Nr 37
Arona, sierpień 2005
PWW "PRASA"
© RK v 3.0
kontakt: debrolle@poczta.fm

Wkładki:
redakcja
reklama / ogłoszenie
współpraca

archiwum    |    salon prasy

  strona  1  2  3  4  5  6  7

Lamentacje na dzień dobry
Głos naczelnego

    Obecność „Głosu Weblandu” na dreamlandzkim rynku prasowym datuje się od połowy roku 2001. Poważniejszym stażem pochwalić się mogą jedynie megality na podletribskich wzgórzach, królewskie dęby w weblandzkiej Puszczy Ciżnej oraz ich dostojny rówieśnik – arcyksiążę Nimitz, odwieczny przyjaciel monarchów i pierwszy gospodarz naszej świetnej krainy.

     Pierwszoplanowym przedmiotem naszego zainteresowania świadomie uczyniliśmy scenę polityczną. Kronikarstwem się nie paraliśmy – jeszcze w pierwszym roku swojej działalności opuścił „Głos” ciasne ramy pisma informacyjnego, skłaniając się raczej ku mniej lub bardziej zobowiązującej publicystyce. Po prawdzie jest w tej strategii sporo zdroworozsądkowego pragmatyzmu; przyzwoity felieton nie pozbawiony jest przecież uzasadnionych pretensji do długowieczności. Z podobnego założenia wychodzi również redakcja specjalizującego się w sążnistych komentarzach „OKNA”. Z konwencji wyłamują się niedawne traktaty objaśniające sens życia i salutogenną rolę traumy autorstwa demonologa Sykstusa Boruty. W bliżej nieokreślony gatunek celuje natomiast poseł Piotr Mirocha ze swoimi lapidarnymi „Listami”. Prawie na pewno ustaliliśmy już, że jest to magazyn redagowany w języki klingońskim. Gdzieś z okołodreamlandzkiej orbity nadaje William Cromwell ze swoją „Trybuną” – całkiem zabawnym biuletynem dla zboczeńców. Koledzy po piórze zapowiadają kolejne niespodzianki. Niespiesznie grawitujemy ku kuriozom

i jest to tendencja bardzo pomyślna.     Eksperymentem jest opublikowana na naszych łamach rozmowa z Medgarem de Ramą. Nie jest to wywiad, a raczej trzepanie dywanów. Dyskutowaliśmy o tym, co arbitralnie uznaliśmy za istotne, nie siląc się przy tym na jakiś przesadny obiektywizm. Końcowym efektem naszych wysiłków jest obszerny komentarz do niedawnych wydarzeń.

    U przedwojennego Wata znajdziemy subtelnie skandalizującą wzmiankę o starcu gwałcącym dziecko. Roth każe swemu bohaterowi przepoczwarzyć się w pokaźnych rozmiarów pierś. U Faulknera natrafimy na dociekliwego prokuratora, który w godzinach wolnych od codziennych obowiązków tłumaczy Stary Testament. Z angielskiego na grekę. Kpiny, groteska, frapujące zmyślenia. Literackie dekoracje, czy może coś więcej? Rzeczywistość nigdy nie zawodzi – pisał niegdyś Bolesław Miciński - jeśli się z nią tylko nie traci kontaktu. Nie zawodzi, owszem, ale nudzi. Czas na subtelną zmianę konwencji. Jeśli obecnego w Dreamlandzie apetytu na inność nie przekujemy na błazeńskie fikołki i szczęśliwy trafem ominiemy intelektualne ścierniska, czeka nas emocjonująca przygoda ze słowem.

(Jaques de Brolle)

W numerze:



Młot na czarownice:
- Z twarzą w kuwecie (str. 2)


Dreamlandzkie nieporządki
- Fabryka (str. 6),
- Podzielony Dreamland (str. 7),
- Skazani na estatyzm (str. 7),

Plegolal