Cytat:...a nawet jeśli to nie widzę jak niby uważanie prawnie, że ich nie ma, ma w tym pomóc.Pytanie tylko czy nieuznawanie jest udawaniem, że "ich nie ma" czy może jednak nieuznawaniem "ich" państwowości?
Przyznaję, że swego czasu uważałem podobnie jak Akrypa czyli uznanie znaczyło, że coś jest. Tymczasem byłem w błędzie i okazało się na przykładach (w tym obejście naszej umowy przez Sarmację), że oznacza to nieuznawanie państwowości, a nie nieuznawanie istnienia.
Uznanie mikronacji jest odpowiednikiem takiego uznania jakiegoś ośrodka władzy lub państwowości w realu. W realu na jakimś terenie, jakaś grupa ludzi może uznawać się za państwo... ale będzie nim dopiero wtedy gdy uznają ten fakt inni - i to w odpowiedniej liczbie. Tyle, że nawet ich nie uznając jako państwo - nikt nie udaje, że ich nie ma. Przecież można zużywać miliardy na bombardowanie ich - czyli jednak są.
Akrypo - poprzez uznanie nie stwierdzamy, że jakaś grupa bawiąca się w v-kraj jest... stwierdzamy, że uznajemy ich państwowość. To ogromna różnica.
A więc skoro regulujemy prawnie to uznawanie państwowości to jednocześnie musimy mieć możliwość nieuznania obcej państwowości wtedy gdy będzie to niekorzystne dla nas... też z powodów na chwilę obecną nieprzewidywalnych.
Przykład: Grupa ludzi (więcej jak 3), tworzy sobie forum i ogłasza się v-państwem... niby OK, ale problem polega na tym, że robi to na terenie innego państwa, z którym żyjemy w przyjaźni. Ta grupa nam nie zagraża (bo to nie na nasze tereny czycha), a więc zgodnie z Twoją wersją ustawy trzeba ich uznać... Tyle, że to nie leży w naszym interesie bo przyjaźnimy się w państwem, na krórego terenie sobie "wykroili swoje".
