Wątek zamknięty 
 
Ocena wątku:
  • 0 Głosów - 0 Średnio
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Projekt rezolucji w sprawie Archipelagu Wysp Simitu
29.06.2011, 11:25
Post: #31
RE: Projekt rezolucji w sprawie Archipelagu Wysp Simitu
Cytat:W wypowiedzi WCKM znajduję większość fobii, lęków i obsesji przedstawiciela „nowej” ("średniej"?) generacji mikronacji, która za punkt honoru postawiła udowodnić ksenofobię, izolacjonizm i próżne poczucie wyższości wśród przedstawicieli „starej” generacji, rzekomo gotowych odwrócić się na pięcie od wszystkiego, co awangardowe i nie pasujące do dawno wypracowanych wzorców. Sarmatom dodatkowo zarzuca się tradycyjnie imperializm i demoniczne zapędy, Dreamlandczykom i Scholandczykom w najlepszym razie gnuśność. Temat zostawię na inną okazję, bo też polemika z taką postawą przypominałaby konieczność udowodnienia, że nie jest się wielbłądem. Jak w tym starym dowcipie.

Ekscelencjo, proszę wybaczyć, ale lekko Ekscelencja przesadził. Ksenofobię? Izolacjonizm? Poczucie wyższości?

Jakże miałbym zarzucać komuś ksenofobię, jeżeli w samych Austro-Węgrzech ludzie niekoniecznie interesują się zagranicą i mają ją za dziwną i niepotrzebną w naszym życiu? I jeżeli Austriacy i Węgrzy (słusznie!) uważają, że jeżeli ktoś czegoś o nich nie wie, to nie warto z nim gadać?

Jakże miałbym zarzucać izolacjonizm, jeżeli to właśnie w Austro-Węgrzech w przeszłości tak długo opieraliśmy się wchodzeniu w jakiekolwiek sojusze?

I jakże miałbym zarzucać próżne poczucie wyższości, jeżeli to w Austro-Węgrzech mocny jest donaueryzm, pogląd mówiący że tylko Monarchia jest sensownym państwem do zamieszkania i góruje nad innymi?

Ekscelencja traktuje mnie czy Szlachetnego Barona jak uporczywą muchę lub jakiegoś natręta, a przynajmniej zrównuje z "brzdącami" ośmioletnimi. Muszę przede wszystkim stanowczo zaprotestować przed takim traktowaniem nie mnie, ale węgierskiego szlachcica, którego państwo mam zaszczyt reprezentować. Pokazał Ekscelencja, co myśli o innych, tak jak pokazał to już wcześniej, zarzucając mi myślenie plemienne.

Nie będę się bawił w typowo polskie żądania przeprosin, bo to nie ma sensu. Po prostu bardzo się zawiodłem, miałem o Ekscelencji o niebo wyższe zdanie. I teraz, pozwoli Ekscelencja, odniosę się do dalszych elementów wypowiedzi Ekscelencji.

Cytat:Relacja z nie rozegranego meczu piłkarskiego nie ma większego sensu, podobnie kwiecisty opis konfliktu zbrojnego bez jakichkolwiek znamion tego konfliktu budzi mój głęboki sceptycyzm. Nie chciałbym, by wobec postępującej depopulacji mikroświata słowa zastąpiły działania ludzi z krwi i kości. I nie mówię tutaj wirtualnych wojnach, bo te interesują mnie dziś najmniej.

W pierwszym komentarzu porównałem dwa równolegle toczone konflikty. Ten na linii Wurstlandia – ZSKHiW oraz ten, którego dotyczy zgłoszona rezolucja. Zaintrygowała mnie pewna prawidłowość: jak to możliwe, że konflikty prowadzone przy użyciu identycznych technik zaklinania rzeczywistości traktowane są w sposób tak wymownie niesymetryczny?

Mówi Ekscelencja znów o swoim sceptycyzmie - ja znów zapytuję: jeżeli nie tak, to jak według Ekscelencji prowadzić konflikty zbrojne? Ataki hakerskie? Czy może oskryptowane gry wojenne? Poza tym, moim zdaniem te konflikty zdecydowanie nie są bliźniacze. To, że występuje konflikt na linii Wurstlandia - ZSKHiW, odbija się tylko na tych dwóch państwach. A łupieżcza wyprawa samundyjskich Wikingów oznacza, że u granic brugijskiej Mersji, którą mamy zaszczyt reprezentować, nagle zaczęła się obecność obcego państwa. Artykuły prasowe mogą nas nie interesować, ale jest przecież związek przyczynowo-skutkowy. Co nam zagwarantuje, że Simitu nie zostanie zajęte przez bandę Wikingów, a w konsekwencji przez Samundę?

I jeszcze wracając do kwestii sceptycyzmu Ekscelencji. Mam wrażenie, że cały czas Ekscelencja powtarza tylko "nie", "nie" i "nie". Nie umie Ekscelencja nawet wskazać choćby zalążka innego sposobu prowadzenia konfliktów, który byłby legalny w myśl prawa polskiego. Poruszamy się w ten sposób w abstrakcyjnych pojęciach, z których nic nie wynika. Taka dyskusja i krytyka jest niepotrzebna, bo jest po prostu niekonstruktywna. Jeżeli komuś się coś nie podoba, to powinien zrobić to inaczej, albo przynajmniej pokazać jakieś sensowne rozwiązanie, które uważa za słuszne. Bez tego będziemy jak ławkowi menele, którym nic się nigdy nie podoba i są wiecznie najmądrzejsi.

Cytat: Już raczej mowa jest o „idiocie”, „pedale”, tudzież żartobliwie o „durniu”. Mówiąc językiem dziarskiego gimnazjalisty: nikt nie obcyndala się z tworami w rodzaju ZSKHiW, Intelowa czy Klindii. Nie ma mowy, by uszanowano płody wyobraźni p. Weerlanda, choć są to płody tego samego sortu, co refleksje opublikowane na łamach "Habari".

O, czyli Ekscelencja rozumie, jak to może działać - brawo, jestem pod wrażeniem. Kłopot polega na tym, że jeżeli nie tak reagować na działania Samundy, to jak? Dreamland jest w tej komfortowej sytuacji (i też słusznie!), że nie ma wokół siebie pustych ziem kontynentalnych, na które czyhają państewka z mapy Pel Nandera. Gdyby w Austro-Węgrzech nie zwracano uwagi na takie rzeczy, Kontynent Wschodni wyglądałby dziś zupełnie inaczej - byłoby jeszcze więcej wojenek, które Ekscelencja uważa za coś "niskiego", a nas już po prostu nudzą. I jeżeli Samunda w jakikolwiek sposób zagnieździ się na naszym kontynencie, to będzie tego jeszcze więcej.

Dlatego mam wrażenie, że powstrzymanie Samundy może leżeć w interesie nas wszystkich - bo czy nie jest interesem dreamlandzkim, wyrażonym przez Ekscelencję, żeby było jak najmniej takich "wojenek"? A to przecież Samunda co jakiś czas prowokuje takie wydarzenia :-).

Cytat:Wasza Ekscelencjo, pozwolę sobie odpowiedzieć na to pytanie. Ponieważ jednak nie do końca wiem, o co dokładnie pyta Ekscelencja, tj. czemu my, jako OPM traktujemy tamten konflikt inaczej, czy bardziej ogólnie "my" jako fragment mikronacyjnej opinii publicznej, to odpowiem na obie możliwości.

Dlaczego OPM zajmuje się tym konfliktem a nie tamtym? Z dwóch prostych powodów - po pierwsze, w tej sprawie wpłynął wniosek, w tamtej nie. Ponadto w tym konflikcie w mniej lub większym stopniu zaangażowane są co najmniej 3 państwa członkowskie OPM, a agresorem jest państwo, którego działania było już przedmiotem rezolucji Organizacji.

A dlaczego opinia publiczna odnosi się do tych konfliktów w sposób niesymetryczny? Bo, gdy zamiast generalizować i z wyższością patrzeć na taką koncepcję prowadzania mikronacyjnych konfliktów zbrojnych (nie oferując przy tym żadnego innego modelu, a jedynie głosem wyroczni stwierdzając "to jest genois"), lepiej przyjrzymy się obydwu konfliktom, dostrzeżemy, że one po prostu są niesymetryczne.

Po pierwsze, biorą w nim udział państwa zupełnie innego kalibru - w tamtym przypadku jest znana nam skądinąd Wurstlandia i grupa na wpół anonimowych nanonacji, w konflikcie o Simitu - Surmenia i Samunda, państwa (niezależnie od ich oceny) raczej znane i istniejące już dość długo. Po drugie - zupełnie inny charakter ma ten konflikt - tam jest to faktycznie dość dziecinne podejście typu "nie lubię ich to ich najadę milionem żołnierzy i miliardem czołgów", tutaj, choć faktycznie Samunda reprezentuje niewiele wyższy poziom, konflikt ma jakieś znamiona realności i jest de facto dwustronny.

W tamtym konflikcie jednostronne deklaracje o wielkich zwycięstwach mają charakter absurdalny - tutaj w oświadczeniach Samundy, choć faktycznie nie do końca realistycznych, dostrzegałbym raczej bufonadę i wyolbrzymienia (a czy nie jest to cecha charakterystyczna dla afrykańskich dyktatorów wojskowych?) niż całkowitego oderwania od rzeczywistości. Również zwracam uwagę, że działania Surmenii nie mają charakteru całkowitego zaprzeczenia w stylu "a nie, to nie wy nam, ale my wam bombardujemy stolicę", ale są do pewnego stopnia (na ile byłoby to nadal realistyczne) inną interpretacją tych samych wydarzeń. Zignorowano jedynie elementy całkowicie bezsensowne (typu umieszczone na samolotach "generatory EMP") oraz bezpośrednio wynikające z nich założenia.

W pełni się podpisuję! A zwłaszcza pod pytaniem:
Cytat:Czy mógłby Wasza Ekscelencja w takim razie wyjawić, jakie mogłyby być "znamiona" takiego konfliktu? Czy są nimi dla Ekscelencji wyłącznie działania o charakterze hakerskim?

[Obrazek: UB4.png]
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika
29.06.2011, 15:57 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.06.2011 16:20 przez Edward II.)
Post: #32
RE: Projekt rezolucji w sprawie Archipelagu Wysp Simitu
Przede wszystkim proszę WCKM o zachowanie spokoju. Tupanie nogą nie ma większego sensu, w kontekście kolejnych wypowiedzi WCKM wyartykułowane tutaj sądy mógłbym jedynie powtórzyć. Wyliczyłem pewne symptomatyczne cechy, które wyczułem w postawie WCKM. Jeśli przedstawiciel Monarchii uważa, że takie cechy nie znajdują potwierdzenia w bieżącej praktyce politycznej jego ojczyzny, przyjmuję to do wiadomości i zostaję ze swoim subiektywnym wrażeniem. Sądzę jednak, że nie do końca subiektywnym.

Jestem zażenowany postawą Korony Austro-Węgierskiej i powyższy list jedynie potęguje to zażenowanie. Interwencja w sprawie JE Szücsa jest spóźniona o całe dwa miesiące. Należało się jej podjąć już w momencie pierwszej publikacji na łamach "Monarchie Leben". Wystarczy zajrzeć na fora dyskusyjne Al Rajn czy Mikrosławii, gdzie owe teksty były komentowane, by przekonać się o ich pustoszącym dla naszej wspólnej sprawy wpływie. Mogę jedynie ubolewać, że obecny Sekretarz Generalny rozpoczyna urzędowanie na tak przygotowanym gruncie. Zabraknie kadencji, by odwrócić bieg tej rzeki. Wymową tych tekstów mogli się czuć urażeni wszyscy delegaci obecni w Gmachu Narodów. Współczuję również poprzednikowi na fotelu Sekretarza Generalnego - wczorajsza sugestia, jakobym aprobował i nawoływał do praktyk hakerskich, wyprowadzona ze zdania, że takie praktyki stanowią część cyberprzestrzeni, to ledwie wierzchołek góry lodowej i kropka na "i" wcześniejszych publikacji.

Krótko o istocie sprawy. Z oczywistych względów nie pochwalam postawy "wikingów", jestem jednak przeciwny rezolucji z tej prostej przyczyny, że przyjęta przez ZKS linia obrony sprawia, że żadne potępienie "samundyjskiej agresji" nie tylko nie przyniesie jej wyhamowania, lecz w przyszłości należy się spodziewać kolejnej jej erupcji. Samunda nie poczuwa się do odpowiedzialności za komentowane wydarzenia i żadna, choćby najbardziej kazuistyczna wykładnia prezentowanych dokumentów nie przyniesie skutku. Po prostu raz jeszcze usłyszymy, że winnymi są anonimowi wikingowie.

Kluczową rolę w tej układance odgrywa urażona duma królowej Samundy i Thorgautra Svenssona, niegdyś osoby drugiej po Sekretarzu Generalnym OPM, nie kryjącej swojej osobistej niechęci do surmeńskich czy austro-węgierskich decydentów. Tragikomiczny przypadek Svenssona porównałbym do losów szekspirowskiego króla Leara. Powoływanie się na zasady prawa międzynarodowego publicznego nie ma sensu, gdy w grę wchodzą osobiste animozje - satysfakcja z widoku połykającego haczyk adwersarza jest większa, niż ewentualne konsekwencje rezolucji wydanej przez organizację, którą szczerze gardzi większa część polskiego mikroświata. Dla drugiej strony jesteśmy klubem wzajemnej adoracji, by poprzestać na najmniej pikantnym określeniu, o czym przekona się każdy, kto odwiedzi forum któregoś z państw spoza OPM. Zresztą - nie tylko spoza OPM.

Sugeruję zatem dopuścić w tym Gmachu do głosu przedstawicieli Samundy, względnie owej autonomicznej osady wikingów, jeśli tylko istnieje taka możliwość. Strona samundyjska powinna mieć możliwość ustosunkowania się do pewnych kwestii przed wydaniem kolejnej rezolucji pozbawionej praktycznych konsekwencji. Jeśli istotą sprawy faktycznie są losy Wysp Simitu, nic prostszego, jak o tym pogadać przy wspólnym stole i dać pole do popisu dla naszych dyplomatów. Przerzucanie się prasówkami to droga donikąd.

Rozumiem pryncypia i wzgląd na zasady prawa międzynarodowego, ale trzeba je wpisać w kontekst mikroświata. A są to realia zdeterminowane przez ludzkie emocje - często bardzo małostkowe - w stopniu nieporównywalnym ze światem rzeczywistym. To jest niestety świat pajdokracji, o czym zdążyłem się wielokrotnie przekonać. W tej kwestii pozostanę pesymistą.

Potrzebujemy rozmowy, nie rezolucji, która powinna być ostatecznością. W tym sensie inicjatywa WCKM jest przedwczesna i potencjalnie przeciwskuteczna.

(-) Jacques de Brolle
Premier Rządu Królewskiego
Królestwo Dreamlandu
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika
29.06.2011, 17:09
Post: #33
RE: Projekt rezolucji w sprawie Archipelagu Wysp Simitu
Mimo, że trochę przesadzone są konstrukcje o tupaniu nogą i "dobre rady" w sprawie zachowywaniu spokoju, przemilczę je, bo nie warto odpowiadać. Zakończmy wątek personalny, bo ciągnięcie go nie ma sensu. Ja nie chowam do Ekscelencji urazy, a podziwiam fakt, że w naszej dyskusji wątki merytoryczne mimo wszystko przeważyły.

Cytat:Sugeruję zatem dopuścić w tym Gmachu do głosu przedstawicieli Samundy, względnie owej autonomicznej osady wikingów, jeśli tylko istnieje taka możliwość. Strona samundyjska powinna mieć możliwość ustosunkowania się do pewnych kwestii przed wydaniem kolejnej rezolucji pozbawionej praktycznych konsekwencji. Jeśli istotą sprawy faktycznie są losy Wysp Simitu, nic prostszego, jak o tym pogadać przy wspólnym stole i dać pole do popisu dla naszych dyplomatów. Przerzucanie się prasówkami to droga donikąd.

Pozwolę sobie tylko przypomnieć, że dyskusje z Samundą są raczej trudne, bo zazwyczaj Zjednoczone Królestwo uważa status quo nie za punkt wyjścia, a za skrajne żądanie oponentów - w tym przypadku nas. Niestety, Samundyjczycy podczas ostatniego konfliktu chcieli być złodziejem, który coś ukradł i twierdzi, że mu się należy przynajmniej połowa. Także - uważałbym z tym :-).

Zobaczymy oczywiście, jak przebiegnie głosowanie, ale niezależnie od tego, popieram ten - nareszcie konstruktywny - pomysł. Nie mam absolutnie nic przeciwko. Określiłbym jednak restrykcyjnie zasady występowania delegacji samundyjskiej na tym forum. Zapewne nikt z nas nie ma ochoty wysłuchiwać inwektyw skierowanych w przeróżne strony.

[Obrazek: UB4.png]
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika
29.06.2011, 19:38
Post: #34
RE: Projekt rezolucji w sprawie Archipelagu Wysp Simitu
Cytat:Samunda nie poczuwa się do odpowiedzialności za komentowane wydarzenia i żadna, choćby najbardziej kazuistyczna wykładnia prezentowanych dokumentów nie przyniesie skutku. Po prostu raz jeszcze usłyszymy, że winnymi są anonimowi wikingowie. (...) Kluczową rolę w tej układance odgrywa urażona duma królowej Samundy i Thorgautra Svenssona, niegdyś osoby drugiej po Sekretarzu Generalnym OPM, nie kryjącej swojej osobistej niechęci do surmeńskich czy austro-węgierskich decydentów. (...) Sugeruję zatem dopuścić w tym Gmachu do głosu przedstawicieli Samundy, względnie owej autonomicznej osady wikingów, jeśli tylko istnieje taka możliwość.

Mamy zatem rozumieć, że uznaje Wasza Ekscelencja Samundę za państwo (względnie jej władze) całkowicie nieodpowiedzialne, dziecinne i prowadzące politykę wg. swoich emocji, a nie zdrowego rozsądku i jednocześnie Wasza Ekscelencja proponuje, żeby z tym właśnie państwem i z tymi władzami usiąść do stołu i prowadzić rozmowy?

Z całym szacunkiem Ekscelencjo - byliśmy świadkami, że takie podejście nie daje nic. Samunda uczestniczyła w rozmowach w okresie kryzysu Vaarlandzkiego (wokół Estonii) - i nic to nie dało, bo niedługo później ponownie wykonywała agresywne kroki w tamtym rejonie (wobec Skarlandu). Cechy, które Wasza Ekscelencja wymienił, sprawiają, że jakiekolwiek "siadanie do rozmów" z Samundą mija się z celem - bo nawet jeżeli osiągnęliśmy jakieś porozumienie (w co wątpię, chyba że kosztem ustępstw), to oczekiwanie, że Samunda będzie przestrzegać jego warunków, jest co najmniej naiwne.

Niestety, mikronacje doczekały się własnej, mikronacyjnej Białorusi czy (w tym przypadku bardziej pasujące) Zimbabwe. A doświadczenie uczy, że tego typu państwa liczą się jedynie z siłą i stanowczością - i chęć kompromisu postrzegają jako słabość. Organizacja nie dysponuje fizyczną możliwością zmuszenia Samundy do czegokolwiek, jednakże w mikronacjach generalnie jedyną formą (legalnego) nacisku są działania dyplomatyczne - i takie Organizacja musi podjąć.

Co do nieskuteczności ostatniej rezolucji - choć Samunda w "oświadczeniu" odrzuciła jej wnioski i postanowienia, de facto zaprzestała pod presją międzynarodową (której rezolucja była częścią) działań przeciwko Skarlandowi i - bardziej generalnie - Vaarlandowi. Można zatem przyjąć, że choć rezolucja nie powstrzymała całkowicie Samundyjskich zapędów - wpływ na ustabilizowanie tamtej konkretnej sytuacji miała. Zresztą - po tamtej rezolucji nie kontynuowano działań - tutaj, jeżeli sama rezolucja nie poskutkuję, już osobiście zaproponuję inne działania, o charakterze sankcji. Ich skuteczność zależy oczywiście od chęci poszczególnych państw do przystąpienia do ich wykonywania - ale generalnie uważam, że OPM nie jest bezsilna w tym sporze.

Przy okazji - czy doczekam się ze strony Waszej Ekscelencji chociażby odpowiedzi na moje zadane w moim poprzednim poście pytanie, skoro nie mogę liczyć na odniesienie się do moich argumentów?

/-/ mjr dr Timoteos Stefanosigos
III Archont Demokracji Surmeńskiej,
Tesmoteta Dyplomacji
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika
30.06.2011, 00:02 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.06.2011 00:12 przez Edward II.)
Post: #35
RE: Projekt rezolucji w sprawie Archipelagu Wysp Simitu
(29.06.2011 19:38)TimoteosStefanosigos napisał(a):  Czy mógłby Wasza Ekscelencja w takim razie wyjawić, jakie mogłyby być "znamiona" takiego konfliktu? Czy są nimi dla Ekscelencji wyłącznie działania o charakterze hakerskim?

Cyberprzetrzeń wymusza bardzo poważne ograniczenia w tym zakresie. Dotychczasowe doświadczenia uczą, że możemy mówić jedynie o pewnym substytucie czy namiastce konfliktu zbrojnego. W ostatnich latach mieliśmy do czynienia przede wszystkim z jego pozorowaniem, głównie za pośrednictwem mediów i państwowych kanałów komunikacyjnych w rodzaju listy czy forum dyskusyjnego. Polegało to, jak w znanym powiedzeniu, na zarzuceniu przeciwnika czapkami. Faktycznym zwycięzcą okazywał się najgłośniej krzyczący – na ogół po prostu bardziej ludne państwo, dysponujące większą liczbą gardeł (klawiatur).

Od czasu pojawienia się Planety Mikronacje można mówić zarazem o globalizacji i demokratyzacji konfliktów zbrojnych. Globalizacji, bo informacja o starciu Wurstlandii z egzotyczną koalicją nanonacji dociera pod strzechy w całym mikroświecie. Demokratyzacji, bo od czasu rozwoju blogosfery możliwy jest udział w konflikcie szerokich rzesz obywateli. Dzisiaj każdy może mieć swoje prywatne działo, z którego będzie wymierzał sprawiedliwość Panu Bogu.

Dzisiejsza wojna to starcie na prasówki. Taka „wojna” może trwać jednak bez końca – brakuje wszak arbitra, który publicznie ogłosiłby koniec konfliktu i zwycięstwo jednej ze stron. Trudno sobie wyobrazić jednak namacalne skutki takiej wojny – tutaj stawką nigdy nie będzie terytorium czy mienie przeciwnika. Porażka może mieć charakter jedynie ambicjonalny, prestiżowy. Takoż zwycięstwo.

Istotą konfliktu zbrojnego jest jego nieuchronna dokuczliwość dla walczących stron. Uczestnicy starają się zadać przeciwnikowi największe straty. Te najbardziej wymierne dotyczą wspomnianej infrastruktury informatycznej. Zniszczenie witryny czy forum dyskusyjnego to najwyższy wymiar kary, ale i ryzyko poważnej kolizji z prawem RP (sprawca zniszczenia z reguły pozostaje więc anonimowy). Ta forma wojowania to już jednak echo coraz bardziej oddalającej się przeszłości.

Na szczęście możliwe jest poprowadzenie wojny w sposób bardziej cywilizowany, w warunkach w pełni kontrolowanych – na przykład na specjalnej platformie informatycznej (w ramach tematycznej gry komputerowej). Wymagałoby to jednak obustronnej akceptacji takiego właśnie rozwiązania. Starcie miałoby charakter bez mała kikolskiej ustawki. Grunt, by istniała faktyczna możliwość kwantyfikacji strat i – co za tym idzie – ustalenia końcowego wyniku. Krajowe media musiałyby zadbać o odpowiednią oprawę całego wydarzenia. Coś takiego miało zresztą miejsce w ub. roku. Całość przypomina zatem mecz piłkarski, który w realiach mikroświata rozgrywany jest przy użyciu platformy X11. Tu rzeczywiście wygrywa silniejszy i lepiej przygotowany, zadaniem dziennikarza sportowego jest przełożyć pomeczowe statystyki na barwny język sprawozdania.

Innymi słowy – coś się musi wydarzyć. Coś, co czyni różnicę i wskaże w danej sytuacji zwycięzcę i przegranego. W komentowanej sytuacji cała sprawa została postawiona na głowie. Mamy sugestywną relację prasową i numeryczne wyliczenie sił zbrojnych, brakuje jednak tego, co powinno stanowić punkt wyjścia: starcia.

Dlatego kilkakrotnie podkreślałem, że sama fabularyzacja mi nie przeszkadza, że jest ona nawet niezbędna, by wydarzenie stało się czytelne dla obserwatora. Najważniejsze jednak, by opis następował po wydarzeniu, a nie zamiast niego. Jak to się dokładnie stanie – to już kwestia technikaliów. Instrumentów do prowadzenia wirtualnych wojen będzie z pewnością przybywać.

W omawianym przypadku wolałbym zatem faktycznie zyskać przekonanie, że zagrożony jest status Wysp Simitu, że agresor dysponuje możliwością wcielenia słów w czyn. Moim zdaniem eskadra krążowników "Zagłada Świata" to za mało nawet by zatopić gumową kaczkę w wannie. Żaden opis nie wcieli tych słów w czyn.

Co więcej, piłka leży po stronie kartografa. Żaden pożytek z formalnie zwycięskiej wojny na artykuły prasowe, jeśli żaden z dwóch głównych kartografów polskiego mikroświata nie będzie skłonny spełnić życzenia agresora i nanieść poprawki na wspólną mapę. A w tym konflikcie Samunda na starcie stoi na przegranej pozycji.

(29.06.2011 19:38)TimoteosStefanosigos napisał(a):  (...) jakiekolwiek "siadanie do rozmów" z Samundą mija się z celem, (...) oczekiwanie, że Samunda będzie przestrzegać jego warunków, jest co najmniej naiwne. (...)

Tego chyba nikt nie oczekuje z przyczyn kilkakrotnie tutaj wymienionych. Podzielamy zatem te same intuicje, choć chyba przeceniamy skalę demonicznych intencji autorów całego tego zamieszania. Jak wiele podobnych wydarzeń, tak i to najpewniej wynika z potrzeby zagospodarowania nadwyżki wolnego czasu. Incydent rozpoczął się od prasowej publikacji na temat wizyty w jomsborskim domu publicznym. W chwili, gdy piszę te słowa, sprawa wydaje się już przebrzmiała. Wątpię, by komukolwiek w ZKS zależało na zatknięciu flagi samundyjskiej na wydmach Wysp Simitu.

Nie chodzi mi o jednorazowe spotkanie dyplomatyczne i doraźne dopieszczenie ego naszych bohaterów. Sytuacja będzie się powtarzać, co do tego chyba nikt nie ma wątpliwości. Okres wakacyjny to czas zwiększonego zapotrzebowania na wszelkie tego typu incydenty. Niewiele znajdziemy dziś mikronacji, które mogą sobie pozwolić na luksus funkcjonowania w autarkii, koncentrując się na życiu krajowym.

Optymalnym rozwiązaniem wydaje się wypracowanie mechanizmu neutralizującego podobne konflikty w zarodku - na przykład w formie stałej Rady ds. Kontynentu Wschodniego przy OPM, zbierającej się w sytuacjach kryzysowych w składzie obejmującym wszystkie zainteresowane strony. Takich gremiów mogłoby powstać więcej, w zależności od regionu geograficznego. Biurokracji od tego nie przybędzie, bo mówimy o sporadycznych spotkaniach ad hoc, bez stałej obsługi administracyjnej. Lepsze to, niż niekończąca się wojna na wycinki prasowe.

(-) Jacques de Brolle
Premier Rządu Królewskiego
Królestwo Dreamlandu
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika
30.06.2011, 00:13
Post: #36
RE: Projekt rezolucji w sprawie Archipelagu Wysp Simitu
Cytat:Optymalnym rozwiązaniem wydaje się wypracowanie mechanizmu neutralizującego podobne konflikty w zarodku - na przykład w formie stałej Rady ds. Kontynentu Wschodniego przy OPM, zbierającej się w sytuacjach kryzysowych w składzie obejmującym wszystkie zainteresowane strony. Biurokracji od tego nie przybędzie, bo mówimy o sporadycznych spotkaniach ad hoc, bez stałej obsługi administracyjnej. Lepsze to, niż wojna na wycinki prasowe.

Cóż, pomysł nie różni się znacząco od naszego pomysłu, by po przyszłym Kongresie Kontynentu Wschodniego w Wiedniu organizować takie spotkania co jakiś czas, ale miło, że Ekscelencja popiera tę ideę :-). Choć ja osobiście wolałbym, żeby państwa zbierały się co jakiś czas właśnie na takich spotkaniach, szczytach czy też kongresach niż w Radzie przy OPM. Jak dotąd, z dużym udziałem naszej dyplomacji i naszej armii, radziliśmy sobie ze stabilnością w regionie, czasem tylko przywołując Organizację :-).

Niemniej - pomysł cenny.

[Obrazek: UB4.png]
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika
30.06.2011, 00:26
Post: #37
RE: Projekt rezolucji w sprawie Archipelagu Wysp Simitu
Pokrótce, bo czas goni z wyjazdem Wink
(29.06.2011 15:57)Jacques de Brolle napisał(a):  Przede wszystkim proszę WCKM o zachowanie spokoju. Tupanie nogą nie ma większego sensu, w kontekście kolejnych wypowiedzi WCKM wyartykułowane tutaj sądy mógłbym jedynie powtórzyć. Wyliczyłem pewne symptomatyczne cechy, które wyczułem w postawie WCKM. Jeśli przedstawiciel Monarchii uważa, że takie cechy nie znajdują potwierdzenia w bieżącej praktyce politycznej jego ojczyzny, przyjmuję to do wiadomości i zostaję ze swoim subiektywnym wrażeniem. Sądzę jednak, że nie do końca subiektywnym.
Proszę mi wybaczyć komentarz (taka już natura), ale nie koniecznie trzeba używać argumentum ad personam.

(29.06.2011 15:57)Jacques de Brolle napisał(a):  Jestem zażenowany postawą Korony Austro-Węgierskiej i powyższy list jedynie potęguje to zażenowanie. Interwencja w sprawie JE Szücsa jest spóźniona o całe dwa miesiące. Należało się jej podjąć już w momencie pierwszej publikacji na łamach "Monarchie Leben". Wystarczy zajrzeć na fora dyskusyjne Al Rajn czy Mikrosławii, gdzie owe teksty były komentowane, by przekonać się o ich pustoszącym dla naszej wspólnej sprawy wpływie. Mogę jedynie ubolewać, że obecny Sekretarz Generalny rozpoczyna urzędowanie na tak przygotowanym gruncie. Zabraknie kadencji, by odwrócić bieg tej rzeki. Wymową tych tekstów mogli się czuć urażeni wszyscy delegaci obecni w Gmachu Narodów. Współczuję również poprzednikowi na fotelu Sekretarza Generalnego - wczorajsza sugestia, jakobym aprobował i nawoływał do praktyk hakerskich, wyprowadzona ze zdania, że takie praktyki stanowią część cyberprzestrzeni, to ledwie wierzchołek góry lodowej i kropka na "i" wcześniejszych publikacji.
Tutaj proszę Ekscelencję Sekretarza Generalnego o wybaczenie, że pomimo zajmowanego stanowiska odpowiadam na argument, ale dotyczy on mojej osoby.
1. Dziękuję JCKM za obronę, mimo iż naraża się na krytykę. Ekscelencjo de Brolle - myślę, że niektóre państwa mogą po prostu zazdrościć tego, że Państwo dba o swoich obywateli.
2. Pierwsza publikacja Monarchie Leben miała miejsce 29 stycznia 2010 roku. W Monarchii - nie wiem jak w innych państwach, ale w niektórych podobnie jak u nas - jest coś takiego jak "wolność słowa, myśli, przekonań".
3. "pustoszący wpływ" - piękna nowomowa... Przepraszam bardzo, ale pisałem co ja widziałem. Nikt nie bronił komuś innemu pisać inaczej (ba! Informator OPM pisał wprost proporcjonalnie co innego. Proszę mi zatem wyjaśnić (i pytam serio!) - dlaczego moja skromna gazetka ma rzekomo taki pustoszący wpływ, a moje artykuły taką potęgę, a inne "pozytywne" nie odniosły tego skutku? Co jest jej fenomenem? ;]
Ja mam odpowiedzi dwie: albo artykuły mówiły prawdę, albo ludzie są głupi.
4. Ówczesny SG mówił, że nie przejmuje się tymi artykułami. To też o czymś świadczy. Miał to głęboko w... poważaniu. Powiem więcej! nikt wówczas z Sekretariatu nie udał się do mnie, aby porozmawiać na ten temat. Wink Czyli raczej nikomu nic nie wadziło.
5. Jeżeli zajmuję gdzieś jakieś stanowisko, staram się o tym organie nie pisać. Tak jest i obecnie - nie piszę o OPM, mimo iż bym chciał. JCKM mi faktem, że za czasów mojego "premierowania" w AW nie ukazywał się żaden artykuł ML odnośnie moich rządów.
6. "tak wygląda konflikt w cyberprzestrzeni" - to jest stwierdzenie. Wysnułem wnioski, jakie można wysnuć z wypowiedzi WE. Ale czy się opowiada za tym czy nie - Ekscelencja nie zdementował, zatem to tylko potwierdza moje tezy.

(może chociaż tym razem Ekscelencja nie będzie unikał odpowiedzi na pytanie - punkt 3., dla przypomnienia...)

[Obrazek: UB2.png]
(-) Tivadar Zoltán baró Szücs
Zastępca Sekretarza Generalnego Jego Ekscelencji Timoteosa Stefanosigosa
Dyrektor Departamentu Politycznego

Były Premier Cesarskiego i Królewskiego Rządu Monarchii Austro-Węgier
Redaktor Naczelny Monarchie Leben
Kontakt: monarchieleben@austro-wegry.org
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika
30.06.2011, 10:53
Post: #38
RE: Projekt rezolucji w sprawie Archipelagu Wysp Simitu
Ekscelencje, swady nie są dobrymi doradcami podczas tak ważnej dysputy.
Czy można zatem zaprezentować stanowiska, które Ekscelencje proponują, byśmy mogli w jak najszybszym czasie dojść do konsensusu?

(-) Jego Królewska Mość Franciszek Ferdynand I,
z Bożej łaski i woli Narodu Król Rzeczpospolitej Obojga Narodów,
Wiceprezes Trybunału Sprawiedliwości przy Organizacji Polskich Mikronacji.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
01.07.2011, 01:14 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.07.2011 01:14 przez TimoteosStefanosigos.)
Post: #39
RE: Projekt rezolucji w sprawie Archipelagu Wysp Simitu
Zgodzę się z Ekscelencją Ferdynandem - ów spór, jakkolwiek ma, przynajmniej w większości, charakter merytoryczny, nie prowadzi niestety do niczego konkretnego. Ekscelencja de Brolle wyraził już swoją sceptyczną opinię nt. dominującej obecnie formy konfliktów zbrojnych, ja, Ekscelencja Szücs i Jego Cesarska i Królewska Mość wyraziliśmy zdanie przeciwne. Ten wątek, jeżeli w ogóle, powinien być kontynuowany w osobnej, bardziej swobodnym i ogólnym temacie - i taki stworzę, jeżeli będzie ku temu wola. Jednak niespecjalnie posunęliśmy się do przodu w temacie samej rezolucji.

Proponuję, aby dyskusja - która, mam nadzieję, skupi się na istocie sprawy, tj. rezolucji - trwała do dzisiejszego wieczora - i abyśmy po tym czasie przystąpili do głosowania nad rezolucją. W szczególności proszę, aby poprawki, jeżeli mają zostać zgłoszone, to żeby pojawiły się do tego czasu.

/-/ mjr dr Timoteos Stefanosigos
III Archont Demokracji Surmeńskiej,
Tesmoteta Dyplomacji
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika
01.07.2011, 14:30 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.07.2011 14:35 przez Edward II.)
Post: #40
RE: Projekt rezolucji w sprawie Archipelagu Wysp Simitu
Potwierdzam, z mojej strony więcej uwag na temat samej rezolucji nie będzie. Im szybciej przejdziemy do głosowania, tym lepiej. Jak jednak pisałem, sprawa wydaje się nieco przebrzmiała i szkoda, że nikt ze strony wnioskodawcy nie przedstawił nam aktualnego stanu faktycznego. Odnoszę wrażenie, że wikingów gdzieś wessało po drodze.

JE Szücs poprosił mnie przedwczoraj o ustosunkowanie się do pewnej kwestii. Byłoby nieelegancko zbyć jego pytanie milczeniem. Poniżej wyczerpująca odpowiedź. Gdyby miała się z tego wykluć osobna dyskusja, w co jednak wątpię, proszę Moderatora o przeniesienie kolejnych postów do innego wątku.

(30.06.2011 00:26)Tivadar Zoltán baró Szücs napisał(a):  Proszę mi zatem wyjaśnić (i pytam serio!) - dlaczego moja skromna gazetka ma rzekomo taki pustoszący wpływ, a moje artykuły taką potęgę, a inne "pozytywne" nie odniosły tego skutku? Co jest jej fenomenem? ;]
Ja mam odpowiedzi dwie: albo artykuły mówiły prawdę, albo ludzie są głupi.

"Potęga" to zbyt mocne słowo, „skromna gazetka” z kolei to przechył w drugą stronę. O „fenomenie” również trudno mówić w przypadku pism agregowanych obecnie na Planecie, chyba że za takowy uznamy wydawane z podziwu godną regularnością rajńskie "Dar Al-Hayat". Tak zdyscyplinowanego cyklu wydawniczego życzyłbym wszystkim tytułom prasowym w mikroświecie.

W ostatnich miesiącach "Monarchie Leben" było de facto jedynym medium obszernie komentującym sytuację w Gmachu Narodów. Notki publikowane w oficjalnym "Informatorze OPM" na facebooku póki co nie mają większego znaczenia - odruchowo traktowane są jako propagandowe i mało obiektywne, o czym można się było przekonać czytając komentarze pod poszczególnymi materiałami. Jedyny materiał ilustrujący sytuację w Organizacji w sposób kompleksowy został opublikowany na łamach trizondalskiej "Prawdy" i stanowił przede wszystkim reakcję na jednostronne publikacje "ML".

Truizmem będzie stwierdzenie, że istnieje ogromne zapotrzebowanie na informacje o dużym, najlepiej ujemnym ładunku emocjonalnym. Na tym polega m.in. popularności prawy bulwarowej. Skłonni jesteśmy myśleć o sobie jako o szlachetnych estetach, a jednak poważna część społeczeństwa lubi od czasu do czasu przeczytać o tym, jak sąsiad wylał sobie wrzątek na przyrodzenie. Wbrew pierwotnym intencjom redakcji, materiały publikowane na łamach "ML" wpisały się w to zapotrzebowanie, zostawiając czytelnika przeważnie z wrażeniem upodlenia. Według mojej oceny satysfakcję z obcowania z tymi tekstami mógł odczuwać jedynie osobnik o przytępionym zmyśle moralnym, bardzo słabo zorientowanych w realiach Organizacji.

Prawdą jest, że sytuację w OPM należy oceniać raczej negatywnie, ale diabeł jak zwykle tkwi w szczegółach. W tym przypadku - w formie. Tradycyjni przeciwnicy OPM mogli jedynie zacierać łapki z ukontentowania, utwierdzając się w swoich dotychczasowych wyobrażeniach o porządkach panujących w organizacji. Gdy w najgłośniejszym artykule z omawianej serii w roli rozmówcy i autorytetu wypowiedział się polityk z BRC, którego w normalnych okolicznościach należałoby raczej postawić przed jakimś mikronacyjnym trybunałym międzynarodowym, stało się dla mnie jasne, że przekroczona została pewna granica.

Chciałbym zostać dobrze zrozumiany. Uważam „ML” za poważny tytuł prasowy. Jest to jedno z trzech lub czterech pism obecnych na Planecie, które staram się czytać z uwagą. Żałuję, że póki co oddaje Pan swój talent na usługi roboty o charakterze przeważnie destrukcyjnym. Nie mówię oczywiście o materiałach poświęconych Monarchii, te dla większości mikronacyjnych czytelników leżą jednak poza zasięgiem bieżącego zainteresowania. Byłem nieco zaskoczony, że zdecydował się Pan – niczym Szaweł w drodze na Damaszku – odłożyć na bok redakcyjne pióro i zasilić szeregi OPM-owszkiej drużyny, której jeszcze kilka chwil wcześniej mocno uprzykrzał życie. Życzę powodzenia i mimo wszystko rychłego powrotu do pisania o bolączkach Organizacji.

(-) Jacques de Brolle
Premier Rządu Królewskiego
Królestwo Dreamlandu
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika
Wątek zamknięty 


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości