18-05-2019 11:40
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18-05-2019 11:42 przez Bartłomiej Demiatycz.)
![[Obrazek: JG5MAJy.jpg]](https://i.imgur.com/JG5MAJy.jpg)
Zapadał już zmierzch, kiedy dorożka ze znajdującym się na niej lennikiem Atgādine, Bartłomiejem Demiatyczem, dotarła wreszcie do celu. Zmierzająca od strony ruin niegdyś okazałego miasta o bogatej historii, Carnuntum, stała się środkiem podróżowania władyki, odkąd dotarł on tamże drogą morską, przebywając uprzednio nie tak krótką drogę z Wolnogradu.
– Prrrr! – zakrzyknął woźnica, zatrzymując konie w głównej miejscowości lenna, noszącej nazwę identyczną, jak ono samo. Lud począł zbierać się nieśpieszno do powitania swego zwierzchnika.
Spora część mieszkańców lenna trudniła się rolnictwem, wyjątkiem byli ci zamieszkali właśnie w jego nieformalnej "stolicy". Było to niewielkie miasteczko o historii sięgającej jeszcze czasów XVII wieku, później nieco rozbudowane za czasów XIX-wiecznego Księstwa Wschodniej Anatolii, na który to okres przypadało w zasadzie największe nim zainteresowanie. Zdawało się, jakby późniejsza intensywna industrializacja regionu niemalże ominęła te okolice; miejscowa ludność, z tego, co można było zaobserwować, również przejawiała co najmniej sceptyczny stosunek do zdobyczy il mondo moderno. Być może wpływ na to miały rozmaite osobliwe ruchy religijne, które w niestabilnych czasach przetaczały się przez te okolice; gdzieniegdzie ślady niektórych z owych, a nawet pewne dążenia do ich reanimacji, były w Atgādine widoczne. Niektórzy spośród mieszkańców wciąż wykonują tradycyjne zawody i mimo, iż ta liczba z roku na rok się zmniejsza, stanowi to niewątpliwy ewenement pośród krainy tak dziś zindustrializowanej, jak wschodnia Anatolia. W połączeniu z dosyć unikalną kulturą i charakterem lenna, jakie wytworzyły się przez lata, to wszystko sprawia, że lenno jest jednym z bardziej interesujących miejsc na Anatolii. I pewnie w związku z tym byłoby obiektem niesłabnącego zainteresowania turystów... gdyby nie fakt, że w całym lennie brakuje dosłownie jakiejkolwiek infrastruktury turystycznej, a i sami mieszkańcy mają dosyć nieprzychylny stosunek do przybywających z zewnątrz mas ludzkich.
Demiatycz skierował się ku niezbyt dalekiemu od miasteczka wzniesieniu, na którym znajdowała się jego siedziba. Ze wzniesienia można było dojrzeć krańce niewielkiego jak na razie lenna, przesłaniane wręcz przez chmary ptaków, jakie, nie wiedzieć czemu, szczególnie upodobały sobie to miejsce. Rzeczone miasteczko, trochę zabudowań folwarcznych... ot, nadane włości!

