Ametyst Faradobus napisał(a):...a potem przez dwa miesiące może mnie w ogóle nie być.
Ale naprawdę polecam lekturę ustawy o obywatelstwie... Jak najbardziej może Ciebie nie być przez dwa miesiące, w ogóle nie być.
Artykuł 12.
[...]
2. Obywatelstwa Republiki Bialeńskiej nie odbiera się w związku z nieobecnością, jeśli obywatel poinformuje o tym fakcie w publicznym dziale na forum. Maksymalny czas usprawiedliwionej nieobecności może wynieść dodatkowo 30 dni od przewidzianego momentu odebrania obywatelstwa.
Obecna propozycja niczego nie zmienia... można być nieobecnym przez 60 dni (30 + 30). Przecież byłeś już długotrwale nieobecny, jak byłeś na wyjeździe zagranicznym i nikt Tobie niczego nie odbierał - poinformowałeś nas o tym i nie było najmniejszego problemu.
Obecnie postuluje się odbieranie obywatelstwa po 60 dniach (dwa miesiące... nie ma co prawda u nas wyjaśnienia co to oznacza, ale możemy brać to pojęcie z reala gdzie zapis "miesiąc" tłumaczy się kodeksowo jako 30 dni), ale obecnie też tak jest - wystarcza o tym uprzedzić, lub w trakcie nieobecności napisać nawet 2 zdania, z głupiego telefonu. To nic trudnego i upierdliwego.
Jaki ma sens przedłużanie tych 30 dni bez uprzedzenia do 60 dni? Nie bardzo wierzę w sytuację, że ktoś nagle jest odseparowany od Netu, na ponad miesiąc... nie w XIX wieku, no chyba, że obłożnie zachoruje (ale naprawdę tak poważnie, że nawet z nudów w szpitalnym łóżku nie grzebie w telefonie), albo jak go realnie do "pudła" posadzą.
Komu ma służyć ten zmieniony zapis? Nikomu... chyba tylko sztucznemu poprawieniu samopoczucia, że faktycznie obywateli RB jest więcej niż faktycznie jest - tylko po co to komu? W zasadzie na tej samym pomyśle można utrzymywać sztucznych obywateli przez pół roku... poza "słupkami" nikomu i niczemu to nie służy.
Teraz załóżmy, ze ktoś utracił obywatelstwo, bo mu się chwilowo ta zabawa znudziła i stwierdził, że nie ma na nią czasu... a potem jednak chce powrócić. I co? Pisze wniosek o przywrócenie obywatelstwa i tyle. Co traci? Tytułów czy folwarków nie odbieramy, a utrata jakiegoś stanowiska? W sumie jak ktoś jest nieaktywny i go nie ma to i tak nie może go pełnić, bo niby jak? Utrzymywanie fikcji jest dla mnie bez sensu...