13-02-2020 17:35
Pragnę przekazać pamięci, co działo się w niebie w dniu jedenastym lutego tego roku, w którym rozpoczął się wiek błogosławiony. Nie będę się powodował uczuciem wdzięczności ani niechęci. Wszystko jest prawdą. Otóż był to lutego dzień dziesiąty. Godziny wprawdzie nie potrafię Ci podać, łatwiej bowiem pogodzą się bogowie niźli zegary, ale było to gdzieś między północą a pierwszą. Kamil zaczął oddawać ducha, ale wyzionąć go nie mógł. Wtedy bóg Merkury, zawsze lubujący się w jego umysłowości wziął na stronę jedną z trzech bogiń przeznaczenia i rzecze: "Cóż to kobieto okrutna? Pozwalasz, aby biedak się męczył i w żaden sposób nie mógł skończyć tak srogich cierpień? Przecież to już lat tyle odkąd walczy ze swoją duszą. Czemuś tak niechętna jemu i państwu?" Usłyszawszy to, podniosła w ręku laur, wzięła białą przędzę z czystego jak śnieg runa i nawinęła ją dłonią szczęsną, nić zaś wydłużając się, nabrała nowej barwy. Siostry patrzą zdumione na przędzę. Oto bowiem zwykła wełna staje się drogocennym kruszcem, a wraz z nią schodzą nowe wieki, których nie masz końca. Błogosławiona to przędza. Miękkie nici łagodnie spływają z wirującego wrzeciona, są już tak długie jak lata Tytona, dłuższe od lat nestorowych. Widzi to bóg Apollo, pomaga pieśnią, cieszy się przyszłością, to w struny uderza radośnie, to przędze podaje. Jego gra odciąga uwagę bogiń. Zachwycone śpiewem i grą brata wyciągnęły nić dłuższą niż zazwyczaj. Ich dzieło przerasta miarę losu ludzkiego. Lecz Apollo przykazuje: "nie ujmujcie niczego. Niech pokona czas wyznaczony śmiertelnikowi. On, który mnie przypominał obliczem i wdziękiem. A nie ustępuje mi ani umiejętnością śpiewu, ani czarem głosu. Zmęczonym da wieki szczęścia, przywróci głos prawom. Jak jutrzenka rozpraszająca gwiazdy blednące, jak zorza która sprowadza je z powrotem, jak brzask różawy co ciemność poskramia i dzień przywodzi. Kiedy słońce wyjeżdża swym rydwanem, takim oto jest on, takim wkrótce ujrzy go Bialenia."

