02-02-2020 00:29
Oczekując na nocny konkurs skoków narciarskich w Sapporo, postanowiłem zapoznać się z proponowanym przez gospodarza Żółkwi dziełem.
Widzimy w nim upadek pewnego świata, nazwałbym go światem tradycyjnym. Pokolenie poddanych Cesarza, mieszkańców imperium zostało zastąpione przez członków narodu, obywateli nowoczesnego państwa. Tożsamość narodowa została pokazana, słusznie chyba, jako coś sztucznego, wyuczonego, co pojawiło się dopiero w pewnym pokoleniu. Rozstrzelanie Najjaśniejszego Pana jawiło się dziadkowi jako coś absolutnie niemożliwego. Stosunek dziadka do cesarza jest czymś pomiędzy strachem, a podziwem. I wraz z tym pokoleniem odeszło imperium. A chciałoby się wypić za zdrowie cesarza przy jego portrecie. A cesarza nie ma i nie będzie. A żal.
Widzimy w nim upadek pewnego świata, nazwałbym go światem tradycyjnym. Pokolenie poddanych Cesarza, mieszkańców imperium zostało zastąpione przez członków narodu, obywateli nowoczesnego państwa. Tożsamość narodowa została pokazana, słusznie chyba, jako coś sztucznego, wyuczonego, co pojawiło się dopiero w pewnym pokoleniu. Rozstrzelanie Najjaśniejszego Pana jawiło się dziadkowi jako coś absolutnie niemożliwego. Stosunek dziadka do cesarza jest czymś pomiędzy strachem, a podziwem. I wraz z tym pokoleniem odeszło imperium. A chciałoby się wypić za zdrowie cesarza przy jego portrecie. A cesarza nie ma i nie będzie. A żal.

