![]() |
|
Jak zwalczać wirusa? Rady Mędrców - Wersja do druku +- Forum Republiki Bialeńskiej (https://vonthorn.sarmacja.org/galeria/archive/bialenia/noweforum) +-- Dział: Życie w Bialenii (https://vonthorn.sarmacja.org/galeria/archive/bialenia/noweforum/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Plac Zielony (https://vonthorn.sarmacja.org/galeria/archive/bialenia/noweforum/forumdisplay.php?fid=4) +---- Dział: Szpital Psychiatryczny im. Ofiar Realiozy (https://vonthorn.sarmacja.org/galeria/archive/bialenia/noweforum/forumdisplay.php?fid=68) +---- Wątek: Jak zwalczać wirusa? Rady Mędrców (/showthread.php?tid=1475) Strony:
1
2
|
RE: Jak zwalczać wirusa? Rady Mędrców - Ronon Dex - 19-03-2020 Karol Medycejski napisał(a):We Włoszech wynika to nie tylko z chronicznego braku testów...Oczywiście, że nie tylko - dlatego napisałem "w dużej mierze". Inna sprawa, że w przypadku rozpatrywania kwestii śmiertelności to ta niby "subordynacja" nie ma nic do rzeczy - bo rozpatrujemy to na zasadzie stosunku zarażonych do zejść śmiertelnych. Jakaś "subordynacja" może wpłynąć na liczby bezwzględne, ale nie na na ten stosunek zarażonych do zgonów. Cały problem polega na tym, że na chwilę obecną nikt nie jest w stanie stwierdzić jaka jest liczba zarażonych - w obliczu dużego procenta przebiegów bezobjawowych i lekkiego przebycia choroby, podobnej niezmiernie do paru innych stanów chorobowych dróg oddechowych. Takich, na które nie zwraca się szczególnie uwagi, po prostu się je przechodzi. Nie wymagają specjalistycznego leczenia i są przecież tak powszechne, że się nimi nawet do lekarzy nie chodzi. Oczywiście liczba zarażonych np. w Korei Północnej, gdzie stosuje się testy na skalę masową, jest duża bliższa prawdzie niż w takich Włoszech, gdzie liczba testów jest minimalna - ale i tak jest duża liczba zakażeń, o których nikt nie wie, bo nie wywołują w ogóle objawów lub takie podobne do "zwykłego przeziębienia". Osobiście bardziej obawiam się o wiele bardziej skutków gospodarczych tej "histerii" niż samego wirusa, który wcale (jak się wydaje) nie powoduje większej śmiertelności niż popularna grypa. O ile sobie można bez większej szkody utrzymywać zamknięte szkoły, bo ich personel jest opłacany z budżetu i co najwyżej ich pensje nieco przyhamują (bo budżet też to wszystko odczuje porządnie), to już w wieloma firmami będzie dużo gorzej. Część po prostu nie przetrwa, a część (duża większość) odnotuje (już odnotowuje) tak znaczące spadki dochodów, że przestaną inwestować i się rozwijać. A to wszystko to naczynia połączone, nawet branże kompletnie nie dotknięte ograniczeniami nakazowymi sporo stracą - choćby przez to, że część ich klientów padnie, a dużej części zmniejszą się dochody. Na tym wszystkim, na tej całej histerii stracą wszyscy... i szybko się z tego nie pozbieramy. Szczególnie tam, gdzie gospodarki nie są specjalnie silne (czyli u nas na ten przykład), bo te mocne oczywiście to przetrwają dużo lepiej. W sumie jak na to patrzę na spokojnie i "rachunkowo" to bardziej się obawiam właśnie tych skutków gospodarczych niż jakiegoś tam prawdopodobieństwa choroby, która w sumie stwarza zagrożenie dużo mniejsze... jak na razie to jedna stwierdzona infekcja na ponad 100 tys. ludzi i nawet jak wzrośnie (a wzrośnie, co oczywiste) dziesięciokrotnie to będzie to jeden na 10 tys., przy wzroście 100-krotnym to będzie jedno na 1000. Biorąc pod uwagę samą śmiertelność na poziomie powiedzmy nawet 1-2 procenta to zagrożenie nie jest porażające. Natomiast zagrożenia wynikające z upadającej gospodarki są realne i dotkną nas o wiele bardziej oraz w dużym procencie. Moim osobistym zdaniem to nie sama choroba nas "załatwi", załatwi ta psychoza strachu. Jedyna nadzieja w tym, że ludzi nie można zastraszać zbyt długo... strach spowszednieje, bo nawet w czasie okupacji bo pierwszym szoku i strachu ludzie starali się żyć normalnie i oswoili się z zagrożeniami. Tylko, że to był niestety "inny materiał ludzki", ta "lepsza glina"... czyli teraz pewnie pójdzie to wolniej, niestety. RE: Jak zwalczać wirusa? Rady Mędrców - Karol Medycejski - 19-03-2020 >Inna sprawa, że w przypadku rozpatrywania kwestii śmiertelności to ta niby "subordynacja" nie ma nic do rzeczy - bo rozpatrujemy to na zasadzie stosunku zarażonych do zejść śmiertelnych. Jakaś "subordynacja" może wpłynąć na liczby bezwzględne, ale nie na na ten stosunek zarażonych do zgonów. No niezupełnie, bo włoska niesubordynacja, to nie polska niesubordynacja. Wszystko zależy od kultury. Oczywiście teraz mocno generalizuję i będzie trochę anegdotycznie, ale trochę włoską kulturą się interesuję i trochę już tych Włoch i Włochów poznałem. We Włoszech tryb dnia jest zupełnie inny - Włoch zjada raczej lekkie śniadanie, tuż przed pójściem do pracy, a raczej w drodze do niej, następnie lunch ok. 11-13, a potem cała gastronomia jest zamknięta (oficjalnie) i potem otwiera się dopiero ok. 18-19 i jest otwarta nawet do 2 w nocy. Oczywiście w sezonie zimowym trochę krócej, ale też zagęszczenie na m2 jest większe - ogródki są rzadsze. Dlaczego o tym piszę? Bo starsi ludzie prawie cały dzień przesiadują w tych przybytkach. Nieważne czy mała czy duża miejscowość - wszyscy się znają w swoim sąsiedztwie i nawet jeśli lokale są oficjalnie zamknięte dla klientów, to "swoi" siedzą na "zapleczu". Co więcej, od Włochów wiem, że tam dominuje raczej aktywny sposób spędzania czasu na emeryturze - różnoraki wolontariat jest bardzo popularny, życie towarzyskie także. To trochę inaczej jak w Polsce, a przynajmniej inaczej niż w polskim dużym mieście (bo piszę z perspektywy stolicy - tej prawdziwej, a nie tfu Srakowa). Tu emeryci i ludzie ogólnie spędzają czas nieco inaczej. Największe skupiska towarzyskie ludzi 60+ to obrzędy religijne. Teraz w tracie pandemii to młodzi ludzie, a właściwie dzieciaki przesiadują w parkach, na bulwarach, na boiskach i do niedawna w centrach handlowych. Dlatego włoska niesubordynacja jest inna od polskiej i ma według mnie wpływ na liczbę poważnych zachorowań, a także zgonów. >Osobiście bardziej obawiam się o wiele bardziej skutków gospodarczych tej "histerii" niż samego wirusa, który wcale (jak się wydaje) nie powoduje większej śmiertelności niż popularna grypa. No raczej nie. Pierwszy z brzegu artykuł (a to i tak sprzed 4 dni, czyli nawet z niekorzyścią dla mojej tezy): https://pulsmedycyny.pl/koronawirus-sars-cov-2-jest-grozniejszy-niz-grypa-sezonowa-985172 RE: Jak zwalczać wirusa? Rady Mędrców - Ronon Dex - 19-03-2020 No tak Karolu... tylko to wszystko odnosi się do "stwierdzonych przypadków", a przebieg COVID-19 powoduje, że duży procent to "niestwiedzone" - bo albo bezobjawowe, albo o tak łagodnym przebiegu, że mylone ze zwykłym przeziębieniem. W zasadzie na tym polega to, że COVID-19 jest "gorszy"... właśnie na skutek tego, że w dużym procencie bezobjawowego przebiegu - szybko się rozprzestrzenia. Znacznie łatwiej niż w przypadku chorób wirusowych, "łatwozakaźnych" gdzie objawy są wyraźne i szybko występujące. Wtedy łatwo izolować zakażonych i opanować "ogniska zakażeń". W przypadku COVID-19 to nierealne, bo większość zakażonych o tym nie wie i może się wręcz nigdy o tym nie dowiedzieć. Z tego powodu nie wie też o tym oczywiście ich otoczenie i służby medyczne. Dalej twierdzę, że skutki gospodarcze odczujemy dużo boleśniej niż skutki samego zarażania się wirusem. Wirus dotknie niekażdego, większość zainfekowanych w ogóle się pewnie o tej infekcji nie dowie, ale odczuje bardzo boleśnie skutki gospodarcze tej histerii. |