04-01-2020 23:19
>Przepraszam, ale co wy najlepszego pierdolicie?
Zgodnie z art. 4. ust. 5 Regulaminu zwracam uwagę po raz drugi. Trzeciego nie będzie.
>Skoro sami twierdzicie że parlament to komitet ludowy, to dlaczego nagłe władza wykonawcza miałaby być tym „ludem”, a parlament „elitami”? To właśnie Prezydent jest elitą która ma rozbuchane prerogatywy. Zresztą zobaczcie niedawne działania prezydenta Deksa: podejmowane na zasadzie „ja tu mam władzę, a mam was syskich w dupie, niech lud się wypcha”. Zobaczcie na ostatni traktat, który został przez elity wynegocjowany ponad naszymi głowami, a mi jako osobie reprezentującej lud udało się go zablokować.
Władza wykonawcza nie jest ludem, niczego takiego nie napisałem. Władza wykonawcza (czyli Prezydent) ma bronić ludu. Prawidłowo funkcjonujący Parlament jest komitetem ludowym, ale istnieje ryzyko, że w przypadku nadmiernych uprawnień stanie się elitami. Tak już w historii Bialenii bywało.
Całkowicie nieprawidłowo pojmujesz działania Jego Ekscelencji Prezydenta. To prawdziwy patriota i demokrata, który zawsze stał na straży naszego ustroju. Broni kraju przed zagrożeniami, które dostrzega. Nie jest nieomylny, ale też nie ma o sobie takiego zdania. Ostatnią rzeczą o którą można posądzać Jego Ekscelencję jest żądza władzy. Nie chciał być Prezydentem, obaj nie chcieliśmy, ale było oczywiste, że ktoś z nas musi, jeśli Bialenia ma dalej się spokojnie rozwijać. Jestem bardzo szczęśliwy, że ostatecznie udało mi się Go przekonać.
Chciałbym dowiedzieć się w jaki sposób chciałaby Towarzyszka, żeby negocjowane były traktaty, żeby nie było to "ponad głowami"? Cały naród ma brać w tym udział? Tak się składa, że miał taką możliwość, bo obrady III Szczytu Rady Państw Nordaty były publiczne, przypominałem o nich na forum. Nikt się nie pofatygował.
>Antyteza: to Parlament reprezentuje lud bialeński, i w żadnym wypadku Prezydent nie powinien podejmować decyzji zamiast niego.
Nie ma żadnej zastępowalności ludu, ani przez Parlament, ani przez Prezydenta. Nikt nie może podejmować decyzji za lud, stąd też referendum ma moc bezwzględnie wiążącą.
Parlament jest powoływany przez lud do stanowienia prawa (nie wszyscy muszą się tym zajmować, ale gdy chcą, to jest instytucja referendum), a ten drugi do administrowania krajem i prowadzenia dyplomacji. Nie sposób wyobrazić sobie, by zajmował się tym ogół, składający się w dużej mierze z ludzi obojętnych lub niemających czasu.
>A parlament to jak rozumiem u nas powoływany przez władze stanowe? Nie ośmieszajcie się.
Jeżeli nie widzicie różnicy pomiędzy publicznym wyborem Prezydenta na 6-miesięczną kadencję (trzeba olbrzymiego zaufania, by powierzyć komuś taki mandat), a wyborem Posła w naszej obecnej sytuacji, to musisz być bardzo zaślepiona ideologią i niechęcią do obecnego Prezydenta.
>Ja powiedziałabym raczej że to parlament, jako ciało kolegialne i reprezentujące szerszy przekrój społeczeństwa bialeńskiego ma większą legitymację niż Prezydent. Rozumieli to Rzymianie, u których przecież wszystkie organy wykonawcze za republiki (konsulowie, cenzorowie, pretorzy, etc.) były kolegialne, gdyż tylko takie uważali za mogące mieć republikańską legitymację, przeciwstawiając to wcześniejszym przecież jednostkowym rzymskim królom.
Największą legitymację ma więc referendum, bo prezentuje maksymalnie szeroki przekrój społeczeństwa.
A argument z realnej historii można odwrócić. Głowa państwo, jako obdarzona jednolitą wolą i odpowiedzialna przed całym narodem ma większą legitymację niż Parlament. Rozumieli to Francuzi, którzy najpierw powierzyli niemal pełnię władzy (poza wypowiadaniem wojny) Petainowi, aby ocalił substancję biologiczną narodu, a później de Gaulle'owi, aby zreformował chory system. Przeciwstawiali to wcześniejszej przecież sejmokracji.
>A tutaj Swarzewski bezpośredni demokrata! Niestety, ale w demokracji przedstawicielskiej faktycznych suwerenów jest wielu: lud, parlament, magistraty. Wy niby twierdzicie, że suwerenem powinien być lud, ale w praktyce argumentujecie że suwerenem powinien być jeden z magistratów. Jak mówiłam, wasz wywód się kupy nie trzyma i nadaje się tylko do wyrzucenia do kosza. Nie tylko przez sprzeczności w argumentacji, co przez zdania takie jak…
Suwerenem powinien być lud, którzy może powierzać pewne zadania powołanym przez siebie organom. Musi mieć jednak nad nimi kontrolę. Parlament nie może zostać i nie zostanie wyjęty spod kontroli. Bialenia nie może utracić stabilności i zdać się na decyzje małego i (nie oszukujmy się) często przypadkowego grona. Raz już takie grono zdecydowało o rezygnacji z suwerenności i oddaniu się pod sarmacki protektorat. Nigdy więcej!
>…które równie dobrze można odwrócić w drugą stronę w celu uargumentowanie tego, co chcę ja wprowadzić zmianą konstytucji: powierzona Prezydentowi przez lud misja egzekucji praw w żaden sposób nie powoduje scedowania nań swojej suwerenności, ergo prawo absolutnego weta jest tej suwerenności całkowitą uzurpacją.
Ale Wy wiecie, że to "absolutne" weto może zostać unieważnione przez referendum? W przypadku nieporozumień między Prezydentem i Parlamentem (dwoma organami, które lud wyznaczył do realizacji pewnych zadań), decyzję podejmuje bezpośrednio Naród.
Zgodnie z art. 4. ust. 5 Regulaminu zwracam uwagę po raz drugi. Trzeciego nie będzie.
>Skoro sami twierdzicie że parlament to komitet ludowy, to dlaczego nagłe władza wykonawcza miałaby być tym „ludem”, a parlament „elitami”? To właśnie Prezydent jest elitą która ma rozbuchane prerogatywy. Zresztą zobaczcie niedawne działania prezydenta Deksa: podejmowane na zasadzie „ja tu mam władzę, a mam was syskich w dupie, niech lud się wypcha”. Zobaczcie na ostatni traktat, który został przez elity wynegocjowany ponad naszymi głowami, a mi jako osobie reprezentującej lud udało się go zablokować.
Władza wykonawcza nie jest ludem, niczego takiego nie napisałem. Władza wykonawcza (czyli Prezydent) ma bronić ludu. Prawidłowo funkcjonujący Parlament jest komitetem ludowym, ale istnieje ryzyko, że w przypadku nadmiernych uprawnień stanie się elitami. Tak już w historii Bialenii bywało.
Całkowicie nieprawidłowo pojmujesz działania Jego Ekscelencji Prezydenta. To prawdziwy patriota i demokrata, który zawsze stał na straży naszego ustroju. Broni kraju przed zagrożeniami, które dostrzega. Nie jest nieomylny, ale też nie ma o sobie takiego zdania. Ostatnią rzeczą o którą można posądzać Jego Ekscelencję jest żądza władzy. Nie chciał być Prezydentem, obaj nie chcieliśmy, ale było oczywiste, że ktoś z nas musi, jeśli Bialenia ma dalej się spokojnie rozwijać. Jestem bardzo szczęśliwy, że ostatecznie udało mi się Go przekonać.
Chciałbym dowiedzieć się w jaki sposób chciałaby Towarzyszka, żeby negocjowane były traktaty, żeby nie było to "ponad głowami"? Cały naród ma brać w tym udział? Tak się składa, że miał taką możliwość, bo obrady III Szczytu Rady Państw Nordaty były publiczne, przypominałem o nich na forum. Nikt się nie pofatygował.
>Antyteza: to Parlament reprezentuje lud bialeński, i w żadnym wypadku Prezydent nie powinien podejmować decyzji zamiast niego.
Nie ma żadnej zastępowalności ludu, ani przez Parlament, ani przez Prezydenta. Nikt nie może podejmować decyzji za lud, stąd też referendum ma moc bezwzględnie wiążącą.
Parlament jest powoływany przez lud do stanowienia prawa (nie wszyscy muszą się tym zajmować, ale gdy chcą, to jest instytucja referendum), a ten drugi do administrowania krajem i prowadzenia dyplomacji. Nie sposób wyobrazić sobie, by zajmował się tym ogół, składający się w dużej mierze z ludzi obojętnych lub niemających czasu.
>A parlament to jak rozumiem u nas powoływany przez władze stanowe? Nie ośmieszajcie się.
Jeżeli nie widzicie różnicy pomiędzy publicznym wyborem Prezydenta na 6-miesięczną kadencję (trzeba olbrzymiego zaufania, by powierzyć komuś taki mandat), a wyborem Posła w naszej obecnej sytuacji, to musisz być bardzo zaślepiona ideologią i niechęcią do obecnego Prezydenta.
>Ja powiedziałabym raczej że to parlament, jako ciało kolegialne i reprezentujące szerszy przekrój społeczeństwa bialeńskiego ma większą legitymację niż Prezydent. Rozumieli to Rzymianie, u których przecież wszystkie organy wykonawcze za republiki (konsulowie, cenzorowie, pretorzy, etc.) były kolegialne, gdyż tylko takie uważali za mogące mieć republikańską legitymację, przeciwstawiając to wcześniejszym przecież jednostkowym rzymskim królom.
Największą legitymację ma więc referendum, bo prezentuje maksymalnie szeroki przekrój społeczeństwa.
A argument z realnej historii można odwrócić. Głowa państwo, jako obdarzona jednolitą wolą i odpowiedzialna przed całym narodem ma większą legitymację niż Parlament. Rozumieli to Francuzi, którzy najpierw powierzyli niemal pełnię władzy (poza wypowiadaniem wojny) Petainowi, aby ocalił substancję biologiczną narodu, a później de Gaulle'owi, aby zreformował chory system. Przeciwstawiali to wcześniejszej przecież sejmokracji.
>A tutaj Swarzewski bezpośredni demokrata! Niestety, ale w demokracji przedstawicielskiej faktycznych suwerenów jest wielu: lud, parlament, magistraty. Wy niby twierdzicie, że suwerenem powinien być lud, ale w praktyce argumentujecie że suwerenem powinien być jeden z magistratów. Jak mówiłam, wasz wywód się kupy nie trzyma i nadaje się tylko do wyrzucenia do kosza. Nie tylko przez sprzeczności w argumentacji, co przez zdania takie jak…
Suwerenem powinien być lud, którzy może powierzać pewne zadania powołanym przez siebie organom. Musi mieć jednak nad nimi kontrolę. Parlament nie może zostać i nie zostanie wyjęty spod kontroli. Bialenia nie może utracić stabilności i zdać się na decyzje małego i (nie oszukujmy się) często przypadkowego grona. Raz już takie grono zdecydowało o rezygnacji z suwerenności i oddaniu się pod sarmacki protektorat. Nigdy więcej!
>…które równie dobrze można odwrócić w drugą stronę w celu uargumentowanie tego, co chcę ja wprowadzić zmianą konstytucji: powierzona Prezydentowi przez lud misja egzekucji praw w żaden sposób nie powoduje scedowania nań swojej suwerenności, ergo prawo absolutnego weta jest tej suwerenności całkowitą uzurpacją.
Ale Wy wiecie, że to "absolutne" weto może zostać unieważnione przez referendum? W przypadku nieporozumień między Prezydentem i Parlamentem (dwoma organami, które lud wyznaczył do realizacji pewnych zadań), decyzję podejmuje bezpośrednio Naród.

