Nr 35
Arona, grudzień 2004
PWW "PRASA"
© RK v 3.0
kontakt: debrolle@poczta.fm

Wkładki:
redakcja
reklama / ogłoszenie
współpraca

archiwum    |    salon prasy

  strona  1  2  3  4  5  6  7  8  9

Lamentacje na dzień dobry
Głos naczelnego

    Coś drgnęło. Tak przynajmniej utrzymuje pewna część przytomnych obserwatorów dreamlandzkiego życia publicznego, dzieląc swój podejrzany entuzjazm z proktologami. Przedstawiciele aparatu władzy zachęcają do optymizmu, niepewnie poklepując się nawzajem po zgarbionych plecach; sposobią się nasi pasterze do odśpiewania stosownego psalmu. Dziwny i rzadki jest ten chórek gospel, przyznajcie sami. Z drugiej strony odpowiada im głuche milczenie mas. Albo te masy głuche, albo głupie. Tertium non datur.

    Dużo w tym numerze utyskiwania, krytycznych uwag, uzasadnionych pretensji, licytowania się krzywdami. Osobliwa rzecz, taka antologia twórczości funeralnej. Nawet, jeśli wszystkie prezentowane przez nas teksty zlewać się będą w jedno smutne requiem – podumajmy przez chwilkę, poturbujmy, podrapmy za uchem.

    Gdy w listopadzie proponowałem Bartłomiejowi Jasińskiemu luźną współpracę, nie mogłem nawet przypuszczać, że publikowany w tym numerze artykuł czołowego teoretyka rodzimego zamordyzmu trafi do działu ineditów. Przemówił więc socjaldemokrata głosem zza grobu, z otchłani i bez wielkich nadziei na jakikolwiek odzew. Mimo trzech lat znajomości nie zdążyłem wypić z Bartłomiejem bruderszafta. W numerze tym postawiłem tezę, iż Dreamland konsekwentnie się wykrusza, a na miejscu wybitych zębów nie pojawiają

się nowe. Szczerbatą facjatą nie zaskarbimy sobie sympatii nienażartych internautów.

    Choć nie brakowało tej jesieni akcentów pozytywnych, bilans sezonu okazał się dla nas niekorzystny. Nawet inkorporacja mikroskopijnego Baridasu okazała się kłopotliwym nieporozumieniem. Ocalić całe państwo z powodu jednego zagubionego obywatela – bardzo to chrześcijańskie, i mało racjonalne. Po lekturze jednego z naszych tekstów dowiemy się jednak, że Dreamland wzbogacił się nie o jedno, a o dwa nowe istnienia. Tym drugim ma być pluskwiak. [W tym miejscu na sali pojawia się stewardesa dzierżąca tabliczkę z napisem: Śmiech. Skonfundowana publiczność nie kojarzy szmoncesu, dyrektor teatru zasępia się w ostatnim rzędzie].

    Mimo potencjalnie bezdennej głębi, szalenie płytkie jest życie w naszej wirtualnej krainie. Dobrze wie o tym dreamlandzka starszyzna plemienna, choć prawdę tę zdaje się przechowywać niczym tajemnicę z Fatimy. Na próżno jednak. Tym, co odróżnia dzisiejszy Dreamland od tego sprzed kilku lat, jest fakt, iż powyższa wiedza, tak uciążliwa dla dalszego rozwoju Królestwa, stała się udziałem również znacznie młodszych obywateli. Ba, przekroczyła nawet granice naszego imperium. Dla Scholandczyka, Sarmaty – Dreamland jest już tylko schorowanym starcem, wyliniałym królem dżungli.

    Fakt, że nie ma się czym w Dreamlandzie ekscytować, gwarantuje nam jednak spokojną zimę.

(Jaques de Brolle)

W numerze:


Księga obywatela Hioba:
- Czekam na cud (str. 2)
- Po sprawie (str. 3)

Dumania wanitatywne:
- Kolorowa jesień (str. 4),
- Starców zawodzenie (str. 5),

De profundis albo
Spod łopaty grabarza:

- Najjaśniejsza Spółdzielnia
   (str. 6),
- Dreamland nie jest państwem
   demokratycznym
(str. 6),

Tako rzecze Rama:
- Dyskretny urok monarchii
   (str. 7)

Słowo na niedzielę:
- Piwo i popcorn (str. 8),
- Felieton pogodotwórczy (str. 9),
- Był, będzie i jest (str. 9)

Ten, kto między 20. a 30. rokiem życia nie ulega fanatyzmowi, jest imbecylem.

     - Emil Cioran