). Jest za to możliwy atak hakerski i zniszczenie plików z danymi. Opanowanie Wysp Simitu polegałoby na przejęciu hasła do ich witryny internetowej. Dopiero po tym fakcie można byłoby sięgać po odpowiednio kwiecistą retorykę, ale nawet wówczas "broń masowej zagłady" sugerowałbym zostawić młodszemu bratu. Tak wygląda konflikt zbrojny w cyberprzestrzeni i wolałbym nie schodzić do poziomu gry fabularnej, przed którą większość z nas tak mocno - podobno - stara się bronić."

Ekscelencja zechce wybaczyć, ale kiedy Ekscelencja uczestniczył ostatnio w konflikcie? Bo to Ekscelencji wydaje się, że nie jest możliwe stworzenie dywizji piechoty. Oczywiście, że jest. I dowiódł tego Ekscelencja w swoich artykułach o piłce nożnej. Dlaczego? Bo tam, do zwykłych tworzonych przez skrypty tabelek dodawał Ekscelencja wspaniałe relacje z meczów. Zadziałała u Ekscelencji wyobraźnia, jak widać zresztą, świetna. A czym się różni to, że ktoś sobie wyobrazi coś (armię) bez żadnych skryptów od tego, że ktoś wyobrazi sobie sytuacje na boisku? Tylko skryptem, czyli niczym, bo nadal działa wyobraźnia. Czy wobec takiego podejścia Ekscelencji do faktów, prasa nie może sobie "wymyślać", dajmy na to, niezależnych specjalistów, którym zadaje pytania, dla ubarwienia relacji? Oczywiście, że może! Czy prasa nie może opisywać klęski żywiołowej, w której rząd musi odpowiednio się zachować? Oczywiście, że może! Czy prasa nie może opisywać śmiertelnej choroby monarchy? Oczywiście, że może! A kto zabroni dworowi pociągnąć tę historię lub ją zdementować? I już coś się dzieje!

Dlaczegóżby więc odmawiać czegoś takiego specjalistom od wojskowości? Bawią się między sobą, prześcigają się w wyobraźni (byleby brzmiało sensownie!), ich kraje na to pozwalają i są zadowolone, nikt nie traci, bo nie ma fizycznie wymuszonych ustępstw terytorialnych, a państwa zyskują na aktywności. I mają zrezygnować z tego tylko dlatego, że "ruchowi mikronacjonalistycznemu" to zawadza? Dobry żart :-).

Ekscelencja zechce wybaczyć, ale Ekscelencja niespecjalnie chyba stara się w ogóle zrozumieć istotę innego niż dreamlandzkie pojmowanie mikronacji. Ekscelencjo, błagam: jaka większość, stara się "bronić" przed "poziomem gry fabularnej"? Odkąd Gnomia, Surmenia, Okoczia i Austro-Węgry zapoczątkowały nową ideę prowadzenia konfliktów zbrojnych, właśnie coraz więcej państw chce prowadzić ewentualne wojny na "nasz" sposób.

Królestwo Dreamlandu ani Ekscelencja nie musicie w tym uczestniczyć. Ale, na Boga, niechże Ekscelencja kompletnego niezrozumienia tego pomysłu nie zasłania ideą mikronacjonalizmu. Tak samo, jak poprzedni Sekretarz Generalny, szermuje Ekscelencja tym pojęciem zupełnie tak, jakby mikroświat był co najmniej poważnym projektem akademickim, a mieszkańcy dołączali do swoich państw, bo spodobała im się taka, czy inna definicja mikronacjonalizmu. Niestety: Austriacy, Surmeńczycy, Dreamlandczycy wybrali swój kraj, bo tam im się najbardziej podobało, a nie dlatego, że kwieciście im zagrało na zmysłach kojące brzmienie pseudonaukowej regułki. A nasz świat i uczestnictwo w nim to ZABAWA. Dorabianie do niej jakiejś szczególnej ideologii nie jest niczym dobrym.

Ekscelencja jest już trochę w naszym świecie, dłużej ode mnie. I dlatego na pewno Ekscelencja najlepiej zrozumie to, co teraz powiem: mówienie o tym, czy coś jest zgodne lub niezgodne z ideą "ruchu mikronacjonalizmu" jest tak samo zasadne, jak mówienie za czasów Leblandii o tym, czy jakieś państwo spełnia zasady Doktryny Micronation. Leblandczycy wymyślili tę doktrynę dlatego, że nie umieli korzystać z dynamicznych stron internetowych choćby w ich najprostszej postaci. Czyżby ci, którzy zasłaniają się ideą mikronacjonalizmu i tak uparcie trzymają się "jedynej słusznej linii", po prostu nie potrafią bawić się w taki sposób, w jaki bawi się coraz większa część mikroświata?

To smutne, tym bardziej że o wiele więcej od tego "ruchu" słyszymy o tym, że coś jest złe lub niewarte uwagi niż o tym, że coś jest dobre. "Ruch" zdaje się cenić sobie profesjonalną gadaninę, z której nic dla konkretnej mikronacji szczególnego nie wynika. My w Austro-Węgrzech na szczęście nad profesjonalną gadaninę stawiamy wyżej każde, nawet najbardziej amatorskie, działanie.

Ekscelencja raczy wspominać takie słowa jak "poważnie", "fakty", "uśmiech politowania", "brzdące" etc... Ekscelencjo, na litość Boską, co to w ogóle Ekscelencji przeszkadza, jeżeli nie dotyczy Królestwa Dreamlandu? Skoro te "brzdące" są w mikroświecie, to najwyraźniej dobrze się w nim bawią, spełnia on ich oczekiwania. Co jest w tym złego? Co za różnica, czy rozwalają swoje państewka i państwa tutaj czy w grze typu "Europa Universalis" (to nawet chyba zdrowsze). Fakty tych wojen są sprzeczne - i co z tego? Niechże mi Ekscelencja przytoczy JEDNĄ realną wojnę, w której prasa każdej ze stron przedstawia konflikt w taki sam sposób, z tymi samymi danymi. Znów wchodzimy w kwestię faktów i tutaj Ekscelencja zupełnie zapomina, jak prowadzone są takie wojny. Pewnie Ekscelencja nie kojarzy szczególnie mocno takiego państwa jak UKZT. Oni pisali, że mają mnóstwo broni, ogrom żołnierzy etc. - efekt był jeden: nikt z nimi nie chciał prowadzić wojny. Dlatego nie potrzeba "mędrców" ani żadnych instytucji, takie sprawy określają się same. Zakazywanie, nakazywanie, odgórne reguły będą tak bezsensowne jak dawne próby usunięcia Cesarstwa Leblandii, zupełnie niemożliwe bez naruszenia prawa polskiego.

Od symbolicznego końca okresu "Wielkiej Trójki" jako zupełnego przeżytku, czyli od momentu kiedy w OPM nie ma Członków Stałych, świat się bardzo pozytywnie zmienił. Jeżeli Królestwo Dreamlandu od tamtego czasu nie dorobiło się żadnej naprawdę istniejącej armii, nie oznacza to, że wszystkie armie i wojny są "be". Po prostu - Wy nie mieliście takich potrzeb, my mieliśmy. Nie wtrącajmy się wobec tego nawzajem do siebie i nie prosiłbym, żeby Ekscelencja, jak przystało na dyplomatę, nie deprecjonował osiągnięć innych krajów, nawet jeżeli kraj Ekscelencji zupełnie w ten rodzaj zabawy nie wierzy. I daruje Ekscelencja, ale ja mimo wszystko za zdrowsze i bardziej cywilizowane uważam prasowe notki i rozkazy na stronach armii niż włamywanie się do cudzych serwerów. Z notek i rozkazów jest jakiś pożytek - wzbudzają zainteresowanie, aktywność. Włamywanie się do serwerów jest tylko działaniem niszczycielskim. Jeżeli "ruch mikronacjonalistyczny" uważa, że tak nie jest, to pogratulować :-).

Wspomniał też Ekscelencja o określonej formie zabawy i tutaj wywołał Ekscelencja mój uśmiech. Ekscelencjo, określona forma może być w podwórkowej lidze piłki nożnej, a nie w zabawie, do której wszyscy dołączają bez wymaganej uprzedniej zgody innych i mogą robić to, co chcą. Reguły i realia gry określają kolejne wydarzenia. Nie można ich odgórnie narzucić, ani za pomocą Doktryny Micronation, ani za pomocą pojęcia idei mikronacjonalizmu.

Być może źle myślę, ale mnie "idea mikronacjonalizmu", w sposób przedstawiany m. in. przez Waszą Ekscelencję, kojarzyła się i kojarzy do tej pory tylko z jednym - z nudną, pseudonaukową gadaniną pełną zbędnej powagi i zadęcia. I to jeszcze pół biedy - kilka ważnych person tego świata coraz częściej o nim wspomina. I świetnie. Tylko gdzie są jakiekolwiek efekty "wdrażania" tak "naukowo" czy też "akademicko" pojmowanej idei mikronacjonalizmu w państwach? Dreamland stworzył pojęcie mikronacji w Polsce, był prekursorem, to wielki wkład. Ale mam wrażenie, że wdrażanie takiej uniwersalnej idei mikronacjonalizmu ten wkład nam może jedynie zohydzić i umniejszyć go. Niektóre powstające państwa chciały być duże jak Sarmacja. Inne luźne jak Wandystan. Jeszcze inne budować swój klimat, jak my. A jakoś dotąd nie zdażyło się, żeby ktoś oficjalnie chciał czerpać z idei mikronacjonalizmu.

W ogóle - ruch mikronacjonalistyczny czy jego idea (podkreślam: jego idea, nie sama idea!) - to są dla wielu z nas obce pojęcia, często już - jak powiedziałem - zohydzone i podawane w arcynudnej formie. Jest tylko jeden problem - nasza wizja mikronacji jest zorientowana na nas, nie interesuje nas że ktoś ma inną wizję - jego sprawa. No, chyba że ta wizja jest dla nas ciekawa. A tzw. "ruch mikronacjonalistyczny" zdaje się coraz częściej mieć ambicję do obejmowania swoją wizją całego mikroświata, przedstawiania siebie jako tego "starszego", "mądrzejszego" i Bóg wie jeszcze jakiego. I na to nie ma i nie będzie naszej zgody. Róbcie swoje, my nie musimy chcieć mieć z tym nic wspólnego.

Idea mikronacjonalizmu nie jest ani "nasza", ani "Wasza". Idea mikronacjonalizmu jest niezmierzalna, niedefiniowalna - to jest zbiór wszystkiego, co mikroświat stworzył i nadal tworzy. Składa się na to wszystko - i nasza wielokulturowość, i Wasza historia, i te wojny i wojenki, i yoyonacje. Jest to cały czas otwarty zbiór, co dodaje mu kolorytu, piękna i bogactwa. Czerpiemy z tego wszyscy. Dlatego żadna z wizji nie może zawłaszczać idei mikronacjonalizmu. Bo jeżeli zawłaszczy ją "ruch mikronacjonalistów", ruch donauerystów (donaueryzm - pogląd o wyższości Austro-Węgier nad wszystkim innym), ruch wandystów czy kogoś jeszcze innego, to straci bardzo wiele. Austro-Węgry z naszym pojęciem mikronacjonalizmu chcą żyć obok innych państw, z ich własnymi doświadczeniami i ideami. Nie chcemy, jak to propagatorzy "ruchu mikronacjonalistycznego" często próbują robić, narzucać innym tę "lepszą" czy "gorszą wersję". Uważamy, że da się spokojnie żyć razem i nie musi to powodować konfliktów. Dlatego właśnie moim zdaniem ważne jest, żeby Organizacja zajmowała się każdą liczącą się wizją świata (także jeżeli nie mieściłaby się w wyobrażeniu czy to Ekscelencji czy to moim), bo dzięki temu nie zamiata pod dywan problemów ani jednej, ani drugiej.

Mam też wrażenie, że tzw. "ruch mikronacjonalistyczny" ceni sobie nudę. Projekt tej rezolucji, tak jak wcześniejsze, jest wreszcie tym, czym OPM ma się zajmować - rozwiązywaniem, lepszym lub gorszym, konfliktów międzynarodowych. Nie jest to kolejna jałowa dyskusja o Radzie Rozwoju Mikronacji, o tym jak notyfikować skład delegacji czy o tym, czy można albo nie można kierować wniosek do sarmackiego sądu. Wciąż w takich sprawach jednak słyszymy "nie, to jest złe, to nie wypada, to nie tak". To na litość Boską, powiedzcież wreszcie, jak to MA wyglądać, a nie jak to NIE MA wyglądać. Przestańcie być jak wyrzuceni z uczelni naukowcy siedzący na ławce i krytykujący działania swojego środowiska, a nie wnoszący doń nic nowego. Liczy się skuteczność.

[Obrazek: UB4.png]
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika
28.06.2011, 04:10 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.06.2011 05:05 przez Edward II.)
Post: #24
RE: Projekt rezolucji w sprawie Archipelagu Wysp Simitu
Bardzo prosiłbym o wyraźne wyodrębnianie komentowanych cytatów, by całość nie zlewała się w gęstą zupę. Nie jestem w stanie odczytać powyższego traktatu bez poczucia pewnej dezorientacji.

Odpowiedź na powyższy post znajdzie WCKM w ostatnim akapicie mojego wcześniejszego komentarza. Nie kwestionuję kwiecistości opisów, gdyż sam jestem ich umiarkowanym zwolennikiem. Zdecydowanie potępiam natomiast sytuację, gdy za opisami kryje się pustka. Tak jest w tym przypadku - mamy do czynienia z pustą retoryką, ze słownymi fajerwerkami, nie z faktycznym konfliktem zbrojnym, na który mielibyśmy tutaj - śmiertelnie poważni - odpowiedzieć. Gdybyśmy chcieli zachować elementarną konsekwencję, należałoby z jednakową uwagą potraktować zmagania Wurstlandii z ZSKHiW, a może nawet uczcić minutą ciszy ściętą głowę Weerlanda, o czym doniosły przed kilkoma godzinami media. Są to wydarzenia daleko bardziej destabilizujące obszar młodych polskich mikornacji, niż wyprawa osamotnionego wikinga Svenssona na widmowe wyspy, których nazwy nie kojarzyło do wczoraj 9 na 10 mikronautów. Na nic takiego się nie zanosi. Jeśli zatem WCKM pragnie wziąć w obronę młodych romantyków z bujną wyobraźnią, sugeruję sięgnąć po większy parasol, by objąć wszystkich zainteresowanych. Selektywne podejście do sprawy jedynie obnaża absurd takiego modelu.

Uwag na temat mikronacjonalizmu nie będę komentował. WCKM daremnie kruszy kopię - nie podpisałbym się pod żadnym krytykowanym przez WCKM sądem, który jest mi tu przypisywany. Gdybym przeczytał jutro w prasie surmeńskiej czy samundyjskiej, że na Dreamopolis posypały się bomby próżniowo-paliwowe, zaś ciała moich rodaków zostały rozszarpane przez wygłodniałe warany, oponowałbym nie w imię jakiejś ortodoksyjnej doktryny mikronacyjnej, lecz w obronie zdrowego rozsądku i szacunku dla pewnych mechanizmów przyczynowo-skutkowych. Po prostu nie akceptuję werbalnego zaklinania rzeczywistości, w przeciwnym razie mikroświat nie przetrzymałby pierwszego roku: wszechobecność chaosu zniechęciłaby największych entuzjastów.

Nie mam pewności, jaka jest treść wspomnianego przez WCKM "ruchu", kto jest jego uprawnionym adwokatem i przeciwko czemu i komu występuje. W ubiegłym roku byłem jedynym z zaledwie garstki delegatów w tym gmachu, którzy bronili idei uznania RWŚ za wariant mikronacji, zapewne niesłusznie, jak pokazały późniejsze wydarzenia. Jest mi obojętne, czy Austro-Węgry na spółkę z wymienioną tu Gnomią, Surmenią i Okoczią nawzajem okładać się będą pociskami rakietowymi, lansując to jako oryginalny wkład w doktrynę i wyraz pankosmicznego spontanizmu. Po prostu proszę nie wymagać ode mnie, że będę na forum OPM traktować tego rodzaju fikołki poważnie i na czas debaty wchodził do kapsuły hibernacyjnej. Przypomnę dla formalności, że to WCKM złożył tutaj projekt rezolucji potępiającej komentowany cyrk. Obrany kierunek dyskusji z miejsca przyjął iście talmudyczny charakter, niespecjalnie adekwatny do skali komentowanych wydarzeń. Do głowy by mi nie przyszło, by poważnie potraktować rewelacje z "Habari", "Fony" czy "Tronu Ludu". Bo to w końcu, jak zauważa WCKM, zabawa.

(-) Jacques de Brolle
Premier Rządu Królewskiego
Królestwo Dreamlandu
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika
28.06.2011, 09:09
Post: #25
RE: Projekt rezolucji w sprawie Archipelagu Wysp Simitu
(28.06.2011 04:10)Jacques de Brolle napisał(a):  Do głowy by mi nie przyszło, by poważnie potraktować rewelacje z "Habari", "Fony" czy "Tronu Ludu". Bo to w końcu, jak zauważa WCKM, zabawa.
A mikronacje to się zajmują takimi poważnymi sprawami... Idąc tokiem myślenia Ekscelencji - po cóż traktować Dreamland poważnie? Toż to tylko zabawa. Po co odpowiadać w ogóle komukolwiek? Przecież to tylko zabawa Wink
Nie zatracajmy się w powadze... Mikronacje są zabawą i wymagają od nas wyobraźni; czasem przyjęcia tego, co nie po naszej myśli, ale to tylko czyni tę zabawę atrakcyjniejszą. Odnosząc się do tego, jak Ekscelencja zachowałby się, gdyby przeczytał jutro w prasie surmeńskiej czy samundyjskiej, że na Dreamopolis posypały się bomby próżniowo-paliwowe, zaś ciała jego rodaków zostały rozszarpane przez wygłodniałe warany - ja zareagowałbym całkowicie inaczej. Starałbym się albo zdementować całkowicie informacje uznając je REALNIE za totalnie abstrakcyjne i niemożliwe do realizacji, albo przyjąłbym "wezwanie do zabawy" i pociągnął to dalej, ale również dementując powiedzmy część informacji. Proszę mi wierzyć, ale argument Ekscelencji, że prasy Surmenii i Samundy podczas wojny prezentują całkiem inne wizje można nazwać po prostu tautologią.

Proszę się odwołać do historii realnej Polski i okupacji podczas II wojny światowej, czy też późniejszej zimnej wojny i nowomowy. Jeżeli miałby Ekscelencja problem ze znalezieniem mnogości tych przykładów - służę pomocą.


Przechodząc natomiast do pytania:
Cytat:Skąd ta asymetria, która sprawia, że niepoważne relacje z „Habari” trafiły na forum OPM, zaś równie niepoważne relacje z „Informatora Armii Czerwonych” wywołały jedynie uśmiech politowania?

Proszę wybaczyć Ekscelencjo, ale dlaczego Monarchia ma się interesować i działać tam, gdzie nie ma interesu? Byłoby to kuriozum. W przypadku Simitu Monarchia - jak informowała - reprezentuje Królestwo Brugii, które kompetencje w polityce zagranicznej przekazało właśnie Monarchii. Z kolei Surmenia jest uczestnikiem konfliktu, więc tutaj jest również interes Członka (czyli pokrótce - OPM nie ma tam interesu najwyraźniej). I stąd też wynika pytanie, a zarazem propozycja do osoby Ekscelencji oraz Królestwa Dreamlandu: dlaczego Dreamland nie złożył zatem projektu rezolucji w sprawie zmagań Wurstlandii z ZSKHiW, które wyraźnie są w polu zainteresowania Królestwa? Zachęcam serdecznie do złożenia projektu, a z pewnością i nad nim odbędzie się debata.



Ach, PS:
Cytat:Jest za to możliwy atak hakerski i zniszczenie plików z danymi. Opanowanie Wysp Simitu polegałoby na przejęciu hasła do ich witryny internetowej. Dopiero po tym fakcie można byłoby sięgać po odpowiednio kwiecistą retorykę, ale nawet wówczas "broń masowej zagłady" sugerowałbym zostawić młodszemu bratu. Tak wygląda konflikt zbrojny w cyberprzestrzeni i wolałbym nie schodzić do poziomu gry fabularnej, przed którą większość z nas tak mocno - podobno - stara się bronić.
Nie wiem, czy Ekscelencja zdaje sobie z tego sprawę, ale właśnie namawia do łamania realnego prawa Rzeczpospolitej Polskiej, a hakerskie ataki nie są traktowane pobłażliwie. Moim zdaniem atak na stronę świadczy o niczym więcej, jak tylko o prymitywizmie danej mikronacji oraz niskości jej lotów. [i nie wiem skąd informacja, że większość z nieokreślonego "nas" broni się przed fabularyzacją - to też buduje klimat].

[Obrazek: UB2.png]
(-) Tivadar Zoltán baró Szücs
Zastępca Sekretarza Generalnego Jego Ekscelencji Timoteosa Stefanosigosa
Dyrektor Departamentu Politycznego

Były Premier Cesarskiego i Królewskiego Rządu Monarchii Austro-Węgier
Redaktor Naczelny Monarchie Leben
Kontakt: monarchieleben@austro-wegry.org
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika
28.06.2011, 12:01
Post: #26
RE: Projekt rezolucji w sprawie Archipelagu Wysp Simitu
Czy WE w ogóle przeczytał moją wypowiedź?

W dodatku miałbym namawiać do ataków hakerskich? Gdybym stwierdził fakt, że śmierć człowieka następuje między innymi na drodze śmierci mózgowej, oznaczałoby to, że namawiam do wywoływania śmierci mózgowej? Proszę litościwie zejść do ziemię i nie zadręczać mnie widokiem podobnych konstrukcji.

(-) Jacques de Brolle
Premier Rządu Królewskiego
Królestwo Dreamlandu
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika
28.06.2011, 13:51 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.06.2011 14:16 przez FJ II.)
Post: #27
RE: Projekt rezolucji w sprawie Archipelagu Wysp Simitu
Cytat:Bardzo prosiłbym o wyraźne wyodrębnianie komentowanych cytatów, by całość nie zlewała się w gęstą zupę. Nie jestem w stanie odczytać powyższego traktatu bez poczucia pewnej dezorientacji.

Z tym zawsze miałem "leniwy problem", ale skoro Ekscelencji to przeszkadza, to z przyjemnością to zrobię :-). Nie miałem pojęcia, że aż tak może to utrudniać wyłapanie sensu wypowiedzi.

Raczył Ekscelencja wspomnieć o innej z wojen przeprowadzanych aktualnie w mikroświecie. I jak wspomniał słusznie Szlachetny Baron, jeżeli jakieś państwo ma interes w uspokojeniu konfliktu, to niech wystosuje projekt rezolucji. Austro-Węgry mają interes w wyparciu Zjednoczonego Królestwa Samundy z Kontynentu Wschodniego, tak samo jak miały interes w rozwiązaniu konfliktu na Vaarlandzie.

Odkąd między innymi Dreamland uznał przestarzałą już Wspólną Mapę Polskich Mikronacji, będą zawsze istnieć konflikty terytorialne. Przypomnę, że ten sam Dreamland bardzo mocno oponował przeciwko pozostaniu sarmackiego wówczas Wandystanu na mapie. Ten sam Dreamland wstąpił w sojusz obronny z Wandystanem po uznaniu przez siebie Morvanu za państwo. Czy te działania były lepsze od wojen o Simitu, interwencji w Ciprofloksji czy konfliktu na Vaarlandzie? Moim zdaniem były nawet gorsze, bo nie stworzono żadnej otoczki fabularnej wokół tego, co się dzieje.

Tak, Ekscelencjo, jestem za tworzeniem fabuły. W Austro-Węgrzech, podobnie jak w Dreamlandzie, nie mamy własnego systemu automatycznej gospodarki. A mimo to jednak co jakiś czas powstają firmy, organizacje i instytucje: kina, Cesarska Przychodnia Zdrowia, HofCreditAnstalt, biuro projektowe Hpt. Rittera Jorga, restauracje, hotele. Wszystkie te firmy radzą sobie lepiej lub gorzej, obracając tylko pieniędzmi i słowami na forum. Ale radzą sobie - nie są to puste elementy jakiegoś skryptu gospodarki i zmieniające się dane. Są to efekty czegoś daleko lepszego - wyobraźni ludzi, którzy tworzą nasz kraj. Tak samo działania zbrojne, manewry naszej armii czy zwykłe napięcia - są wytworem naszej własnej wyobraźni, dlatego są daleko lepsze od generowanych skryptami zachowań.

Jeżeli wszystko w mikroświecie ma mieć związek przyczynowo-skutkowy, z wyłączeniem wyobraźni w początkowej fazie, to stworzymy gorszą wersję gry "The Sims". Gorszą - bo ograniczenia prawie te same, a oprawa żadna. Austro-węgierski w dużej mierze model państwa stawiającego w dużej części na fabułę sprawdził się. Odkąd powstaliśmy, wiele państw przyjęło cechy naszej idei państwowości, ulepszając ją i poprawiając. Są państwami z charakterem lub choćby z pomysłem, często współtworzone przez Austriaków i Węgrów. Królestwo Nordii, Rzeczpospolita Obojga Narodów, Państwo Kościelne Rotria, Królestwo Francuskie i im podobne - wszystkie one nie naśladują nas, ale czerpią korzyść ze ścieżki, którą utarliśmy i same ucierają jeszcze więcej ścieżek, bo tworzą je ludzie z pasją i wyobraźnią. Poprzedni model państwa, wzorowany w jakimś stopniu na Dreamlandzie czy Sarmacji, model, który nigdy nie określił jasno rodzaju swojej kultury (Dreamland czasem tylko kojarzył się z Wielką Brytanią, tak jak Scholandia z kulturą niemiecką, a Sarmacja z kulturą szlachecką w Polsce), nie ma wielkich efektów. Większość państw, gdzie słyszało się "chcemy być jak Dreamland", "chcemy być jak Sarmacja", skończyło dość szybko jako yoyonacje.

Dobrym przykładem jest tutaj Królestwo Trizondalu. Choć - i mam nadzieję, że delegacja trizondalska wybaczy mi moje słowa, bo nie są wymierzone w Trizondal, który podziwiam - kiedyś to było państwo, które traktowano jak yoyonację, to jednak bardzo się rozwinęło. Stworzyli wiele wspaniałych instytucji kultury, z których sztandarową jest choćby Televizja Trizondal, a dziś mamy coraz większą przyjemność, czytając Gazetę Górniczą. Jest tylko jeden kłopot - kultura Trizondalu istnieje, jest prężna... tylko nikt z nas nie umie jej utożsamić z jakąś konkretną kulturą czy ideą. Niestety - tworzą wspaniałe miasta, wspaniałe instytucje, stworzyli własne, prężne społeczeństwo - ale wchodząc na stronę Trizondalu nie czuje się od razu pewnego klimatu, który zapewne Trizondal sobie kiedyś wyrobi.

Przykład podałem dlatego, by pokazać, że jest inna droga i właśnie ona znajduje coraz więcej zwolenników. U nas nie ceni się tak bardzo wskaźników, skryptów i przycisków do kliknięcia. My wolimy docenić ludzką wyobraźnię, która więcej jest dla nas warta, niż kolejne kilobajty systemów. Kolejny przykład - w kilku państwach, np. w Sarmacji, stworzono swego czasu wątki RPG dla mieszkańców. Dla mnie jest to jasny znak - te państwa zaczynają poszukiwać jakiegoś klimatu. Zaczynają szukać, bo jałowe stanowiska oparte na niczym się nie różniących konstytucjach, niewiele dają. W Austro-Węgrzech natomiast "wątek RPG" trwa cały czas - często są to proste, niespieszne pogawędki na forum, gdzie ludzie niby się spotykają. Dzięki temu można sobie wyobrazić, że nie jest się na samotnym, nudnym forum, a naprawdę chodzi się po Wiedniu, Pradze czy Budapeszcie. Zresztą, taki sam eksperyment zrobili Sarmaci w Baridasie - szkoda, że się nie udało, może trzeba było więcej pracy, a może innych rozwiązań.

I to samo ma się do armii - jeżeli przyjmujemy tezę, że prasa tworzy rzeczywistość, że jest "Bogiem" w stylu podobnej instytucji w dawnej Cyberii, o tyle jednak lepszym, że nie w państwowych rękach, to musimy też przyjąć, że ta sama prasa ma prawo opisywać działania zbrojne. Przypomina mi się konflikt w Ciprofloksji i wspaniałe relacje z frontu feldmarszałka Freiherra von Rabl oraz Hauptmanna Rittera Jorga. I tu powstaje pytanie - czy krzewiciele tej "drugiej" wizji mikronacji stworzyli choćby fragment czegoś takiego? Czy po prostu kręcą nosem na innych, bo sami nie potrafią?

Z wypowiedzi Ekscelencji daje się wyczuć dużą obawę przed działaniami "brzdąców". Nie widzę w tym żadnego problemu - jeżeli ktoś przestaje realizować pewne niepisane reguły gry, to po prostu się go ignoruje. To samo, jeżeli ktoś nie potrafi sensownie argumentować swoich wyobrażeń. Po prostu się go ignoruje. Nie musi istnieć do tego żadna "nadrzędna" instytucja, która by to kontrolowała. Pełne mikronacyjne "laissez-faire". Czy w konflikcie o Simitu uwzględniamy w ogóle Baronię Simitu? Nie, bo jej władze to jedna osoba, w dodatku z nieuznawanej przez nikogo Ciprofloksji, więc powstanie Baronii póki co ignorujemy. Czy jeżeli ktoś powie, że "na Dreamopolis posypały się bomby próżniowo-paliwowe", to potraktujemy go poważnie? Pewnie, że nie, choć Rząd Jego Królewskiej Mości pewnie mógłby zdementować te plotki - zawsze to kolejna aktywność, kolejny pomysł. Tak samo: czy jakaś większa grupa ludzi poważnie traktuje mapę Pela Nandera, z każdą jednoosobową mikronacją, którą Pel Nander nanosi? Oczywiście, że nie.

Z takim "ignorowaniem" mamy doświadczenia - Austro-Węgry tak ignorowały jednoosobową Islamską Republikę Bośni Gafara al-Cadyka. Jedynym naszym działaniem było wysłanie wojsk XVI. Korpusu, by sprawdził, czy ktoś w ogóle wie o takim tworze. I co w tym złego? Kolejne doniesienia prasowe, kolejne posty, kolejne dyskusje i komentarze - więc przysłużyło się to naszej aktywności. Jak w aikido - siłę wrogich ciosów można wykorzystać, czasem przeciwko niemu.

Istnieje "wzajemne odstraszanie wstydem" w takich konfliktach. Jeżeli ktoś pisze, że ma mnóstwo sił zbrojnych, to nikt go nie bierze na poważnie. Gdyby za wyprawą Wikingów nie mogły iść konsekwencje polityczne dla kontynentu (naprawdę, mapa się zaktualizowała od czasów Wspólnej Mapy Polskich Mikronacji), nikt by się nie przejął svenssonieniem (takie nowe słówko, eufemizm od "opowiadać głupoty, bzdury") Konungra Osady, bo wszyscy wiedzą, że ta persona ma na tyle po kolei w głowie, na ile kolejno odliczą mu znajdujące się tam ołowiane żołnierzyki. Z Fryderykiem Wilhelmem i jego UKZT też nikt nie chciałby prowadzić wojny, żeby nawet ten dzieciak twierdził, iż jego armie stoją u bram Wiednia, Dreamopolis czy Grodziska.

Różnica między pierwszą wizją mikronacji a drugą jest taka, że pierwsza tworzy ramkę, która być może z czasem się wypełni - najczęściej jednak pozostaje pusta i zdjęta ze ściany. Druga natomiast proponuje wstawienie do ramy płótna, które można zacząć zamalowywać, jak się chce, byle ciekawie.

Mikronacje catch-allowe w starym stylu, bez założeń dotyczących ich klimatu i charakteru, są już zapełnione. Dreamland, Sarmacja i Scholandia wypełniły tę krótką ławkę, znajduje się też miejsce dla Trizondalu, który coraz bardziej jednak patrzy w inną stronę. Tworzenie kolejnej takiej samej mikronacji - bo przecież te trzy państwa nie różnią się od siebie tak bardzo, jak Austro-Węgry od Surmenii albo Wandystan od Al Rajnu - nie będzie niczym dobrym, nikomu już nie wyjdzie. Wiele yoyonacji próbowało. Teraz wychodzi jedynie tworzenie mikronacji z charakterem i klimatem, co zapoczątkowaliśmy my razem z Wandystanem. I tak, jak kiedyś Leblandia broniła przestarzałej Doktryny Micronation, tak obserwujemy ostatnią obronę starego stylu mikronacji.

Nie apeluję o zmianę Waszej drogi - sami wiecie najlepiej, co dla Was dobre, nas dobro innych wcale nie musi interesować. Ale myślę, że dla wspólnego dobra powinno się zaakceptować nowe modele mikronacji. Inaczej tych starych po prostu nikt nie będzie potrzebował.

[Obrazek: UB4.png]
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika
28.06.2011, 14:14
Post: #28
RE: Projekt rezolucji w sprawie Archipelagu Wysp Simitu
Odpowiadając na pytania Ekscelencji:
(28.06.2011 12:01)Jacques de Brolle napisał(a):  Czy WE w ogóle przeczytał moją wypowiedź?
Tak, przeczytałem obie wypowiedzi. A Ekscelencja moje?
(28.06.2011 12:01)Jacques de Brolle napisał(a):  W dodatku miałbym namawiać do ataków hakerskich?
(28.06.2011 00:53)Jacques de Brolle napisał(a):  W mikroświecie możliwe jest ((...) tu wymienione). Nie jest natomiast możliwe ((...) tu wymienione). Jest za to możliwy atak hakerski i zniszczenie plików z danymi. Opanowanie Wysp Simitu polegałoby na przejęciu hasła do ich witryny internetowej. Dopiero po tym fakcie można byłoby sięgać po odpowiednio kwiecistą retorykę, ale nawet wówczas "broń masowej zagłady" sugerowałbym zostawić młodszemu bratu. Tak wygląda konflikt zbrojny w cyberprzestrzeni i wolałbym nie schodzić do poziomu gry fabularnej, przed którą większość z nas tak mocno - podobno - stara się bronić.
Tak, według mnie namawia Ekscelencja do takich praktyk.
(28.06.2011 12:01)Jacques de Brolle napisał(a):  Gdybym stwierdził fakt, że śmierć człowieka następuje między innymi na drodze śmierci mózgowej, oznaczałoby to, że namawiam do wywoływania śmierci mózgowej?
Nie. Oznaczałoby to, że jeżeli u kogoś stwierdzono by śmierć mózgu, a pozostałe narządy by działały sprawnie, to Ekscelencja mógłby ewentualnie namawiać do uznania takiej osoby za martwą; z pewnością uznałby Ekscelencja wówczas tę osobę za martwą.
(28.06.2011 12:01)Jacques de Brolle napisał(a):  Proszę litościwie zejść do ziemię i nie zadręczać mnie widokiem podobnych konstrukcji.
Stąpam po ziemi i wyciągam wnioski z Ekscelencji wypowiedzi. Tak je odebrałem, a jeżeli jest to zły wniosek i wcale Ekscelencji nie opowiada się i nie namawia Ekscelencja do działań zbrojnych w postaci ataków na strony, to proszę po prostu to powiedzieć.



I nadal nie otrzymałem odpowiedzi: dlaczego Dreamland nie złożył zatem projektu rezolucji w sprawie zmagań Wurstlandii z ZSKHiW?

[Obrazek: UB2.png]
(-) Tivadar Zoltán baró Szücs
Zastępca Sekretarza Generalnego Jego Ekscelencji Timoteosa Stefanosigosa
Dyrektor Departamentu Politycznego

Były Premier Cesarskiego i Królewskiego Rządu Monarchii Austro-Węgier
Redaktor Naczelny Monarchie Leben
Kontakt: monarchieleben@austro-wegry.org
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika
29.06.2011, 00:23 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.06.2011 00:32 przez Edward II.)
Post: #29
RE: Projekt rezolucji w sprawie Archipelagu Wysp Simitu
Wasza Cesarsko-Królewska Mość,

mam czasem takie wrażenie, że WCKM wyrzuca z siebie dawno napisane myśli, które na potrzeby bieżącej dyskusji wyciąga z szuflady i publikuje przy pierwszej lepszej okazji jako rodzaj kominkowej gawędy. W zasadzie mógłbym każdą wyartykułowaną tutaj myśl z powyższego referatu odwrócić i podobnie jak WCKM zapelować do władz Monarchii Austro-Węgier o większą "otwartość na nowe modele mikronacji". Apel byłby jednakowo zasadny.

W wypowiedzi WCKM znajduję większość fobii, lęków i obsesji przedstawiciela „nowej” ("średniej"?) generacji mikronacji, która za punkt honoru postawiła udowodnić ksenofobię, izolacjonizm i próżne poczucie wyższości wśród przedstawicieli „starej” generacji, rzekomo gotowych odwrócić się na pięcie od wszystkiego, co awangardowe i nie pasujące do dawno wypracowanych wzorców. Sarmatom dodatkowo zarzuca się tradycyjnie imperializm i demoniczne zapędy, Dreamlandczykom i Scholandczykom w najlepszym razie gnuśność. Temat zostawię na inną okazję, bo też polemika z taką postawą przypominałaby konieczność udowodnienia, że nie jest się wielbłądem. Jak w tym starym dowcipie.

Sens całej dyskusji ugrzązł w mulistym potoku niepotrzebnych referatów. Nie jestem przeciwnym fabularyzacji jako takiej. Wręcz przeciwnie – Dreamland, podobnie jak każda inna mikronacja, w większym lub mniejszym stopniu opiera się na tej praktyce. Począwszy od opisów przebiegu ceremonii państwowych, przez elementy wzbogacające opisy wszystkich dostępnych nam przejawów życia publicznego, na konfliktach zbrojnych kończąc. W trakcie swojej aktywności w mikroświecie wygłosiłem kilka tuzinów pochwał wyobraźni, w niektóre wierzę do dziś. Z ustawowej regulacji dotyczącej sił zbrojnych zrezygnowaliśmy, gdy większość naszych parlamentarzystów zbliżyła się lub przekroczyła próg 25 lat i uznała, że zabawa straciła swój pierwotny urok. Nie przeszkadzają mi jednak samundyjskie czy surmeńskie krążowniki. Cały wywód WCKM to wyimek z dobrze nam wszystkim znanego elementarza mikronacyjnego. Nie zamierzam polemizować z truizmami.

Relacja z nie rozegranego meczu piłkarskiego nie ma większego sensu, podobnie kwiecisty opis konfliktu zbrojnego bez jakichkolwiek znamion tego konfliktu budzi mój głęboki sceptycyzm. Nie chciałbym, by wobec postępującej depopulacji mikroświata słowa zastąpiły działania ludzi z krwi i kości. I nie mówię tutaj wirtualnych wojnach, bo te interesują mnie dziś najmniej.

W pierwszym komentarzu porównałem dwa równolegle toczone konflikty. Ten na linii Wurstlandia – ZSKHiW oraz ten, którego dotyczy zgłoszona rezolucja. Zaintrygowała mnie pewna prawidłowość: jak to możliwe, że konflikty prowadzone przy użyciu identycznych technik zaklinania rzeczywistości traktowane są w sposób tak wymownie niesymetryczny?

Odpowiadając baronowi Szücsowi: nie chodzi mi o brak bliźniaczej rezolucji, którą Dreamland absolutnie nie jest zainteresowany, lecz o podejście ogółu mikronautów do niemałego przecież środowiska najmłodszych uczestników naszej zabawy. I nie jest tak, jak pisze WCKM, że przemawia przeze mnie „obawa przed brzdącami”. Już raczej rozbawienie skalą pogardy okazywanej wobec tej hałaśliwej hałastry. Pogardy obecnej w komentarzach i na forach dyskusyjnych odwiedzanych przeze mnie państw. Ze świecą szukać tam wzmianek o „Jego Ekscelencji” Weerlandzie. Już raczej mowa jest o „idiocie”, „pedale”, tudzież żartobliwie o „durniu”. Mówiąc językiem dziarskiego gimnazjalisty: nikt nie obcyndala się z tworami w rodzaju ZSKHiW, Intelowa czy Klindii. Nie ma mowy, by uszanowano płody wyobraźni p. Weerlanda, choć są to płody tego samego sortu, co refleksje opublikowane na łamach "Habari".

Gdybym w przypływie wyjątkowo dobrego nastroju przedłożył projekt analogicznej rezolucji w sprawie „zburzenia miasta Wurstadt", faktu być może nawet bardziej złowieszczego od widoku wikingów pod Simitu, zapewne naraziłbym się na zarzut celowego ośmieszania autorytetu OPM. Pokładając niemałą wiarę w zdolności intelektualne delegatów nawet bym od nich takiej właśnie reakcji wymagał.

(28.06.2011 14:14)Tivadar Zoltán baró Szücs napisał(a):  
'Jacques de Brolle' pid='8759' dateline='1309255299' napisał(a):W dodatku miałbym namawiać do ataków hakerskich?
Tak, według mnie namawia Ekscelencja do takich praktyk.

Zostałem zatem rozszyfrowany przez Waszą Ekscelencję.

(-) Jacques de Brolle
Premier Rządu Królewskiego
Królestwo Dreamlandu
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika
29.06.2011, 06:04
Post: #30
RE: Projekt rezolucji w sprawie Archipelagu Wysp Simitu
Cytat:W pierwszym komentarzu porównałem dwa równolegle toczone konflikty. Ten na linii Wurstlandia – ZSKHiW oraz ten, którego dotyczy zgłoszona rezolucja. Zaintrygowała mnie pewna prawidłowość: jak to możliwe, że konflikty prowadzone przy użyciu identycznych technik zaklinania rzeczywistości traktowane są w sposób tak wymownie niesymetryczny?

Wasza Ekscelencjo, pozwolę sobie odpowiedzieć na to pytanie. Ponieważ jednak nie do końca wiem, o co dokładnie pyta Ekscelencja, tj. czemu my, jako OPM traktujemy tamten konflikt inaczej, czy bardziej ogólnie "my" jako fragment mikronacyjnej opinii publicznej, to odpowiem na obie możliwości.

Dlaczego OPM zajmuje się tym konfliktem a nie tamtym? Z dwóch prostych powodów - po pierwsze, w tej sprawie wpłynął wniosek, w tamtej nie. Ponadto w tym konflikcie w mniej lub większym stopniu zaangażowane są co najmniej 3 państwa członkowskie OPM, a agresorem jest państwo, którego działania było już przedmiotem rezolucji Organizacji.

A dlaczego opinia publiczna odnosi się do tych konfliktów w sposób niesymetryczny? Bo, gdy zamiast generalizować i z wyższością patrzeć na taką koncepcję prowadzania mikronacyjnych konfliktów zbrojnych (nie oferując przy tym żadnego innego modelu, a jedynie głosem wyroczni stwierdzając "to jest genois"), lepiej przyjrzymy się obydwu konfliktom, dostrzeżemy, że one po prostu są niesymetryczne.

Po pierwsze, biorą w nim udział państwa zupełnie innego kalibru - w tamtym przypadku jest znana nam skądinąd Wurstlandia i grupa na wpół anonimowych nanonacji, w konflikcie o Simitu - Surmenia i Samunda, państwa (niezależnie od ich oceny) raczej znane i istniejące już dość długo. Po drugie - zupełnie inny charakter ma ten konflikt - tam jest to faktycznie dość dziecinne podejście typu "nie lubię ich to ich najadę milionem żołnierzy i miliardem czołgów", tutaj, choć faktycznie Samunda reprezentuje niewiele wyższy poziom, konflikt ma jakieś znamiona realności i jest de facto dwustronny.

W tamtym konflikcie jednostronne deklaracje o wielkich zwycięstwach mają charakter absurdalny - tutaj w oświadczeniach Samundy, choć faktycznie nie do końca realistycznych, dostrzegałbym raczej bufonadę i wyolbrzymienia (a czy nie jest to cecha charakterystyczna dla afrykańskich dyktatorów wojskowych?) niż całkowitego oderwania od rzeczywistości. Również zwracam uwagę, że działania Surmenii nie mają charakteru całkowitego zaprzeczenia w stylu "a nie, to nie wy nam, ale my wam bombardujemy stolicę", ale są do pewnego stopnia (na ile byłoby to nadal realistyczne) inną interpretacją tych samych wydarzeń. Zignorowano jedynie elementy całkowicie bezsensowne (typu umieszczone na samolotach "generatory EMP") oraz bezpośrednio wynikające z nich założenia.

Cytat:podobnie kwiecisty opis konfliktu zbrojnego bez jakichkolwiek znamion tego konfliktu budzi mój głęboki sceptycyzm

Czy mógłby Wasza Ekscelencja w takim razie wyjawić, jakie mogłyby być "znamiona" takiego konfliktu? Czy są nimi dla Ekscelencji wyłącznie działania o charakterze hakerskim?

/-/ mjr dr Timoteos Stefanosigos
III Archont Demokracji Surmeńskiej,
Tesmoteta Dyplomacji
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika
Wątek zamknięty 


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości