05-01-2020 00:29
> Zgodnie z art. 4. ust. 5 Regulaminu zwracam uwagę po raz drugi. Trzeciego nie będzie.
Widzę że jak prawdziwy Sarmata w dyskusji twoim największym argumentem jest pała. Nie robi to na mnie akurat za dużego wrażenia.
> Władza wykonawcza (czyli Prezydent) ma bronić ludu.
Władza wykonawcza służy to tego aby bronić *prawa*. Przy czym kiedy broni prawa często występuje akurat przeciwko ludowi, na przykład kiedy nakazuje policji spałować walczących o niepodległość manifestantów w obronie konstytucyjnej zasady państwa unitarnego.
Nie wiem skąd się wam ubzdurało to, że celem istnienia egzekutywy jest bronienie ludu. To jest całkowite niezgodne z jakąkolwiek teorią działania państwa.
> ale istnieje ryzyko, że w przypadku nadmiernych uprawnień stanie się elitami
No właśnie. „W przypadku nadmiernych uprawnień”. Tyle że to się tyczy także innych organów państwa, a w obecnej sytuacji to egzekutywa ma nadmierne uprawnienia.
> To prawdziwy patriota i demokrata, który zawsze stał na straży naszego ustroju.
Ale zaraz, czy przypadkiem nie twierdziliście ostatnio, że ma stać na straży ludu, a nie ustroju? Te dwie rzeczy nie zawsze są możliwe do pogodzenia, często działania mające na celu bronienia ustroju wymagają wystąpienia całkowicie przeciwko ludowi.
> Chciałbym dowiedzieć się w jaki sposób chciałaby Towarzyszka, żeby negocjowane były traktaty, żeby nie było to "ponad głowami"?
Chciałabym tylko, żeby poddawane były po wynegocjonowaniu jakiejkolwiek kontroli… na przykład wymagając, żeby do ich ratyfikacji potrzebna była zgoda parlamentu. Tak, wiem, szalony pomysł, przecież to egzekutywa powinna bronić ludu i podejmować decyzje na temat tego, czy traktat wejdzie w życie, czy nie.
> Parlament jest powoływany przez lud do stanowienia prawa (nie wszyscy muszą się tym zajmować, ale gdy chcą, to jest instytucja referendum), a ten drugi do administrowania krajem i prowadzenia dyplomacji.
I prawo weta do czego tu się zalicza? Właśnie moja nowelizacja chce oddać bogu co boskie, a cesarzowi co cesarskie – chociaż też nie do końca, nadal pozostawia Prezydentowi wpływ na stanowienie prawa, jedynie osłabia te wpływy.
Mogłabym oczywiście pójść dalej – np. w Wandystanie, prezydent ma wyłączne kompetencje wykonawcze – nie ma ani prawa weta (czyli override legislatury), ani prawa łaski (override judykatywy). Nie chciałam jednak nadmiernie zmieniać kształtu ustroju.
> trzeba olbrzymiego zaufania, by powierzyć komuś taki mandat
Olbrzymiego zaufania, bo i olbrzymie są jego prerogatywy.
> Największą legitymację ma więc referendum
Czyli jednak Swarzewski bezpośredni demokrata?
> A argument z realnej historii można odwrócić. Głowa państwo, jako obdarzona jednolitą wolą i odpowiedzialna przed całym narodem ma większą legitymację niż Parlament.
A nie, jednak zwolennik autorytaryzmu!
Ale jeżeli tak uważacie, to tak uważacie, ja to rozumiem. Stoicie na konkretnej pozycji ideologicznej, którą jest wręcz podręcznikowy prawicowy populizm – odwołujecie się do woli ludu, ale uważacie że ta wola może być realizowana tylko przez silną władzę wykonawczą. Ja stoję na zupenie przeciwnej pozycji ideologicznej, i wasze poglądy są dla mnie zupełną anatemą.
Szczerze, to teraz powinniście uważać mnie za slowpoke’a. Nie dość, że powinnam wcześniej to zrozumieć, to to co mówicie jest całkowicie spójne z tym, co o was było wiadomo. Ale miłe jest, że na bialeńskiej scenie politycznej w wyniku debaty nad moim projektem krystalizują się konkretne podziały polityczne oparte na kwestiach ideologicznych, a nie personalnych. Zdecydowanie fajniej będzie, jak w następnych wyborach będzie wybór między populistycznym autorytarystą Swarzewskim a liberałką* Aliją, a nie tylko między nazwiskami mogącymi znaczyć cokolwiek.
* Tak, tak!
> Suwerenem powinien być lud, którzy może powierzać pewne zadania powołanym przez siebie organom. Musi mieć jednak nad nimi kontrolę.
I ma, i będzie miał. W tej kwestii mój projekt nic absolutnie nie zmienia. Nie likwiduję przecież instytucji referendum, możliwości odwołania posła, ani też samych wyborów, które są przecież kontrolą periodyczną.
> Bialenia nie może utracić stabilności i zdać się na decyzje małego i (nie oszukujmy się) często przypadkowego grona.
Akurat mikronacje są tak małymi społecznościami, że same są małymi i przypadkowymi gronami. Więc to, o czym mówicie, jest całkowicie unavoidable.
> Ale Wy wiecie, że to "absolutne" weto może zostać unieważnione przez referendum?
A ustawa przyjęta przez parlament może zostać całkowicie uchylona przez referendum, które przecież można rozpisać w absolutnie dowolnej sprawie. No dobra, może nie w takiej sprawie jak np. to, czy powinnam nosić majtki czerwone czy w ogóle nie nosić (referenda wiążą organy władzy państwowej, nie osoby prywatne), ale o tym w jakich majtkach można przychodzić do Parlamentu już tak.
Widzę że jak prawdziwy Sarmata w dyskusji twoim największym argumentem jest pała. Nie robi to na mnie akurat za dużego wrażenia.
> Władza wykonawcza (czyli Prezydent) ma bronić ludu.
Władza wykonawcza służy to tego aby bronić *prawa*. Przy czym kiedy broni prawa często występuje akurat przeciwko ludowi, na przykład kiedy nakazuje policji spałować walczących o niepodległość manifestantów w obronie konstytucyjnej zasady państwa unitarnego.
Nie wiem skąd się wam ubzdurało to, że celem istnienia egzekutywy jest bronienie ludu. To jest całkowite niezgodne z jakąkolwiek teorią działania państwa.
> ale istnieje ryzyko, że w przypadku nadmiernych uprawnień stanie się elitami
No właśnie. „W przypadku nadmiernych uprawnień”. Tyle że to się tyczy także innych organów państwa, a w obecnej sytuacji to egzekutywa ma nadmierne uprawnienia.
> To prawdziwy patriota i demokrata, który zawsze stał na straży naszego ustroju.
Ale zaraz, czy przypadkiem nie twierdziliście ostatnio, że ma stać na straży ludu, a nie ustroju? Te dwie rzeczy nie zawsze są możliwe do pogodzenia, często działania mające na celu bronienia ustroju wymagają wystąpienia całkowicie przeciwko ludowi.
> Chciałbym dowiedzieć się w jaki sposób chciałaby Towarzyszka, żeby negocjowane były traktaty, żeby nie było to "ponad głowami"?
Chciałabym tylko, żeby poddawane były po wynegocjonowaniu jakiejkolwiek kontroli… na przykład wymagając, żeby do ich ratyfikacji potrzebna była zgoda parlamentu. Tak, wiem, szalony pomysł, przecież to egzekutywa powinna bronić ludu i podejmować decyzje na temat tego, czy traktat wejdzie w życie, czy nie.
> Parlament jest powoływany przez lud do stanowienia prawa (nie wszyscy muszą się tym zajmować, ale gdy chcą, to jest instytucja referendum), a ten drugi do administrowania krajem i prowadzenia dyplomacji.
I prawo weta do czego tu się zalicza? Właśnie moja nowelizacja chce oddać bogu co boskie, a cesarzowi co cesarskie – chociaż też nie do końca, nadal pozostawia Prezydentowi wpływ na stanowienie prawa, jedynie osłabia te wpływy.
Mogłabym oczywiście pójść dalej – np. w Wandystanie, prezydent ma wyłączne kompetencje wykonawcze – nie ma ani prawa weta (czyli override legislatury), ani prawa łaski (override judykatywy). Nie chciałam jednak nadmiernie zmieniać kształtu ustroju.
> trzeba olbrzymiego zaufania, by powierzyć komuś taki mandat
Olbrzymiego zaufania, bo i olbrzymie są jego prerogatywy.
> Największą legitymację ma więc referendum
Czyli jednak Swarzewski bezpośredni demokrata?
> A argument z realnej historii można odwrócić. Głowa państwo, jako obdarzona jednolitą wolą i odpowiedzialna przed całym narodem ma większą legitymację niż Parlament.
A nie, jednak zwolennik autorytaryzmu!
Ale jeżeli tak uważacie, to tak uważacie, ja to rozumiem. Stoicie na konkretnej pozycji ideologicznej, którą jest wręcz podręcznikowy prawicowy populizm – odwołujecie się do woli ludu, ale uważacie że ta wola może być realizowana tylko przez silną władzę wykonawczą. Ja stoję na zupenie przeciwnej pozycji ideologicznej, i wasze poglądy są dla mnie zupełną anatemą.
Szczerze, to teraz powinniście uważać mnie za slowpoke’a. Nie dość, że powinnam wcześniej to zrozumieć, to to co mówicie jest całkowicie spójne z tym, co o was było wiadomo. Ale miłe jest, że na bialeńskiej scenie politycznej w wyniku debaty nad moim projektem krystalizują się konkretne podziały polityczne oparte na kwestiach ideologicznych, a nie personalnych. Zdecydowanie fajniej będzie, jak w następnych wyborach będzie wybór między populistycznym autorytarystą Swarzewskim a liberałką* Aliją, a nie tylko między nazwiskami mogącymi znaczyć cokolwiek.
* Tak, tak!
> Suwerenem powinien być lud, którzy może powierzać pewne zadania powołanym przez siebie organom. Musi mieć jednak nad nimi kontrolę.
I ma, i będzie miał. W tej kwestii mój projekt nic absolutnie nie zmienia. Nie likwiduję przecież instytucji referendum, możliwości odwołania posła, ani też samych wyborów, które są przecież kontrolą periodyczną.
> Bialenia nie może utracić stabilności i zdać się na decyzje małego i (nie oszukujmy się) często przypadkowego grona.
Akurat mikronacje są tak małymi społecznościami, że same są małymi i przypadkowymi gronami. Więc to, o czym mówicie, jest całkowicie unavoidable.
> Ale Wy wiecie, że to "absolutne" weto może zostać unieważnione przez referendum?
A ustawa przyjęta przez parlament może zostać całkowicie uchylona przez referendum, które przecież można rozpisać w absolutnie dowolnej sprawie. No dobra, może nie w takiej sprawie jak np. to, czy powinnam nosić majtki czerwone czy w ogóle nie nosić (referenda wiążą organy władzy państwowej, nie osoby prywatne), ale o tym w jakich majtkach można przychodzić do Parlamentu już tak.

