Nr 38
Arona, luty 2006
PWW "PRASA"
© RK v 3.0
kontakt: bebert@op.pl

Wkładki:
redakcja
reklama / ogłoszenie
współpraca

archiwum    |    salon prasy

  strona  1  2  3  4  5  6  7

Lamentacje na dzień dobry
Głos naczelnego

    Kondycję dreamlandzkiego czasopiśmiennictwa ze szczególnym uwzględnieniem publicystyki należy ocenić wysoko. Nie była w stanie zmienić tego stanu rzeczy zimowa drzemka naszego pisma. Mamy w redakcji nadzieję, że i jego rewitalizacja nie położy kresu ciekawej ewolucji "Listów", nie zatamuje poetyckiego krwotoku sprokurowanego przez Kobego Shakura i jego "Euterpe". Bo i prawdą jest, że ewentualne braki na dreamlandzkim rynku ideologicznym zapełniać należy nie piaskiem i wapnem, ale trotylem o mocy parowozu i smaku papierosa na czczo, nie szczędząc przy tym krwi, potu i łez, przede wszystkim własnych.

     Wiedział o tym JKW Artur Piotr, do dziś pewnie opłakiwany w domowym zaciszu kącika między komputerem a stolikiem pod herbatę przez większość tych, którym to miano wciąż coś mówi, wiedział Jasiński, wie Edward Krieg, niestrudzony kolekcjoner medali i tytułów, być może dowie się zmiennokształtny Kaworu Nagisa. Prawdę tą przyswoił sobie skutecznie poprzedni kierownik redakcji, redaktor de Brolle. Zmiana na stanowisku redaktora naczelnego "Głosu Weblandu" nie oznacza merytorycznej i formalnej rewolucji. W zbliżonym i otwartym na nowych współpracowników składzie zamierzamy twórczo pielgrzymować w dostatecznie czytelnie zarysowanym dotychczas kierunku. Będzie zatem "Głos" energicznie afirmował dreamlandzką i okołodreamlandzką rzeczywistość, nie stroniąc przy tym od

zaangażowanych komentarzy, polemik i eksperymentalnych form felietonopodobnych. Z myślą o przyszłych pokoleniach stawiamy na karczunek bliskiego zasięgu, podprogowe modelowanie świadomości czytelnika w zgodzie ze starożytnymi podręcznikami demonologii.

    Ale pomówmy wreszcie o imponderabiliach. "A wy po co tu jesteście?" - zagadnął nas ostatnio z małej litery niejaki Bogusław, potomek Sokratesa. Pytania tego typu potrafią wprawić w dziwny popłoch, nie chcąć opowiadać banałów i brzydko się rumienić być może należy skupić się nie na samym rozwiązaniu zagadki, ale na sposobie w jaki się je wypowiada. Podobnie zdają się rozumować twórcy wirtualnych nowotworów językowych aspirujący do najwyższego stopnia twórczego wtajemniczenia i symulujący solardyjskie czy brugijskie systemy syntaksy i leksyki. Islandzcy muzycy z grupy "Sigur Ros" w oparciu o identyczny patent zrobili światową karierę. Niektórzy krytycy dostrzegają jałowość i pustkę emocjonalną kryjącą się za wyzbytymi punktu odniesienia nutami doklejanymi do wypranych ze znaczenia słów. Nie powinno przeszkodzić nam to w radowaniu się wprawkami w brugijskim serwowanymi nam przez Piotra Mirochę. Idea mikronacji nie jest w stanie dać własnego uzasadnienia, ale cóż z tego. Wirtualne harce tyle wszak dają uciechy, a co przy tym liźniemy brugijskiego - to nasze. Poszukując na serwerze schematów budowy perpetuum mobile skazani jesteśmy na pantomimę, wybryk, odpryski z warsztatu wyobraźni. Jest to konkluzja bardzo optymistyczna, która skutecznie rozbraja niepiękne filozoficzne zapędy poczciwego z kościami Bogusława.

(Medgar de Rama)

W numerze:

Defibrylator, instrukcja obsługi:
- Balkon z widokiem na szuwary (str. 2)
- Gdy nie wiadomo, co dygnęło (str. 3)

Dzwony rurowe:
- Gdy nie jest fajnie (str. 4),
- Owoce morza, oceaniczne odpady, zblazowane wieloryby (str. 4),
- Kraina (z) marzeń (str. 5),

Po ciemnej stronie księżyca:
- Przegląd prasy (str. 6)
- Zamachu nam trza (str. 6)
- Nostradamusie, czy mnie słyszysz? (str. 7)

Przodem do tyłu:
- Brugijczycy (str. 7)





Różnica między Sztuką a życiem polega na tym, że Sztuka jest znośniejsza.

Charles Bukowski