>Paradoksalnie wrogość w mikronacjach może być budulcem i sprzyjać aktywności. Może warto by utrzymywać ten konflikt, ale nie jako rzeczywiste napięcie pomiędzy ludźmi, do których zasadniczo nic nie mamy, a jako tradycyjny, fabularny dystans pomiędzy państwami?
Taki cel przyświecał mojemu królowaniu Królestwu Dreamlandu właściwie od intronizacji. Dystans między relacjami międzypaństwowymi, a osobistą niechęcią musi zostać zachowany. Jestem w stanie zrozumieć sarmacką nienawiść do KD, ale nienawiści Sarmatów do mnie - nienawiści dodam sztuczniej podsycanej - nigdy nie rozumiałem. Zwłaszcza, że zamieniłem osobiście słowo z trzema może czterema osobami stamtąd - i tutaj dodać należy, że żadna z tych osób, z którymi rozmawiałem, na mnie do tej pory nie napluła.
Konflikt na linii S***** i Dreamland+Bialenia musi być podtrzymywany bez względu na to, że po wszystkim i tak na koniec spotykamy się wszyscy na jednym Dyskordzie żeby przyjacielsko pogadać o niczym. W mikroświecie musi bezwzględnie zachodzić duopol - dlatego ostateczne rozwalenie S****** nigdy nie wchodziło w rachubę. Myślę, że rozwinę ten pogląd w jakimś artykuliku, dorzucę trochę Żiżka i "The Killing Joke", może będzie coś do poczytania pod koniec stycznia.
Taki cel przyświecał mojemu królowaniu Królestwu Dreamlandu właściwie od intronizacji. Dystans między relacjami międzypaństwowymi, a osobistą niechęcią musi zostać zachowany. Jestem w stanie zrozumieć sarmacką nienawiść do KD, ale nienawiści Sarmatów do mnie - nienawiści dodam sztuczniej podsycanej - nigdy nie rozumiałem. Zwłaszcza, że zamieniłem osobiście słowo z trzema może czterema osobami stamtąd - i tutaj dodać należy, że żadna z tych osób, z którymi rozmawiałem, na mnie do tej pory nie napluła.
Konflikt na linii S***** i Dreamland+Bialenia musi być podtrzymywany bez względu na to, że po wszystkim i tak na koniec spotykamy się wszyscy na jednym Dyskordzie żeby przyjacielsko pogadać o niczym. W mikroświecie musi bezwzględnie zachodzić duopol - dlatego ostateczne rozwalenie S****** nigdy nie wchodziło w rachubę. Myślę, że rozwinę ten pogląd w jakimś artykuliku, dorzucę trochę Żiżka i "The Killing Joke", może będzie coś do poczytania pod koniec stycznia.

