Tegoż roku zmarł metropolita Jan. Był zaś Jan mężem biegłym w księgach i naukach, miłosierny dla ubogich i wdów, łaskawy dla każdego, bogatego i ubogiego, pokorny i łagodny, małomówny, a wymowny, gdy wedle ksiąg świętych pocieszał smutnych, i takiego nie było pierwej w Rusi, ani po nim nie będzie takiego. Tego lata poszła Janka do Greków, córka Wsiewołodowa [...] i przywiodła Janka metropolitę Jana, skopca [kastrata], o którym widzący go ludzie wszyscy mówili: „To trup przyszedł".