Nr 42
Arona, maj 2007
PWW "PRASA"
© RK v 3.0
kontakt: bebert@op.pl

Wkładki:
redakcja
reklama / ogłoszenie
współpraca

archiwum    |    salon prasy

  strona   1   2   3   4   5   6  

Lamentacje na dzień dobry
Bilet wstępu

"Być. Istnieć. Ja a Absolut. Tak! Prymitywizm socjalistyczny daje klarowną odpowiedź", czytamy na łamach jednego z sarmackich periodyków. Fakt, że w ogóle coś takiego czytamy, zakłada naszą milczącą zgodę na określoną konwencję, zaś fakt, że brniemy w lekturze dalej, sygnalizować może coś więcej niż aprobatę prezentowanego punktu widzenia. Znamionować może bowiem nasze powolne a niedostrzeżone dotąd zidiocenie.

"Artysta prymitywistyczny nie próbuje wmawiać nam, że białe jest białe a czarne jest czarne. Jest czerwone". A zatem cyrk. Możliwe, że pierwotnym celem pierwszych mikronacji była symulacja państwa realnego. Dziś słusznie przestaliśmy rościć sobie podobne pretensje. Archipelag polskich państw internetowych swą żywotność zawdzięcza fanatyzmowi licealnych korytarzy, bolesnym pojękiwaniom piętnastolatków, nieskorych do poddania się mniej uciążliwej dla otoczenia terapii.

W trakcie styczniowej dyskusji redakcyjnej arbitralnie zadekretowałem, że mikronacja nie jest miejscem właściwym do realizowania własnych zboczeń. Natychmiast naszły mnie jednak wątpliwości. Niniejsza reguła

powinna chyba zostać uzupełniona o jedno zastrzeżenie: zdarza się, że cała mikronacja staje się formą zboczenia.

Skoro tak - standardy normalności definiuje ten, kto krzyczy najgłośniej. Najgłośniej krzyczy - wyje? - się dziś w wandejsko-sarmackiej świątyni niepowagi. W tym świetle "Wandea Ludu", lokalna świetlica środowiskowa, zawiera kwintesencję tego, co w państwach wirtualnych po prostu najbardziej udatne, choć przecież forma nie zawsze ta sama, i treść nie teges.

Obywatel mikronacji świadomie godzi się na udział w tym cyrku. Czyni tak również gremium redakcyjne "Głosu Weblandu". Od sześciu lat na prywatny użytek kilku życzliwych czytelników dokonujemy okresowego przeglądu potworności i wynaturzeń. Niniejszy numer nie powinien zatem dla nikogo stanowić zaskoczenia. Padnie kilka zabawnych słów, poklepiemy po plecach, pogrozimy pięścią, na koniec podniesiemy pokrywę i wypuścimy trochę smrodu. To chyba wszystko. Za chwilę przyjdzie lato, rozjedziemy się po lasach, zapomnimy.

Sześć lat pisania o pierdołach. Oto, czym jest, być może, świętość.


(Jacques de Brolle)

W numerze:

Tym żyliśmy:
- Zawód: imperator (str. 2)
- Raport z oblężonego miasta (str. 3)

Może warto:
- Dramat (str. 4),

Było, minęło:
- Gdy król się spóźnia (str. 5),

Wieczorynka:
- Durszlak (str. 5),
- Real bez ściemy (str. 6),

"Straszne - widzieć człowieka tam, gdzie można było oglądać konia!"

[pewien paryski mizantrop]