Archiwum wykładów i artykułów - Karl von Schwarzengrau - 30-05-2020
W tym wątku będą wszystkie merytoryczne i ważne wykłady oraz artykuły przeniesione z forum Suderlandu.
1. Każdy wykład oraz artykuł zachowa oryginalną pisownię.
2. Każdy wykład oraz artykuł będzie miał podaną datę publikacji oraz autora.
Lista:
1. Historia Suderlandzkiej Lewicy - Wzlot, upadek, nieudolne próby odrodzenia
2. Wyprawa ekspedycyjna po Skarlandzie
3. Jak demokracja umarła?
4. Wywiad z Ryszardem Majem
5. Wywiad z Norbertem Byfyjem
6. Wywiad z Fryderykiem Marksem
7. Rewizja polityki kolonialnej
8. Śmierć demokracji
9. Wykład 1. - wstęp do politologii
10. Wykład 2. - ideologie
11. Wykład 3. - typologie partii politycznych
12. Wykład 4. - reżim demokratyczny
13. Wykład 5. - reżim autorytarny
14. Wykład 6. - geneza mikropaństwa
RE: Archiwum wykładów i artykułów - Karl von Schwarzengrau - 30-05-2020
Historia Suderlandzkiej Lewicy - Wzlot, upadek, nieudolne próby odrodzenia
Cytat:Czym zdefiniować pojęcie lewicy w Suderlandzie?
Problem numer 1 jaki nasuwa się przy całym projekcie stworzenia wszystkiego, co będzie można opisać jako ugrupowania lewicowe, które można do tej lewicy zaliczyć. Poczynione przeze mnie badania pozwoliły na wykazanie 3 typów ugrupowań o charakterze lewicowym, jakie przetoczyły się przez Republikę Suderlandu oraz dawne Królestwo Połudiolandii:
- Lewice klasyczną, oparta na strukturze Kongresu Lewicy Demokratycznej
- Lewica nowoczesna, oparta o strukturę Socjaldemokratycznej Partii Suderlandu
- Lewica awangardowa, czyli Bezpartyjny Ruch Hutników i Smoków
Te 3 typy kształtowały nam całą politykę Suderlandu z mniejszym lub większym powodzeniem. Warto więc w takim razie przejść do krótkiej charakterystyki podanych przeze mnie typów, dzięki czemu lepiej zrozumiemy ich charakter działania i umiejscowienie polityczne.
Logo Kongresu Lewicy Demokratycznej
- Lewica klasyczna - oparta została na manifeście Karakala Stonogi z dnia 16 października 2016 roku. Pogłębiający się w tym czasie kryzys, który miała lada dzień przetoczyć się w pełnoprawny zamach stanu. Warto tutaj także przedstawić podstawowe postulaty, jakie wytoczone zostały wobec społeczeństwa. Partia powstała w ostatnich dniach królestwa, dlatego też skupiono się przede wszystkim na zmianie systemu i przetoczenie się w Republikę. Oprócz tego wywarto nacisk na budowę systemu socjalnego oraz walki z dyskriminacją płciową i seksualną.
- Lewica nowoczesna - Skupiła się wokół Tarsycjusza Operara. Było to nowe pojęcie lewicy, które szło z odradzającym się w całym świecie państw wirtualnych trendu kształtowania się międzynarodówki mikronacyjnej. Lewicy zjednoczonej na arenie międzynarodowej, chcącej wspólnie tworzyć jeden kierunek. Lewica tutaj przyjęła doktrynę rezygnacji z części swoich dążeń na rzecz przypodobania się mniej radykalnemu elektoratowi, który nie jest zradykalizowany jakimkolwiek ważnym wydarzeniem.
- Lewica awangardowa - Paradoksalnie najstarsza ze wszystkich. Mimo, że opiera się ona na silnym założeniu antysystemowym, czyli przeciw obecnemu stanowi państwa. Często wyróżniała się oryginalnym programem oraz radykalnymi poglądami. W zależności od okresu można uznać że były to odchyły od socjalliberalizmu po radykalny socjalizm.
Narodziny nurtu lewicy w Suderlandzie
Historia zaczyna się jeszcze przed wyborami parlamentarnymi w czerwcu 2016 roku. Nie ma dokładnych informacji jak to powstało dokładniej, gdyż z nieznanych przyczyn sporo wątków pierwotnych poznikało z forum. Da się odczuć w postach z połowy września że spore przemeblowania musiały być na forum wtedy. Na podstawie dostępnych danych, jakim był tygodnik "Burżuje na żywo" Fryderyka Marksa, można zobaczyć pierwsze kroki w tworzeniu się ugrupowania z grupy awangardowej lewicy.
Ugrupowanie stało się bezpartyjnym ruchem hutników i smoków. Nie ma dokładnych informacji co do nazwy. Należy jednak podejrzewać, że hutnicy odnosili się do Huty, natomiast w przypadku smoków nie ma jednoznacznej odpowiedzi, jednakże na pewno odnosi się w pewnym stopniu do Fryderyka Marksa, który w swojej sygnaturze po dziś dzień odnosi się do tych istot. Prezesem ruchu został Fryderyk Marks, zaś jego zastępcą Otto van Jutland. W ten sposób narodziła się pierwsza formacja lewicowa.
Jako, że ciężko jednoznacznie jeszcze nam mówić, o tym jak się wszystko może rozwinąć to wciąż ten etap partii w samym Suderlandzie można owiać mrokiem. Jednakże mając na uwadze, że wtedy istniały jeszcze dwa inne ugrupowania: Partia Rozwoju Połudiolandii oraz Stronnictwo Gryfów, należy mieć więc na uwadze że ugrupowanie musiało być dosyć kuszące. Jednakże wzmianki z encyklopedii wyborczej, którą pisał sam prezes BRHiS Fryderyk Marks sugerują, że w kampanii nie zajmowano się wtedy tak ważnymi tematami.
Ostatecznie wynik pierwszej tury wyborów do senatu, która była jedyną miarodajną. Ruch uzyskał wtedy 3 głosy. Na oddanych 13 głosów daje to poparcie 23% wyborców. Pomimo że nie ma jasnej informacji ile osób było uprawnionych to ze wstępnych moich szacunków, liczba ta była chyba mniejsza od liczby obywateli na forum, co może być w takim przypadku kontrowersją, o ile nie zostaną poczynione większe badania, które mogą rozwinąć te kwestie. Tak czy inaczej oznaczało to że stanowią znaczącą część społeczeństwa. Przy dosyć kontrowersyjnej w tamtym czasie ordynacji dało nam to efekt, że lewica mogła liczyć na 3 mandaty senatorskie. Tak też możemy jednoznacznie stwierdzić, że start lewicy był całkiem udany.
Archwialne zdjęcie Fryderyka Marksa i Otto van Jutlanda, źródło: Tygodnik "Burżuje na żywo"
Rozkwit
Nastało lato 2016 roku. Fryderyk Marks połączył siły z Ryszardem Majem, tygodnik popularny, jaki wtedy stworzyli miał nowoczesny i ponadczasowy charakter, ale nie warto zapominać, że opozycja lewicowa BRHiS mogła wykorzystywać moc opiniotwórczą, jak i brak mediów po stronie rządowej do skutecznego punktowania rządu skupionego wokół Kanclerza Sowińskiego, który posiadał wiele wad. Zwłaszcza dotyczyły one ministerstwa finansów, które bardzo słabo sobie radziło, dosyć podobnie zresztą kulawa okazała się dyplomacja. Awangardowa lewica w ten sposób zdobyła niemalże pozycję dominującą w życiu społeczno-politycznym, zaś Huta Jutlanda była kluczowym elementem przemysłu, który dawał pracę nowym obywatelom jak i pozwolił sobie na uzyskiwanie coraz większej i większej przychylności społecznej.
Przesilenie gabinetowe z przełomu lipca i sierpnia 2016 roku było momentem kluczowym. Józef Sowiński udał się na urlop. Faktyczną władzę w kraju (gdyż Król także stał się wcześniej nieaktywny) przejął Ryszard Maj, który mimo że był bezpartyjny miał silne poparcie środowisk lewicy. Kolejnym ważnym krokiem okazała sie dymisja senatora Heinricha von Razorina. Na mocy zorganizowanych wyborów uzupełniających zgłoszono wyłącznie Konrada von Schnixera, który dołączył do ruchu hutników i smoków. W ten sposób 3 miejsca w senacie należały do przedstawicieli lewicy. Natomiast po 2 mandaty miały partie konserwatywne.
Ten triumf dał czas złotemu wiekowi lewicy w powoli kończącej się monarchii w połudiolandii. Choć warto zaznaczyć, że popierające wtedy przejście na model republiki ugrupowanie Fryderyka Marksa dążyło bardzo długo, aby zmiany dokonano na podstawie działań rewolucyjnych, aniżeli pokojowej przemiany. Jednakże, dlaczego zamach stanu nie wyszedł im na dobre to już za chwilę. Warto tutaj przytoczyć jeszcze program samego ruchu hutników i smoków. Oprócz rewolucji dążącej do obalenia monarchii, ważnym celem ich polityki było wprowadzenie pomocy społecznej dla warstwy niższej oraz ukrócenie wyższej pozycji szlachty w kraju, co było i tak związane z obaleniem monarchii, gdyż wysoka pozycja klasy arystokratycznej była ściśle związana z panującym ówcześnie ustrojem.
Plakat BRHiS
Złoty Wiek
Okres największego boom Królestwa Połudiolandii, był równocześnie okresem największej aktywności ruchu lewicowego, który wkrótce miał się rozszerzyć o dodatkowego gracza. Jesteśmy już w okresie, kiedy istniejące dwa obozy były już blisko punktu zapalnego. W tym czasie na nowo na forum pojawiły się twarde postulaty lewicy awangardowej dotyczące wspierania ruchu republikańskiego. Jednakże pora przejść do pojawienia się KLD.
Napięcie społeczne spowodowało, że Karakal Stonoga, pełniący funkcję ministra spraw zagranicznych postanowił zakończyć swój bezpartyjny okres i stworzył nowe ugrupowanie. Tym razem już odwołujący się do pierwotnych założeń ideologii socjalizmu, dlatego też jest to opisana wyżej. Manifest Kongresu Lewicy Demokratycznej otworzył nowy rozdział. Nastał czas, gdy lewica odgrywała decydującą rolę, mimo to napędzony aktywnością kraj był pełny i także, członków utrzymania monarchii było równie wielu, ale wtedy to lewica nadawała główny rytm obozowi republikańskiemu.
Jednak, przejrzyjmy się co udało się KLD w tym czasie powołać w swój program. Popierano odwołanie Józefa Sowińskiego z funkcji kanclerza, następnie proponowano utworzyć społeczną radę Suderlandu, w celu ratowania państwa. Pojawiło się także kwestie dotyczące występującego w kraju antysemityzmu oraz potępienia rodzącej się partii faszystowskiej. Jednak, ironią będzie to, że ostatecznie to prawica odniesie na dłuższą metę sukces.
W tym momencie historia Suderlandu wkracza w punkt, który na długo będzie go definiował. Zamach stanu przeprowadzony przez Ryszarda Maja i Otto von Jutlanda. Jak pamiętamy ten drugi był człowiek bezpartyjnego ruchu. Jednak tutaj rzecz ciekawa, gdyż prezes Fryderyk Marks, zachował nadzwyczaj neutralną postawę wobec tego co się wydarzyło. Dla mnie to ciekawy przypadek, gdyż mocno zaangażowany był w to jeden z prominentnych działaczy. Wracając, to jeszcze pozostaje nam tutaj postawa KLD.
Ludowa Komisja Suderlandu, projekt Karakala Stonogi, choć z samego forum można się o nim dowiedzieć nie tak dużo, jak pewnie by chciano na to liczyć to w ramach tak zaawansowanej pracy, jaką tutaj tworzę, jednak sądząc po liczbie członków, można zauważyć, że zasłużone czyny lewicy w ramach okresu zamachu stanu wydają się być na plus wśród mieszkańców. Jednakże ten element pozostawię do interpretacji dla mieszkańców.
Decydujący moment to wybory październikowe, przeprowadzone kilka dni po zamachu stanu. Wydarzył się tutaj jeden ważny szczegół, który będzie bardzo istotny w kwestii całego wyniku. Kongres Lewicy Demokratycznej doszedł do porozumienia z Demokratyczną Partią Suderlandu. Obydwie partie popierały referendum konstytucyjne, które ustanawiało ustrój republikański. Inaczej sytuacja miała się z BRHiS, który mimo lewicy zachował w tej sprawie neutralność i startował sam. Dodatkowo w wyborach startowała monarchistyczna frakcja złożona z partii rozwoju oraz partii faszystowskiej.
Wynik wyborów przesądzał. Równa liczba głosów dla obydwu koalicji dała im po 3 mandaty. No prawie równo, gdyż Karl von Schwarzengrau oddał dwa głosy, zapewne przy jego przynaleźności dawało to głos frakcji monarchistów, czyli zwolennicy republiki wygrali. Karakal Stonoga, lider koalicji otrzymał także jednostkowo najwięcej głosów. Jak nie patrzeć sukces wielki. Dodajmy jeszcze jeden element. Otóż do senatu 3 senatorów to byli przedstawiciele Lewicy: Karakal Stonoga, Kacper Kowalski (KLD) oraz Fryderyk Marks (BRHiS). Sami kandydaci lewicowi otrzymali łącznie 7 głosów. Stanowi to 38% wszystkich głosów. Dołączając głosy koalicyjnego z KLD, DPS wychodzi nam zdecydowana większość.
Ostatecznie przełom października i listopada, okres kiedy rozpoczyna swoją pracę senat II Kadencji. W tym momencie pozycja lewicy osiąga szczyt, z którego bardzo szybko jak się okaże zresztą, spadnie. Jednakże wracając. Podczas sesji otwarcia wybrano na Marszałka Senatu Kacpra Kowalskiego, na wicemarszałka wybrano Fryderyka Marksa, zaś Prezydentem został Karakal Stonoga. Pozycja okazała się w tym momencie właśnie dominująca.
Marsz poparcia dla lewicy, styczeń 2017
Regres i stabilizacja
W tym oto momencie lewica kończy swój triumfalny pochód. Bardzo szybko Kacper Kowalski zrezygnował z fukcji marszałka senatu, jak i potem z funkcji senatora [regresja: już nawet wtedy Kowalski tak sobie odchodził z kraju, a przecież my mamy w pamięci akcje z późniejszych lat, tak mi się chce z tego śmiać]. Wkrótce potem kolejny cios, gdyż karakal Stonoga okazał się być bardzo szybko nieaktywnym prezydentem, co spowodowało, że KLD od tego momentu stało się wymarłą partią. Regres KLD był dużym ciosem dla różnorodności Suderlandzkiej polityki. Podobnie było zresztą po drugiej stronie, gdyż wymierać zaczęła partia faszystowska.
Przy tym regresie pozostała ponownie tylko jedna formacja lewicowa w kraju. Szybko jednak, była ona już jednoosobowa z samym Fryderykiem Marksem. Sam Fryderyk Marks, stawał się powoli od tego momentu jednym z najważniejszych postaci w kraju, jednakże ze względu na to jak często ten temat jest i tak poruszany, to skupię się wyłącznie na tym co robiono w ramach BRHiS. Skupmy się więc na programie, stał się bardziej ogólny i dotyczył bardziej tematów szybkiego rozwiązania bądź czysto narracyjnych: jak rozwiązanie problemu z nieaktywnym prezydentem, czy też zmiany konstytucyjne oraz takie ciekawostki jak gastronomia. Wracając jednak do wyborów, to udało się wystawić dwóch kandydatów: oprócz Fryderyka Marksa, z drugiego miejsca na liście kandydował Konrad von Schnixer. BRHiS uzyskało w nich 20% głosów, co przełożyło się ostatecznie na tylko jedno miejsce w senacie.
O samej kadencji nie da się powiedzieć, aż nazbyt dużo. Jednakże pod koniec lutego Fryderyk Marks postanowił kandydowac na Prezydenta Republiki. Wybory okazały się bardziej zacięte, jednak to dłuższa historia. Ostatecznie w drugiej turze Fryderyk Marks odniósł przekonujące zwycięstwo. Na nowo lewica znów została stabilna, choć nowy senator Konrad von Schnixer nie okazał się wystarczająco aktywny.
Logo BRHiS, druga połowa 2017 roku
Stagnacja
Okres kolejny trwa od kwietnia do jesienii 2017 roku. Wiąże się on z przejęciem kierownictwa w BRHiS przez Arkadiusza Alviusza, który mimo że był tylko członkiem ruchu, gdyż oficjalnie władzę powinni pełnić panowie von Schnixer i van Jutland. Lewica ponownie zaczęła się cofać, jednakże był to długi okres.
Na początek jednak kolejne wybory do senatu. Tym razem agresywna kampania wyborcza Alviusza okazała się koniec końców niezbyt skuteczna. Dwa głosy z siedemnastu, daje to niecałe dwanaście procent i mimo wszystko regres lewicy. Hasła uległy częściowej radykalizacji jednakże nawet to już nie pomagało. Wybory z lipca 2017 roku, odbywające się w czasie nerwowym dla Suderlandu procentowo były jeszcze gorsze dla awangardy lewicowej. Ponownie dwa głosy, ale już na 19. 10,5%.
Należy więc tutaj zastanowić się co się działo, że wpierw tylu wyborców odeszło od lewicy, zaś dalej nie potrafiła przyciągnąć nowych. Pytanie jest otwarte, ale należym upartywać tutaj zniknięcia liderów lewicy. Z frakcji klasycznej zniknięcie Karakala Stonogi, zaś z awangardy Prezydentura Fryderyka Marksa oraz jego pełnienie funkcji sędziego. Dlatego też mimo wysiłków Arkadiusza Alviusza lewica staczała się coraz niżej, zaś jego zanik aktywności już na dobre doprowadził do lewicy, której nie było podczas wyborów, jednakże tutaj historię zaczyna już formacja prawicowa Alternatywy dla Suderlandu, jednakże to zupełnie inna historia.
Krótki powrót
Wraz z zakończeniem kadencji jako sędzia, Fryderyk Marks mógł wrócić do działalności politycznej. Jeszcze przed tym ogłoszono dosyć głośno komentowaną koalicję DPS i BRHiS. Powstał nowy ruch o nazwie: (Bez)partyjny Ruch Mieszkańców Demokratycznych i Smoków, w skrócie BRDMiS. Przedstawiono dosyć radykalny program, zwłaszcza dotyczący reformy głowy państwa, który okazał się bardzo kontrowersyjny wśród społeczeństwa. Ostatecznie, bardzo gorąca była cała kampania wyborcza jak i to się tam działo. Sama ta historia powinna być tutaj pominięta. BRDMiS zajęło drugie miejsce razem z PWS. Zdecydowanie jednak wygrało AdS, co bardzo zaniedowoliło kierownictwo ruchu(?)/partii(?). Wracając jednak, duża część późniejszych wydarzeń lewicy to było rywalizowanie się z AdS, co zakończyło się jak dobrze znamy.
Podsumowując jednak ten jednorazowy powrót omówmy same liczby. Wiekszość kandydatów ruchu stanowiła lewica, za wyjątkiem Bena Skywalkera pochodzącego z DPS. odliczając jego wyjdzie nam, że lewicowi kandydaci uzyskali wtedy 5 głosów na 23. Ponad 21%. Całkiem dobry wynik, świadczący o tym, że jednak wciąż poparcie dla lewicy jest całkiem wysokie. Jednak wszystko zaraz miało prysnąć.
Mocny upadek
Czy jest sens znowu opisywać o tym, jak lewica w Suderlandzie wraz z Fryderykiem Marskem zatopiła się na dobre? Odpuśćmy to sobie. Fryderyk Marks oficjalnie zniknął z kraju w połowie kwietnia 2018 roku. Nie zgłosił nikogo do nowych wyborów, ale w trakcie nich pojawił się nagle niemal niekatywny stary jego współtowarzysz Otto van Jutland, który oddał pusty głos z napisem "Precz z faszyzmem". Powstał, można odnieść wrażenie, w ten sposób mit nacjonalistycznego Suderlandu, jednakże mając na uwadze to co miało miejsce. W pełni widać, że jeżeli możemy tak nazywać Suderland, to ten szybki upadek może nam łatwo zauważyć, że lewica wprost oddała sobie ten kraj na dominację prawicy.
Niesławny marsz pierwszomajowy 2019
Nieudane odbudowy
Jeszcze w Maju 2018 roku, na kilka dni Kacper Kowalski próbował tworzyć ruch socjalistyczny oparty o struktury starego KLD, jednakże szybko zniknął (nie po raz pierwszy).
Lewica zamarła od teraz niemal na rok. Nowoczesna lewica zdawała się zmieniać wszystko. Tarsycjusz Operar wydawało się, że może wszystko zmienić, ale jeden błąd wszystko tutaj rozpadł. Był to marsz 1 Maja 2019 roku, kiedy symbole komunistyczne pojawiły się na marszu. Marsz rozwiązano, doszło do bójek, policja musiała interweniowac, zaś Operar tajemniczo znikł kasując ślady istnienia marszu, próbując także nakłonić media do niepublikowania materiałów na ten temat.
Tak też obecnie widzimy zmarłą lewicę. Nie wiadomo kiedy powróci czy jak, zostawiam was na koniec z danymi na temat poparcia kandydatów lewicowych w wyborach do parlamentu:
Wynik lewicowych kandydatów w wyborach do senatu
Dziękuję za uwagę i przyjemnej lektury
Artykuł napisany przez Norberta Byfyja, opublikowany 13 maja 2019 roku
RE: Archiwum wykładów i artykułów - Karl von Schwarzengrau - 30-05-2020
Wyprawa ekspedycyjna po Skarlandzie
Cytat:Kraj który wg jednej osoby jest jednym z tych najcenniejszych, nie dawał mi długi czas spokoju, dlatego oto pora dokonać wizytacji tego miejsca z przeszłości jakim jest Królestwo Skarlandu.
Na szczęście całe istnieje zarchiwizowane forum tego miejsca, co na całe szczęście pozwala zaspokoić moją ciekawość i dokonać konfrontacji w pewną mityczną otoczką, jaką utworzył wobec niej Stanisław Dmowski.
Forum ma dosyć ładną szatę graficzną, sam wygląd nie odrzuca jej.
W kompozycji działów z góry nie podoba mi się na pewno to, iż nie ma działu dla kultury, sportu, gospodarki, wojsko też ma dosyć, macosze traktowanie.
No dobra, ale wejdźmy do pierwszego ich głównego działu. Ehh, uznajmy że mała liczba wątków sprzed 2015 roku jest wynikiem ich zrzucania do archiwów. Chociaż i tak są tam smaczkim, gdzie kraj narzeka już w 2012 roku na niską aktywność (na poziomie 6 stale logujących się obywateli) oraz różnym reformom państwa. Niepokoi mnie jednak, że większosć dyskusji jest jałowa, zaś wiele z nich jest krótkich i to nawet bardzo. Tempo tych dyskusji spowalnia w 2016 roku, żeby w 2017 nastąpiło pożegnanie z tym krajem. Na ten moment nic mnie nie przekonało do tego państwa.
Następnie mamy wydarzenia zagranicą, 38 wątków z lat 2011-17 to nie ma tam wielkich dyskusji, chyba że dotyczyły Rotrii, gdyż jak widzę ten rzekomy "nadnaród" miał sporo obywateli o Rotryjskim rodowodzie (:thonk . Były też niewielkie wzmianki o wydarzeniach nieistniejącego reala (alez jak tak można!).
Dziennik praw, no jak każdy inny. Ciekawostką są tutaj ordonanse królewskie, któree nam w Suderlandzie są nieznane. Są też pewne dekrety królewskie, umowy międzynarodowe, wliczające traktaty aneksyjne, no nie mam się jak rozwodzić, akty jak każde inne, nie są jakoś szokująco inne.
Pałac Królewski, tutaj sporo się dzieje, zwłaszcza ten wątek mnie ciekawi, widać jednak szybko zrezygnowano z tych planów, być może uśmierzyło to krajowi roku ciężkich znojów i uporczywego trzymania państwa na siłę. Jednak dalej typowo, jakieś sprawy dworskie, czyjeś oświadczenia i inne podobne informacje, dosyć sucho.
Może kortezy? Jeden bardzo długi wątek. No i tutaj jest bardziej narracyjnie i widać dłuższe formy jak i poważniejsze wypowiedzi, lecz... czemu dopiero tutaj? Tak samo tutaj kolejny piękny wątek, ale czemu dopiero w kortezach da się znaleźć coś niezbyt suchego, tylko mięsistego?
Kolejna jak widze jest Rada Imperialna, no i tutaj wracamy do suchości, znowu tak normalnie nijak.
Sąd Królewski, a tam tylko trochę wątków w archiwach...
Wojsko, tutaj powinno być narracyjnie czyż nie? No i coś trochę jest, widać że Skarland postawił mocno na flotę. Armia już biedniej, ale też jest. Widać, że podobnie jak Rotria, Skarland także umieścił swoją fabułę dosyć mocno w przeszłości co widać po wojsku, jednak nie widać żadnych ćwiczeń, no i jak to nie ma jednostek piechoty?!
Teraz lekki skok z mojej strony, gdyż ambasady nigdy nie będą mnie zaskakiwały, tak samo akademia królewska oraz instytut kartograficzny, tam myślę że będzie dosyć typowo, niezależnie na co bym się nastawiał.
No i regiony, nie powiem nastawiam się na to dosyć mocno, gdyż jakoś tak wierzę, że tam może coś tkwić ważnego w fabule. Walencja nawet nie zawiodła, ale jak widzę tam aktywność robiła na dobrą sprawę Rotria. Vandalia... No tutaj za to aktywność regionu reperuje mocno zakon. Księstwo Sewilli może? Strasznie pusto także. Dwa ostatnie pozostawiam nawet bez komentarza
Kolejny większy region to terytoria zamorskie zwane tutaj "Indiami", też mało narracji, jak jest to tylko zaczątki, zazwyczaj bardzo krótkie. Ostatnie to jak widze lenno w postaci księstwa Urbino, też małoaktywne, obecnie ma nawet większą aktywność w RON.
Dział mediów wygasł w 2016 roku, choć pewnie mając na uwadze czasy, pewnie większość prasy używała zewnętrznych stron do publikacji, więc przemilczę.
Archiwum, tutaj może mnie czekać wiele. Są między innymi pozostałości po czasach, gdy tam była Rotria. Z ciekawszych rzeczy jest raport o gospodarce, choć nie widzę śladu po tych firmach, jak i są wzmianki o ich drużynie piłkarskiej. Jedynie na okres roku 2013 widzę sporo przepychanek i jakichś kłótni, a nawet rewolucji. Jednakże wciąż bez narracji, ale widać chamskie przepychanki, hmm to już mi bardziej znajome, ale są też niskiej klasy wątki, jak jeden ze spisem imion i nazwisk. nie rozumiem już tego kompletnie...
Słowem podsumowania: Skarland,a raczej wizyta na jego forum w moim odczuciu powoduje, że kraj ten kompletnie nie pasuje do tej mitycznej otoczki, jaką próbował nam wmówić Stanisław Dmowski. Kraj nie posiadał dla mnie zbyt wiele narracji, zaś w niektórych elementach było widać potencjał, lecz pozostały jego pobieżne elementy. Występowały często dosyć suche jałowe dyskusje. Wyjątkiem bym nazwał rok 2013, kiedy pojawiło się sporo dziwnych sporów, gdzie jak to jedna z osób określiła "działalność jednej osoby doprowadziły do sytuacji stawiającej kraj w obliczu rozpadu". Jeżeli taki spór miał być tym, przez co Stanisław Dmowski był zapatrzony w ten kraj to jestem tym zdruzgotany. Niezbyt liczny kraj mimo wszystko, który się niszczył swego czasu ogromnymi sporami wewnętrznymi, a w pewnym momencie nawet rozpadu. Jednak to czyni ten kraj takim dobrym, pięknym? Może ktoś obeznany w historii by mi wyjaśnił co ten przeciętny w swoim bytowaniu kraj miał nadzwyczajnego?
Artykuł napisany przez Norberta Byfyja, opublikowany 18 września 2019 roku
RE: Archiwum wykładów i artykułów - Karl von Schwarzengrau - 30-05-2020
Jak demokracja umarła?
Cytat:Już ponad miesiąc od rewolucji minął. Oficjalny dzień śmierci Suderlandzkiej demokracji podczas wieczoru dnia 7 września, będzie na zawsze tak zapamiętany. Czy ta demokracja musiała tak haniebnie zakończyć swój żywot? Czy wszystko to, dokąd zmierzamy to ciąg pójścia w dalszym kierunku autorytaryzmu? Wychodzi na to, że tak, jednakże czy i bez kryzysu związanego z Dmowskim i Montinim Suderland by się utrzymał na swoim demokratycznym kursie? Możliwe że by się utrzymywał, ale byłby mocną parodią demokracji.
Przypomnijmy sobie zeszły rok, kiedy to po odejściu Fryderyka Marksa klapła nam aktywność, zaś Dmowski wolał zostać von Stettinem, gdzie nadspodziewanie szybko stał się jednym z najważniejszych w państwie. Powiedzmy sobie szczerze, już w lipcu 2018 roku sytuacja zrobiła nam fasadę demokracji, gdzie wybierani byli wyłącznie ci, którzy się zgłosili w wyborach. Kraj cierpiał w stagnacji, zaś wiele ośrodków władzy stało się kompletnie niewydolnych. Teraz to samo widmo ubiegło nas na początku września z jedną różnicą, o której potem. Jak widać demokracja w Suderlandzie okazała się być tworem zaprojektowanym, dla zbyt dużej liczby osób. Policzmy sobie: 1 prezydent, 3 sędziów, 7 senatorów, do tego żeby to sprawnie funkcjonowało dodać należy że kandydatów powinno być więcej niż 7, żeby był chociaż sens przeprowadzać wybory. Nawet już uwzględniając fakt, iż sędziowie u nas mogli zasiadać w senacie widać jak na dłoni, że stworzony system był tworzony na bardzo aktywne państwo, nie zapominając przy tym, że przecież to wszystko wymaga także głosujących, bo inaczej mamy jeszcze kolejną niewydolność w postaci głosowania na samych siebie co z góry przesądza wynik wyborczy. Chociaż tutaj i tak mieliśmy takie "szczęście", że mieliśmy w ramach tego obywateli nie angażujących się w politykę.
Grzechów i przekłamań "wspaniałej" Suderlandzkiej demokracji jest jednak więcej. Zwróćmy uwagę na fakt, iż swego czasu szczycono się u nas znakomitą frekwencją. Jednakże, czy ktokolwiek wtedy dopuszczał do siebie myśl, że jest w tym coś nie tak? No cóż, pojawiały się drobne głosy, jednakże główna "elita", ochoczo to ignorowała. Powody są tak serio różne. Z jednej strony chodziło o prestiż i pewne stroszenie piór przed innymi mikronacjami, jak bardzo rozwinięci jesteśmy, z innej strony było to próba dogryzania sobie, że na nas głosują ci bardziej aktywni. Ten drugi powód to na dobrą sprawę ten większy grzech, jaki mocno osłabiał demokrację w Suderlandzie. Prawo, które pozwala nam na to, że każdy obywatel może głosować w wyborach jest dla wszystkich zrozumiałe. Jednakże przy tym, pojawia się inny szkopuł, z którym żyjemy od dawna. Niemal każde wybory u nas były festiwalem aktywizowania najbardziej niekatywnych obywateli jak się dało by oddali swój głos. Powodowało to, że często dominujące w kraju siły tak naprawdę były oparte o ludzi wchodzących do kraju raz na 4 miesiące, co oczywiście bardziej potęgowała sprawa że aby takowe obywatelstwo utracić wymagane było aż 6 miesięcy bez napisania postu, sprawa dosyć ciężka, ale obrońcy takich ludzi mieli u nas przewagę, gdyż wcześniej udało im się uzyskać status autorytetów dla całego państwa. Ten festiwal nadmuchanej bańki prysł po wyborach w maju 2018 roku. Któż by pomyślał, że tak łatwo jest przekłuć tę bańkę wspaniałości.
Rozdmuchanie naszej demokracji miało też negatywne efekty w innych dziedzinach. Powodowało to między innymi wciskanie na siłę osób niekatywnych, na bardzo ważne stanowiska, takie jak sędzia sądu najwyższego. Więc co prawda mieliśmy obsadę większości stanowisk, ale czy na pewno takim kosztem powinno się to czynić? Nie jestem do tego przekonany, bo co nam daje takie wciskanie na siłę osób na wybrane stanowiska, gdy dzieje się to ze szczątkową świadomością osób. Chociaż, może nie, ale czy na pewno miałbym w takim wypadku ufać osobom wmawiającym, że są one doprawdy mocno zaangażowane i stale obserwują nasze działanie w kraju.
Chyba ostatnim gwoździem do demokratycznej trumny była kwestia, której chyba nikt nigdy w demokracji nie będzie w stanie zabezpieczyć. Sędziowie, stanowisko, które powinno być najważniejszym zaszczytem i funkcją w Republice okazało się w kryzysie sierpniowym kluczowe. Wszystko to co siwę wtedy wydarzyło prawdopodobnie przelało do reszty czarę goryczy w społeczeństwie Suderladu. Cyrk jaki trwał, Montini będący sędziom i wiele więcej tylko dobijały ten kraj.
Tak więc jesteśmy tutaj. Demokracja umarła, ale czy 7 września umarła? Demokracja zaczęła umierać w momencie gdy była w momencie swojej największej świetności. Demokracja była wydmuszką, piękną, ładnie zrobioną, ale delikatną. Wystarczyło tak niewiele by się sypła. Demokracja stała się utrzymywana na siłę, czy tak powinno być cały ten czas? Nie wiem, nie będę oceniał, gdyż za duzo się działo by to wszystko ocenić. Duch demokracji wśród mieszkańców odszedł dawno temu, jednakże pewne sentymenty nam go utrzymywały, zaś obecny stan faszystowski czy tego chcemy czy nie, jest spowodowany tym, jak bardzo bronili go piewcy, twórcy i zagorzali zwolennicy demokracji. Tak, też wśród nich byłem, jednakże i dla mnie ten stan się skończył, temu teraz jestem naczelnikiem Państwa Suderlandzkiego, aniżeli Marszałkiem Senatu Republiki Suderlandu.
Artykuł napisany przez Norberta Byfyja, opublikowany 9 października 2019 roku
RE: Archiwum wykładów i artykułów - Karl von Schwarzengrau - 30-05-2020
Wywiad z Ryszardem Majem
Cytat:10 marca 2019
WYWIAD Z RYSZARDEM MAJEM
Dzisiaj ze mną rozmawia Pan Ryszard Maj. Pan Maj jest jednym z najbardziej zasłużonych obywateli Republiki Suderlandu i jednym z nielicznych, którzy pozostali przy aktywności ze "starej gwardii" pamiętającej jeszcze Królestwo Południolandii. W przeszłości pełnił funkcję Prezydenta Republiki Suderlandu oraz był aktywnym samorządowcem, pełnił również funkcję sekretarza w kancelarii Prezydenta Huberta Michalczaka. Obecnie Pan Maj pełni funkcję Ambasadora w Królestwie Dreamlandu oraz Księstwie Sarmacji, a w kraju zajmuje się rozwojem kolejnictwa.
REDAKTOR: Dzień dobry Panie Ryszardzie. Cieszy mnie, że udzielił Pan zgodę na przeprowadzenie wywiadu.
RYSZARD MAJ: Dzień dobry Panie Redaktorze, dzień dobry drodzy Czytelnicy!
REDAKTOR: We wstępie wymieniłem niektóre pańskie funkcje oraz aktywności jakimi Pan się zajmuje bądź zajmował. Mimo to, odnoszę wrażenie, że obywatele nie znają Pana i pańskich zasług dobrze, a gdyby nastąpił masowy napływ nowych ludzi do Republiki Suderlandu, traktowaliby Pana jako "człowieka - administratora forum" co jedyne co robi, to siedzi, grzebie w plikach i utrzymuje forum w sprawnym działaniu. Chciałbym aby Pan przybliżył swoją postać Suderlandczykom.
RYSZARD MAJ: Do Suderlandu przybyłem na przełomie maja i czerwca... (szybko zagląda na stare forum)... było to dokładnie 6 czerwca 2016 r. Wtedy w zasadzie nie było jeszcze Suderlandu, a Południolandia. Królestwo Południolandii! Haha, nieprawdaż, że ta nazwa była śmieszna i infantylna? Do takich wniosków dotarła wówczas większość obywateli, co poskutkowała zainicjowaniem przeze mnie procedury zmiany nazwy, aczkolwiek nie uprzedzajmy faktów.
Do Południolandii, jak już powiedziałem, przybyłem 6 czerwca. Byłem wówczas młodym imigrantem z bliżej nieokreślony stron (w podaniu o obywatelstwo jako kraj pochodzenia podałem "Imperium", zapisane cyrylicą). Ryszard Maj - biedny imigrant, wywodzący się ze średniej warstwy i świeży absolwent studiów społecznych. Byłem pełen zapału i pomysłów, które chciałem jak najszybciej realizować w dopiero co powstałej mikronacji. Było to zresztą moje pierwsze bezpośrednie zetknięcie z wirtualnym państwem (choć wiedziałem, że coś takiego istnieje). Do Południlandii przybyłem po zachęcie ze strony panów Marksa i Jutlanda, a oni sami trafili tu za pomocą linku krążącego po różnych konferencjach Skype.
W mikronacjach chciałem się wówczas realizować jako dziennikarz. Po zarobieniu pierwszych koron jako stajenny zaproponowałem panu Marksowi przekształcenie jego umierającej już gazety w zupełnie nowy twór. Tak powstał Tygodnik Popularny - który dzisiaj pozostaje otoczony legendą. Tygodnik cechował się zupełnie nietypową formą - wydawany był w postaci gazety, którą można przeglądać na stronie internetowej strona po stronie. Ponadto w tych czasach Tygodnik znacznie wybijał się pod względem jakości na tle innych działalności.
Jednakże były to nadal absolutne początki Południolandii. Państwo dopiero co powstało i wiele pozostawało do zrobienia. Ta konieczność zmusiła mnie do podejmowania różnych prac i stanowisk. Także w administracji państwowej. Moje nazwisko stało się szybko rozpoznawalne i cenione dzięki około miesiąc po przybyciu zaproponowano mi objęcie stanowiska kanclerza.
Dla Południolandii zaczynał się wówczas trudny czas. Po początkowym bumie aktywność zaczynała przymierać, a kraj zaczynał się staczać. Właśnie w takich warunkach objąłem ster tego państwa. Nie było wtedy niczego, a w kilka miesięcy zbudowaliśmy fundamenty, które pozwoliły utrzymać się nam do dnia dzisiejszego.
Nie była to jednak jedynie moja zasługa. Zaraz po mianowaniu na kanclerza postanowiłem reaktywować rząd. Zaprosiłem wówczas do współpracy najaktywniejszych obywateli, przydzielając im obowiązki odpowiadające zainteresowaniom. Aktywny, dobrze urządzony i sprawnie działający rząd "rozbujał" Południolandię i praktycznie stworzył ten kraj. Chciałbym tutaj wyróżnić postawę pana Kusarigamy Zjawy - obecnie ocenianego raczej negatywnie. Aczkolwiek prawda jest taka, że gdyby nie jego aktywność (oceniania dzisiaj jako prymitywna), nie udałoby nam się obudzić społeczeństwa.
Przełomowy moment nastąpił we wrześniu. Do Południolandii wrócił, po kilku miesięcznej nieobecności, pierwszy kanclerz. Formalnie przez lato byłem jedynie "pełniącym obowiązki kanclerza", więc moje stanowisko zostało przekształcone w "wicekanclerza". Pomiędzy kanclerzem - Józefem Sowińskim (bo o nim mowa) - a mną, rządem i obywatelami zaczął narastać konflikt. Południolandia została stworzona pod nieobecność pana Sowińskiego, a on chciał całą naszą pracę wyrzucić i wprowadzić zmiany według własnego "widzimisię". Doprowadziło to wreszcie do uchwalenia wotum nieufności wobec pana Józefa i odwołania go z urzędu kanclerza.
To była iskra! Zainicjowano łańcuch kolejnych wydarzeń, które w ekspresowym tempie doprowadziły do wydarzenia znanego jako "rewolucja konstytucyjna". Jednakże opiszmy to wszystko po kolei. Józef Sowiński niezadowolony z obrotu spraw zaczął odbierać uprawnienia administratorskie urzędnikom państwowym na forum. Na szczęście nie zdążył zablokować wszystkich i w ostatnim momencie status administratora został odebrany jemu. Atmosfera w kraju zgęstniała, a aura tajemniczości i niedopowiedzeń zaczęła wzburzać nastroje społeczne. Dochodziło do protestów.
Powstało wówczas kilka różnych projektów załagodzenia sytuacji, ale wszystkie upadały. Głównie przez sabotaże i dekonstrukcyjną działalność "czarnych charakterów" i innych wichrzycieli. Z pomocą przyszedł... Niccolò Machiavelli! Tak, nie kto inny jak ten renesansowy pisarz polityczny! Zgodnie z jego wskazówkami przyjąłem szaty "Księcia" i razem z Ottonem van Jutlandem zainicjowałem rewolucję - Rewolucję Konstytucyjną!
Z tego co pamiętam rewolucja trwała cztery dni. W tym czasie nikt nie zginął, nikt nie doznał obrażeń i nikt nie ucierpiał. Jedyną dolegliwością była pacyfikacja i zamknięcie działalności gospodarczych, których postawa mogła doprowadzić do otwartego konfliktu wewnętrznego. W ciągu tych czterech dni dopracowano projekt nowej konstytucji, przeprowadzono referendum nad jej uchwaleniem oraz przeprowadzono wybory do nowego senatu. Po tym wszystkim zrzekłem się władzy i wyjechałem na imigrację moim bordowym kabrioletem. Nie miałem wówczas innego wyboru, byłem w Południolandi... (no właśnie już nie!)...w Suderlandzie postacią zbyt kontrowersyjną. Musiał wynieść się ze sceny politycznej kraju, aby zabetonować nowy ład. Była to trudna decyzja i ogromne poświecenie. Swoja drogą... czy zna ktoś przykład tak skutecznej rewolucji w jakiekolwiek innej mikronacji?
W tym czasie ster państwa przejął Fryderyk Marksa. Jego ogromną zasługą jest, że państwo przetrwało te wszystkie zawirowania dziejowe. Nie mam wątpliwości, że gdyby nie jego opieka i patriotyzm, nie byłoby dzisiaj Suderlandu. Ja ustnowiłem nowy porządek, a on go utrzymał.
Wracając jeszcze do samej nazwy. Właśnie nowa konstytucja przekształciła nazwę państwa z Królestwa Południolandii na Republikę Suderlandu. Łatwo dzięki temu podzielić naszą historię współczesną na dwa etapy.
Tęskniłem jednak za moją ojczyzną i do kraju powróciłem na fali wiosennej odwilży. Prawdopodobnie było to znowu w okolicach czerwca, tym razem jednak 2017 roku. Od tamtego czasu działam w Suderlandzie bez dłuższych przerw, aczkolwiek w ostatnim czasie moja aktywność stała się dość ograniczona. W każdym razie, po moim powrocie podejmowałem się różnych prac i działalności. Byłem (i często jestem nadal): przedsiębiorcą, malarzem, podróżnikiem, prawnikiem, pisarzem, dziennikarzem, administratorem, informatykiem, ambasadorem, burmistrzem i gubernatorem, marynarzem, a nawet prezydentem! Aczkolwiek od samej polityki staram się uciekać. Sądzę, że lepiej przydam się w innych dziedzinach, zachowując bezstronność, a po drugie - chciałem uniknąć ewentualnych kontrowersji spowodowanych moimi wcześniejszymi dokonaniami.
Od swoich najwcześniejszych początków jestem zwolennikiem republiki, demokracji i wolności obywatelskich. Dlatego jestem zadowolony z tego jak wygląda dzisiaj Suderland i z ustroju, nad którym miałem okazję pracować. Aczkolwiek przez te wszystkie lata Suderland się zmienił i nasz system prawny wymaga dostosowania do nowych warunkach. Z tego powodu pracuję już od dawna nad nową konstytucją. Moje teksty poświęcone temu zagadnieniu można poczytać w różnych miejscach forum. Jeżeli ktoś chciałby wesprzeć mnie w tym projekcie, to zapraszam do współpracy (puszcza oczko).
REDAKTOR: Bardzo obszerna odpowiedź, niczym autobiografia. Wypowiadał się Pan wielokrotnie, że pracuje nad nową konstytucją, czemu dał Pan również znać w odpowiedzi. Czy wraz z zakończeniem prac nad nią, zdecyduje się Pan wrócić do polityki? Od momentu zakończenia kadencji Prezydenta Republiki Suderlandu, nie pełni Pan innych funkcji poza prowadzeniem dwóch ambasad. Zakończył Pan karierę polityka na dobre, czy ją zawiesił tymczasowo? Z poprzedniej odpowiedzi wynika, że Pana to raczej nie interesuje, jednakże czy byłoby coś to wpłynęłoby na pański powrót?
RYSZARD MAJ: Tak jak mówiłem, zawsze unikałem polityki. Widzę się bardziej w roli "męża stanu" i doradcy. Moja koncepcja aktywności w Suderlandzie w zasadzie opiera się teraz na sukcesywnej realizacji pojedynczych projektów. Obecnie pracuję m.in. nad stworzeniem fundamentów kolejnictwa na suderlandzkich ziemiach. Jak osiągnę wyznaczone sobie cele, to znajdę inny, przyjemny pomysł. Raczej na pewno będzie to coś o fabularnym charakterze, aczkolwiek jeszcze nie wybrałem niczego konkretnego. W Suderlandzie zawsze jest coś do roboty! (śmieje się)
Jestem jeszcze, jak Pan to zauważył, ambasadorem w kilku państwach. To jakby moja druga sfera działalności. Nie od dziś wiadomo, że polityka zagraniczna w naszym kraju leży. Bardzo mnie to smuci, bowiem mamy co nieco do zaoferowania, więc staram się tym sposobem wesprzeć naszą służbę dyplomatyczną. Relacjonowanie wydarzeń, publikacja opisów i promocja Suderlandu to zadania, które nie kłócą się z moim stosunkiem do "polityki".
REDAKTOR: Rozumiem. Jedną z rzeczy, na której Panu zależy jest ufabularyzowanie naszej postaci. W dyskusji nad wzorem wniosku o nadanie obywatelstwa, wypowiadał się Pan, że należy pozostać przy pytaniach dotyczących sfery fabularnej, głównie w celu nadania kolorytu postaci mikronauty. Ostatnio zrodził mi się w głowie pewien pomysł z nikim się nie dzieliłem, tak więc będzie Pan pierwszą osobą, która o nim się dowie. Myślałem nad tym, aby każdy obywatel, oczywiście chętny, mógł sporządzić coś na wzór autobiografii połączonej z pamiętnikiem. W tej aurobiografii znajdowałyby się historia fabularna, dotycząca fabularnego dzieciństwa, wieku młodzieńczego naszej postaci. To dodałoby dużego kolorytu naszej postaci oraz mogło posłużyć w zrozumieniu tego, co podejmuje nasza postać w życiu, dlaczego kieruje się taką ideą, dlaczego zajmuje się, bądź chce się zajmować daną dziedziną, jak ja wojskiem, a Pan obecnie kolejnictwem. Z kolei elementy pamiętnika miałyby prezentować nasze przemyślenia na temat obecnej sytuacji lub podejmowanych działań oraz nasze prywatne motywy, co kieruje naszą postacią. Pytam Pana o to, bo mam wrażenie, że Panu bardzo zależy na uwiarygodnieniu naszej postaci poprzez fabułę. Co Pan o tym myśli?
RYSZARD MAJ: BARDZO DOBRY POMYSŁ! Pozwolę sobie przytoczyć praktykę stosowaną w ramach gier RP, mianowicie - dla swoich awatarów tworzy się odpowiednie opisy zwane kartami postaci. W przypadku gier RP rozgrywanych za pomocą gier komputerowych, internetu i forów tworzy się dla nich nawet specjalne działy.
Sądzę, że warto się tym zainspirować. Oczywiście biografie nie byłyby obowiązkiem, a jedynie możliwością. Tak jak Pan mówi, uwiarygodniłyby nasze postacie i wprowadziły trochę kolorytu. Sam swego czasu chciałem reaktywować pokój 203 w hotelu Kartuazjum (moje pierwsze miejsce zamieszkania) i przenieść do niego kilka moich pierwszych postów wraz z krótkimi komentarzami. Posty, o które mi chodzi, opisywały w sposób fabularny moje najwcześniejsze dokonania, m.in. przyjazd do Suderlandu, wynajęcie pokoju w hotelu, zakup samochodu itd... Temat pokoju 203 miał być swoistym pamiętnikiem moich początków w Suderlandzie. Aczkolwiek nie znalazłem na to jeszcze wolnego czasu. (uśmiech)
Na koniec pozwolę sobie jeszcze przypomnieć, że kiedyś mieliśmy na forum dział z biografiami mieszkańców. Biografie przygotował i aktualizował Fryderyk Marks. Aczkolwiek dział był trochę nieczytelnie zorganizowany, a same opisy często pozostawały nieaktualne i wprowadzały w błąd.
REDAKTOR: Pamiętam dział z biografiami przygotowany przez Fryderyka Marksa i podobała mi się ta inicjatywa. Jednakże tak, jak Pan zaznaczył, było to dosyć nieczytelnie przygotowane i dosyć chaotycznie posegregowane, a później doszedł jeszcze fakt, że nie były na bieżąco aktualizowane.
Zadam Panu jeszcze pytanie odnośnie tego pomysłu. Gdzie by Pan widział takie biografie? W wątku z domem naszej postaci, czy jakimś specjalnie przygotowanym dziale? Oraz czy podjąłby się Pan stworzenia takiej autobiografii? Pan jest z pewnością autorytetem dla wielu Suderlandczyków i możliwe, że spora część z nas poszłaby pańskim śladem. Niestety, przygoda każdego z nas kiedyś się zaskończy i chcemy, aby nasze państwo i następne pokolenia mikronautów pamiętały nasze dokonania. Wielu Suderlandczyków tworzących ten kraj już odeszło i nie zostawiło po sobie zbyt wielu śladów. Jak Pan sądzi, takie notatki o nas samych, mogłyby posłużyć, dajmy na to, Suderlandczykom działającym tutaj 10 lat później, jako wzory do naśladowania, autorytety?
RYSZARD MAJ: Pomysł z domem jest dobry, aczkolwiek nie jest idealny. Domy mogą być przecież porozrzucane pomiędzy różnymi prowincjami (a więc znajdować się w różnych działach). Mało tego, ktoś może posiadać takich domów kilka - ma wtedy wybrać ten najważniejszy? Jak wówczas oznaczyć, że to ten główny? A co będzie jeśli stanie się niewypłacalny i jego dom ktoś inny kupi? Te rozważania odsuwają mnie od koncepcji z domem. W takim razie może utworzymy specjalny poddział? W jakimś dziale społecznym? Oczywiście, chętnie zająłbym się swoją biografią, ale dopiero w wolnym czasie. Teraz mam inne priorytety.
Jestem naprawdę ciekaw czy Suderland będzie nadal istniał za te 10 lat. Jeżeli nawet nie, to liczę na to, że zostanie po nas pewna przestrzeń w internecie i to własnie na niej będą dostępne nasze ślady. Być może w przyszłości ktoś będzie bawił się w archeologa i badał historię zupełnie nowego kontynentu na obszarze Nordaty, gdzie trafi na ślady takiej Koburgii? A później jak po nitce do kłębka, trafi do Suderlandu? W każdym razie z tymi autorytetami do naśladowania w realiach mikroświata to bym nie przesadzał (śmiech).
REDAKTOR: Miałem bardziej na myśli autorytety dla przyszłych pokoleń Suderlandczyków, a nie całego mikroświata. Mamy te szczęście, że działamy w okresie dla naszego państwa, który można nazwać początkiem istnienia, mimo, że od powstania Królestwa Południolandii niedługo miną 3 lata. Jednakże jeszcze wiele rzeczy przed nami. Jeśli nasze państwo będzie istniało jeszcze za 10 lat to nasze osoby mogłyby być jakimś punktem zaczepienia dla działania przyszłych obywateli. Powstają partie, idee...
Teraz Pana zapytam o to co Pan sądzi o tym, jak Suderlandczycy podchodzą do zapisywania historii najnowszej - czyli tej tworzonej przez nas. Można odnieść wrażenie, że mimo dyskusji na forum i skype, jakichś notatek czy obszernych wypowiedzi, wiele ważnych wydarzeń może umknąć. Tak jak chociażby kryzys związany z tak zwanymi "zjawistami" lub historia Józefa Sowińskiego. Wszystko się odbywa, zapisuje, ale tak jak zaznaczyłem podczss dyskusji w sprawie sporu o słuszność wyroku w sprawie Sowińskiego, wiele dowodów poznikało wraz z ludźmi. Kiedyś dyskutowano na temat historii tej fabularnej - starożytnej, średniowiecznej. Zapisywano ją, znajdowała miejsce w mikropedii. Jednakże nasze obecne działania, mimo dużego wpływu na losy państwa i obywateli, jest gdzieś zapominana. To wszystko umyka. Nie sądzi Pan, że to powinno być zapisywane gdzieś, udokumentowane?
RYSZARD MAJ: Powinno być zapisywane. To oczywiste, ale nie za bardzo wiem jak zmotywować ludzi. Przede wszystkim póki brakuje nam chętnych do tego typu działań, to niewiele da się z tym zrobić. Jedynymi zapiskami historycznymi pozostają podsumowania roku oraz wybiórczo artykuły prasowe.
Być może nowy prezydent się tym zajmie? Zainspiruje obywateli, ogłosi jakieś konkursy? To nie byłby głupi pomysł, gdyby wynagradzać w jakiś sposób osoby spisujące biografie i historię.
Nawiążę jeszcze do historii fabularnej. Ona nie została spisana... Wymyślono co prawda wiele fajnych koncepcji i wątków, ale nie udało się dokończyć tych projektów. Być może niektóre materiały zaginęły z niektórymi osobami (tak jak Pan to zauważył). Szkoda... W każdym razie ta historia na micropedii nie jest oficjalna i została przez SAN wykreślona. W przygotowaniu jest nowa wizja, ale od ponad roku nikt nad nią nie pracuje, a w zasadzie tak niewiele zostało... Pozostało tylko przelać pomysły na papier w postaci zgrabnych opisów.
REDAKTOR: Dziękuję za opinię. Dosyć ciekawe i trafne uwagi. Może zmotywują innych do działania?
Teraz przejdźmy do następnej kwestii.
Pojawiłem się w Republice Suderlandu, kiedy jeszcze była Królestwem Południolandii. Jednakże działania podjąłem dopiero po około roku bycia obywatelem. Od tego czasu byłem w centrum niemal każdego konfliktu. I nigdy w konflikcie nie widziałem Pana. Nawet podczas kryzysu związanego z Kusarigamą Zjawą, odnoszę wrażenie, że starał się Pan zachować dystans. Naprawdę podziwiam Pana za to. Jest Pan zdolny do zachowania tak dużego spokoju, rozwagi i opanowania, czego chyba mógłby Panu pozazdrościć każdy obywatel. Gdzie leży sekret pańskiej umiejętności zdystansowania się od tego, a zarazem robienia tego, co po prostu należy? Niektórym szybko kończy się cierpliwość, niektórzy uciekają, inni z kolei dają się ponieść kilku emocjom w jednym czasie i niekoniecznie działać racjonalnie. Co ma Pan do powiedzenia takim obywatelom?
RYSZARD MAJ: Dla mnie zawsze najważniejsze było dobro Suderlandu. Nigdy dla tego nie forsowałem prywatnych interesów ani nie bawiłem się w zakulisowe działania. Oczywiście nikogo tutaj nie krytykuję, tym bardziej osób, do których "polityczne gierki" są esencją mikronacji. Niektórzy powtarzają motto "afery napędzają mikronację", ale ja już zbyt dużo widziałem, abym mógł się z tą tezą zgodzić. Sam się wypaliłem na niejednej aferze i widziałem jak wypalają się inni mikronauci. Afery to wysokokaloryczne paliwo, które na dłuższą metę niszczy silnik.
Miałem już zresztą tą wątpliwą "przyjemność" zaangażować się w konflikt, który doprowadził do Rewolucji Konstytucyjnej. Skończyło się na tym, że na kilka miesięcy udałem się na emigrację. Nigdy więcej! Moim zdaniem afery rozdzielają społeczeństwo wewnętrznie dlatego zawsze staram się zachować bezstronność i dążyć do rozwiązania konfliktu pokojowymi metodami. Spokój i opanowanie są podstawą sukcesu!
Gdzie leży sekret mojej umiejętność zdystansowania się? To proste! to umiłowanie życia, to właśnie ono sprawia, że dzisiaj na przykład buduję maszyny, a jutro... chwilka... to nie ten wątek (śmiech). Myślę, że doświadczenie ma tutaj duże znaczenie. Doświadczenie, wiara w pokojowe metody rozwiązywania sporów oraz walka o dobro Suderlandu. Jednak to nie wszystko. Wcześniej mówiliśmy o fabularyzacji naszych postaci. Właśnie, to też jeden z elementów sukcesu. Od naszej postaci zawsze możemy się zdystansować. Nie kierują wówczas nami emocje, a to wszystko to przecież zabawa. Czyż nie? (puszcza oczko).
Jeszcze chciałbym dopowiedzieć jedną rzecz. Wspomniał Pan o kryzysie Kusarigamy Zjaw. Przywołajmy jeszcze dla przykładu kryzys związany z osobą Fryderyka Marka, ale taki przykładów jest więcej. Po każdym z nich ktoś odchodził z Suderlandu i z mikronacji. Czy gdyby nie te afery, byłoby nas zdecydowanie więcej? Chciałbym pozostawić czytelników z tym pytaniem, które skłania do refleksji. Moim zdaniem właściwą ścieżką rozwoju jest ścieżka stopniowej ewolucji, a nie skokowych afer.
REDAKTOR: To wszystko. Dziękuję Panu za interesujący wywiad. Z pewnością wzbudzi duże zainteresowanie wśród jak i pozwoli bardziej poznać pańską postać.
RYSZARD MAJ: Również dziękuję. Przyjemnie się rozmawiało.
Wywiad sporządzony przez Karla von Schwarzengrau, opublikowany w dniu 10 marca 2019 roku
RE: Archiwum wykładów i artykułów - Karl von Schwarzengrau - 30-05-2020
Wywiad z Norbertem Byfyjem
Cytat:12 kwietnia 2019
WYWIAD Z NORBERTEM BYFYJEM
REDAKTOR: Dzisiaj rozmawiam z Panem Norbertem Byfyjem. Pan Byfyj obecnie pełni funkcję Senatora, Kierownika Resortu Gospodarki i Finansów, jest Gubernatorem Koburgii oraz Wicemarszałkiem Senatu.
Dzień dobry!
NORBERT BYFYJ: Witam serdecznie.
REDAKTOR: We wstępie podałem obecnie najważniejsze funkcje pełnione przez Pana. Jednakże nie sposób pominąć, że od dawna w aktywny sposób zajmuje się Pan sportem. Skąd te zamiłowanie do sportu i chęci do organizacji tylu wydarzeń sportowych? Jakieś plany Pan posiada jak jeszcze bardziej rozwinąć sport i sprawić aby był jeszcze bardziej interesujący dla obywateli? I czy inni obywatele Panu pomagają w kwestiach organizacyjnycych?
NORBERT BYFYJ: Zamiłowanie do sportu to po prostu moje wstępne zainteresowanie sportami motorowymi, które rozwijane jest od ponad 15 lat jak nie więcej. Efekt tego jest taki, że dla niektórych ludzi jestem po prostu emerytem, gdyż niemożliwym jest to, abym mógł wiedzieć co pił który kierowca Formuły 1 w trakcie wyścigu o Grand Prix Pescary 1957 i dokładnie ile wypił ze swojej butelki.
Jednakże wracając, skąd takie chęci do tego abym tyle organizował? Otóż to proste. W mikronacjach zaliczyłem swoje pierwsze wizyty sporo lat wstecz i zauważyłem, że sport był wtedy bardzo zmarginalizowany, powiedziałbym nawet że liczyło się to co dla przeciętnego człowieka jest popularne i zrozumiane. Tak też zacząłem stopniowo rozmyślać, co byłoby najlepsze do tego wszystkiego. Oczywiście nie przyszło to tak od razu, ale warto zaznaczyć że spory wpływ na to miały jeszcze filmy, które tworzyłem w miejscu, z którego spora część mieszkańców Suderlandu pochodzi. Tak też narodziła się pierwsza seria motorsportowa o nazwie Południolandia Grand Prix Series. Ostatecznie wyszły tylko 4 wyścigi z planowych bodajże 12, gdyż początkowo jakoś mnie ówczesne Królestwo Południolandii nie nakręcało mocno do funkcjonowania i w miarę szybko wtedy popadłem w nieaktywność.
Druga rzecz, drugie przedsięwzięcie było trochę ciekawsze. Był to fabularny rajd, z okazji 6 miesięcy istnienia państwa, wtedy już Republiki Suderlandu. Była to ciekawe przedsięwzięcie gdyż musiałem zakupić Samochody na to wszystko, a poza tym, jeszcze Kusarigama Zjawa miał do mnie wątpliwości gdzie ja widzę trasy asfaltowe w kraju, gdyż jego zdaniem ich jeszcze nie było, ale mniejsza z tym, gdyż ostatecznie udało się to przeprowadzić. Był to też jedyny znany mi raz, kiedy uczestnikami byli prawdziwi obywatele Suderlandu, było to całkiem ciekawe. Jednakże tutaj dodam ciekawostkę, gdyż do tego wszystkiego wykorzystywałem wtedy akurat (listopad 2016) darmową na serwisie Humble Bundle grę DiRT 3, którą postanowiłem bez skrupułów wykorzystać ją do tego rajdu i przejeżdżać każdy zawodnikiem ten sam odcinek, co było trochę zajmujące, ale koniec końców skuteczne, wykonałem też wtedy trochę screenów. Po tym wydarzeniu jednak sport zamarł, oczywiście miałem w tym czasie jeszcze w lidze piłki nożnej swoją prywatną drużynę, ale ona upadła jako moja aktywność, gdy tylko głosowałem jak maszyna w senacie.
Do aktywności wróciłem pod koniec czerwca, jednakże wtedy nie myślałem za bardzo o sporcie, gdyż wtedy swój rozkwit przeżywał mój własny kanał na YouTube i raczej nie myślałem przerzucać tego na Suderland, chociaż z tego co pamiętam kilka razy pojawiły się takowe propozycje by to uczynić. Przełom nastąpił w sierpniu 2017 roku, wtedy też odnalazłem świetną grę przeglądarkową o nazwie iGP Manager, gdzie zorganizowałem pierwsze w historii zawody Formuły Suderlandu. Seria miała swoje złote lata, a nawet występ zespołu z innego kraju. Kolejne na celowniku było kolarstwo, które tutaj było opracowywane wspólnie z Panem, ale bardzo długo nie mogło być jakkolwiek zrealizowane z powodu braku uzyskania minimalnej liczby zespołów, co odłożone na późniejsze potem.
Zima 17/18 to był czas skoków narciarskich, które wyszły nawet nieźle. Potem powróciło kolarstwo w bardzo dobrej formie, ale przy okazji doszło do małego załamania się aktywności Suderlandu na początku maja, co oczywiście odbiło się na spisywanych w zeszycie różnych planach głównie odnośnie formuły Suderland i Rajdów, które skromnie przewijały się wtedy. Kolarstwo przetrwało tamten rok i ostatecznie zostało elegancko dokończone. Wchodzimy więc w końcu w 2019 rok i tutaj ponownie odbyły się skoki narciarskie i narciarstwo alpejskie. To drugie uważam że było dobre na papierze, ale nie było tak dobre gdyż nie miałem w tamtym czasie sił tworzenia relacji, skoki także dostały w ten sposób trochę po głowie, gdyż relacje były biedne, inaczej niż rok wcześniej. Wracając jednak do tego o co Pan zapytał to przedstawię moje plany na przyszłość: po pierwsze w przypadku skoków narciarskich podejrzewam, że nawet najbliższy sezon letni zorganizowany będzie już nie w relacji pisemnej, lecz jako nagranie z zawodów, jak to czynione jest z kolarstwem.
Prawdopodobnie taki sam rozwój czeka Formułe Suderland. Myslałem też swego czasu, aby Formuła Suderland polegała na tym, że należy nabywać odpowiednie komponenty, jednakże długie testy wykazały, że to zakończyłoby się porzuceniem serii, ze względu na swoje skomplikowanie. Myślałem tutaj, żeby wprowadzono dla każdego bazową gotówkę, na podstawie której by wszystko było nabywane z ramach limitu, tak by się odpowiednio zmieścić i uzyskać jak najlepszy zespół. Oczywiście za dużo zmiennych bym musiał wtedy wprowadzić, jak i poszukać odpowiednich gier żeby móc to wszystko poddać symulacji, ale może uda się to kiedyś uzyskać.
Jak zwiększyć zainteresowanie? Szczerze nie mam obecnie pewności, to jest zbyt trudne by jednoznacznie odpowiedzieć, gdyż ludzie albo coś lubią albo nie lubią. No można owszem tak przekonywać do czegoś, ale wtedy to będzie przekonywanie prywatne, do każdego wtedy musiałbym osobiście podchodzić by to się mogło udać. Możliwe, że trzeba kreować opłaty typu entry fee i z nich na przykład finansować nagrody pieniężne, jednakże nie wiem czy to zda efekt, być może będzie pierwsza taka próba podczas Letniego Pucharu w skokach narciarskich. Myślę, że w pełni transmitowana, może i skomentowana seria na YouTube, być może z zaproszeniem państw zagranicznych, jednakże tutaj byłby problem transferu pieniędzy, który mógłby nie wypalić, ewentualnie dac możliwość po prostu darmowego funkcjonowania w tych zawodach no i jak by im wypłacić nagrody pieniężne? Może zrobić coś w stylu wyścigu pokoju że będą nagrody rzeczowe ufundowane z tyvh pieniędzy? Taka luźna myśl mnie naszła.
Ostatni punkt to pomoc, tutaj zależy od dyscypliny. Wiekszość to jednak praca samotna. W przypadku motorsportu to bardzo dużo wsparcia wykazał obywatel Maximilian Groziwozki, który z powodzeniem wykorzystywał swoją wiedzę. W przypadku zaś kolarstwa oraz skoków narciarskich znów Pańskie wsparcie, Panie von Schwarzengrau było bardzo przydatne i pomocne.
REDAKTOR: Bardzo wyczerpująca i rzeczowa odpowiedź. Wspomniał Pan o sytuacji kiedy Kusarigama Zjawa miał wątpliwości do przeprowadzenia rajdu, ponieważ nie widział asfaltowych dróg. Od odejścia Kusarigamy Zjawy minęło już wiele czasu i od tego czasu w aspekcie sportu wiele się zmieniło. Mianowicie wiele budowli, jak chociażby skocznie narciarskie powstało bez uprzedniego wybudowania. Co Pan o tym sądzi, czy to dobre wyjście? Czy należało znaleźć coś pomiędzy logiką Zjawy, a luźnym organizowaniem zawodów sportowych? Takie coś jak wymóg budowania dróg aby przeprowadzić wyścig to przesada, ale czy takie coś jak stadiony, skocznie czy trasy narciarskie powinno być budowane? I co Pan sądzi o pomyśle aby zespoły sportowe w każdej dyscyplinie miały swoją wartość pieniężną? Obecnie jest problem z wystartowaniem kolarstwa, bo nie ma wystarczająco dużo zespołów kolarskich. Gdyby zespoły sportowe (w każdej dyscyplinie) funkcjonowały na zasadzie sponsoringu obywateli, rywalizacja sportowa byłaby według mnie ciekawsza i znacznie bardziej zróżnicowana. Zwłaszcza, że związek sportowy mógłby wykorzystać te pieniądze jako nagrody finansowe dla obywateli, których zespoły odniosły sukces w danym wydarzeniu.
NORBERT BYFYJ: Kwestia tego czy powinniśmy budować wszystko jest nie taka jednoznaczna. Z jednej strony faktycznie dla piłki nożnej wybudowano mnóstwo stadionów, z drugiej strony nie chciałbym iść w przesadę. Takie przedsięwzięcia wymagają sporych nakładów pieniężnych, nie jestem w pełni przekonany co do tego aby tak wszystko dało się zrobić. gdyby wszystko udało się tak wyliczyć, to organy finansujące skocznie narciarskie by poszły w spory uszczerbek pieniężny, co spowodowałoby potężne problemy w gospodarce. Owszem dałoby to realizm, ale mogłoby równie dobrze wprowadzić zapytanie czy nie jest to zbytnia strata pieniędzy wobec innych spraw i innych potrzeb na jakie można by je przeznaczyć. Kwestia sponsoringu wydaje się ciekawa, aczkolwiek mam z tym pewien problem, otóż jak można zauważyć. Działalności gospodarcze są skupione w niewielu rękach co może nam radykalnie obniżyć liczbę osób, które mogłyby się bawić w sport, a nie jest przekonany czy to byłoby aż tak dobre z perspektywy interesów sportowych. Dlatego też będę podchodził do takich propozycji z ewentualną ostrożnością.
REDAKTOR: Dobrze. Zakończmy temat sportu. Przejdźmy teraz do pańskiej historii działalności. Jest Pan jednym z ze starszych obywateli i posiada z pewnością "dużą księgę" w aktywności i osiągnięciach. Niech Pan opowie o swojej działalności od początku do czasów obecnych.
NORBERT BYFYJ: No to tak, swoją działalność rozpocząłem w czerwcu 2016 roku, choć do kraju przybyłem jeszcze chyba w maju. Nie mam pewności jak dokładnie wszedłem, ale raczej na pewno była to reklama przez Skype. Początkowo wmówiono mi, że kraj do którego przybywam to klimatycznie nawiązuje do Węgier, jednak wszystko nie wyglądało aż tak fajnie jak myślałem. Miałem pewną pamięć o mikronacjach, więc myślałem że będzie podobnie do poprzednich moich wizyt, jednak tak w pełni nie było. Dlaczego tak uważam? Otóż miałem wrażenie, że wszystko jest dopiero tworzone, jest duży chaos nie ma do końca w pełni wszystkiego zaznajomiony. Nie miałem pewności co jest czego nie ma. Stworzyłem postać śląskiego górnika licząc na kopalnie, jednak przeliczyłem się z początku. Tak samo, liczyłem że dostanę posadę dyrygenta w Filharmonii królewskiej, ale tak się nigdy nie stało, nie wiem czemu. Niby dużo było, ale ja nie potrafiłem się w tym odnaleźć. Trochę skromnej aktywności wykonałem, ale to było takie skromne nico. Aktywność mi wzrosła w sierpniu na chwilę. Próbowałem wtedy trochę robić aktywności z Parkiem Prędkości oraz kopalniami, wyszło tak średnio i dalej aktywność miałem niskiej jakości, aż doszło do zamachu stanu.
Zamach stanu to ja chyba przespałem, nie pamiętam tak bardzo już tego, pamiętam owszem kłótnie przed, ale ja tylko czytałem to co na skype, gdyż reszta mnie średnio interesowała, ale było widać ostatnie dni były kompletnie szalone, choć i tak sobie skracałem czytanie po powrocie ze szkoły i nie poświęcałem aż tak dużej uwagi do przeczytania tego, czego obecnie bardzo żałuję, gdyż pewnie sporo niezwykłych ciekawostek mnie w ten sposób, no ale zamach minął, tak lekko mi minął i nagle jakieś wybory i zamieszanie i w ogóle. Napisał wtedy do mnie Jeaherys von Razorin w sprawie założenia partii faszystowskiej. Tak to wszystko ustaliło się i powstał Suderlandzki Front Narodowy. Nie znałem się wtedy na polityce, ale jeszcze dostałem zapewnienie że dostanę preferencyjne miejsce na liście wyborczej, choć jeszcze nie miałem świadomości o co tam chodzi. Koniec końców chodziło o koalicję z PRS, gdzie miałem bardzo wysokie miejsce. Było tam wtedy sporo osób, a zwłaszcza Józef Sowiński, który wtedy widać było że coś dziwnie kręcił, gdyż wpierw dosyć celowo nie dostał się do senatu, a następnie inne dziwne stwierdzenia z jego strony. Poza tym trochę się uaktywniłem i próbowałem coś robić, ale do końca listopada, potem byłem niczym więcej niż maszyną do głosowania. Nawet nie wiem za bardzo jak uzyskałem reelekcję mandatu, pewnie z powodu złotej ery wydarzeń w świecie realnym, ale to inna historia z życia prywatnego.
W marcu 2017 roku zaniemogłem i marszałek Filip Lotnik nie był mi w stanie wyperswadować napisania kropki w senacie, można powiedzieć że wtedy trochę upadłem. O dziwo jednak nastąpił powrót. Było to pod koniec czerwca, czasach kiedy osobiście czułem się na życiowym szczycie. Wtedy też rozpocząłem zakrojoną aktywność na wielką skalę. Efektem moich poszukiwań okazało się stworzenie encyklopedii. Wielkie przedsięwzięcie, ale mimo całej krytyki wobec tego jestem z tego dumny i raczej nic tego zdania nie zmieni, dużą przyjemność czerpałem tworząc wtedy to wszystko. Właściwie to na tym skupiało się jakieś 90% mojej aktywności, więc można powiedzieć że nie tak w pełni uczciwie stałem się jednym z najaktywniejszych obywateli. Tak jakoś minął cały lipiec, niewiele innego robiąc, ale w końcu zaczęto mnie nakłaniać do innej aktywności i stopniowo zacząłem udzielać się w dziale z zagranicą czy w kulturze i tym podobnych. Czasem było tak, że Fryderyk Marks mi podsuwał post, bym ja go napisał na forum, żeby on mógł go skomentować, taki skromny sposób na więcej postów (śmieje się).
No ale jakoś to się skromnie kręciło. Jednak wtedy tez wybuchł główny etap sporu zjawistów i antyzjawistów. Przez pierwsze dni nawet popierał Zjawę, uważałem że ma więcej argumentów, ale to było złudne, poszło nie tak jak miało i bardzo szybko zmieniłem front i bardzo słusznie. No spór był ostry, działo się sporo i parę eksplozji było, jak pewna już trochę zapomniana wielka dyskusja Fryderyka Marksa z Józefem Sowińskim, bardzo ostro, której byłem świadkiem. Działo się aż za dużo innych rzeczy, rozłamy, bunt, listy otwarte, propozycji było mnóstwo. W międzyczasie jeszcze powróciłem do senatu, gdzie cały czas do teraz siedzę. Koniec miesiąca to otwarcie na sport i ostateczne rozwiązanie konfliktu ze zjawistami, efekt tego był jaki wszyscy wiemy. Pod koniec uruchomiłem także Formułe Suderland i wtedy zacząłem swoją drogę taką bardziej znaną. Starałem się wtedy już zwiększać swoją aktywność, co uczyniłem przez zostanie burmistrzem miasta Bradburg, wcześniej nie miałem aż tylu zajęć. W tym czasie zacząłem bardziej ogarniać gospodarkę Suderlandu jak i wykorzystałem moment by zarządzać Hutą "Tygrys", gdyż posiadałem spore pojęcie o hucie i zamierzałem je wykorzystać do ożywienia gospodarki. W tym czasie jeszcze rozwijałem oczywiście sektor górniczy, choć było to o wiele wolniejsze i nie tak efektowne jak chciałbym, ale po prostu nie mam do dziś tylu pieniędzy by móc wszystko tak bez problemu osiągnąć.
Dalej mamy koalicję przeciwko AdS, tutaj po prostu mnie wrzucono, nie wiedziałem za bardzo co się działo, po prostu mnie dodano i tyle. Utworzył ją Jaeherys von Razorin, działo się tam sporo, ale od razu kluczową rolę uzyskał tam Fryderyk Marks, który między innymi pokierował sobie głosowaniami w senacie decydując ile miejsc w resortach pozwoli im wziąć i jakie oraz jak pokierować głosowaniami, by wyglądało wszystko dla niepoznaki (tak te wciskanie pewnych osób na kontrkandydatów na resort obrony narodowej). Sporo ciekawych brudów wtedy poznałem. Jednak głównie tutaj Fryderyk Marks konfrontował się o dziwo tylko na pw z Romanem (obecnie Stanisławem) Dmowskim. Nie wiem w pełni co tam się działo, ale ogólnie był wściekły i nie nawidził Pana Dmowskiego, uważał go za skrajnego populistę, że tylko by mówił, że jego aktywność jest taka nie taka jaka powinna być. Wtedy dopiero zacząłem poznawać jego zamiłowanie do osoby Otto van Jutlanda, nie wiedziałem długi czas czemu i dlaczego, potem wiadomo czemu zrozumiałem o co chodziło. No, ale wracając były złote czasy tej ukrytej wojny, aż wybuchła ta afera teczkowa, teczek których do dziś nie przeczytałem. Naprawdę wtedy myslałem, że to koniec Suderlandu i upadek, no ale jakoś to się wylizało, a teczki zaginęły. W tym czasie też rozmawiałem sporo prywatnymi wiadomościami z ówczesnym prezydentem Hubertem Michalczakiem, bo on nim jeszcze się tu nie wypowiedziałem nawet. Z rozmów było czuć jego ogólną nerwowość oraz rozpacz. Pisał cały czas że on to się nie nadaje do czegokolwiek innego niż bycie Prezydentem, że jest beznadziejny i że się do niczego nie nadaje, nie chciał pomocy.
Wracając do innego życia to w międzyczasie spory z AdS "zaogniły się", ale wciąż tajne, tak jakoś powstał ten mój tekst w kurierze republiki o Stanisławie Dmowskim, no tak wyszło, ale Pan Marks dał mi w pisaniu kilka celnych uwag, które mi pomogły. W tym czasie na kolejną kadencję zostałem kierownikiem resortu spraw zagranicznych, gdzie na pierwszy dzień urzędu dostałem list z Sarmacji o rozpoczęciu negocjacji nad traktatem. Choć same wyboru do senatu przypomniały mi śmieszną historię o tym, jak Fryderyk Marks był tak podenerwowany tym, że AdS znowu wygrało, że policzył sobie głosy tylko aktywnych obywateli, według jego kryteriów, co powodowało, że poza osoba co przychodzą głównie głosować zaliczyć Otto van Jutlanda, dzięki czemu mógł chociaż w swojej świadomości ogłosić sukces. Wracając do mnie to przeprowadziłem w lutym 2018 roku jeszcze pierwszy sezon skoków narciarskich, no ale miałem wtedy trochę pracy jako KRSZ, gdyż trwały negocjacje traktatowe. Jak już był marzec to potwierdziło mnie jedno odnośnie Fryderyka Marksa, który chyba trochę zwyzywał mnie za to co sądzę o jego nastawieniu do obcych krajów, a co śmieszniejsze jego odpowiedź na moje argumenty, raczej była tym co ja myślę o postępowaniu ówczesnej władzy Sarmacji, no ale nic, mamy marzec i kilka miesięcy wstecz stworzyłem ustawę i koncepcję Narodowego Uniwersytetu Suderlandu, który obecnie lezy nieaktywny, no niestety, ale pomysł był wtedy zacny. Tak to było w marcu, jeszcze pewnie coś było, ale o tym pewnie zapomniałem już.
Kwiecień 2018 zaczął się jak zawsze, ale nagle zniknął sobie Fryderyk Marks, chociaż wtedy już wiedziałem o co poszło. Oczywiście o słynną ustawę o awatarach, jednak z relacji innych osób na pw dowiedziałem się, że złamały go protesty przewijające się przez kraj z inicjatywy Karla von Schwarzengrau i Kacpra Kowalskiego, jednak jeszcze kwestia placu, tak plac. Jednak co dokładniej? Wiem o tych słowach Fryderyka Marksa: "Mieć ból dupy o nazwę placu, w konsultację na dodatek. A i najważniejsze. Celowo głosowali na Jenerała (Sowińskiego) w tym Zolcior, bo wiedzieli że nie uznam tego. Więc nie jest to miarodajna sonda. A skoro sobie nisze wizerunek to mój problem". Potem jeszcze jedną wiadomość otrzymałem, tak jak pierwszą od Filipa Lotnika, którą mu przesłał Marks: "Ostatni go nie cierpiał, jak chciał go przekabacić - zagłosował dla beki, bo było już po wyborach, a potem się obraził; hans go nie zna; Sung - w sumie nie wiem czemu, ale pewnie temu, że zjawa był przeciwko nie ma; Zolcior - dla jaj; Ads - Maks nic nie wie, więc zagłosował za tłumem. Bo kogo mieli poprzeć?" No dużo w tego widać jakie nastroje były, ale mnie to nawet nie zraziło tak jak to co było potem.
Maj 2018 - już było przed tym wiadomo że nie będzie tak łatwo jak wcześniej, ale kilka dni wcześniej wykonałem manewr, z którego byłem wtedy dumny. Przejęcie kontroli nad Kacprem Kowalskim. Myślałem, że to będzie sielanka i pokaz tego jak Suderland działa mimo braku jednej jednostki. Wszystko szło dobrze, tłumaczyłem mu wiele rzeczy, napisałem program wyborczy, wyjaśniałem jak dyskutować i wszystko szło wtedy świetnie, ale przyszło nagle złamanie... to było straszne, czułem się złamany, ehh, tak potem zaniemogłem wewnętrznie, ale starałem się trzymać jak się dało Suderland przy życiu, ta minęło kilka miesięcy do lutowego renesansu, zaś stanu obecnego jeszcze bym nie komentował.
REDAKTOR: Rozumiem. Z pańskiej wypowiedzi można dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy, nieznanych dla wielu obywateli oraz rozjaśniających wydarzenia dla pozostałych. Pańska wypowiedź jest kolejną szpilą wbitą w białą legendę Fryderyka Marksa. Jak się układały pańskie relacje z Fryderykiem Marksem, tak od początku konfliktu ze zjawistami do końca maja 2018 roku? Opisał Pan pobieżnie te relacje, ale chciałbym, aby Pan rozwinął ten temat oraz przedstawił, co myślał Fryderyk Marks o poszczególnych obywatelach w tym okresie, zwłaszcza po odejściu Kusarigamy Zjawy?
NORBERT BYFYJ: o tak, od czasu kiedy wybuchł konflikt ze zjawistami Fryderyk Marks bronił zachowań Zjawy, pomimo ich bardzo negatywnego efektu. Jednak nie miał w tym czasie do nikogo złego nastawienia, gdyż nie miał pojęcia o tajnej konferencji na Skype. Dopiero jak niejaki Roskohard wyjawił istnienie tego to wszystko się zmieniło. Jest to ciekawe, że bardziej od samej konfy Pan Marks zdenerwował się obecnością tam Józefa Sowińskiego, wtedy oczywiście był na jakiś czas zły, ale jednak przeszło mu i właściwie nie był na nas o to zły jakoś szczególnie, więc jakoś to można było przeżyć i wobec nikogo nie były gorsze.
Sytuacja zmieniłA się jednak wraz z falą AdS, wtedy jakoś Pan Marks zaczął mieV swoje negatywne nastawienie. Wtedy jeszcze nie miałem świadomości w pełni w polityce i raczej słuchałem się Jeaherysa von Razorina, który był w bliskich relacjach z Panem Marksem, jak później mi powiedział o tym, tak więc swój kurs miałem bardzo w jego kierunku oparty. Zgrzyty nastąpiły wtedy na linii z AdS i były coraz większe i większe, aż do wybuchu afery teczkowej. Jednak jakoś widaV było, że większość stoi przy Panu Marksie, wrogów widział tylko dwóch: Dmowskiego i von Schwarzengrau. Raczej większość czasu tym głównym dla niego był ten pierwszy, którego miał cholernie dość, nie wiem, sam wspominał o jakichś sporach droga prywatną, nie znam w pełni tego wszystkiego. Relacje z Fryderykiem miałem cały czas dobre. Ochłodzenie zaczęło następować po wyborach z końca stycznia czy początku lutego 2018 roku. Zacząłem zauważać powoli, że trochę Pan Marks odlatuje ze swoimi stwierdzeniami, jak miała to wspomniana wcześniej historia o wyliczaniu na siłę tak poparcia, że to on wygrywał, czy chamskie manewry z Eberhardem von Razorinem jako sędziego, coś wtedy było o strachu przed zdominowanie przez AdS sądów, ale szczerze teraz już nie wiem co to dokładnie miało być.
Jednak luty przeszedł jeszcze spokojnie. Etap zgrzytów to był okres debatowania nad traktatem z Sarmacją, wtedy poszedł duży zgrzyt. Na moją uwagę wobec zbyt agresywnego zachowania, potraktował mnie wprost jako wariata. Wtedy tylko zaczął się rozkręcać, zaś drogą prywatną osobiście już do niego się nie odezwałem, ale z relacji innych było czuć jak to się bardzo rozkręca i zaczął maniakalnie widzieć wrogów wszędzie wokół. Na dobrą sprawę cały upadek jego legendy nastąpił w zaledwie półtorej miesiąca, tak szybko do tego doszło, że ciężko o inną ocenę, o poszczególnych obywatelach wiem niewiele, poza ostrą krytyką członków AdS.
REDAKTOR: Dobrze. Zakończy więc ten temat i przejdźmy do kolejnego. Od wielu miesięcy pełni Pan już funkcję Kierownika Resortu Gospodarki i Finansów. Dzięki temu, nasza gospodarka pod względem prawnym została w dużej mierze naprawiona. Pozbyto się wielu bubli prawnych, niektóre zostały uchylone, niektóre znowelizowane. Czy czuje Pan wsparcie innych obywateli w tej kwestii i co Pan planuje na przyszłość jako KRGiF?
NORBERT BYFYJ: Ze wsparciem jest różnie, widać że zależy w jednych kwestiach w jednych mniej. Oczywiście to jest zrozumiałe, gdyż nie każdy jak ja będzie miał ten sam pogląd gospodarczy, który zresztą ewoluował, gdyż realia gospodarki mikronacyjnej pokazują, jak bardzo różnią się od tego co znamy. Obieg gospodarczy jest zbyt szczelny co oczywiście wykorzystując spryt, bądź cechy mechanizmów na szybkie wzbogacenie się, jak to uczynił zjawa swego czasu ze swoją firmą budowlaną. Jednakże wracając to czuję wsparcie dla tych projektów, choć nie zawsze, bo jak wiadomo część projektów nie jest aż tak dla każdego dobra no i faktycznie mogą mieć swoje racje z tym jak to ma działać wszystko. Myślę, że było kilka takich momentów, kiedy naprawdę docenić można było wsparcie obywateli.
Plany na przyszłość to na ten moment oczywiście debata związana z fabularnością gospodarki, która nie każdemu ma prawo się podobać, ale ja mimo wszystko wciąż będę próbował ją promować, gdyż wciąż nie jestem zdania że to w pełni ślepa droga. Myślę też na bliższą przyszłość rozpisać pewien trochę martwy, trochę nie przepis dot. kwestii brania materiałów. Otóż, chcę tutaj wykorzystać w pełni wiedzę nabytą dotychczas na studiach i wykorzystać ją do tego by maksymalnie jak się dało to uszczelnić, choć faktem jest że póki co jedyne znane mi rozwiązanie może być iście komunistyczne i trochę się go boję. Otóż zakładałoby, że wszystkie materiały, których nie da się nabyć w naszych rodzimych firmach byłby kupowane od państwa, jak pewnie widać brzmi to dosyć szaleńczo, dlatego nawet pod debatę publiczną wstrzymuję się z tym już prawie pół roku, bo to nie takie jakie człowiek wyobraża sobie w gospodarce.
REDAKTOR: Dziękuję. Jeszcze jedno krótkie pytanie. Jest Pan Kierownikiem Resortu Spraw Zagranicznych. Jak Pan wspominał wcześniej, pełnił już tę funkcję i negocjował traktat z Sarmacją. Jakie ma Pan plany na przyszłość z tym stanowiskiem? Zamierza Pan je komuś oddać w następnej kadencji czy pozostać na stanowisku?
NORBERT BYFYJ: Jeszcze nie wiem, zobaczymy wkrótce.
REDAKTOR: Dobrze. Dziękuję Panu za wywiad.
NORBERT BYFYJ: Dziękuję bardzo oraz wszystkim którzy zdołali przeczytać całość.
Wywiad sporządzony przez Karla von Schwarzengrau i opublikowany w dniu 12 kwietnia 2019 roku
RE: Archiwum wykładów i artykułów - Karl von Schwarzengrau - 31-05-2020
Wywiad z Fryderykiem Marksem
Cytat:29 sierpnia 2019
WYWIAD Z FRYDERYKIEM MARKSEM
REDAKTOR: Wracamy do serii wywiadów z obywatelami Republiki Suderlandu. Tym razem przeprowadzę wywiad z Panem Fryderykiem Marksem - osobą, której przedstawiać nie trzeba starszym obywatelom, ale nowi mogą o nim niezbyt wiele wiedzieć. Dzień dobry Panie Marks!
FRYDERYK MARKS: Witam Pana Redaktora.
REDAKTOR: Powrócił Pan po długiej przerwie i od razu znalazł się na celowniku zagranicy. O pańskim braku sympatii względem innych państw chyba każdy wie. Oskarżają Pana o bycie "sędzią zamachowcem, powołanym przez zamachowca, który wydał wyrok w sprawie zamachowca". Jest Pan cenionym znawcą prawa i czy mógłby Pan się jakoś wypowiedzieć na ten temat?
FRYDERYK MARKS: Szczerze, to dla zagranicy nigdy nie istniałem. A przynajmniej nie byłem kojarzony z Suderlanem. Raczej Pan Lotnik czy Pan Mykko są bardziej znani niż ja. Ale przywykłem do tego. Stworzyłem wiele rzeczy, pełniłem wiele funkcji, ale dla zagranicy nie istniałem. Pojawiałem się wtedy, kiedy broniłem dobrego Imienia kraju. Wtedy nazwijmy to mój odpowiednik Jako Prezes Sądu Najwyższego w Dreamlandzie obraził mnie publicznie. Konsekwencji żadnych nie poniósł. Teraz jest coś podobnego. Ów Pan, zwany RCA w tym temacie najpierw nazywa kraj ,,bantustanem'' a potem jest oburzony, że ktoś go skrytykował za te wpisy. Smutne to jest. A co do tego, że jestem sędzią zamachowcem. Mógłbym się tu rozpisać, ale już dawno, tak robiłem, i raczej nigdy nie czytali. Zapewne Pan RCA pomylił mnie z sędzią Gustawem, ale skoro pomylił to tutaj brzmi pytaniem, czy w ogóle czytał wyrok, który wydałem na temat KRONa. Bo skoro myli osoby w składzie orzekającym to czy jest pewność, że ten wyrok wydał? Nie wiem czy mógłbym coś dodać. Ja już przywykłem do tego, że niektórzy z starych mikronacji nie czytają szczegółów, tylko skupiają się na nagłówkach.
REDAKTOR: Pisze Pan, że dreamlandzki MSZ może mylić Pana z Sędzią Gustawem. Jednakże, Sędzia Gustaw podjął wielkie kroki w celu uchronienia nas przed prawdziwym zamachem czym pewnie uratował kraj.
Przechodząc do kolejnej kwestii. Wrócił Pan po ponad rocznej przerwie. Zostawił Pan inny Suderland niż go zastał po powrocie. Co Pan sądzi o zmianach jakie zaszły, o ile w ogóle zaszły w pańskiej opinii?
FRYDERYK MARKS: No widzę, że aktywność spadła. Wielu ze starej gwardii też zniknęło. Można więc powiedzieć, że nie ma z kim czegoś wspólnie tworzyć. A zmiany jakie zaszły. No dobrze, że gospodarka i sport działają, że są tam osoby co się tym zajmują. I, że rozbudowa jest infrastruktura wojskowa. Natomiast martwi mnie to, że samorządy nie działają. Poza tym po tym roku kraj się zwiększył o Koburgie i tereny w Nordacie. Szkoda też, że kultura i sztuka upadła. Ale zawsze mogło być gorzej.
REDAKTOR: Czyli zmiany ocenia Pan negatywnie?
FRYDERYK MARKS: Nie, raczej zmian nie dostrzegam. Wspomniałem o kulturze czy samorządach bo te strefy wymarły. Są puste, nie ma osób, które się tym zajmują. Podobnie jest z innymi rzeczami. Jak np. aktualizowanie niektórych ważnych działów. Ostatnio zaktualizowałem listę kierowników resortów i zobaczyłem, że osobą, która to ostatnio robiła to... ja sam. Podobnie jest w innych tematach. Pozostałe pouzupełniam już po wyborach prezydenckich.
REDAKTOR: Rozumiem. Pisze Pan, że kultura u nas wymarła, ale konkretnie ma Pan na myśli pewnie SAN i NUS. Jednakże w tym czasie rozwinęły się inne aspekty kulturowe, jak na przykład media.
Z kolei co do samorządów to problem z ich funkcjonowaniem pojawił się jeszcze przed pańskim odejściem, zaczęło brakować pomysłów na aktywność. Czy mógłby Pan rzucić jakieś pomysły dla obywateli jak prowadzić samorząd? Z tego co pamiętam, był Pan dobrym samorządowcem.
FRYDERYK MARKS: No nie wiem czy byłem, byłem nim ledwo parę miesięcy. Tylko to były inne czasy. Miasto, którym zarządzałem nie posiadało historii. Zwołałem więc konferencji gdzie debatą nad pomysłem. Obywatele zagłosowali i dostosowałem się do nich. Miałem więcej zrobić, ale wtedy odszedłem. A teraz już tego nie ma. Miasta mają swoją historie, ale to nie znaczy, że nie można jej tworzyć nadal. Dajmy taki Deliland. Miasto wielkie, można opisywać najpierw dzielnice, a potem nawet i ulice i ciekawe budynki. I finalnie dzielnica może mieć z 30 ulic i 10 ciekawych budowli. Daje to nam 40 postów, których napisanie zajmie dla kogoś z pasją z 30 dni. Więc przez kadencje można parę takich dzielnic zrobić. W międzyczasie festyny, lokalne tradycje, czy inne wydarzenia. Więc jak ktoś widzi, że nie ma wielki szans w wielkiej polityce, może spróbować w czymś takim. Gorzej, że jak ktoś będzie dajmy to burmistrzem przez rok, stworzy miasto to niechętnie je opuści. A to już innym nowym nie daje szans rozwoju.
REDAKTOR: Dobrze. Przejdźmy teraz do pańskich wspomnień. Zaczął je Pan pisać tuż po powrocie, ale od kilku dni przestał. Jak myślę, wynika to z wydarzeń jakie miały miejsce w tym okresie jak i obowiązkami Prezesa SN. Czy zamierza Pan kontynuować pisanie wspomnień? Zatrzymał się Pan przed okresem, który chyba najbardziej ciekawi Suderlandczyków. Tutaj zachęcam czytelników do zapoznania się ze wspomnieniami Fryderyka Marska na łamach Tygodnika Popularnego.
FRYDERYK MARKS: Tak, zamierzam je skończyć. Ale przez tą sytuacje to mam trochę problem z czasem jak i wolę nie komplikować aktualnej sytuacji. Pewnie na początku września zostaną skończone.
REDAKTOR: Rozumiem. W każdym poprzednim wywiadzie pytałem rozmówcę o jego przeszłość. Pan zaczął pisać wspomnienia i nie chciałbym zabierać Panu czegoś, co sam Pan tworzy. Jednakże może zamierza Pan się czymś podzielić w tym wywiadzie? Nikoniecznie z okresu przed odejściem, ale może właśnie po odejściu? Obserwował Pan Suderland? Kontaktował się z kimś? Co Pan czuł po tym, co Pana spotkało?
FRYDERYK MARKS: Czasem jako gość przeglądałem forum i patrzyłem co się działo. raz to byłe lepsze okresy z większość aktywnością, a innym razem to czasy kryzysu. A z kim rozmawiałem. Głównie z Panem Brunem, czyli z Jeaherys von Razorin z którym komentowałem prywatnie wydarzeniu w kraju. Aktualnie Pan Bruno zamilknął i rozmawiałem z Zolciorem, to chyba raczej każdy wie kto to. Obaj Panowie raczej nie chcą wracać, bo są zmęczeni tym co było, tym co jest. Ja w sumie też. Chcę pozałatwiać jeszcze parę spraw i też znikam.
REDAKTOR: A może jest coś co mogłoby Panów zachęcić do powrotów? Albo chociaż Pana do zatrzymania na dłużej? Dla nowych byłby Pan autorytetem i dobrym nauczycielem. Dla doświadczonych i "starych wyjadaczy" również pańska rola byłaby ważna. Wiedza jaką Pan dysponuje, jak i opanowanie (wbrew pozorom po zajściu z kwietnia i maja 2018) są czymś ważnym dla wielu z nas. Oczywiście, znajdą się tacy, dla których to koszmar i pewnie byłby Pan solą w oku.
Co było minęło i myślę, że sprawa konfliktu z Panem została rozwiązana. Zwłaszcza w kontekście ostatnich wydarzeń.
FRYDERYK MARKS: Konflikt to jedno, ale odszedłem też z powodu tego, że nie chciałem go zwiększać. Miałem dosyć już wtedy wszystkich, z czasem też robił się problem. Pamiętam jak jako Marszałek sam prowadziłem obrady, bo innych nie było. Czy jako Prezydent zachęcał innych do wysiłków. Czasem się udawało, ale zwykle nie. Dużo czasu na to poświęcałem, a owoce były małe. A najbardziej mnie wkurzało, że ktoś po paru miesiącach znalazł błędy w tym co tworzyłem. Choć miał czas, żeby je poprawić, kiedy to tworzyłem i pokazywałem innym. Ale mimo wszystko jak już odejdę to wiem, że nikt tego co zrobiłem nie zniszczy. Bałem się tego kiedy odchodziłem, że wszystko zostanie usunięte, bo zrobiłem to ja. A jak widzę zostało. I teraz jak znowu zniknę nie będę się obawiał, że cześć tych fundamentów które tu postawiłem zniknie. Zostaną i przydadzą się innym i może lepiej, żeby nie kojarzyli tego ze mną. Tylko z ,,widmem'' które pomagało.
REDAKTOR: Tak ważne osoby w historii nie mogą być widmem. Każda osoba z ambicjami lub dużym dorobkiem, w mojej opinii, powinna stworzyć wokół siebie pewną legendę. Nieważne czy "białą", czy " czarną". I tak będą oficjalnie obowiązywały dwie wersje, zależnie od tego czy to "swój, czy wróg". Według mnie bycie "widmem" jest napluciem na własną pracę, ale rozumiem, że Pan może mieć inne zdanie, jak i zaakceptujemy to, co Pan postanowi.
FRYDERYK MARKS: Ja ani nie byłem białą, ani czarną. Byłem szarą, jak widmo. (uśmiech)
REDAKTOR: No cóż, jak Pan uważa. Czy jest coś, czym chciałby Pan się podzielić z innymi?
FRYDERYK MARKS: Tak. Mam 2 apele. Pierwszy apel kieruje do obywateli, żeby w najbliższych wyborach wzięli udział. Pokażcie, że to wy jesteście władza i zagłosujcie w wyborach. Macie okazje zmienić ten kraj na lepsze i nie zmarnujecie tego. A drugi apel kieruje do senatorów, żeby póki jeszcze jestem wybrali kolejnego sędziego. Postaram się mu przekazać moją wiedzę, tak, żeby Sąd nie był kojarzony z upolitycznieniem, bo przez te sytuacje wielu, a zwłaszcza osoby zagranicą mogą tak uważać.
REDAKTOR: Dziękuję za udzielenie wywiadu.
FRYDERYK MARKS: Również dziękuję.
Wywiad sporządzony przez Karla von Schwarzengrau w dniu 29 sierpnia 2019 roku.
RE: Archiwum wykładów i artykułów - Karl von Schwarzengrau - 31-05-2020
Rewizja polityki kolonialnej
Cytat:15.01.2020
"REWIZJA POLITYKI KOLONIALNEJ"
FELIETON KARLA VON SCHWARZENGRAU
Na Nordacie jesteśmy już ponad rok – w październiku była rocznica aneksji Koburgii, a w lutym będzie rocznica utworzenia kolonii w postaci Nordaty Suderlandzkiej. Na arenie międzynarodowej (a precyzując – na Nordacie) niedawno pojawił się znowu problem ekspansji terytorialnej, powstawania i upadania dziwnych państw i jak bumerang wraca problem brodryjski. Co powinniśmy zrobić w tej sytuacji?
Mimo skomplikowanej sytuacji wewnętrznej i próby zmontowania antyfaszystowskiej koalicji międzynarodowej, mającej odseparować Suderland na arenie międzynarodowej, nie utraciliśmy, według mnie, statusu mocarstwa jak i ambicji imperialnych. Ambicje imperialne z reguły się nie zmieniają, ale zmienia się droga do budowy imperium.
Kolonizację Nordaty uzasadniliśmy chęcią zachowania kultury upadłych mikronacji przed zapomnieniem lub prowadzeniem „kulturkampfu” przez inne mikronacje lub powstawaniem państw istniejących miesiąc lub dwa. Lecz co z tego wyszło? Początkowo byłem przychylny kontynuowaniu kultury Abachazji czy Uhrainy. A jaki był problem? Nie udało mi się znaleźć żadnego forum tych państw. Informacje na mikropedii szczątkowe. W lutym w dodatku znikło jeszcze forum Brodrii co jeszcze bardziej utrudniło zebranie jakichkolwiek informacji poza rozmieszczeniem niektórych miast na mapie. W konsekwencji, jako Gubernator tych ziem sam przeprowadziłem własny „kulturkampf” na Nordacie.
Od kilku miesięcy nasze relacje z Federacją Nordacką ustabilizowały się. Nie ma w nas już parcia do przeprowadzania krucjaty na Nordacie i przeprowadzenia wojny totalnej polegającej na brutalnym starciu dwóch odmiennych cywilizacji lub kultur, ideologii. Rewolucja wbrew niektórym głosom, nie odizolowała nas na arenie międzynarodowej, a zbliżyła nas z państwami, z którymi rzeczywiście możemy prowadzić działania na równych warunkach, bez uznawania wyższości jednej ze stron. W wyniku rewolucji zanikł również spór z FN. Niedawno Naczelnik Państwa Norbert Byfyj był zaproszony na szczyt RPN jako obserwator. To świadczy o tym, że wszystkie państwa członkowskie są nam przychylne lub co najmniej neutralne względem nas.
Na czym powinna polegać rewizja polityki kolonialnej? Obszary Nordaty Suderlandzkiej są tak duże, że prawdopodobnie nigdy nie zagospodarujemy w sensowny sposób ich wszystkich. Jakie powinniśmy podjąć kroki?
1. Likwidacja Nordaty Suderlandzkiej jako osobnej jednostki administracyjnej będącej kolonią.
2. Rozdzielenie Nordaty Suderlandzkiej na dwie jednostki administracyjne – anektowane w granice Państwa Suderlandzkiego hrabstwa oraz terytoria mandatowe.
3. Tereny anektowane do Państwa Suderlandzkiego podzielone na 3 hrabstwa – Nordacki Dystrykt Północny (pas wybrzeża Okręgu Abachazyjskiego + zredukowany 4. Okręg Ostlandzki + wyspy na morzu); Nordacki Dystrykt Centralny (Okręg Pruski + Okręg Wenedyjski); Nordacki Dystrykt Wschodni (granica wschodnia Nordaty Suderlandzkiej + fragment Okręgu Noklezyjskiego + Okręg Mieżwodnojski). Tereny mandatowe – reszta Nordaty Suderlandzkiej (dopuszczone rozszerzenie granic obszarów mandatowych).
Jak wyglądałyby obszary mandatowe? Nalezałoby je przede wszystkim unormować prawnie. Byłyby pod naszą kontrolą na czas nieokreślony, ale z możliwością ich opuszczenia, ponieważ nie byłyby anektowane, a pod naszym nadzorem. Obszar mandatowy byłby zwolniony gdyby grupa mikronautów wysunęła roszczenia do tych ziem spełniając co najmniej 2 warunki z poniższych:
1. Powstające państwo byłoby kontynuatorem istniejącego wcześniej państwa;
2. Grupa mikronautów wysuwająca roszczenie byłaby powiązana z państwem niegdyś istniejącym;
3. Grupa mikronautów nie byłaby powiązana z żadnym innym obecnie istniejącym państwem ;
Miałoby to pozwolić sytuacji w jakiej kilku obywateli obecnie istniejącej mikronacji powołuje państwo, a po 2-3 miesiącach jest ono wcielanie do macierzystego państwa grupy założycielskiej argumentując to, że „państwo X dzięki aneksji państwa Y uzyska nowe ziemie, możliwości narracyjne oraz obywateli”.
W sprawie Nordaty ważną rolę gra problem brodryjski. Oczywiste jest, że nie uda się przywrócić Brodrii w granicach, w jakich ona upadła (głównie z tego powodu, że nie porzucimy ziem, w które zainwestowaliśmy). Brodria obecnie przypomina jojo, które się rozwija (odbudowuje) i po chwili zwija (upada). Ochrona Brodrii powinna być celem wszystkich państw położonych na Nordacie z dwóch powodów – po pierwsze Brodria to jedna z „pereł w koronie” polskiego mikroświata, a po drugie – ciągłe zwijanie i rozwijanie projektu Brodrii może doprowadzić do kryzysów wewnętrznych, a nawet dyplomatycznych. Skoro Brodryjczycy nie są w stanie sami się dogadać między sobą i tworzą jednocześnie kilka Brodrii, które szybko powstają i upadają, może powinna istnieć w formie kondominium pod nadzorem Bialenii, Federacji Nordackiej i Suderlandu? Może mianujmy Iwana Pietrowa na Cara Brodrii i pozostawmy go Carem do momentu, aż on sam nie zrezygnuje? Rola tej trójki państw zbiegałaby się do „pilnowania Brodrii” poprzez zachowania jej ciągłości i zachowania jedynej legalnej władzy na tych ziemiach.
Polityka zagraniczna u nas od czerwca 2019 roku, kiedy to pokłóciliśmy się z Bialenią kuleje. Co prawda, wróciliśmy z Bialenią do normalnych relacji, mamy pewien pokój z FN, ale brakuje nam inicjatyw międzynarodowych. Tym felietonem również chciałbym wskazać, w którym kierunku będzie podążać moja polityka jako Elektora, ale więcej w expose, które wygłoszę na najbliższej sesji.
Na koniec wrzucam mapkę:
![[Obrazek: DFtmHr6.png]](https://i.imgur.com/DFtmHr6.png)
Mapa opracowana na podstawie tej
*Na obszarze Brodrii znajduje się pierścień złożony z trzech kolorów - symbolizuje on nadzór Państwa Suderlandzkiego, Republiki Bialeńskiej i Federacji Nordackiej;
**Kolor kremowy oznacza potencjalne obszary mandatowe Państwa Suderlandzkiego
Tradycyjnie na koniec zaznaczam, że felieton nie ma na celu urazić żadnego mieszkańca Federacji Nordackiej, ani nie jest atakiem na te państwo, tak prewencyjnie, aby zaraz ktoś czegoś źle nie odczytał i nie rozpętał kolejnej burzy
Artykuł napisany przez Karla von Schwarzengrau, opublikowany w dniu 15 stycznia 2020
RE: Archiwum wykładów i artykułów - Karl von Schwarzengrau - 31-05-2020
Śmierć demokracji
Cytat:Jakiś czas temu pod artykułem Norberta Byfyja napisałem, że planuję rozliczyć się ze swoim pierwszym felietonem. Od napisania jego minął już prawie rok i wiele się zmieniło. Przeżyłem chyba najbardziej intensywny jak i najbardziej nerwowy okres w swojej dotychczasowej mikronacyjnej karierze. Prawie pół roku intensywnej walki i działania. Musiało to w końcu poskutkować swoistym wyczerpaniem i potrzebą regeneracji, uspokojenia, pewnego zluzowania w aktywności, bo ileż można.
Co mogę zrobić w tej chwili? Najpierw pozwolę sobie na dygresję i odskoczenie od głównego tematu felietonu. W tym miejscu podziękuję Dmowskiemu. Walka z nim była z jednej strony trudna (ale trudna nie z tego powodu, że był wymagającym rywalem), a zarazem pewną szkołą, gdzie szlifuje się charakter. Zgodnie z nowożytnym pojmowaniem polityki, jej celem jest znalezienie się na szczycie relacji władczych oraz nieustanna walka. Dmowski wbrew temu co twierdził, trzymał się tego jak wyborca Platformy Obywatelskiej konstytucji. Polityka to również zjawisko nieustannej walki klasowej. Taka walka klasowa odbyła się i u nas, tylko nie walczyły klasy społeczne rozumiane tak jak definiował je Karl Marks. Dmowskiemu wydawało się również, że ja jestem jak on i przypisywał mi to, co robił on. Każdy kto mnie chociaż trochę zna, wie, że jestem makiawelistą. Ale nie jestem nim w 100%, dlatego też wbrew zapowiedziom nie znalazłem sobie kolejnego obiektu do gnębienia i drwin w imię prywatnych interesów. W jednym z ostatnich postów wspominał, że ludzie tutaj nie rozróżniają działania w Suderlandzie od możliwości swobodnego rozmawiania, śmiania się poza nim. Nie wiem na jakiej podstawie to wywnioskował, ale ja się nie obrażam i możemy kiedyś się umówić na jakieś piwo lub partyjkę szachów. Może na Marszu Niepodległości w Warszawie się spotkamy? To tyle o Dmowskim.
Czas na meritum sprawy, czyli śmierć demokracji. To będzie w zasadzie rozmowa z samym sobą i komentarz do swojej wypowiedzi - z perspektywy czasu. Wiele się zmieniło, wiele się wydarzyło. Ile warte było to co wtedy napisałem?
Do napisania tamtego felietonu skłonił mnie zjazd partii Pana Byfyja, gdzie ogłosił chęć przeciwstawienia się rozwiązaniom radykalnym jak i zadeklarował nacisk na demokratyzację społeczeństwa. Tamten felieton już był kpiną z ustroju republikańskiego. Mój dosyć cyniczny charakter nie mógł sobie przejść obok takiej okazji do zaatakowania systemu, który stawiał mnie w dosyć dziwnej i chyba niespotykanej gdzie indziej sytuacji. Czytając tamten tekst w końcu trafi się na ten akapit:
Cytat:I z tego miejsca chciałbym powiedzieć jedno. Mianowicie, nigdy tego nie zrobię, dopóki o zamach stanu nie poprosiliby wszyscy obywatele, nawet obrońcy obecnego systemu widząc jaki jest niewydolny i potrzebuje zmiany, ale przez niewydolność nie ma opcji w pełni legalnej jego zmiany.
Taka władza jaką mam jest męcząca i chyba każdy sobie z tego zdaje sprawę, bo nikt nie chce się tego podjąć. I śmiało stwierdzam, że jestem gwarantem, że temu systemowi ani nikomu aktywnemu w tym państwie się nie stanie.
On jest dosyć problemowy. Problemowy dla mnie. Wobec niektórych rzeczy jestem nadzwyczaj cyniczny. Z kolei, wobec pozostałych jestem nadzwyczaj honorowy i nie lubię łamać danego wcześniej słowa, zwłaszcza publicznie. Ten akapit ma trzy słowa klucze, których w zasadzie nie powinienem użyć - "nigdy", " wszyscy" i "nikomu". Nie przewidziałem wtedy, że sama grupa obywateli może stać się powodem potrzeby zmiany systemu. Nie przewidziałem, że ta grupa obywateli może stać się uosobieniem systemu. Nie przewidziałem, że może pojawić się potrzeba usunięcia tych, którym jednak dałem słowo, że ich "chronię".
Mój wykładowca mawia, że politologa od polityka różni tyle ile różni kryminologa od kryminalisty. Nie ma czystych polityków, a prawda w zasadzie nie jest prawdą. Znana powszechnie lub akceptowana przez władzę prawda jest prawdą powstałą w wyniku eksplozji beczki prochu i rzeki krwi. Jednakże, czy prawda akceptowana przez ofiary władzy lub opozycję jest rzeczywistą prawdą? Również nie, bo ta "prawda" bazuje na tych samych fundamentach. Jedynie co różni te dwie "prawdy" to miejsce, w jakim stoją podmioty wydarzeń.
O tym dlaczego demokracja umiera, a właściwie umarła napisałem już na początku roku 2019. O tym jak wyglądała śmierć demokracji napisał Naczelnik Państwa Norbert Byfyj miesiąc temu. Śmierć ta była dosyć długa i powolna, a umierający cierpiał w boleściach.
Problem demokracji najlepiej przedstawię na przykładzie odcinka. Odcinek ma dwa skrajne punkty. Można je określić jako skrajna prawica i skrajna lewica (na przykład AdS i BRHiS). Można je oznaczyć również jako Dmowski i von Schwarzengrau. Te odcinki mają magnesy, którymi przyciągają do siebie wyznaczone między nimi punkty. Łatwiej jest skrajnościom przyciągnąć punkty w sytuacji, gdy wnętrze odcinka jest niestabilne, po prostu - słabe. W czasie kryzysu tak właśnie radykalizuje się społeczeństwo. Skrajne strony mają coś, co przyciąga to, co pomiędzy nimi.
Pan Byfyj dosyć często mi pisał, że mój spór z Dmowskim wygląda jak nietypowa partia szachów. Tak też było. Z tą różnicą, że obywatele Suderlandu nie byli pionkami, a obserwatorami tejże gry. Po prostu obywatele Suderlandu mieli wybrać czyja strategia jest bardziej atrakcyjna - czy strategia powolnych i skoordynowanych ruchów (a w szachach takie są niemalże niemożliwe i zawsze tworzy się czułe miejsce, w sam raz do uderzenia), czy jednak zdecydowanie ofensywna, oparta na uderzaniu w słabo obstawione sektory i liczenie na to, że z danej akcji uda się uzyskać jak najwięcej zysków.
Do demokracji zawsze podchodziłem sceptycznie i szczerze nie jestem zwolennikiem tego systemu. Zdecydowanie bardziej wolę rządy silnej ręki, a zwłaszcza po tym co przeszedłem jako "Prezes Państwa", gdzie mając nieograniczoną władzę niczym obecnie Naczelnik Państwa, byłem zmuszony do babrania się w biurokracji republikańskiego systemu.
Już w październiku czy listopadzie 2017 roku zwracałem uwagę na potrzeby nowelizacji konstytucji. Było wiele rzeczy, które po prostu sprawiały, że jak dojdzie do kryzysu, to on będzie opłakany w skutkach. Sytuację można spokojnie porównać do drukowania pustych pieniędzy celem zapobiegnięcia kryzysowi gospodarczemu. Przez pewien czas może to przynosić oczekiwane skutki mające pokazać, że my to jednak umiemy obronić się przed kryzysem, nie to co wy. Lecz to jest jak pompowanie balonu celem uzyskania jak największego. Ale ta guma kiedyś rozciągnie się tak bardzo, że pęknie.
Odkąd zostałem Senatorem, wraz z Dmowskim, zwracałem uwagę na wiele patologicznych zjawisk w Republice Suderlandu. Nalegałem na zmianę, na zaprzestanie wielu praktyk. Nie chcę kreować siebie na wizjonera, ale wszystkie obawy czy akcje źle odbierane przez jeszcze wtedy lewicowych polityków, były słuszne. Może jedynie były mało precyzjne. Jednakże gdyby ktoś zdecydował się wtedy nad zastanowieniem czy nie mam racji, może wszystko inaczej by się potoczyło?
Myślę, że dopiero jak zwróciłem uwagę w felietonie z początku roku, do jakiej patologii ustrojowej dochodzi, ci co pozostali zauważyli, że jednak mogę mieć rację. Kropla drążyła skałę. Niestety, wtedy pojawił się problem, który przyklepał upadek systemu. Pojawił się konflikt na linii ja - Dmowski i im później, tym częściej dochodziło do demontażu systemu, a kluczem ku temu był skład Sądu Najwyższego w sierpniu.
Ten system był skazany na śmierć, ponieważ zakładał wieczny stan osobowy co najmniej 30 aktywnych obywateli, reprezentujących jak najwięcej ideologii celem równoważenia sił w Senacie. System ten również zbyt bardzo był zależny od 3 osób w postaci Sędziów SN, którzy w dowolny sposób mogli robić co chcieli z obywatelami i instytucjami. Ten system po prostu nie przewidział kryzysu demograficznego, nie przewidział walk o władzę, nie przewidział skręcenia narodu z drogi równowagi na drogę dominacji jednej strony jak i nie przewidział poszczególnych jednostek, jak chociażby Dmowski, ale również (a może i zwłaszcza) mnie, czy prominentnych polityków Stronnictwa Demokratyczno - Narodowego.
Na pewno nie ma co się załamywać nad upadkiem demokracji. To tylko ustrój. Mówi się, że imperia rodzą się i upadają. Ale to samo dotyczy ustrojów. Upadła monarchia, upadła republika, czas na rządy autorytarne i to nie jest żadne przekleństwo, ani powód do wstydu. Rzekłbym, że to powód do dumy, bo to MY, CI KTÓRZY TERAZ TUTAJ DZIAŁAJĄ stanęliśmy na straży, gdy Suderland umierał. Skręcenie w kierunku autorytaryzmu to naturalna rzecz, gdy dzieje się źle przez kryzys ustrojowy wynikający z jakiegoś kryzysu, w świecie realnym najczęściej gospodarczego, a w świecie mikronacyjnym - demograficznego. Być może nasze działania staną się inspiracją dla wielu innych państw, które w przyszłości spotka kryzys demograficzny. Dlatego też tak ważne jest abyśmy się nie poddawali, nie zniechęcali i nie popadali w spory. Ważna jest dalsza praca. Rewolucją 7 września stworzyliśmy alternatywę dla Suderlandu (zbieżność z nazwą partii AdS jest przypadkowa), ale być może to alternatywa dla mikroświata i może Suderland stanie się w przyszłości prawdziwym liderem areny międzynarodowej?
To nie jest wystąpienie partyjne, ale zakończę tradycyjnym dla moich wystąpień okrzykiem.
Niech Żyje Wielki Suderland!
Artykuł napisany przez Karla von Schwarzengrau w dniu 10 listopada 2019 roku
RE: Archiwum wykładów i artykułów - Karl von Schwarzengrau - 01-06-2020
Wykład 1. - wstęp do politologii
Cytat:Szanowni Państwo,
Przypadł mi ogromny zaszczyt mogąc wygłosić cykl wykładów dotyczących politologii w mikronacjach. Pierwszy wykład będzie wprowadzający w cykl 15 wykładów, które będą wygłaszane co 2 tygodnie. Nie tracąc więcej czasu na wstęp, przejdę do właściwej części wykładu.
Czym jest politologia
W przekonaniu wielu ludzi, politolog jest tym samym, kim jest polityk. Jest to błędne założenie. Podstawową różnicę między tymi dwoma osobami przedstawię za pomocą następującego przykładu - scena polityczna to targ, politycy to osoby przebywające na tym targu, a politolog siedzi w szklanej wieży ponad targiem i obserwuje. Zadaniem politologii jest przedstawianie i tłumaczenie wszystkiego co składa się na politykę. W związku z tym uważam, że przedstawianie podstaw teorii i filozofii polityki w cyklu tych wykładów będzie trudnym zadaniem - przy założeniu, że trzymam się, jako naukowiec, podstawowych zasad i celów nauki, czyli nienormatywności i prezentowaniu obiektywnej prawdy. Trudne jest to nawet w świecie realnym - każdy człowiek posiada jakiś światopogląd i obiektywne przedstawienie czegoś z czym się zgadzamy, lub nie, może być dużym wyzwaniem. W tym wypadku dochodzi jeszcze kwestia liczebności mikronautów. Szanujący siebie politolog w świecie realnym nie zdecyduje się na bycie politykiem - wynika to z tego, że straciłby możliwość prowadzenia badań zgodnych z zasadami nauki. W mikronacjach mikronautów jest za mało aby doszło do takiego rozdziału między politykiem, a politologiem. Wynika to również z tego, że mikronacja to głównie symulator polityki i każdy solidnie zaangażowany mikronauta jest politykiem. W związku z tym, mikronacyjny politolog nie siedzi w szklanej wieży, a chodzi po targu, w którym jest kupującym, sprzedającym, a zarazem obserwatorem.
Teoria i filozofia polityki
Moje wykłady będą dotyczyły teorii i filozofii polityki. Oczywiście, to tylko moje koncepcje i nie chcę aby one były odrzucone i przemilczane. Wierzę, że prowadzenie badań naukowych przez jedną osobę wywoła efekt domina w postaci pojawienia się kilku kolejnych koncepcji, umożliwiając dyskusji. W części dotyczącej filozofii będę prezentował jakie według mnie motywy przemawiają za ideologiami i działaniami w mikroświecie. W jednym z artykułów do Acta Microsophica pisałem, iż ideologie to jedynie element wizerunku polityka, a za samymi ideologiami nie ma żadnych realnych motywów działania. Była to jedynie jedna koncepcja z kilku i właśnie w cyklu wykładów będę przedstawiał więcej koncepcji - omawiając je na konkretnych przykładach oraz prezentując przyczyny istniejących zjawisk.
Podstawowa nauka w mikronacji
Mikronacje to symulator państw. A skoro symulator państw to i symulator polityki. W związku z tym, mikronacyjna politologia jest jedną z najistotnienszych nauk w naszym świecie. Każdy działający ma styczność z polityką. Dlatego też wygłaszając wykłady będę starał się unikać skomplikowanego słownictwa naukowego zachowując przy tym wartość merytoryczną przekazywanej treści. W mikronacjach działają osoby w różnym przedziale wiekowym i każdy mikronauta jako podstawowy wymóg do określenia siebie mikronautą, poza posiadaniem konta na forum przynajmniej jednej mikronacji powinien sobie postawić cel poznania zasad funkcjonowania tego świata - a te zasady tłumaczy w zdecydowanej mierze właśnie politologia.
Nauka dla wszystkich mikronautów
Tak jak mówiłem na początku wykładu, politolog mikronacyjny nie siedzi w szklanej wieży nad targiem. On jest na targu i działa na nim, a także go obserwuje. To czyni politologię nauką dla każdego mikronauty, ponieważ każdy mikronauta zbiera doświadczenie w funkcjonowaniu na tym świecie, a także czynnie obserwuje wszystkie zjawiska. Dlatego też mam nadzieję, że tak jak ja dzięki Profesorowi Swarzewskiemu zacząłem badania nad politologią w mikronacjach, tak i dzięki mnie ktoś zacznie kolejne badania.
Tym akcentem kończę dzisiejszy wykład. Tematem wykładu za 2 tygodnie będą partie polityczne i ideologie.
Wykład wygłoszony na NUS przez Karla von Schwarzengrau w dniu 14 lutego 2020 roku.
|