• 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Centrum Gastronomiczno-Handlowe
#21
Hmmm, jesień i zima na pewno są czasem, gdy zapał do działalności w mikronacjach jest większy, co widać przeważnie po aktywności (chociaż i w lecie bywają boomy, to nie jest absolutna zasada). Upały (których na szczęście w tym roku jeszcze nie ma, przynajmniej w moich stronach) działają na mnie usypiająco, pozbawiają energii do czegokolwiek. Gdy większość ludzi narzeka, że zaczyna się jesień, robi się chłodno i ciemno, to ja odżywam.
Co do własnego ugrupowania, to na pewno miałbyś szansę na wejście do Parlamentu, ale moim zdaniem lepiej bawić się w grupie, nawet jeśli występują lekkie różnice w poglądach (w końcu partia nie musi być monolitem). Natomiast lobby to dobry pomysł. Może w przyszłości, jeśli sesja RPG odniesie sukces, podejmiesz się romanizacji jakiegoś regionu? To nie byłoby od czapy, również jeśli chodzi o naszą historię przedinternetową, ponieważ dawno temu Bialenia znajdowała się pod wpływami Imperium Rotrianum, a w średniowieczu została schrystianizowana w duchu rotriokatolicyzmu. Wciąż mamy konkordat z Rotrią, taki region mógłby zachęcić ich do wysłania duchownego i prowadzenia działalności misyjnej.
#22
Bezpośrednio po wyjściu z pobliskiego lokalu wyborczego począł maszerować wolnym krokiem po najbliższej wolnogradzkiej ulicy, korzystając choć z namiastki cienia, jaką dawały ustawione jeden przy drugim budynki. I znów, nie wiedzieć czemu, ukazał się mu przed oczyma ów pamiętny napis: "Centrum Gastronomiczno-Handlowe u Jana Sapiehy"... Jakby zupełnie bezwiednie pozwolił swym odrętwiałym kończynom ponieść resztę ciała do wnętrza, po czym zasiadł przy położonym najbardziej w rogu stoliku, który to właśnie niedawno został opuszczony przez jakąś rodzinę z pięciorgiem dzieci, zdawałoby się, że o rysach jahołdzkich. Zamówić oczywiście zapomniał, wyłączony na chwilę ze świata i pogrążony w zamyśleniu bez kontroli nad własnym językiem zbywając przelotnie idącego nawet i tym, zakurzonym miejscem, kelnera. Po kilku sekundach dopiero zorientował się w sytuacji, klnąc pod nosem samego siebie i niemalże przygryzając ów język ze złości. I siedział przez dłuższy czas wręcz nieruchomo, kontemplując widok zatłoczonego o tej porze Centrum i znajdujących się na jego ścianach rozmaitości...
#23
*Widząc znajomą twarz wstałem od stolika i poszedłem do Bartłomieja.*
Witajcie, dawno Pana tu nie widziałem. A ostatnio bywam tu niemal codziennie, ostatnie upały w Wolnogradzie zachęcają do częstego kosztowania piwa u Janka. Wink A jak sprawy u Pana?
#24
– Yyy... khm, khm, dzień dobry, Panie Prezydencie.
Zbierając w sobie siłę woli otrząsnął się z poprzedniego stanu, kłaniając się i włączając w dialog.
– Owszem, Panie Prezydencie, nie byłem w tych ojczystych dziś dla mnie stronach jakiś czas, później bywałem mało... Cóż, opuściłem ostatnio te ziemie w pewnej prywatnej sprawie na posamundzkich ziemiach niczyich, u jednego z wodzów tamtejszych krzątających się dziś mnogo w tamtych stronach plemion. Rozumie Pan (znaczy, wiem, że Pan nie rozumie), różne zaszłości z dawnych lat; nie pora teraz oczywiście na opowiadanie całej tego historii. Tak się złożyło, że w między czasie jeszcze zachorowałem na realiozę, miejscowi uparli się, aby pozostawić mnie u ichniejszego znachora. Nie było raczej innych opcji, znałem już wcześniej ten lud i jego sposoby, tak się ostatecznie stało. Jak Pan widzi jestem tutaj teraz cały i zdrowy. (uśmiech) Potem jeszcze zaszyłem się na trochę w lennie, trzeba było uporządkować i porozpatrywać sprawy nagromadzone i bieżące, prośby ludności chłopskiej, et cetera, et cetera... Ważne to, że w końcu jestem.
A i owszem, upały zachęcają do tego typu czynności. Potrafią też niestety do innych z kolei skutecznie zniechęcić – dodał z wyraźnym zaznaczeniem na twarzy.
#25
Samunda była bardzo interesującym państwie, szkoda, że znikł już z mapy świat. Ani Bialenia, ani ja osobiście nie mieliśmy z tym krajem większych kontaktach, ale pamiętam, że królowa gościła na jednej z Konferencji Wolnogradzkich. A teraz, cóż, Samundyjczycy (nie jestem pewien, czy to poprawna forma) poszukują pracy w anatolijskich gospodarstwach, przy okazji ubogacając kulturowo obszar pasu bawełny i kukurydzy.
Być może wkrótce, po wyborach, przypadnie Panu w udziale służba publiczna, więc radzę nacieszyć się wolnością i czasem wolnym. Wink
A upały, cóż… Gdybym nie był prezydentem, to może wybrałbym się na wschód Brodrii w poszukiwaniu względnego chłodu, ale służba zobowiązuje... Tymczasem mój lekarz stwierdził u mnie pierwsze objawy realiozy, która może przeciągnąć się nawet do końca sierpnia. Liczę, że nie przeszkodzi mi zbytnio w pełnieniu obowiązków.
#26
Widząc jak obaj Panowie gwarzą ze sobą przyjaźnie, Jan przywitał się i zajął miejsce przy ich stole. Dowiedziawszy się że Prezydent rozmyśla nad urlopem, gorąco poparł ten pomysł pozwalając sobie na małą dygresję odnośnie odpoczynku. Należy prawidłowo odpoczywać - powiada - najpierw gimnastyka a później lektura. Pamiętam że kiedyś w Żółkwi znalazłem piękne stare drzewo, które ściąłem aby potem zrobić z niego stół. Na owym stole zgromadziłem podręczniki, książki, zeszyty i wiele różnych materiałów do nauki. Kiedy nie widziano mnie przy książkach, wykonywałem ćwiczenia gimnastyczne lub oddawałem się kąpielom wodnym. Dzięki temu czułem się znakomicie i prawdziwie odpocząłem.
#27
Cenne rady, jak w końcu wybiorę się na urlop to na pewno skorzystam z nich w praktyce. Wink Może jakiegoś dnia przyjadę do Żółkwi z prezydencką, gospodarską wizytą i przy okazji pokażesz mi jak się wypoczywa. Wink
#28
Jan słysząc słowa Andrzeja Swarzewskiego zatroskał się. Wiedział że nie dołożył starań by rozwijać Żółkiew. A czas był po temu najwyższy. W głębi duszy postanowił że uczyni wszystko co możliwe aby z dumą móc przyjąć Prezydenta na swoich włościach.
#29
Andrzej wszedł do CGH i zamówił zimne piwo. Usiadł sam przy bocznym stoliku i próbował pozbierać myśli po ciężkim dniu. Patrzył przez okno na stopioną w słońcu i upale stolicę, przeżywającą odrodzenie za sprawą reform Lwa. 
Sabat Litha nie należy do ulubionych świąt wielbicieli Samhain, szybkiego zmroku, kolorowych liści i ciszy. A jednak i w nim przodkowie musieli widzieć wartość.

Co u Was, towarzyszki i towarzysze?
#30
Wszedłem... zamówiłem podwójną whisky i oddałem się kontemplacji przy barze... Fajny lokal, muszę tutaj częściej zaglądać.




Użytkownicy przeglądający ten wątek: