09-01-2020 14:22
Coś złapało go za nogę. Janko z przerażenia krzyknął raz, później drugi. W mgnieniu oka zobaczył, że znowu leży w tej samej cuchnącej izbie i jest cały mokry. Potem wśród szmeru, usłyszał warknięcie; wyje to wynocha z nim za drzwi! Nim na dobre zdążył zorientować się w nowej dla siebie sytuacji, poczuł, jak ktoś z dużą mocą wykręca mu obie ręce za plecy. Jednocześnie ktoś inny zamachnął się w jego stronę, tak że aż mu w uszach zadzwoniło. Głowa opadła bezwładnie w przód i byłby upadł, gdyby nie to, że wcześniej chwycono go z obu stron. Gdy był tak prowadzony do wyjścia, zdawało mu się, że czyjaś ręka gmera mu za koszulą. Ostawcie - zareagował półprzytomny pisarczyk - nic tam nie znajdziecie. Szarpnięcie się nie zmogło ich a starannie ukryty kwit, zagarnął ktoś obcy. Braaacie Albercie pomocy! - zawył z rozpaczy młodzieniec, wyrzucany właśnie na ulicę drugi raz tej nocy. Brat Albert nie żyje - rzekł na odchodne któryś z tamtych. Leży za miastem. Widzielim gdy grzebano go tam przedwczoraj. A dla ciebie będzie lepiej się tu więcej nie pokazywać. Nie żartujem. Świszczący zewsząd wiatr zagłuszyło głośne zatrzaśnięcie bramy. Janko oparł się o mur i zadumał. Wzdrygnął się, gdy zmiarkował, że owego dnia przypadała rocznica zgonu pobitego na śmierć św.Szczepana. Był 29 listopada, Roku Pańskiego 1637.
