Wasza Ekscelencjo,
Palatynat Leocji, z racji świadomego położenia na mapie mikroświata, znajduje się w praktycznie tej samej odległości od Dreamlandu, Nordaty, Orientyki i Sarmacji — w wersji dla pesymistów dlatego, by być równie daleko od wszystkich bloków, w wersji dla optymistów po to, aby być równie blisko każdego z nich. Od dnia ogłoszenia niepodległości pozostaję w optymistycznym nastroju.
Obecna sytuacja międzynarodowa nie dość, że pozwala sobie wyobrazić, to jeszcze w sposób szczególny uzasadnia odtworzenie powszechnej organizacji międzynarodowej (nie piszę „OPM-u” wyłącznie dlatego, aby nie wywoływać niepotrzebnych skojarzeń ze stosunkowo biurokratyczną formułą dawnej organizacji). Istnieje bardzo wiele przedsięwzięć, które lepiej organizować dla szerszego grona — jeśli nie z uwagi na wzajemne sympatie, to przynajmniej z uwagi na chłodną kalkulację wynikającą z demografii całego mikroświata.
Mam silne, graniczące z pewnością, przypuszczenie, że większość inicjatyw dotychczas krajowych (jeśli nie lokalnych) zyskałaby jedynie na międzynarodowym uczestnictwie — rzecz jasna, pod warunkiem wypracowania formuły współpracy pozwalającej wyjść poza merkantylne rozumienie stosunków międzynarodowych. Aktywność za granicą nie musi z zasady oznaczać ograniczenia aktywności w kraju macierzystym; to, że „nasi obywatele udzielają się w X” stanowi problem tylko wtedy, gdy „obywatele X nie udzielają się u nas”.
Palatynat Leocji, z racji świadomego położenia na mapie mikroświata, znajduje się w praktycznie tej samej odległości od Dreamlandu, Nordaty, Orientyki i Sarmacji — w wersji dla pesymistów dlatego, by być równie daleko od wszystkich bloków, w wersji dla optymistów po to, aby być równie blisko każdego z nich. Od dnia ogłoszenia niepodległości pozostaję w optymistycznym nastroju.
Obecna sytuacja międzynarodowa nie dość, że pozwala sobie wyobrazić, to jeszcze w sposób szczególny uzasadnia odtworzenie powszechnej organizacji międzynarodowej (nie piszę „OPM-u” wyłącznie dlatego, aby nie wywoływać niepotrzebnych skojarzeń ze stosunkowo biurokratyczną formułą dawnej organizacji). Istnieje bardzo wiele przedsięwzięć, które lepiej organizować dla szerszego grona — jeśli nie z uwagi na wzajemne sympatie, to przynajmniej z uwagi na chłodną kalkulację wynikającą z demografii całego mikroświata.
Mam silne, graniczące z pewnością, przypuszczenie, że większość inicjatyw dotychczas krajowych (jeśli nie lokalnych) zyskałaby jedynie na międzynarodowym uczestnictwie — rzecz jasna, pod warunkiem wypracowania formuły współpracy pozwalającej wyjść poza merkantylne rozumienie stosunków międzynarodowych. Aktywność za granicą nie musi z zasady oznaczać ograniczenia aktywności w kraju macierzystym; to, że „nasi obywatele udzielają się w X” stanowi problem tylko wtedy, gdy „obywatele X nie udzielają się u nas”.
