• 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
[AM3] Pasjonarni przywódcy. Andrzej Swarzewski
#1
Pasjonarni przywódcy. 
Andrzej Swarzewski.
 
            W wykładzie 14. podjąłem temat pasjonarności na podstawie teorii Lwa Gumilowa. Niniejszy artykuł, zgodnie z tematem trzeciego wydania, dotyczy pasjonarności wśród przywódców państw wirtualnych, zarówno monarchów, jak i opisywanych w jednym z powyższych artykułów przywódców demokratycznych obu typów: prezydentów-wodzów i prezydentów-urzędników. Pasjonariusze według mojej definicji są to ludzie ambitni i energiczni, którzy realizują się poprzez dokonywanie rzeczy trudnych. JE Helwetyk Romański wysunął kontrpropozycję definicji i zaproponował, by za pasjonariuszy uznawać „osoby, które podejmują wysiłek znacznie przewyższający innych obywateli”. Zastanówmy się, jak mają się te ujęcia do przywódców państw wirtualnych.
            Zacznijmy od podziału przywódców na dwa typy. Czytając artykuł Karla von Schwarzengraua, już po napisaniu swojego pierwszego tekstu, zauważyłem, że nasza typologia jest nadzwyczajnie podobna. Moim przywódcy-wodzowie to jego przywódcy autokratyczno-patriarchalni, zaś moi przywódcy-urzędnicy są w jego ujęciu przywódcami demoliberalnymi. Fakt, że niezależnie od siebie doszliśmy do zbliżonych wniosków potwierdza, że podział ten ma odzwierciedlenie w empirii. Jak mają się te dwa podstawowe typy do pasjonarności? Różnią się zarówno stopniem energii pasjonarnej, jak i jej ukierunkowaniem. 
            Przywódcy-wodzowie są osobami ambitnymi i energicznymi. Ambitnymi, ponieważ postawili przed sobą trudne zadanie zarządzania państwem w trudnym czasie jego rozwoju, biorąc na siebie ciężar obrony jego istnienia i niezależności. Energicznymi, bo musieli wykazać się przed współobywatelami, aby to właśnie ich uznano za charyzmatycznych liderów. Chcą dokonać rzeczy trudnej, mianowicie zwyciężyć pozornie fatalistyczny pojedynek z siłami entropii rozrywającymi ich ojczyznę. Spełniają także definicję JE Romańskiego, pracują ciężej od większości lub nawet wszystkich obywateli, aby podźwignąć kraj z kryzysu i swoim przykładem głosić ideał pracy i aktywizmu. Tak wygląda obraz idealny przywódców autokratyczno-patriarchalnych. W rzeczywistości silni przywódcy nie są nieomylni i nie mają nieograniczonych zasobów energii pasjonarnej. Stawiam jednak tezę, iż tym lepszy przywódca-wódz, im bardziej wykazuje się w swoim sprawowaniu urzędu głowy państwa pasjonarnością. 
            Przywódcy-urzędnicy obejmują władzę w innych okolicznościach. Spokojnie rozwijający się kraj musi mieć w swoich szeregach przynajmniej kilku pasjonariuszy, nawet jeśli nie typu idealnego, dokładnie spełniających definicję, to przynajmniej wykazujących jakiś stopień energii pasjonarnej. Przywódca demoliberalny nie musi być pasjonariuszem, jego rolą jest wykonywanie swoich konstytucyjnych obowiązków oraz łagodzenie konfliktów pomiędzy najbardziej energicznymi i ambitnymi obywatelami, aby ich walka nie zburzyła istniejącego ładu. Niekiedy realizacja ambitnego programu wyborczego wymaga znacznego wysiłku, nigdy jednak nie jest do tego potrzeba zdolna do kreacji nowego ładu. Wręcz przeciwnie, zbyt ambitny przywódca mógłby zostać uznany za wroga republiki i odwołany z urzędu. Z kolei konflikty zbyt pasjonarnego przywódcy z obywatelami-pasjonariuszami mogłyby zachwiać pozycją prezydenta i osłabić jej prestiż. 
            Trzeba pamiętać, że oba typy przywódców są skrajnościami. Przywódca-wódz i przywódca-urzędnik należą do pewnego kontinuum i pomiędzy nimi pojawiają się liczne stany przejściowe. Zaryzykuję hipotezę, która wymaga dalszych studiów, że im bardziej głowa państwa zbliża się do typu przywódcy-wodza, tym bardziej rośnie jej pasjonarność. „Ekstremalnie pasjonarny” wódz rzeczywiście może rozsadzić demokrację i wprowadzić system zapewniający mu pełnię władzy. „Minimalnie pasjonarny” prezydent z kolei jest zagrożeniem dla istnienia państwa, bo nie jest w stanie zapewnić mu stabilności, a sobie szacunku koniecznego dla rządzenia. Gdy prezydent nie ma władzy, rządzą koterie i alternatywne ośrodki władzy. Jeżeli żaden z obywateli-pasjonariuszy nie przejmie pałacu, może to oznaczać, że kraj znajduje się w schyłkowej fazie etnogenezy. 
            Podsumowując, przywódca musi charakteryzować się pewnym stopniem pasjonarności, tym większym, im więcej oczekuje od niego społeczeństwo i sytuacja w której znajduje się rządzone przezeń państwo. Dążyć należy raczej do starogreckiego „złotego środka”, niż do niebezpiecznych dla państwa skrajności. Kilka miesięcy temu rozmawiałem z mandragorem Pupką na zbliżony temat (choć bez specjalistycznej terminologii) i doszliśmy do wniosku, że aktywnościowy „orgazm” prowadzi do wyczerpania i przemęczenia materiału, a w konsekwencji do marazmu. Prezydent powinien więc być pasjonariuszem, ale mądrym, mierzącym siły na zamiary i potrafiącym ustrzec się przed wypaleniem. 




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości