10-05-2019 16:56
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10-05-2019 16:58 przez Bartłomiej Demiatycz.)
Rodacy!
Zgodnie z prezydenckim postanowieniem, już za kilka godzin rozpocznie się referendum dotyczące ordynacji wyborczej, jaka obowiązywać ma w Bialenii, a konkretnie przyjęcia bądź odrzucenia projektu przedstawionego niedawno przez Jej Książęcą Wysokość Marię von Primisz. Co warto odnotować, jest on kolejnym krokiem w stronę redukcji znaczenia partyj politycznych, tutaj akurat przy obliczaniu, któż w parlamencie się znajdzie, a kogóż ten zaszczyt ominie. Kampania referendalna jest doprawdy znikoma, ba - nie ma jej wcale, pomijając kilka jakoby od znudzenia napisanych wypowiedzi w Krzykopudle, a których to właściwą kampanią referendalną czy też dyskusją zwolenników i przeciwników proponowanego rozwiązania z pewnością nazwać nie można. Przynajmniej na razie.
Tymczasem zwrócić uwagę chciałem na pewien inny fakt. Nie będzie to prowadzenie kampanii referendalnej sensu stricto, w tej kwestii zdania wyrobionego nie mam - liczyłem jeszcze, może naiwnie, na jakąś dyskusję, argumenty z jednej i drugiej strony nakłaniającego do postawienia krzyżyka obok słowa "TAK" lub obok słowa "NIE" na karcie referendalnej. Jeżeli pójdzie tak dalej, będę poniekąd zdany trochę na intuicję przy głosowaniu, może coś z tego wyjdzie. Mianowicie, owym faktem jest istota samego referendum, które jest wyborem spośród dwóch opcji na "tak" albo na "nie" przez obywateli, w dodatku w tym przypadku bez żadnej kampanii ani dyskusji z jednej ni z drugiej strony. A co, jeżeli zdanie obywatela nie mieści się w schemacie "tak-nie"? Co, jeżeli jego opinia znajduje się niejako poza daną osią podziału, która nie obejmuje go ani w punkcie z jednej, ani z drugiej strony, ani też po środku? Co również chociażby, jeżeli uważa obie opcje za równie złe? Jak ma zagłosować w referendum?
Dla przykładu, można podać przypadek właśnie tego referendum, które już niedługo ma się rozpocząć. Na dobrą sprawę jest to wybór pomiędzy dotychczasową ordynacją, a projektem Jej Książęcej Wysokości von Primisz. Albo, albo. W ogóle nie jest natomiast brana pod uwagę sytuacja, kiedy potencjalnie obywatel może chociażby uważać oba rozwiązania za równie złe i, dla przykładu, mieć wizję ordynacji zupełnie nie mieszczącą się w schemacie rozpatrywanym w referendum.
Ostatnio zacząłem zaczytywać się w Zielonej Książce wielkiego libijskiego przywódcy będącego Patronem Republiki, podlinkowanej tutaj niedawno przez Conducatora Swarzewskiego, co zresztą było czynem bardzo słusznym i za co dziękuję. Cytując, o instytucji referendum pisze on w taki sposób:
Słowa te pozostawiam zgromadzonej publice do głębszego zastanowienia.
Zgodnie z prezydenckim postanowieniem, już za kilka godzin rozpocznie się referendum dotyczące ordynacji wyborczej, jaka obowiązywać ma w Bialenii, a konkretnie przyjęcia bądź odrzucenia projektu przedstawionego niedawno przez Jej Książęcą Wysokość Marię von Primisz. Co warto odnotować, jest on kolejnym krokiem w stronę redukcji znaczenia partyj politycznych, tutaj akurat przy obliczaniu, któż w parlamencie się znajdzie, a kogóż ten zaszczyt ominie. Kampania referendalna jest doprawdy znikoma, ba - nie ma jej wcale, pomijając kilka jakoby od znudzenia napisanych wypowiedzi w Krzykopudle, a których to właściwą kampanią referendalną czy też dyskusją zwolenników i przeciwników proponowanego rozwiązania z pewnością nazwać nie można. Przynajmniej na razie.
Tymczasem zwrócić uwagę chciałem na pewien inny fakt. Nie będzie to prowadzenie kampanii referendalnej sensu stricto, w tej kwestii zdania wyrobionego nie mam - liczyłem jeszcze, może naiwnie, na jakąś dyskusję, argumenty z jednej i drugiej strony nakłaniającego do postawienia krzyżyka obok słowa "TAK" lub obok słowa "NIE" na karcie referendalnej. Jeżeli pójdzie tak dalej, będę poniekąd zdany trochę na intuicję przy głosowaniu, może coś z tego wyjdzie. Mianowicie, owym faktem jest istota samego referendum, które jest wyborem spośród dwóch opcji na "tak" albo na "nie" przez obywateli, w dodatku w tym przypadku bez żadnej kampanii ani dyskusji z jednej ni z drugiej strony. A co, jeżeli zdanie obywatela nie mieści się w schemacie "tak-nie"? Co, jeżeli jego opinia znajduje się niejako poza daną osią podziału, która nie obejmuje go ani w punkcie z jednej, ani z drugiej strony, ani też po środku? Co również chociażby, jeżeli uważa obie opcje za równie złe? Jak ma zagłosować w referendum?
Dla przykładu, można podać przypadek właśnie tego referendum, które już niedługo ma się rozpocząć. Na dobrą sprawę jest to wybór pomiędzy dotychczasową ordynacją, a projektem Jej Książęcej Wysokości von Primisz. Albo, albo. W ogóle nie jest natomiast brana pod uwagę sytuacja, kiedy potencjalnie obywatel może chociażby uważać oba rozwiązania za równie złe i, dla przykładu, mieć wizję ordynacji zupełnie nie mieszczącą się w schemacie rozpatrywanym w referendum.
Ostatnio zacząłem zaczytywać się w Zielonej Książce wielkiego libijskiego przywódcy będącego Patronem Republiki, podlinkowanej tutaj niedawno przez Conducatora Swarzewskiego, co zresztą było czynem bardzo słusznym i za co dziękuję. Cytując, o instytucji referendum pisze on w taki sposób:
Muammar al-Kaddafi napisał(a):Referendum jest fałszowaniem demokracji. Ci, którzy mówią „tak” i ci, którzy mówią „nie”, w rzeczywistości nie wyrażają swej woli. Na mocy określonego pojmowania współczesnej demokracji nie wolno im nic powiedzieć poza „tak” lub „nie”. Jest to najsroższy i najbardziej skrajny system dyktatorski. Kto mówi „nie”, powinien móc wyjaśnić powody swego stanowiska; dlaczego nie powiedział „tak”, ten zaś, kto mówi „tak”, powinien uzasadnić, dlaczego wyraził zgodę i nie powiedział „nie”. Każdy powinien wyjaśnić, czego oczekuje, oraz jaka jest przyczyna akceptacji czy też negacji!
Słowa te pozostawiam zgromadzonej publice do głębszego zastanowienia.

