Nr 41
Arona, styczeń 2007
PWW "PRASA"
© RK v 3.0
kontakt: bebert@op.pl

Wkładki:
redakcja
reklama / ogłoszenie
współpraca

archiwum    |    salon prasy

  strona   1   2   3   4   5   6   7

Lamentacje na dzień dobry
Głos naczelnego

     W jednym ze swoich szkiców Zygmunt Kałużyński wspomina pierwsze dziennikarskie nauki, jakie przyszło mu pobrać. Redaktor naczelny pewnego periodyku jeszcze przed wojną pouczał młodego Zygusia tak oto: jeżeli tytuł ma mieć swoich wiernych czytelników, od czasu do czasu należy świadomie walnąć ewidentną gafę. Napisać, że "Hamleta" popełnił Sienkiewicz, rąbnąć straszliwy błąd ortograficzny. W rezultacie czytelnik poczuje do autora i pisma autentyczną, przekładającą się na sprzedaż sympatię, biorącą się z poczucia przynależności do jednego zbioru istot mocno ułomnych, będąc jednocześnie mile połechtanym własną przewagą nad tymi osłami redaktorami. W gruncie rzeczy, nie do końca rozumiem na czym polega dowcip. Każdy przedszkolak wie, że "Hamleta" napisał Prus.

     Tak czy siak, jest coś na rzeczy. Miej do własnej osoby jak najwięcej dystansu, nigdy do końca nie przemawiaj na serio, a będziesz mógł powiedzieć więcej od innych i ostatecznie być może tylko ty zostaniesz wysłuchany. Bo robiąc niemądre miny, można przemawiać wcale nie głupio.

     W numerze kolejna odsłona zapoczątkowanych przez Edwarda Kriega trudności geometrycznych. Punktuje mnie Krieg mocno, celnie i diablo rzeczowo, bardzo stylowo kontynuując

dreamlandzką tradycję replik do replik. Nie ulega dla mnie wątpliwości, wbrew zastrzeżeniom JKM Pawła, że różnica między szarpaniną na liście, nawet niezłą retorycznie, a dreamlandzką publicystyką mniejszego i większego kalibru jest znacząca. WWW prasa to mniejszy lub większy, nawet u rozbójnika Cromwella, rygor formy, struktury, czasem dochodzi do tego pewien walor literacki, choćby porównywalny do źle szlifowanych diamentów znalezionych na śmietniku. Podczas gdy lista to węgiel, półprodukt. Przecież bardzo potrzebny, bo choćby ogrzać się dzięki niemu można.

     Wkraczamy w kolejny rok. W tekstach widać raczej analityczny namysł nad ostatnimi dwunastoma miesiącami, poważnego, konsekwentnego wróżenia z fusów jakoś nikt nie miał serca się podjąć. Wróżby nie mam, ale przypomina mi się mój ulubiony bon mot Pavla Svobody, który w kwietniu 2005 na wieść o secesji proponował "wszystkim nam na jakiś czas się odprężyć". Dobra rada, skoro prekognicja szwankuje.

     Inny szkic Kałużyński rozpoczyna tak, mając na myśli, nie wiedzieć czemu, Polskę: "Nasz kraj jest tak dziwny, tak dziwny, tak dziwny, że czasem człowiek stawia sobie pytanie, czy on w ogóle istnieje". Co jest w tej naszej hecy najlepsze, to to, że podobne słowa my, Dreamlandczycy, możemy wypowiadać z niejakim zadowoleniem, w poczuciu spełnienia i dobrze wykonanej pracy.


(Medgar de Rama)

W numerze:

Wątpliwe pożytki cywilizacji:
- Prosto z buszu (str. 2)

Siedem cudów świata
- Całkiem nieźle jak na trupa (str. 4),
- Kilka kartek z kalendarza (str. 5),

Polemika
- Niezręczności koliste (str. 5),
- Niewidzialna biblioteka (str. 6),

Wieczorynka
- Dywagując na leżaczku (str. 7),

Wszystko co można było wynaleźć, zostało już wymyślone, i nie należy się spodziewać żadnych więcej nowości.

Henri Lapine, dyrektor paryskiego Instytutu Patentów, 1897 r.