Nr 30
Arona 24.08.2003
PWW "PRASA"
© Dani v 3.0
kontakt: dani10@o2.pl

Wkładki:
redakcja
reklama / ogłoszenie
współpraca

archiwum    |    salon prasy

  strona  1  2  3  4  5  6  7  8

Co oferuje nam Traktat? - rozmowa z S. Kanikovem

Remus: Czy może się Pan przedstawić naszym Czytelnikom?

Kanikov: Sergiej P. Kanikov, hrabia Tanis. Premier i Minister Spraw Zagranicz- nych Królewskiego Rządu Scholandii. W poprzednim rządzie byłem ministrem Spraw Wewnętrznych Administracji i Infrastruktury, a w Rządzie Tymczaso- wym (powołanym na początku istnienia Królestwa) zajmowałem się samą infra- strukturą. Byłem także ambasadorem Scholandii w Królestwie Dreamland i w chwili obecnej wciąż pełnię tę funkcję, ale już jako MSZ.

Remus: Od jak dawna jest Pan Minis- trem Spraw Zagranicznych w Scholandii?

Kanikov: Ministrem Spraw Zagranicznych jestem od 4 lipca b.r. Jednak z Dream- landem mam kontakt od ponad pół roku, od kiedy zostałem ambasadorem.

Remus: Kiedy zrodził się pomysł zawarcia sojuszu między Scholandią a Dreamlan- dem i kto był pomysłodawcą?

Kanikov: Szczerze? W Scholandii było tak wielu zwolenników współpracy ze Scholandią, że nie pamiętam. Najwięcej pomysłów wyszło ze strony korony oraz hrabiego Reichenau czyli dr. Bartkiewicza, który wraz z markizem Wewiórą mają największe zasługi w tej kwestii.

Remus: Czym jest ten sojusz i jakie ma znaczenie dla naszych państw?

Kanikov: Sojusz ten jest "podstawą do współpracy". Podstawą, ponieważ sam w sobie nie reguluje wiele, jednak daje możliwość wydawania przemyślanych regulacji wykonawczych. W ten sposób wszystkie dotychczasowe przepisy oraz te, które dopiero powstaną będą two- rzyć jedną całość - łatwiej będzie się w tym połapać.

Remus: Czy zawarcie traktatu oznacza, że stosunki między naszymi państwami są na dobrej drodze?

Kanikov: Jak najbardziej. Następnym krokiem będzie wykorzystanie możliwości jakie daje ten sojusz.

Remus: O jakiej współpracy jest mowa w traktacie sojuszniczym?

Kanikov: Polityka zagraniczna - traktat mówi o konsultowaniu się w tych spra- wach i wzajemnej informacji. Bezpieczeń- stwo - teraz jesteśmy zobowiązani do

wzajemnej pomocy w sytuacji zagroże- nia. Gospodarka - mamy obowiązek usku- tecznić wymianę gospodarczą. Prace nad tym potrwają zapewne jeszcze dość długo (ze względów technicznych - nasze systemy różnią się od siebie), ale traktat daje taką możliwość i wręcz obliguje nas do starania się, aby zapewnić przepływ pieniądza, towarów, usług etc. Najważ- niejszym jednak (choć chyba najbardziej prozaicznym) faktem jest posiadanie wszelkich praw (oprócz prawa wyborcze- go i piastowania wyższych urzędów państwowych) obywatela jednego pań- stwa w królestwie sojuszniczym. Dzięki traktatowi możemy szybciej zawierać kolejne sojusze. Nie są już potrzebne podpisy naszych władców, przedstawicieli rządów, a nawet MSZ'etów. W wielu przypadkach wystarczać będzie regulacja wykonawcza członków komisji traktato- wej, których wybierają sygnatariusze traktatu.

Remus: Czy nasze państwa mogą coś zyskać na tym sojuszu?

Kanikov: Myślę, że po analizie poprzed- niej odpowiedzi czytelnicy sami odpowie- dzą sobie na to pytanie. Teraz możliwa jest bardzo bliska współpraca między obywatelami państw sojuszniczych przy jednoczesnym zachowaniu suwerenności. To jest cel tego sojuszu i moim zdaniem "zysk". :-)

Remus: Czy zawarcie traktatu oznacza, że będziemy mieli wspólny rynek gospo- darczy?

Kanikov: Nie... jeszcze nie. Traktat mówi o wymianie walutowej i towaro- wej. Jednak ze względów technicznych nie jest to jeszcze dzisiaj możliwe. Wspól- ny rynek wymaga utworzenia "mostu", który połączy Triglav z naszym systemem gospodarczym. Alternatywą mogłoby być wspólne stworzenie nowego sytemu gospodarczego. Nie sądzę jednak, abyś- my się na to zdecydowali. Obie strony włożyły bardzo dużo pracy w swoje obecne systemy.

Remus: Czy nasze firmy, jak i Wasze, będą mogły zakładać swoje filie w zaprzy- jaźnionych państwach - w Scholandii i w Dreamlandzie?

Kanikov: Jak najbardziej. Jednak na dzień dzisiejszy nie będzie to wyglądało jeszcze tak jakbyśmy chcieli. Niemożliwy jest przepływ towarów... Dreamlandzka firma będzie musiała zaczynać w Scho- landii "od nowa". Będzie miała dotychcza-

sową renomę, jednak nie ma możliwości przeniesienia kapitału.

Remus: Podpisanie traktatu sojusznicze- go oznacza pewnie zarazem pomoc militarną w razie kłopotów z innym państwem?

Kanikov: Tak. Wspomniałem już o tym. W razie bezpośredniego ataku jesteśmy zobowiązani niezwłocznie udzielić sobie aktywnej, zbrojnej pomocy.

Remus: A sport? Będą może jakieś rozgrywki klubowe między naszymi pań- stwami? Czy może nawet wspólna liga?

Kanikov: To już zależy od animatorów sportu w obu państwach oraz od chęci obywateli do udziału w tego typu przedsięwzięciach. Mam nadzieję, że uda się zachęcić Scholandczyków do Ligi Hokeja. Podoba mi się ta gra :-).

Remus: Teraz pytania bardziej na luzie. Napewno zwiedzał Pan nasze państwo. Jak się Panu u nas podoba?

Kanikov: Lubię Dreamland. Przede wszystkim to kulturalne państwo. Wyda- wało by się, że to banał, ale jednak... nie wszędzie znajdziemy taką kulturę wypo- wiedzi. Państwo wirtualne to Jego Oby- watele. Szanuję, podziwiam i bardzo lubię wielu obywateli Dreamlandu. Jako amba- sador, a teraz jako Min. Spraw Zagra- nicznych udało mi się zawrzeć wiele ciekawych znajomości, a nawet przyjaźni. Mam zamiar przyjechać na dłużej do Dreamlandu, ale jeszcze nie wiem kiedy.

Remus: Jako człowiek z zewnątrz, co by Pan zmienił w naszym państwie na lepsze?

Kanikov: <śmiech> cóż... stworzyłbym możliwość rejestracji dla osób nie będą- cych obywatelami Dreamlandu i dał możli- wość otrzymania numeru NIM na "spec- jalnych" zasadach. Myślę, że to kwestia czasu.

Remus: Za jakiego człowieka uważa Pan naszego Króla eMBe? Nie jest to pytanie na tle politycznym. Po prostu chcemy wiedzieć, jak nasz Król jest postrzegany za granicą w innych panstwach.

Kanikov: Niezbyt skory do ceremonii; myślę, że stanowczy i zapracowany. Więcej nie powiem. No... tajemniczy, ale to dlatego, że czasem trudno o kontakt z JKM eMBe.