23-12-2022 14:46
Ciemne strony refleksji?
Mikrozof - odpowiednik realnego Eremity. W mirkoświecie wielu jest takich, którzy są lub bywają w tym uniwersum wiele lat i wiele też w nim widzieli. Wydaje się im przeto, że dzięki temu posiedli ogromną wiedzę, doświadczenie i mądrość i mogą mówić, czy wręcz nauczać, jak v-żyć i jak należy zorganizować i poustawiać różnorakie mirkonacyjne kwestie. W rzeczywistości jednak, choć nie zdają sobie z tego sprawy, są oni często starymi grzybami i malkontentami, zapatrzonymi mocno w siebie, a także przekonanymi o własnej wyższości i nieomylności formułowanych wywodów. Niestety te ostatnie niekoniecznie przystają do zastanej rzeczywistości. Stają się więc (o ironio!) tymi, których często w swej eremickiej, czy też mikrozoficznej, działalności zajadle krytykują. - Karol Medycejski
***
![[Obrazek: d0d1a6cf3a_AND_5287-1024x683.jpg]](https://polit.msu.ru/wp-content/uploads/2018/10/d0d1a6cf3a_AND_5287-1024x683.jpg)
***
W czasie dzisiejszego krótkiego spotkania (dajcie znać w komentarzach, czy wolicie mini-wykłady, czy długie ścianoteksty) postaram się rozważyć kwestię zagrożeń mogących wynikać z nadmiernej refleksji teoretycznej nad mikroświatem. Czy można być krytycznym analitykiem i recenzentem mikroświata, a jednocześnie jego aktywnym uczestnikiem? Czy działalność w mikroświecie wymaga odrobiny naiwności, której podstawy podkopuje mikrozofia? Czy Ordyńskie, von Thorny, Scharzengrau'y, Instytuty Mikrozofii odbierają smak mirkowania?
***
Czy wszystko trzeba analizować, czy też czasem lepiej jest po prostu żyć? Tego dzisiaj nie rozstrzygniemy. Odpowiedź zależy od charakteru danej osoby. Są ludzie, którzy każdy dzień podsumowują przed snem, niektórzy nawet piszą pamiętniki, by móc później retrospektywnie patrzeć na swoje życie. Inni uważają, że overthinking to strata czasu i wpędzanie się w zły nastrój. Podobnie jest w relacjach międzyludzkich - niektórzy uważają, że wszystkie potencjalnie problematyczne sprawy należy natychmiast przegadać i przepracować, a inni sądzą, że nie zależy ich drążyć, by nie prowokować nieporozumień. Jedno z tych podejść jest mi bliższe, ale nie zdradzę które...
Mikrozofia (a może tylko konkretni mikrozofowie?) spotkali się z głosami krytycznymi w związku z tendencją do nadmiernego teoretyzowania i wyciągania ze swoich obserwacji zbyt daleko idących wniosków. W tej sytuacji na miejscu byłoby pytanie o metodologię mikrozofii - w tym temacie trzeba szczerze przyznać, że mikrozofia nie ma swojej autonomicznej metodologii i z racji swojej interdyscyplinarności musi czerpać pełnymi garściami z metod nauk takich jak filozofia, historia, politologia, socjologia i innych nauk humanistycznych i społecznych. Jednak nierzadko nauki te również mierzą się z zarzutami ze strony zwolenników "twardej nauki" (science) o niespełnianie standardów przewidzianych dla fizyki, chemii, biologii. Wielokrotnie pojawiały się projekty unaukowienia (na wzór nauk ścisłych lub ścisłego oparcia o logikę) filozofii i historii, jednak nie osiągnęły one zamierzonych rezultatów.
Tym bardziej w przypadku mikrozofii, gdzie ani nie mamy czasu na badania na szeroką skalę, ani w większości nie jesteśmy (ja na pewno nie jestem) na poziomie intelektualnym wielkich naukowców realnych, musimy rozstać się z iluzją ściśle obiektywnej i scjentystycznej nauki o mikroświecie. Podobnie jak realni filozofowie, politologowie i historycy (zwłaszcza zajmujący się bliższym nam czasowo epokami), również mikrozofowie nie ominą subiektywności na poziomie założeń przedwstępnych. Dodatkowy problem polega na tym, że mikrozofowie siłą rzeczy są aktywnymi mikronautami, którzy działają w jakichś konkretnych państwach, znają się z konkretnymi mikronautami i przeważnie sympatyzują z jakimiś nurtami polityczno-społecznymi. Trzeba pogodzić się, że mikrozofia nie stanie się nigdy nauką nomotetyczną - nie spiszemy żelaznych praw mikroświata, chociaż pewnie co jakiś czas komuś będzie wydawało mu się, że w zaciszu swojego gabinetu odnalazł "kamień filozoficzny". Mikrozofia pozostanie prawdopodobnie pewnym specyficznym dyskursem w ramach mikroświata - od bieżących dyskusji i polityki różniącym się większym naciskiem na logiczne argumentowanie swoich tez, próbą spojrzenia na Pollin z lotu ptaka i większym szacunkiem dla dyskutantów - partnerów intelektualnych.
Po wyjaśnieniu mojego obecnego spojrzenia na mikrozofię i kwestię jej naukowości, przejdźmy do ciemnych stron refleksji, które słusznie piętnuje cytowany powyżej Karol Medycejski. Rzeczywiście, gabinety wypełnione zapachem papierosów i kawy sprzyjają snuciu oderwanych od rzeczywistości planów naprawy mikroświata. Utopie snute są od antyku, choć u Platona zapewne bez udziału tytoniu i kofeiny, i pewnie będą z nami do końca gatunku ludzkiego. Jak dowodzi historia, ani inteligencja, ani wiedza nie chronią przed uleganiem własnym iluzjom. Dlaczego akurat mikrozofia miałaby przed nimi chronić? Przyznaję, że i ja w pewnym momencie dałem się ponieść mglistemu mirażowi wspólnej, planowej przebudowy Pollinu - już się wyleczyłem. Ale w obronie utopii, choć niekoniecznie w mojej obronie, muszę powiedzieć, że niekiedy stanowią one impuls do działań rzeczywiście zmieniających świat na lepsze. Czy moje teksty kogoś zachęciły do podjęcia pozytywnych zmian - nie wiem.
Czy mikrozof obserwując mikroświat ze zbyt wysokiego lotu ptaka (lub rakiety wystrzelonej w stronę słońca) może odebrać smak życia sobie i ewentualnie niektórym czytelnikom? Jak jak sam Medycejski zauważa w innym miejscu czasem człowiek i bez mikrozofii "trzeźwieje i na kacu dochodzi do wniosku, że go jednak ostro poebao, żeby się udzielać w tym kurwidołku". Zarówno rozważania aspirujące do miana nauki, jak i całkiem luźne przemyślenia mogą być optymistyczne i pesymistyczne. Mikrozoficzne rozważania mogą prowadzić zarówno do analizy, że jest to fantastyczny i całkowicie unikalny projekt istniejący nie bez powodu już 27 lat, ale mogą i prowadzić do stwierdzenia, że jest to dziwna zabawa dla autystów. Jak w innym kontekście powiedział prof. Dugin w wywiadzie z Michaelem Milermanem (nie pomnę gdzie), jeśli człowiek odważy się myśleć, to nigdy nie wiadomo dokąd to myślenie doprowadzi - a mimo to, jego zdaniem, warto.
Podsumowując, niewątpliwie mikrozofia może mieć ciemne strony, chociaż w zasadzie są to przede wszystkim efekty wad charakterologicznych konkretnych mikrozofów-mirkonautów. Niewątpliwie mikronacyjni naukowcy (ale i realnym się często zdarza) ocierają się w swojej zarozumiałości o śmieszność - ze swoich szczątkowych badań i analiz wyciągają nieproporcjonalne wnioski, często bardzo dowolne. Jedynym lekiem na takie "wypaczenia" jest chyba poddanie ich krytyce i dyskusji. Tym różni się nauka od religii dogmatycznych, że poszczególne hipotezy i teoria poddawane są weryfikacji. Tym różni się humanistyka od nauk ścisłych, że ciężko o jasną procedurę weryfikacji.
Czy mimo tych licznych słabości mikrozofii i niedoskonałej natury samych mikrozofów warto bawić się w v-naukę? Moim zdaniem tak, o ile nie podchodzi się do tego zbyt na serio. Dyskusje bywają rozwijające intelektualnie i one są główną wartością dodaną mikrozofii.
Dziękuję za uwagę, zapraszam do debaty!


![[Obrazek: 85_13_12_22_10_32_48.png]](http://spolecznosc.bialenia.org.pl/gallery/85_13_12_22_10_32_48.png)