Forum Republiki Bialeńskiej
[AM1]Bezmyśl imperialna. Dlaczego stowarzyszenia są błędem i niszczą mikroświat. - Wersja do druku

+- Forum Republiki Bialeńskiej (https://vonthorn.sarmacja.org/galeria/archive/bialenia/noweforum)
+-- Dział: Instytucje i jednostki organizacyjne (https://vonthorn.sarmacja.org/galeria/archive/bialenia/noweforum/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Uniwersytet Bialeński (https://vonthorn.sarmacja.org/galeria/archive/bialenia/noweforum/forumdisplay.php?fid=12)
+---- Dział: Bialeńska Uniwersytecka Biblioteka im. Rewolucjonistów i Postępowych Intelektualistów (https://vonthorn.sarmacja.org/galeria/archive/bialenia/noweforum/forumdisplay.php?fid=191)
+---- Wątek: [AM1]Bezmyśl imperialna. Dlaczego stowarzyszenia są błędem i niszczą mikroświat. (/showthread.php?tid=1744)



[AM1]Bezmyśl imperialna. Dlaczego stowarzyszenia są błędem i niszczą mikroświat. - Andrzej Płatonowicz Ordyński - 01-06-2020

ANDRZEJ SWARZEWSKI

BEZMYŚL IMPERIALNA. DLACZEGO STOWARZYSZENIA SĄ BŁĘDEM I NISZCZĄ MIKROŚWIAT

Niniejszy artykuł będzie stanowił uzupełnienie trzeciego wykładu z mikrozofii. Im większy kryzys ogarnia mikroświat, tym więcej stowarzyszeń, unii, federacji i wszelkich form, które sprawiają, że dwa lub więcej dotychczas niepodległych państw decyduje się na współdziałanie w ramach jednego organizmu. Pozornie wydawać się może, że to słuszne. W większym gronie powinno się działać lepiej, jest więcej możliwości interakcji, większa wewnętrzna różnorodność. Dlaczego więc postawiłem radykalną tezę, iż stowarzyszenia niszczą mikroświat?
Zacznijmy od problemów w zakresie zarządzania. Nawet jeśli teoretycznie przyłączone kraje są podrzędne wobec centrali, to i tak stanowią dla niej konkurencję. W przypadku Sarmacji pozwala to na sztuczne podsycanie teutońskiego i baridajskiego nacjonalizmu, chociaż oczywiste jest, że żadne z tych byłych państw nie przetrwałoby samodzielnie kwartału. Jeszcze gorzej jest, gdy, tak jak było to w przypadku stowarzyszenia bialeńsko-brodryjsko-hasselandzkiego, de iure nie ma centralnego ośrodka władzy, a jedynie scedowanie części uprawnień państw stowarzyszonych na największe z nich. Wysoce szkodliwe, ale również irracjonalne jest, gdy społeczność licząca kilkadziesiąt, kilkanaście, a w ekstremalnych przypadkach tylko kilka osób podzielona jest na autonomiczne części.
Często dzieje się tak, że jedyną wspólną wartością w ramach stowarzyszenia jest chęć przetrwania. Nic więc dziwnego, że takie wspólnoty są niespójne, nietwórcze, a często również niestabilne. Niestabilność jednak znaczy o tym, że mamy do czynienia z polityką i rzeczywistymi emocjami, a nie tylko kultywowaniem przeszłości.
Paradoksalnie stowarzyszenia służą rozdrobnieniu, a nie zjednoczeniu. Istnienie mikroskopijnych części składowych tylko utrudnia funkcjonowanie państwa i wprowadza potencjalne zagrożenie na przyszłość. Gdyby dany region rzeczywiście odżył (co zdarza się ekstremalnie rzadko), z pewnością nie wykaże się lojalnością wobec swojego dobrodzieja. Istnienie pięciu prowincji w Sarmacji (zdaję sobie sprawę z teoretycznie innego statusu Baridasu, nie  dostrzegam jednak żadnej praktycznej różnicy) i tyluż samo w Federacji Nordackiej, żeby nawiązać tu tylko do dwóch najbardziej ekstremalnych przypadków, wskazuje tylko na to, jak bardzo mikronauci nie potrafią ze sobą współpracować. Nie potrafią przejść do porządku nad upadkiem swojego państwa. Zamiast pójść dalej i zaangażować się w pełni w nowy, lepszy projekt, wolą latami utrzymywać fikcję, że ich kraj żyje, ale w innej formie.
Ten minimalizm oczekiwań, który pozwala na trwanie jako region, wywołuje bardzo negatywne konsekwencje dla mikroświata. Powoduje nadmiar tworów, uniemożliwia ewolucję i rozleniwia. Zamiast żywej społeczności mamy wielkie cmentarzysko upadłych państw. Częstokroć formy pośmiertne trwają znacznie dłużej niż trwało rzeczywiste życie danego państwa. Mikroświat pełen jest obrońców dawno przegranych walk. A przecież przegrana nie jest żadną hańbą. Bez porażek nie jest możliwa nauka. Na tym właśnie polega jeden z problemów mikroświata, że nie uczymy się. Stoimy w miejscu i udajemy, że kraj lub region w którym pisane jest 100 postów miesięcznie istnieje. Otóż nie istnieje, należy zabrać z niego zabawki i poszukać piaskownicy w której będziemy mieli z kim stworzyć coś lepszego.
Problemem, który wynika z gromadzenia trupów i trzymania ich w formalinie, żeby powstrzymać rozkład, jest fetysz rocznic. W dużej części te kolejne rocznice są zwykłym oszustwem. Nowe mikronacje stawiane są w złym świetle, jeśli zestawia się okres ich istnienia z Teutonią lub Scholandią. A właśnie to nowe państwa dają nadzieję, że mikroświat jednak ma jakąś przyszłość.
Uważam, że zmiana mikroświata może wiązać się ze zmianą mentalności mikronautów. Przede wszystkim powinniśmy nauczyć się przegrywać i wyciągać wnioski ze swoich przegranych. Powinniśmy doceniać kreatywność i aktywność, a niekoniecznie trwanie dla samego trwania. Przede wszystkim jednak powinniśmy spojrzeć na mikroświat jako na pewien proces dziejowy, a nie coś danego z góry, czego absolutnie nie można zmieniać, zaś trzeba podtrzymywać. Walka z upływającym czasem i naturalnymi procesami jest zwyczajnie głupia.
Imperializm finalnie obraca się przeciwko imperialistom. Politykę imperialną prowadzą państwa, które mają wystarczająco duży potencjał, żeby funkcjonować dalej. Zamiast rozwijać się, ewoluować zgodnie ze swoją własną wolą, przyjmowanie innych pod swoje skrzydła sprawia, iż sami tracą własną podmiotowość. Państwa stowarzyszone często są im kulą u nogi. Imperializm nie wynika więc z głębszego namysłu. Jest to albo efekciarstwo, albo próba osiągnięcia efektów w jak najkrótszym czasie, bez względu na dalsze konsekwencje.