Ostatnio wymieniliśmy z Ametystem kilka wiadomości prywatnych dotyczących wyposażenia odbudowywanej armii ZSKHiW (sprzęt częściowo będzie wytwarzany w Bialenii, a konkretnie dla wojsk lądowych ma go produkować Ajszaburski Kombinat Budowy Maszyn w Dżamahiriji), zajrzałem potem na stronę ZSKHiW, bo w potrzebach rzucił mi się w oczy chroniczny brak pojazdów transportowych. Warto rzucić na tę sprawę trochę światła, bo o ile nie ma problemów z wybieraniem sobie czołgów, bojowych wozów piechoty i innego sprzętu ściśle bojowego to logistyka jest traktowana całkowicie po macoszemu... a to ogromny błąd. Błąd, który niejedną armię w realu doprowadził do klęski, a do zwycięstwa takie, które tego nie zaniedbywały.
Przykładów można by pokazać bardzo wiele... temat na książkę raczej niż na post. Ale można wymienić kilka powszechnie znanych konfliktów, gdzie logistyka, a w zasadzie jej brak doprowadziło do poważnych konsekwencji. Choćby taka wojna radziecko-fińska z 1939-40, gdzie biorąc pod uwagę ilość zaangażowanych sił i środków po stronie radzieckiej to uwzględniając nawet skrajne warunki klimatyczne i pogodowe w chwili toczenia wojny - Armia Czerwona powinna sobie zająć tą całą Finlandię, a nie tylko niewielką część, co im się udało i to przy nieproporcjonalnie ogromnych stratach. No, ale totalnie zawiodła logistyka... brak zaopatrzenia (odzieży, żywności, amunicji i paliwa) i niedziałający poprawnie w tych warunkach sprzęt (a działać mógł, bo gdy po tej wojnie nakazano opracować pilnie odpowiednie smary to w późniejszych ciężkich zimowych walkach z WH to samo działało już jak należy). Inna, bliższa (choć wewnętrzna) wojna na Ukrainie też pokazała, że słaba logistyka prowadzi tylko do porażki. Rządowa armia ukraińska nie potrafiła sobie poradzić z formacjami nieregularnymi, tracąc przy tym ogromne ilości sprzętu... i nie były to straty bojowe. Tracili na rzecz przeciwnika (pomijam oczywiście sytuacje, gdzie ze względu na wewnętrzny charakter konfliktu część formacji przechodziła na stronę przeciwną, wraz ze sprzętem i uzbrojeniem) pojazdy, które się po prostu zepsuły. Armia z normalną logistyką by je po prostu albo naprawiła na miejscu, albo ewakuowała i naprawiła na zapleczu (a czasem i na miejscu). Tylko trzeba mieć jak to zrobić... tymczasem to nieregularne formacje "Armii Noworosji" wypracowały sobie (choć pewnie przy sporej pomocy rosyjskich doradców) całkiem niezłe służby logistyczne (co ciekawe w dużej mierze na bazie cywilnych pojazdów i podstarzałych rezerwistów dawnej Armii Radzieckiej). Potrafili odzyskać to co traciła armia rządowa, ewakuować, naprawić i przygotować do walki po swojej stronie. Zrobili coś, co totalnie przerosło regularne wojska rządowe...
Wracając do DWS można dać przykład US Army, która (pomijam lotnictwo i marynarkę - inna bajka) bynajmniej sprzętowo (w sensie jakościowym) nad przeciwnikiem nie górowała. Poza faktem, że była to jedyna armia, która całkowicie wyeliminowała karabin powtarzalny, zastępując go samopowtarzalnym to reszta uzbrojenia strzeleckiego była gorsza niż to, czym dysponował przeciwnik (mam na myśli III Rzeszę, a nie Japonię). Amerykańskie czołgi były bardzo przeciętne, artyleria też nie górowała nad używaną przez przeciwnika. Jednak mieli potężną logistykę, która powodowała że nie brakowało amunicji, paliwa czy żywności. Dysponowali ogromną ilością pojazdów transportowych, które mogły to wszystko dowieźć na czas i w odpowiedniej ilości. Ich żołnierze nie drałowali dziesiątki kilometrów z dobytkiem na plecach, bo nawet zwykłą piechotę (niezmotoryzowaną) po prostu na większe odległości przewoziły odpowiednie służby transportowe za pomocą ciężarówek.
Taki ZSRR też nie wygrał z Niemcami tylko dlatego, że miał miliony żołnierzy i liczebnie górował nad przeciwnikiem, ale głównie dlatego, że dostawy Lend-Lease pozwalamy mu ta wojnę prowadzić. I wcale nie chodzi tutaj o jakieś czołgi (czym się czasem podniecają "internety" pokazując gwardyjskie jednostki na Shermanach pod Berlinem), bo pojazdów pancernych z L-L nie było nigdy więcej jak 10 procent ogólnego stanu posiadania, a i to tylko w okresie szczytowych dostaw i w czasie kulminacji problemów z własną produkcją. Wygrali wojnę dzięki milionom ton dostarczanym im surowców i różnistego "materiału wojennego" (w tym choćby żywności - bez której ACz zdechła by z głodu) oraz pojazdom, które pozwoliły to przewozić.
To tak tytułem wstępu, bo można to ciągnąć długo - a i tak skupiłem się na sytuacjach wojennych powszechnie znanych, bez wchodzenia w mniej znane konflikty i sytuacje.
Teraz przejdźmy do tej logistyki... przy tworzeniu naszych mikronacyjnych, fikcyjnych armii.
Po wymianie PW z Ametystem (nie zdradzam tajemnic prywatnej korespondencji, uzgodniliśmy że moje uwagi i dalsze dyskusje rozwiniemy właśnie na Wydziale Wojskowym UB, a nie w dalszych prywatnych dysputach) gdzie właśnie uderzyła mnie znikoma ilość zamawianych samochodów, w stosunku do sprzętu bojowego zajrzałem sobie na forum ZSKHiW i to co zobaczyłem w kwestii logistycznej nie natchnęło mnie optymizmem.
W takim pułku piechoty, który liczy 2680 żołnierzy nie ma żadnej logistyki szczebla pułku (nie widać jej tez w dywizji). Co więcej - logistyka batalionów też jest symboliczna. Mamy tam batalion liczący 820 żołnierzy, 45 bojowych wozów piechoty, 24 transportery opancerzone, ale tylko 43 samochody ciężarowe. Co w sumie może by i nawet uszło, gdy logistykę prowadził wyższy szczebel, bo rozwiązania mogą być różne - zależnie od tego na ile chcemy usamodzielnić niższe szczeble. To podejście było i jest zmienne w czasie... jeżeli chcemy zrobić armię nowoczesną, to obecnym trendem jest usamodzielnianie batalionów, a nawet czasem i kompanii - ale to batalion jest obecnie podstawą. Cofając się w przeszłość ta samodzielność była na wyższych szczeblach, pułki czy brygady, a idąc jeszcze "do tyłu" to dopiero na szczeblach dywizyjnych. Ale niezależnie gdzie ten cały transport i logistykę umieścimy to ona musi być i być w odpowiedniej liczbie. Nie da się zaopatrzyć pułku za pomocą 153 ciężarówek, szczególnie, że część z nich nie pełni roli zaopatrzeniowej, a jest najwyraźniej transportem żołnierzy i uzbrojenia.
Zacznijmy od paliwa...
Do zbiorników czołgu wchodzi zwykle 1000-1500 litrów paliwa, choć są i takie gdzie prawie 2000 litrów, bojowy wóz piechoty to 500-1000 litrów, kołowy transporter 300-500 litrów , ciężarówka 5-tonowa to ok. 250-350 litrów (czasem nieco więcej). Ten zapas pozwala na przejechanie teoretycznie 500-600 km... teoretycznie, bo to jazda z prędkością ekonomiczną po drodze. W terenie zużycie paliwa drastycznie rośnie, nie wspominając już o walce...
Trzeba mieć możliwość uzupełnienie tego paliwa... jedno tankowanie tych 45 BWP to prawie 34 tys litrów (licząc przeciętną 750 l na pojazd), kolejne 10 tys. litrów potrzebne jest dla tych transporterów i 15 tys. litrów dla ciężarówek. Mamy więc ponad 60 tysięcy litrów paliwa na jedno zatankowania batalionu (bo trzeba jeszcze doliczyć te samochody terenowe). Co więcej paliwo zużywane jest nie tylko w ruchu, ale też gdy pododdział "stoi w polu". Pracują agregaty prądotwórcze, nagrzewnice w namiotach (na taki 10-osobowy namiot trzeba liczyć na dobę 20-40 litrów - zależnie od warunków). Silniki pojazdów trzeba czasem uruchamiać itd.
To paliwo trzeba jakoś przewieźć i nie ma wielkiego znaczenia czy batalion będzie miał własny pluton cystern, czy załatwi to szczebel wyższy - gdzieś to paliwo trzeba umieścić. Co więcej to paliwo jakoś musi też dojechać - im dalej od baz zaopatrzenia tym dłuższa droga, a samochody wożące paliwo też je zużywają.
No to teraz amunicja...
W czołgu jest około 40 (38-44) nabojów do działa... reszta musi być na zewnątrz - na pojazdach transportowych, bo inaczej po jednej walce jest "pozamiatane". W BWP różnie zależnie od uzbrojenia... ale jeżeli weźmiemy taki BWP, który ma i działo 100 mm i działo 30 mm to mamy ok. 20 nabojów 100 mm i ok. 500 nabojów 30 mm, do tego z 4-6 tysięcy sztuk amunicji do km-ów. Ci żołnierze w tych wozach to też nie zmieszczą tam specjalnie wielkich ilości dodatkowej amunicji - wewnątrz BWP nie ma na to miejsca. To wszystko trzeba umieścić na ciężarówkach zaopatrzenia.
Masa takiego naboju czołgowego to 20-35 kg (zależy z jakim pociskiem, przeciwpancerne są lżejsze, a odłamkowo-burzace cięższe), no i ma swoje wymiary - bo w transporcie nie tylko masa, ale też gabaryty odgrywają rolę. W każdym razie na jedna załadowanie amunicji do czołgu trzeba policzyć jakieś 1,5 tony (doliczam amunicję do km-ów i masę opakowań).
W przypadku BWP uzbrojonego w działo niskociśnieniowe 100 mm i sprzężoną armatę automatyczną 30 mm (a takie dla ZSKHiW oferuje AKBM) to mamy około 20 nabojów do 100 mm po 16-23 kg (zależnie o rodzaju pocisku) i 500 nabojów 30 mm po około 1,2 kg. Mamy więc ponad tonę amunicji dla jednego BWP - w zasadzie można liczyć 1200-1300 kg z amunicją do km-ów (bo amunicja do działka 30 mm i km-ów jest taśmowana i masę opakować trzeba też doliczyć).
Te 45 BWP potrzebuje więc około 55 ton na jedno załadowanie - to jest 11 ciężarówek 5-tonowych i to pod warunkiem, że w terenie zabiorą te 5 ton, bo zwykle ładowność terenowa maleje czyli można sobie ich 15 policzyć. Oczywiście na niższym szczeblu nie trzeba ich aż tyle - można nieco mniej, tylko na uzupełnienie części amunicji, a resztę dowiezie zaopatrzenie szczebla wyższego - ale tak czy inaczej gdzieś ten transport być musi. Znowu jak w przypadku paliwa ktoś i za pomocą czegoś musi to do jednostek w ternie dowieźć... im dalej od baz tym droga dłuższa i dochodzi dodatkowe paliwo do tych pojazdów.
To tylko uzbrojenie BWP, a przecież te transportery też mają uzbrojenie - 1000 sztuk amunicji do wkm (zataśmowanej) to jakieś 140 kg, a 1000 sztuk zataśmowanej amunicji do km-u 7,62 to około 30 kg - nie licząc opakowań.
No, ale żołnierz nie tylko amunicją i paliwem żyje...
Musi coś jeść i pić - absolutne dobowe minimum to 5 kg na żołnierza. I to tylko jako "awaryjne", gdy nie będzie normalnych warunków - damy mu 2 kg żarcia w konserwach (i innych opakowaniach długotrwałego przechowywania) i 3 litry wody. Przeżyje, ale oczywiście na krótką metę. Zapotrzebowanie kaloryczne żołnierza walczącego w polu to jakieś 4000 kcal, a warunkach skrajnych, arktycznych potrafi wzrosnąć nawet do 7000 kcal. Trzeba więc to wszystko przewidzieć w logistyce - dobowe "żelazne" racje żywnościowe dla tego batalionu to jedna ciężarówka. Biorąc pod uwagę autonomiczność 3-dobową to już są 3 ciężarówki. Do tego oczywiście trzeba im też dawać normalnie zjeść i pić... czyli jakaś "logistyka kuchenna" być musi, no i musi być zaopatrywana... to samo nie przyjdzie, trzeba to dowieźć. Trzeba mieć kim i czym...
Ten żołnierz w polu musi gdzieś mieszkać... trzeba więc mieć namioty i wyposażenie polowe. Jak ta kompania ma 160 ludzi, to potrzebuje 16 namiotów 10-osobowych. I to nie takich "turystycznych" to musi być sprzęt na każde warunki terenowo-pogodowe. Żołnierz musi na czymś spać, w warunkach zimowych ten namiot trzeba ogrzać (nagrzewnica + paliwa... o czym było wyżej) - i nie chodzi tu o jego wygodę, a o to by nie spadały jego zdolności bojowe. Oczywiści dobę czy dwie można i "na glebie"... ale taka jednostka musi mieć zdolność przebywania w polu długotrwale i ci żołnierze muszą mieć znośne warunki bytowe, bo inaczej do niczego się nie będą nadawali. W historii dość przykładów, gdzie niedożywieni i wycieńczeni żołnierze ginęli masowo z rąk dobrze odżywionego i wypoczętego przeciwnika. Nie daj człowiekowi odpowiednio zjeść i pić, niech będzie przemęczony i zziębnięty, a gwarantuję że jak co do czego przyjdzie to będzie "z 5 metrów do przysłowiowej stodoły pudłował".
Każdy żołnierz oprócz sprzętu bojowego musi mieć odpowiedni zapas wyposażenia osobistego - musi mieć zapasowy mundur (dobrze mieć zapasowe buty), środki higieny, bieliznę i parę innych drobiazgów powodujących, ze życie w polu staje się znośne, a człowiek zachowuje odpowiednią zdolność bojową. Taki plecak niech 15 kg osobistego wyposażenia. Tylko czasy gdy zasuwali piechotą z tym na plecach dawno minęły... a i w czasach gdzie to było powszechne, większe zdolności bojowe zachowywali żołnierze, którym to wieziono, a nie kazano nosić ciągle na plecach. Bo efekt był taki, że albo był przemęczony (a więc gorzej walczył), albo po prostu 3/4 do rowu wywalił... i też gorzej walczył w efekcie bo nie miał tego co potrzebował do życia codziennego.
Trzeba więc to mu gdzieś załadować i wydać na postojach... znowu mamy na taka kompanię ze 2,5 tony wyposażenia, które do tego jeszcze sporo miejsca zajmuje. Czymś to trzeba przewieźć i do tego musi być to "pod reką" czyli w transporcie kompanijnym. Do BWP się nie zmieści... nie ma tam na to miejsca, musi to iść na ciężarówkę.
Jeszcze została nam kwestia techniczna...
Pojazd nie może być wyłączony z użytkowania bo zabrakło części wartej często śmieszne pieniądze. Żołnierz nie może stracić broni bo nawalił drobny element, albo pogubił w walce magazynki (lub mu się uszkodziły). Do tego trzeba mieć możliwość wykonania w polu drobnych napraw (lub wymiany) broni pokładowej, sprzętu elektrooptycznego, sprzętu łączności itp. pewien zapas takich "drobiazgów" trzeba mieć na niskim szczeblu. trzeba mieć kim to zrobić i czym to przewieźć.
Idąc dalej gdzie musi być komórka ewakuacji sprzętu i pojazdów... inaczej będzie on tracony w sytuacjach gdy można go ewakuować i naprawić lub naprawić na miejscu za pomocą ruchomego warsztatu. Czyli są to kolejne pojazdy i ludzie, którzy muszą gdzieś być. Nie na darmo już w połowie XX wieku na jednego walczącego bezpośrednio około 10 ludzi pracowało "na zapleczu", a obecnie proporcje 1 do 20 nikogo nie dziwią.
W skrócie o artylerii ...
W PW, które przesłał mi Ametyst, i gdzie był "zapotrzebowanie" sprzętowe zauważyłem strasznie małą liczbę ciężarówek. Było tam 156 sztuk wozów bojowych, 18 dział dużego kalibru i tylko 200 samochodów ciężarowych i to 1/3 szosowych.
Skupmy się na tej artylerii - 18 dział to zapewne 3-bateryjny dywizjon. Problem w tym, że na takie jedno holowane działo 152/155 mm potrzebne sa już dwa samochody ciężarowo terenowe. Jeden holuje działo i przewozi jego obsługę wraz z wyposażeniem i narzędziami - a drugi wiezie amunicję. Tylko tej amunicji nie będzie zbyt wiele... bo jeden pocisk (sam pocisk) to ponad 40 kg. Do tego dochodzi ładunek (zwykle w łusce) i opakowanie tego. Ma to swoją masę i wymiary... ta ciężarówka za dużo nie zabierze. Zapas amunicji musi być w baterii czyli kolejne samochody ciężarowe, przynajmniej (minimalnie) jeden na działo - w sumie mogą być i dwa, bo to zależy od tego ile amunicji jest na wyższym szczeblu. Czyli drużyna amunicyjna z 6-12 samochodami (zależnie od tego jak wygląda to w dywizjonie). Do samego holowania dział i przewozu amunicji potrzeba już 72-samochodów ciężarowo-terenowych. A przecież musi być też jak w każdym innym pododdziale zaopatrzenie w paliwo, żywność, wodę, kwestie "obozowe" itd. Musi być jakieś dowództwo i jakieś służby techniczne. Lekko licząc taki dywizjon to prawie setka pojazdów ciężarowych. Oczywiście można to rozwiązać inaczej i logistykę dać na szczebel wyższy... nie zmieni to faktu, że ona być gdzie musi.
To tak pokrótce tytułem zagajenia tematu do dalszych rozważań.
Przykładów można by pokazać bardzo wiele... temat na książkę raczej niż na post. Ale można wymienić kilka powszechnie znanych konfliktów, gdzie logistyka, a w zasadzie jej brak doprowadziło do poważnych konsekwencji. Choćby taka wojna radziecko-fińska z 1939-40, gdzie biorąc pod uwagę ilość zaangażowanych sił i środków po stronie radzieckiej to uwzględniając nawet skrajne warunki klimatyczne i pogodowe w chwili toczenia wojny - Armia Czerwona powinna sobie zająć tą całą Finlandię, a nie tylko niewielką część, co im się udało i to przy nieproporcjonalnie ogromnych stratach. No, ale totalnie zawiodła logistyka... brak zaopatrzenia (odzieży, żywności, amunicji i paliwa) i niedziałający poprawnie w tych warunkach sprzęt (a działać mógł, bo gdy po tej wojnie nakazano opracować pilnie odpowiednie smary to w późniejszych ciężkich zimowych walkach z WH to samo działało już jak należy). Inna, bliższa (choć wewnętrzna) wojna na Ukrainie też pokazała, że słaba logistyka prowadzi tylko do porażki. Rządowa armia ukraińska nie potrafiła sobie poradzić z formacjami nieregularnymi, tracąc przy tym ogromne ilości sprzętu... i nie były to straty bojowe. Tracili na rzecz przeciwnika (pomijam oczywiście sytuacje, gdzie ze względu na wewnętrzny charakter konfliktu część formacji przechodziła na stronę przeciwną, wraz ze sprzętem i uzbrojeniem) pojazdy, które się po prostu zepsuły. Armia z normalną logistyką by je po prostu albo naprawiła na miejscu, albo ewakuowała i naprawiła na zapleczu (a czasem i na miejscu). Tylko trzeba mieć jak to zrobić... tymczasem to nieregularne formacje "Armii Noworosji" wypracowały sobie (choć pewnie przy sporej pomocy rosyjskich doradców) całkiem niezłe służby logistyczne (co ciekawe w dużej mierze na bazie cywilnych pojazdów i podstarzałych rezerwistów dawnej Armii Radzieckiej). Potrafili odzyskać to co traciła armia rządowa, ewakuować, naprawić i przygotować do walki po swojej stronie. Zrobili coś, co totalnie przerosło regularne wojska rządowe...
Wracając do DWS można dać przykład US Army, która (pomijam lotnictwo i marynarkę - inna bajka) bynajmniej sprzętowo (w sensie jakościowym) nad przeciwnikiem nie górowała. Poza faktem, że była to jedyna armia, która całkowicie wyeliminowała karabin powtarzalny, zastępując go samopowtarzalnym to reszta uzbrojenia strzeleckiego była gorsza niż to, czym dysponował przeciwnik (mam na myśli III Rzeszę, a nie Japonię). Amerykańskie czołgi były bardzo przeciętne, artyleria też nie górowała nad używaną przez przeciwnika. Jednak mieli potężną logistykę, która powodowała że nie brakowało amunicji, paliwa czy żywności. Dysponowali ogromną ilością pojazdów transportowych, które mogły to wszystko dowieźć na czas i w odpowiedniej ilości. Ich żołnierze nie drałowali dziesiątki kilometrów z dobytkiem na plecach, bo nawet zwykłą piechotę (niezmotoryzowaną) po prostu na większe odległości przewoziły odpowiednie służby transportowe za pomocą ciężarówek.
Taki ZSRR też nie wygrał z Niemcami tylko dlatego, że miał miliony żołnierzy i liczebnie górował nad przeciwnikiem, ale głównie dlatego, że dostawy Lend-Lease pozwalamy mu ta wojnę prowadzić. I wcale nie chodzi tutaj o jakieś czołgi (czym się czasem podniecają "internety" pokazując gwardyjskie jednostki na Shermanach pod Berlinem), bo pojazdów pancernych z L-L nie było nigdy więcej jak 10 procent ogólnego stanu posiadania, a i to tylko w okresie szczytowych dostaw i w czasie kulminacji problemów z własną produkcją. Wygrali wojnę dzięki milionom ton dostarczanym im surowców i różnistego "materiału wojennego" (w tym choćby żywności - bez której ACz zdechła by z głodu) oraz pojazdom, które pozwoliły to przewozić.
To tak tytułem wstępu, bo można to ciągnąć długo - a i tak skupiłem się na sytuacjach wojennych powszechnie znanych, bez wchodzenia w mniej znane konflikty i sytuacje.
Teraz przejdźmy do tej logistyki... przy tworzeniu naszych mikronacyjnych, fikcyjnych armii.
Po wymianie PW z Ametystem (nie zdradzam tajemnic prywatnej korespondencji, uzgodniliśmy że moje uwagi i dalsze dyskusje rozwiniemy właśnie na Wydziale Wojskowym UB, a nie w dalszych prywatnych dysputach) gdzie właśnie uderzyła mnie znikoma ilość zamawianych samochodów, w stosunku do sprzętu bojowego zajrzałem sobie na forum ZSKHiW i to co zobaczyłem w kwestii logistycznej nie natchnęło mnie optymizmem.
W takim pułku piechoty, który liczy 2680 żołnierzy nie ma żadnej logistyki szczebla pułku (nie widać jej tez w dywizji). Co więcej - logistyka batalionów też jest symboliczna. Mamy tam batalion liczący 820 żołnierzy, 45 bojowych wozów piechoty, 24 transportery opancerzone, ale tylko 43 samochody ciężarowe. Co w sumie może by i nawet uszło, gdy logistykę prowadził wyższy szczebel, bo rozwiązania mogą być różne - zależnie od tego na ile chcemy usamodzielnić niższe szczeble. To podejście było i jest zmienne w czasie... jeżeli chcemy zrobić armię nowoczesną, to obecnym trendem jest usamodzielnianie batalionów, a nawet czasem i kompanii - ale to batalion jest obecnie podstawą. Cofając się w przeszłość ta samodzielność była na wyższych szczeblach, pułki czy brygady, a idąc jeszcze "do tyłu" to dopiero na szczeblach dywizyjnych. Ale niezależnie gdzie ten cały transport i logistykę umieścimy to ona musi być i być w odpowiedniej liczbie. Nie da się zaopatrzyć pułku za pomocą 153 ciężarówek, szczególnie, że część z nich nie pełni roli zaopatrzeniowej, a jest najwyraźniej transportem żołnierzy i uzbrojenia.
Zacznijmy od paliwa...
Do zbiorników czołgu wchodzi zwykle 1000-1500 litrów paliwa, choć są i takie gdzie prawie 2000 litrów, bojowy wóz piechoty to 500-1000 litrów, kołowy transporter 300-500 litrów , ciężarówka 5-tonowa to ok. 250-350 litrów (czasem nieco więcej). Ten zapas pozwala na przejechanie teoretycznie 500-600 km... teoretycznie, bo to jazda z prędkością ekonomiczną po drodze. W terenie zużycie paliwa drastycznie rośnie, nie wspominając już o walce...
Trzeba mieć możliwość uzupełnienie tego paliwa... jedno tankowanie tych 45 BWP to prawie 34 tys litrów (licząc przeciętną 750 l na pojazd), kolejne 10 tys. litrów potrzebne jest dla tych transporterów i 15 tys. litrów dla ciężarówek. Mamy więc ponad 60 tysięcy litrów paliwa na jedno zatankowania batalionu (bo trzeba jeszcze doliczyć te samochody terenowe). Co więcej paliwo zużywane jest nie tylko w ruchu, ale też gdy pododdział "stoi w polu". Pracują agregaty prądotwórcze, nagrzewnice w namiotach (na taki 10-osobowy namiot trzeba liczyć na dobę 20-40 litrów - zależnie od warunków). Silniki pojazdów trzeba czasem uruchamiać itd.
To paliwo trzeba jakoś przewieźć i nie ma wielkiego znaczenia czy batalion będzie miał własny pluton cystern, czy załatwi to szczebel wyższy - gdzieś to paliwo trzeba umieścić. Co więcej to paliwo jakoś musi też dojechać - im dalej od baz zaopatrzenia tym dłuższa droga, a samochody wożące paliwo też je zużywają.
No to teraz amunicja...
W czołgu jest około 40 (38-44) nabojów do działa... reszta musi być na zewnątrz - na pojazdach transportowych, bo inaczej po jednej walce jest "pozamiatane". W BWP różnie zależnie od uzbrojenia... ale jeżeli weźmiemy taki BWP, który ma i działo 100 mm i działo 30 mm to mamy ok. 20 nabojów 100 mm i ok. 500 nabojów 30 mm, do tego z 4-6 tysięcy sztuk amunicji do km-ów. Ci żołnierze w tych wozach to też nie zmieszczą tam specjalnie wielkich ilości dodatkowej amunicji - wewnątrz BWP nie ma na to miejsca. To wszystko trzeba umieścić na ciężarówkach zaopatrzenia.
Masa takiego naboju czołgowego to 20-35 kg (zależy z jakim pociskiem, przeciwpancerne są lżejsze, a odłamkowo-burzace cięższe), no i ma swoje wymiary - bo w transporcie nie tylko masa, ale też gabaryty odgrywają rolę. W każdym razie na jedna załadowanie amunicji do czołgu trzeba policzyć jakieś 1,5 tony (doliczam amunicję do km-ów i masę opakowań).
W przypadku BWP uzbrojonego w działo niskociśnieniowe 100 mm i sprzężoną armatę automatyczną 30 mm (a takie dla ZSKHiW oferuje AKBM) to mamy około 20 nabojów do 100 mm po 16-23 kg (zależnie o rodzaju pocisku) i 500 nabojów 30 mm po około 1,2 kg. Mamy więc ponad tonę amunicji dla jednego BWP - w zasadzie można liczyć 1200-1300 kg z amunicją do km-ów (bo amunicja do działka 30 mm i km-ów jest taśmowana i masę opakować trzeba też doliczyć).
Te 45 BWP potrzebuje więc około 55 ton na jedno załadowanie - to jest 11 ciężarówek 5-tonowych i to pod warunkiem, że w terenie zabiorą te 5 ton, bo zwykle ładowność terenowa maleje czyli można sobie ich 15 policzyć. Oczywiście na niższym szczeblu nie trzeba ich aż tyle - można nieco mniej, tylko na uzupełnienie części amunicji, a resztę dowiezie zaopatrzenie szczebla wyższego - ale tak czy inaczej gdzieś ten transport być musi. Znowu jak w przypadku paliwa ktoś i za pomocą czegoś musi to do jednostek w ternie dowieźć... im dalej od baz tym droga dłuższa i dochodzi dodatkowe paliwo do tych pojazdów.
To tylko uzbrojenie BWP, a przecież te transportery też mają uzbrojenie - 1000 sztuk amunicji do wkm (zataśmowanej) to jakieś 140 kg, a 1000 sztuk zataśmowanej amunicji do km-u 7,62 to około 30 kg - nie licząc opakowań.
No, ale żołnierz nie tylko amunicją i paliwem żyje...
Musi coś jeść i pić - absolutne dobowe minimum to 5 kg na żołnierza. I to tylko jako "awaryjne", gdy nie będzie normalnych warunków - damy mu 2 kg żarcia w konserwach (i innych opakowaniach długotrwałego przechowywania) i 3 litry wody. Przeżyje, ale oczywiście na krótką metę. Zapotrzebowanie kaloryczne żołnierza walczącego w polu to jakieś 4000 kcal, a warunkach skrajnych, arktycznych potrafi wzrosnąć nawet do 7000 kcal. Trzeba więc to wszystko przewidzieć w logistyce - dobowe "żelazne" racje żywnościowe dla tego batalionu to jedna ciężarówka. Biorąc pod uwagę autonomiczność 3-dobową to już są 3 ciężarówki. Do tego oczywiście trzeba im też dawać normalnie zjeść i pić... czyli jakaś "logistyka kuchenna" być musi, no i musi być zaopatrywana... to samo nie przyjdzie, trzeba to dowieźć. Trzeba mieć kim i czym...
Ten żołnierz w polu musi gdzieś mieszkać... trzeba więc mieć namioty i wyposażenie polowe. Jak ta kompania ma 160 ludzi, to potrzebuje 16 namiotów 10-osobowych. I to nie takich "turystycznych" to musi być sprzęt na każde warunki terenowo-pogodowe. Żołnierz musi na czymś spać, w warunkach zimowych ten namiot trzeba ogrzać (nagrzewnica + paliwa... o czym było wyżej) - i nie chodzi tu o jego wygodę, a o to by nie spadały jego zdolności bojowe. Oczywiści dobę czy dwie można i "na glebie"... ale taka jednostka musi mieć zdolność przebywania w polu długotrwale i ci żołnierze muszą mieć znośne warunki bytowe, bo inaczej do niczego się nie będą nadawali. W historii dość przykładów, gdzie niedożywieni i wycieńczeni żołnierze ginęli masowo z rąk dobrze odżywionego i wypoczętego przeciwnika. Nie daj człowiekowi odpowiednio zjeść i pić, niech będzie przemęczony i zziębnięty, a gwarantuję że jak co do czego przyjdzie to będzie "z 5 metrów do przysłowiowej stodoły pudłował".
Każdy żołnierz oprócz sprzętu bojowego musi mieć odpowiedni zapas wyposażenia osobistego - musi mieć zapasowy mundur (dobrze mieć zapasowe buty), środki higieny, bieliznę i parę innych drobiazgów powodujących, ze życie w polu staje się znośne, a człowiek zachowuje odpowiednią zdolność bojową. Taki plecak niech 15 kg osobistego wyposażenia. Tylko czasy gdy zasuwali piechotą z tym na plecach dawno minęły... a i w czasach gdzie to było powszechne, większe zdolności bojowe zachowywali żołnierze, którym to wieziono, a nie kazano nosić ciągle na plecach. Bo efekt był taki, że albo był przemęczony (a więc gorzej walczył), albo po prostu 3/4 do rowu wywalił... i też gorzej walczył w efekcie bo nie miał tego co potrzebował do życia codziennego.
Trzeba więc to mu gdzieś załadować i wydać na postojach... znowu mamy na taka kompanię ze 2,5 tony wyposażenia, które do tego jeszcze sporo miejsca zajmuje. Czymś to trzeba przewieźć i do tego musi być to "pod reką" czyli w transporcie kompanijnym. Do BWP się nie zmieści... nie ma tam na to miejsca, musi to iść na ciężarówkę.
Jeszcze została nam kwestia techniczna...
Pojazd nie może być wyłączony z użytkowania bo zabrakło części wartej często śmieszne pieniądze. Żołnierz nie może stracić broni bo nawalił drobny element, albo pogubił w walce magazynki (lub mu się uszkodziły). Do tego trzeba mieć możliwość wykonania w polu drobnych napraw (lub wymiany) broni pokładowej, sprzętu elektrooptycznego, sprzętu łączności itp. pewien zapas takich "drobiazgów" trzeba mieć na niskim szczeblu. trzeba mieć kim to zrobić i czym to przewieźć.
Idąc dalej gdzie musi być komórka ewakuacji sprzętu i pojazdów... inaczej będzie on tracony w sytuacjach gdy można go ewakuować i naprawić lub naprawić na miejscu za pomocą ruchomego warsztatu. Czyli są to kolejne pojazdy i ludzie, którzy muszą gdzieś być. Nie na darmo już w połowie XX wieku na jednego walczącego bezpośrednio około 10 ludzi pracowało "na zapleczu", a obecnie proporcje 1 do 20 nikogo nie dziwią.
W skrócie o artylerii ...
W PW, które przesłał mi Ametyst, i gdzie był "zapotrzebowanie" sprzętowe zauważyłem strasznie małą liczbę ciężarówek. Było tam 156 sztuk wozów bojowych, 18 dział dużego kalibru i tylko 200 samochodów ciężarowych i to 1/3 szosowych.
Skupmy się na tej artylerii - 18 dział to zapewne 3-bateryjny dywizjon. Problem w tym, że na takie jedno holowane działo 152/155 mm potrzebne sa już dwa samochody ciężarowo terenowe. Jeden holuje działo i przewozi jego obsługę wraz z wyposażeniem i narzędziami - a drugi wiezie amunicję. Tylko tej amunicji nie będzie zbyt wiele... bo jeden pocisk (sam pocisk) to ponad 40 kg. Do tego dochodzi ładunek (zwykle w łusce) i opakowanie tego. Ma to swoją masę i wymiary... ta ciężarówka za dużo nie zabierze. Zapas amunicji musi być w baterii czyli kolejne samochody ciężarowe, przynajmniej (minimalnie) jeden na działo - w sumie mogą być i dwa, bo to zależy od tego ile amunicji jest na wyższym szczeblu. Czyli drużyna amunicyjna z 6-12 samochodami (zależnie od tego jak wygląda to w dywizjonie). Do samego holowania dział i przewozu amunicji potrzeba już 72-samochodów ciężarowo-terenowych. A przecież musi być też jak w każdym innym pododdziale zaopatrzenie w paliwo, żywność, wodę, kwestie "obozowe" itd. Musi być jakieś dowództwo i jakieś służby techniczne. Lekko licząc taki dywizjon to prawie setka pojazdów ciężarowych. Oczywiście można to rozwiązać inaczej i logistykę dać na szczebel wyższy... nie zmieni to faktu, że ona być gdzie musi.
To tak pokrótce tytułem zagajenia tematu do dalszych rozważań.


![[Obrazek: 85_13_12_22_10_32_48.png]](http://spolecznosc.bialenia.org.pl/gallery/85_13_12_22_10_32_48.png)
![[Obrazek: 99296258576875526.png]](https://kustosz.stempel.org.pl/1018/99296258576875526.png)