niedziela, 25 kwietnia 2010

Numer ósmy - [B.I.G.O.S #8]

Patrzcie, co to za obiekt na niebie? Czy to pies? Nie! Nie czy to wydra? Nie! Czy kot? A może szkot? Nic z tych rzeczy! To prosto na wasze głowy zmierza B.I.G.O.S! Łubudu!


Nikt się tego nie spodziewał, ale jest. Wyskoczył jak filip z konopi, przyprawił (kumacie? przyprawił :D:D) babkę (piaskową) o zawał i głupoty rozpowszechnia. Jaki by nie był, ważne że jest. Dzisiaj będzie bardziej filozoficznie. Albo i nie. Zapraszam do czytania.

Wspominki

       W związku z historycznym wydarzeniem, jakim jest niewątpliwie uniezależnienie się od Księstwa Sarmacji, wypłynęły na wierzch, niczym oka z tłuszczu na rosole, moje nacjonalistyczne zapatrywania, oraz dawno zapomniane poglądy. Pamiętam jak dziś, że kiedy trwały rozmowy z Księstwem na temat unii, byłem stanowczo przeciw łączeniu się. Nie podobało mi się to, że tracimy suwerenność ma rzecz innego kraju, nie podobało mi się, że ktoś będzie właził z buciorami w nasz kraj. Zdawałem sobie sprawę, że dysproporcja między naszymi krajami, (nie chodziło o aktywność, bo w owym czasie byliśmy wysoce aktywni, a KS jakoś nie bardzo) jest duża. No bo co mogliśmy zaoferować tak potężnemu w mniemaniu niektórych osób państwu? Oczywiście jedynym "surowcem" była aktywność. I tu nie podobała mi się kolejna rzecz. W moich oczach wymiana między naszymi krajami miała wyglądać tak: my dajemy aktywność, czyli ludzi, a oni dają nam system gospodarczy, uznanie na arenie międzynarodowej, strony www na stabilnym serwerze, możliwości rozwoju. Budziło to we mnie skrajny niepokój. Obawiałem się, że wyssą z nas aktywność, i staniemy się pustym krajem z ładnymi stronami, lub w porę się rozstaniemy, co nie spodoba się Sarmatom, i nazwą nas pijawkami, które wyssały z nich co lepsze (strony, pomoc) i sobie poszli. Gdy doszło za referendum, zagłosowałem za unią, bo mówiłem sobie, że nie mogę głosować przeciw woli większości mieszkańców, no i zaniżyłbym poparcie dla traktatu.
      Tak więc w atmosferze euforii i powszechnego zadowolenia staliśmy się krajem korony Księstwa Sarmacji. Współżyliśmy ze sobą dość długo, i mimo wielu nieporozumień, sprzeczek, dogadywania sobie nawzajem doszliśmy do punktu,  w którym jesteśmy obecnie. Traktat o Unii z KS będzie wypowiedziany. I zgodnie z moimi przewidywaniami, nazwano nas pasożytami, którzy wyssali życie z Księstwa Sarmacji. Nie okazaliśmy wdzięczności, nic im nie daliśmy. Wszyscy dobrze wiedzą, że nie jest to prawdą. Wielu naszych krajan działało w Księstwie: Aaron Rozman, Mateusz Iontz, Piotr von Cetnarovich, Teresa Weber. Mógłbym wymienić wspólne inicjatywy, ale mi sie nie chce:D Każdy wie co razem robiliśmy. Nie mam do Sarmacji o to żalu, pretensji. Ze swojej strony chciałem podziękować wszystkim tym, którzy okazali nam, i mnie życzliwość.
     Zaczynamy nowy rozdział w naszych wzajemnych relacjach, które powinny być jak najbardziej przyjacielskie, partnerskie. Wzajemne animozje, powinny zostać wyjaśnione bez zbędnego wywyższania się jednych nad drugimi. A my, mieszkańcy RSiT musimy zachować pokorę. Nie możemy popaść w samozachwyt,  w jakąś paranoje wielkości, co niestety zauważam na naszym forum. Nie jesteśmy najlepsi, najwięksi, choć niewątpliwie jedyni w swoim rodzaju i wyjątkowi. Musimy mieć świadomość zarówno swojej siły, jak i swojej słabości. Budujmy nasz kraj rozważnie, a zajdziemy daleko.

Przemyśleń kilka nad zwierzchnictwem... no właśnie, wilka?

Spieramy się mocno o to, czy zachować unię personalną z Księstwem Sarmacji. Osoby z Księstwa, oraz Michał Siduniak (-.-) uważają, że byłby to miły ukłon w stronę KS. Tymczasem ja mam dość kłaniania się. Nie uznaję półśrodków. Wszystko albo nic, wóz albo przewóz. Jak uzyskiwać niepodległość, to na 100%. Zwierzchnictwo, chociażby na papierze, pozostanie zwierzchnictwem. Cała akcja z secesją straciłaby sens.




I to by było na tyle z mojej strony na dzisiaj. Trochę bez sensu, trochę z sensem. (a mam przynajmniej taką nadzieję) Na koniec jeszcze dowcip (przeróbka pewnego świetnego dowcipu):

Rzeczpospolitanin żenił się z Sarmatką.
Przed nocą poślubną ojciec radzi synowi:
- Złap mocno żonę i z całej siły pchnij na łóżko, niech wie, że RSiT jest mocna.
- Potem pokaż jej swojego kutasa, niech wie , że RSiT jest wielka.
Nagle wtrąca się dziadek i mówi:
- a potem zwal se konia, niech wie, że RSiT jest niezależna
.