10-10-2020 12:15
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10-10-2020 13:32 przez Ametyst Faradobus.)
prof. net. dr h. c. mgr
Ametyst Faradobus
Szkice Poleskie
Wykłady o najdawniejszych dziejach Polesia
Drodzy Kuledzy,
motywowany potrzebą zbadania przeszłości niektórych regionów naszej Republiki postanowiłem zainaugurować nowy cykl wykładów-rozważań, który roboczo zatytułowałem Szkice Poleskie. Wykłady o najdawniejszych dziejach Polesia. W jego ramach będę nieregularnie, ale w miarę możliwości dzielił się z Wami tym, czego udało mi się dowiedzieć na temat różnych wątków z przeszłości środkowego regionu. Nie będę tworzył konkretnego planu, bo nie jest to projekt naukowy. Moim celem jest nie jest stworzenie jakiejś syntezy, co raczej zabawa w mikrohistorię z szerokim wykorzystaniem dorobku archeologii. Z uwagi na moją specjalizację będę się skupiał na epokach dawnych, ale to też nie będzie jakaś sztywna zasada.
Pomysł realizował będę tu, na tej auli. Niby nasz wydział ma za zadanie badanie historii najnowszej mikroświata, ale ja zakładam, że zakres jego działalności już wkrótce się poszerzy. Zacznę może od krótkich rozważań natury metodologicznej, to znaczy od czegoś na temat kulisów warsztatu historyka. Zapraszam.
Polesie to region nizinny, który jak sama nazwa wskazuje zdominowany jest przez gęste i liczne kompleksy leśne. Do dziś stopień zaludnienia oraz urbanizacji jest tu niewielki, co w kontekście sąsiedztwa większych ośrodków (Wolnograd, Apfelbaumstadt) stanowi pewien paradoks. Historyk zgłębiający najdawniejsze dzieje regionu jest tu w o tyle komfortowej sytuacji, że nie musi snuć mniej lub bardziej prawdopodobnych hipotez z zakresu geografii historycznej - zwarte kompleksy leśne przetrwały bowiem w stanie względnie nienaruszonym i do dziś stanowią naturalne granice miejscowości oraz innych jednostek osadniczych. W przeciwieństwie do innych regionów Republiki Bialeńskiej na terenie Polesia nie ma gór, a pojedyncze wzgórza (z najwyższą Wszywicą, 205 m. n.p.m.) są w istocie rzadkością. Tutejsze wielkie rzeki (Auttera, Czarna) mogły być wyznacznikami podziałów, ale pamiętajmy, że co do zasady nie musiały stanowić przeszkodę w rozwoju osadnictwa tej czy innej grupy.
Ziemie poleskie w kontekście kulturowym bardzo często określane są mianem "jądra bialeńskości", a to z tego względu, że jego mieszkańcy stanowią w sporej mierze ludność autochtoniczną, kultywującą własną, konserwatywną i wciąż hermetyczną kulturę. I znowu może to nas naprowadzić na pewną pułapkę - naiwny badacz mógłby zapewne uznać dzisiejszych Poleszuków za potomków ludzi, którzy zamieszkiwali te ziemie w X albo XII wieku. W rzeczywistości skład etniczny nawet najbardziej niedostępnych, zamkniętych antroporegionów jest skutkiem różnych procesów, takich jak chociażby migracje, więc takie podejście do sprawy byłoby błędem. Równie naiwne byłoby postulowane niekiedy opieranie się na genetyce - tożsamość etniczna albo kulturowa jest bowiem kwestią bardziej stylu życia, a dopiero w drugiej kolejności pochodzenia. Pokazuje to choćby przykład realowych Bułgarów, ludu tureckiego o kulturze stricte słowiańskiej, albo menonitów mieszkających obecnie w Ameryce Południowej, a będących dalekimi potomkami holenderskich osadników zamieszkujących przez wieki polsko-pruskie Kujawy.
Równie ostrożnie należy podejść do kwestii wykorzystania współczesnej siatki osadniczej, w tym toponomastyki, w badaniach nad dawną strukturą osadniczą. Oczywiście zdarzyć się może, że jakaś miejscowość jest mniej lub bardziej bezpośrednią sukcesorką osady znanej ze źródeł starożytnych albo średniowiecznych. Znowu jednak nawarstwienie przeróżnych procesów historycznych sprawa, że taka sytuacja nie będzie czymś oczywistym, a wręcz wyjątkiem od reguły. Tu jako ciekawostkę mogę podać realowy przykład obszaru tak zwanych "Grodów Czerwieńskich". Czerwień najczęściej utożsamiany jest z grodziskiem położonym we wsi Czermno, ale bardzo długo nie było to takie oczywiste, co prowadziło do powstawania konkurencyjnych teorii. Pewność uzyskaliśmy stosunkowo niedawno, kiedy to mój realowy promotor wykazał, że ten latopisarski ruski Czerwień został w jednym z młodszych zwodów zapisany jako (tu robocza transliteracja na łacinkę) Czermnou. Krótko mówiąc okazało się, że obecna nazwa wsi pochodzi jednak od nazwy grodu. Jest to jednak przypadek wyjątkowy. Ja sam przyglądałem się historii grodu Sutiejsk, który niemal na pewno należy utożsamiać z grodziskiem w realowej wsi Sąsiadka. Nie jest jednak pewne, że nazwa upadłego w XIII wieku ruskiego ośrodka w jakikolwiek sposób wiąże się z obecną lub jedną z dawnych (Sąciska, Sączeska) nazw istniejącej do dziś miejscowości, nawet jeśli te wszystkie nazwy są z pozoru podobne.
Stworzenie szkicu historii bialeńskiego Polesia albo opracowania dotyczącego wybranego zagadnienia (dzieje miejsca, szkic dla danego okresu) wymagać będzie sięgnięcia po źródła pisane, które jako takie stanowią podstawę warsztatu historycznego, ale muszą być uzupełnione przez dane archeologiczne i dorobek innych nauk pomocniczych historii. Rzecz jasna największą wagę mają z punktu widzenia badacza te teksty, które pochodzą z czasów w miarę nieodległych od opisywanych wydarzeń - metoda retrogresji, mimo że dopuszczalna, powinna być stosowana z dużą dozą ostrożności. Z drugiej strony źródło najstarsze (a zwłaszcza najstarszy egzemplarz) nie zawsze będzie dla nas tym najbardziej wartościowym (patrz - wspomniany przykład Czermna-Czerwienia).
Ze znaleziskami archeologicznymi jest z kolei tak, że są one przede wszystkim świadectwem występowania na danym obszarze pewnych wzorców kulturowych i cywilizacyjnych, a nade wszystko dokumentem kontaktów badanej społeczności z różnymi częściami świata, wyznacznikiem przepływu wspomnianych wzorców. Dopiero w dalszej kolejności należy je postrzegać jako dowód na taką czy inną przynależność etniczną albo polityczną. Jak słusznie zauważył kiedyś mój realowy znajomy, profesor moskiewskiej Wyższej Szkoły Ekonomicznej Igor Danilewskij - historycy często oczekują od archeologów, że wprost utożsamią jakiś przedmiot albo kulturę z organizmem/wspólnotą znaną ze źródeł (czytamy o Dregowiczanach, więc chcemy ich rzecz jasna znaleźć). Tymczasem archeolog będzie opisywał dajmy na to kulturę pucharów lejkowatych, a nie ślady po Bułgarach czy Polanach, jak tego by chciał historyk. Należyte wykorzystanie danych archeologicznych to kwestia wspólnej pracy kilku dyscyplin.
Na koniec uwaga terminologiczna. Opisując wspólnoty z epok dawnych bardzo często i chętnie używamy w gruncie rzeczy roboczych i ogólnych pojęć takich jak "plemię" czy "związek plemienny". Należy zadać sobie pytanie - co przez te terminy rozumiemy? Mam wrażenie, że zbyt bezrefleksyjnie tworzymy z ich pomocą mapy "protopaństw" ze ściśle wykształconymi granicami, na siłę szukamy śladów Lahazydów czy innych Bużan. Jak podkreślił niedawno realowy uczony Krzysztof Fokt: Pobarane mogli istnieć przez 23 lata i liczyć 42 osoby i nic nie pozostawić po sobie, ani jednego znanego stanowiska archeologicznego – a mimo to trafić do jedynego znanego źródła, w jakim byli wzmiankowani, jeśli tylko oddawali pół donicy miodu i cztery skórki wiewiórcze księciu praskiemu. Jeszcze inne wspólnoty mogły być sztucznym wymysłem autora źródła i właśnie z tego względu badając dawny tekst należy zawsze mieć na uwadze potencjalną strategię narracyjną oraz kontekst powstania.
motywowany potrzebą zbadania przeszłości niektórych regionów naszej Republiki postanowiłem zainaugurować nowy cykl wykładów-rozważań, który roboczo zatytułowałem Szkice Poleskie. Wykłady o najdawniejszych dziejach Polesia. W jego ramach będę nieregularnie, ale w miarę możliwości dzielił się z Wami tym, czego udało mi się dowiedzieć na temat różnych wątków z przeszłości środkowego regionu. Nie będę tworzył konkretnego planu, bo nie jest to projekt naukowy. Moim celem jest nie jest stworzenie jakiejś syntezy, co raczej zabawa w mikrohistorię z szerokim wykorzystaniem dorobku archeologii. Z uwagi na moją specjalizację będę się skupiał na epokach dawnych, ale to też nie będzie jakaś sztywna zasada.
Pomysł realizował będę tu, na tej auli. Niby nasz wydział ma za zadanie badanie historii najnowszej mikroświata, ale ja zakładam, że zakres jego działalności już wkrótce się poszerzy. Zacznę może od krótkich rozważań natury metodologicznej, to znaczy od czegoś na temat kulisów warsztatu historyka. Zapraszam.
Polesie to region nizinny, który jak sama nazwa wskazuje zdominowany jest przez gęste i liczne kompleksy leśne. Do dziś stopień zaludnienia oraz urbanizacji jest tu niewielki, co w kontekście sąsiedztwa większych ośrodków (Wolnograd, Apfelbaumstadt) stanowi pewien paradoks. Historyk zgłębiający najdawniejsze dzieje regionu jest tu w o tyle komfortowej sytuacji, że nie musi snuć mniej lub bardziej prawdopodobnych hipotez z zakresu geografii historycznej - zwarte kompleksy leśne przetrwały bowiem w stanie względnie nienaruszonym i do dziś stanowią naturalne granice miejscowości oraz innych jednostek osadniczych. W przeciwieństwie do innych regionów Republiki Bialeńskiej na terenie Polesia nie ma gór, a pojedyncze wzgórza (z najwyższą Wszywicą, 205 m. n.p.m.) są w istocie rzadkością. Tutejsze wielkie rzeki (Auttera, Czarna) mogły być wyznacznikami podziałów, ale pamiętajmy, że co do zasady nie musiały stanowić przeszkodę w rozwoju osadnictwa tej czy innej grupy.
Ziemie poleskie w kontekście kulturowym bardzo często określane są mianem "jądra bialeńskości", a to z tego względu, że jego mieszkańcy stanowią w sporej mierze ludność autochtoniczną, kultywującą własną, konserwatywną i wciąż hermetyczną kulturę. I znowu może to nas naprowadzić na pewną pułapkę - naiwny badacz mógłby zapewne uznać dzisiejszych Poleszuków za potomków ludzi, którzy zamieszkiwali te ziemie w X albo XII wieku. W rzeczywistości skład etniczny nawet najbardziej niedostępnych, zamkniętych antroporegionów jest skutkiem różnych procesów, takich jak chociażby migracje, więc takie podejście do sprawy byłoby błędem. Równie naiwne byłoby postulowane niekiedy opieranie się na genetyce - tożsamość etniczna albo kulturowa jest bowiem kwestią bardziej stylu życia, a dopiero w drugiej kolejności pochodzenia. Pokazuje to choćby przykład realowych Bułgarów, ludu tureckiego o kulturze stricte słowiańskiej, albo menonitów mieszkających obecnie w Ameryce Południowej, a będących dalekimi potomkami holenderskich osadników zamieszkujących przez wieki polsko-pruskie Kujawy.
Równie ostrożnie należy podejść do kwestii wykorzystania współczesnej siatki osadniczej, w tym toponomastyki, w badaniach nad dawną strukturą osadniczą. Oczywiście zdarzyć się może, że jakaś miejscowość jest mniej lub bardziej bezpośrednią sukcesorką osady znanej ze źródeł starożytnych albo średniowiecznych. Znowu jednak nawarstwienie przeróżnych procesów historycznych sprawa, że taka sytuacja nie będzie czymś oczywistym, a wręcz wyjątkiem od reguły. Tu jako ciekawostkę mogę podać realowy przykład obszaru tak zwanych "Grodów Czerwieńskich". Czerwień najczęściej utożsamiany jest z grodziskiem położonym we wsi Czermno, ale bardzo długo nie było to takie oczywiste, co prowadziło do powstawania konkurencyjnych teorii. Pewność uzyskaliśmy stosunkowo niedawno, kiedy to mój realowy promotor wykazał, że ten latopisarski ruski Czerwień został w jednym z młodszych zwodów zapisany jako (tu robocza transliteracja na łacinkę) Czermnou. Krótko mówiąc okazało się, że obecna nazwa wsi pochodzi jednak od nazwy grodu. Jest to jednak przypadek wyjątkowy. Ja sam przyglądałem się historii grodu Sutiejsk, który niemal na pewno należy utożsamiać z grodziskiem w realowej wsi Sąsiadka. Nie jest jednak pewne, że nazwa upadłego w XIII wieku ruskiego ośrodka w jakikolwiek sposób wiąże się z obecną lub jedną z dawnych (Sąciska, Sączeska) nazw istniejącej do dziś miejscowości, nawet jeśli te wszystkie nazwy są z pozoru podobne.
Stworzenie szkicu historii bialeńskiego Polesia albo opracowania dotyczącego wybranego zagadnienia (dzieje miejsca, szkic dla danego okresu) wymagać będzie sięgnięcia po źródła pisane, które jako takie stanowią podstawę warsztatu historycznego, ale muszą być uzupełnione przez dane archeologiczne i dorobek innych nauk pomocniczych historii. Rzecz jasna największą wagę mają z punktu widzenia badacza te teksty, które pochodzą z czasów w miarę nieodległych od opisywanych wydarzeń - metoda retrogresji, mimo że dopuszczalna, powinna być stosowana z dużą dozą ostrożności. Z drugiej strony źródło najstarsze (a zwłaszcza najstarszy egzemplarz) nie zawsze będzie dla nas tym najbardziej wartościowym (patrz - wspomniany przykład Czermna-Czerwienia).
Ze znaleziskami archeologicznymi jest z kolei tak, że są one przede wszystkim świadectwem występowania na danym obszarze pewnych wzorców kulturowych i cywilizacyjnych, a nade wszystko dokumentem kontaktów badanej społeczności z różnymi częściami świata, wyznacznikiem przepływu wspomnianych wzorców. Dopiero w dalszej kolejności należy je postrzegać jako dowód na taką czy inną przynależność etniczną albo polityczną. Jak słusznie zauważył kiedyś mój realowy znajomy, profesor moskiewskiej Wyższej Szkoły Ekonomicznej Igor Danilewskij - historycy często oczekują od archeologów, że wprost utożsamią jakiś przedmiot albo kulturę z organizmem/wspólnotą znaną ze źródeł (czytamy o Dregowiczanach, więc chcemy ich rzecz jasna znaleźć). Tymczasem archeolog będzie opisywał dajmy na to kulturę pucharów lejkowatych, a nie ślady po Bułgarach czy Polanach, jak tego by chciał historyk. Należyte wykorzystanie danych archeologicznych to kwestia wspólnej pracy kilku dyscyplin.
Na koniec uwaga terminologiczna. Opisując wspólnoty z epok dawnych bardzo często i chętnie używamy w gruncie rzeczy roboczych i ogólnych pojęć takich jak "plemię" czy "związek plemienny". Należy zadać sobie pytanie - co przez te terminy rozumiemy? Mam wrażenie, że zbyt bezrefleksyjnie tworzymy z ich pomocą mapy "protopaństw" ze ściśle wykształconymi granicami, na siłę szukamy śladów Lahazydów czy innych Bużan. Jak podkreślił niedawno realowy uczony Krzysztof Fokt: Pobarane mogli istnieć przez 23 lata i liczyć 42 osoby i nic nie pozostawić po sobie, ani jednego znanego stanowiska archeologicznego – a mimo to trafić do jedynego znanego źródła, w jakim byli wzmiankowani, jeśli tylko oddawali pół donicy miodu i cztery skórki wiewiórcze księciu praskiemu. Jeszcze inne wspólnoty mogły być sztucznym wymysłem autora źródła i właśnie z tego względu badając dawny tekst należy zawsze mieć na uwadze potencjalną strategię narracyjną oraz kontekst powstania.
Tymi zasadami i założeniami będę się chciał kierować w trakcie moich prac.
prof. dr net. mgr gen. bryg.
Ametyst Faradobus
Ametyst Faradobus
Wiceprezydent i Eksprezydent Republiki Bialeńskiej, Rektor Uniwersytetu Bialeńskiego,
![[Obrazek: 85_13_12_22_10_32_48.png]](http://spolecznosc.bialenia.org.pl/gallery/85_13_12_22_10_32_48.png)
![[Obrazek: 85_13_12_22_10_32_48.png]](http://spolecznosc.bialenia.org.pl/gallery/85_13_12_22_10_32_48.png)


![[Obrazek: obraz.png]](https://i.ibb.co/59dCvW9/obraz.png)
![[Obrazek: obraz.png]](https://i.ibb.co/2KSd58M/obraz.png)