30-05-2020 20:08
Myślę, że Suderlandczycy są w o tyle dobrej sytuacji, że mieli okazję zobaczyć na własnym przykładzie działanie monarchii, demokracji i autorytaryzmu. Ja nigdy nie działałem w Suderlandzie, ale trochę obserwowałem to, co się w nim dzieje, zwłaszcza w okresie Państwa Suderlandzkiego i końcówce Republiki Suderlandzkiej.
Myślę, że ten kryzys aktywności, który nadchodził (a jego pełniejszy rozwój został zatrzymany przez zawieszenie działalności) był spowodowany nie tyle autorytaryzmem jako systemem, co zepchnięciem odpowiedzialności za państwo na jedną osobę. I nie miało tu większego znaczenia, czy Karl był dyktatorem, czy byłby królem albo prezydentem. Tak się po prostu na dłuższą metę działać nie da, jeśli chce się zachować przyzwoitą aktywność i 'puls' życia społecznego.
Ogólnego spadku liczby mikronautów i aktywności się tak po prostu nie zmieni, więc chyba ten wątek możemy w tej dyskusji w ogóle pominąć. A więc co było dobrego i co złego w Państwie Suderlandzkim? Dobry na pewno był krótki proces decyzyjny (tzw. sterowalność państwa), dzięki któremu Suderland był ważnym graczem na Nordacie. Dobry był też pomysł Senatu jako zgromadzenia najbardziej zaangażowanych obywateli (to bardzo uczciwe, żeby pokazać jasno kto rządzi w państwie, a nie bawić się w zielone stoliki). Słabą stroną był brak oddolnych inicjatyw, właściwie wszystko było sterowane przez władze państwowe (np. kolonizacja Nordaty Suderlandzkiej, która była chyba głównym przedsięwzięciem narracyjnym).
Może dobrym pomysłem byłoby pobudzenie życia obywatelskiego, przy jednoczesnym pozostawieniu polityki zagranicznej i stabilności informatycznej i konstytucyjnej w gronie przywódców Rewolucji Narodowej? Nawet na Nordacie Suderlandzkiej mogłyby powstać prowincje pod rządami Senatu i prowincje "libertariańskie", gdzie każdy chętny obywatel mógłby robić co chce pod warunkiem nieszkodzenia racji stanu. Mógłby też powstać jakiś urząd 'trybuna ludowego', który byłby wybierany demokratycznie przez tych, którzy nie należą do 'rewolucyjnej arystokracji'. Nad konkretnymi rozwiązaniami można dyskutować, ale myślę, że kluczową kwestią jest pobudzenie społeczeństwa. W innym wypadku małe grono przywódcze siłą rzeczy musi się szybko wypalać.
Kolejnym wątkiem, już nie dotyczącym tylko Suderlandu, jest współpraca w ramach RPN. Jeśli chcemy, żeby nasze państwa istniały jeszcze przez dłuższy czas, to musimy realizować wspólne inicjatywy. W jednym kraju jest za mało zainteresowanych ludzi nawet, żeby stworzyć aktywną ligę piłkarską, to samo dotyczy prawie każdej dziedziny. Współpraca i 'handel wymienny' są już niemal koniecznością, żeby mikronacje mogły satysfakcjonująco funkcjonować.
Myślę, że ten kryzys aktywności, który nadchodził (a jego pełniejszy rozwój został zatrzymany przez zawieszenie działalności) był spowodowany nie tyle autorytaryzmem jako systemem, co zepchnięciem odpowiedzialności za państwo na jedną osobę. I nie miało tu większego znaczenia, czy Karl był dyktatorem, czy byłby królem albo prezydentem. Tak się po prostu na dłuższą metę działać nie da, jeśli chce się zachować przyzwoitą aktywność i 'puls' życia społecznego.
Ogólnego spadku liczby mikronautów i aktywności się tak po prostu nie zmieni, więc chyba ten wątek możemy w tej dyskusji w ogóle pominąć. A więc co było dobrego i co złego w Państwie Suderlandzkim? Dobry na pewno był krótki proces decyzyjny (tzw. sterowalność państwa), dzięki któremu Suderland był ważnym graczem na Nordacie. Dobry był też pomysł Senatu jako zgromadzenia najbardziej zaangażowanych obywateli (to bardzo uczciwe, żeby pokazać jasno kto rządzi w państwie, a nie bawić się w zielone stoliki). Słabą stroną był brak oddolnych inicjatyw, właściwie wszystko było sterowane przez władze państwowe (np. kolonizacja Nordaty Suderlandzkiej, która była chyba głównym przedsięwzięciem narracyjnym).
Może dobrym pomysłem byłoby pobudzenie życia obywatelskiego, przy jednoczesnym pozostawieniu polityki zagranicznej i stabilności informatycznej i konstytucyjnej w gronie przywódców Rewolucji Narodowej? Nawet na Nordacie Suderlandzkiej mogłyby powstać prowincje pod rządami Senatu i prowincje "libertariańskie", gdzie każdy chętny obywatel mógłby robić co chce pod warunkiem nieszkodzenia racji stanu. Mógłby też powstać jakiś urząd 'trybuna ludowego', który byłby wybierany demokratycznie przez tych, którzy nie należą do 'rewolucyjnej arystokracji'. Nad konkretnymi rozwiązaniami można dyskutować, ale myślę, że kluczową kwestią jest pobudzenie społeczeństwa. W innym wypadku małe grono przywódcze siłą rzeczy musi się szybko wypalać.
Kolejnym wątkiem, już nie dotyczącym tylko Suderlandu, jest współpraca w ramach RPN. Jeśli chcemy, żeby nasze państwa istniały jeszcze przez dłuższy czas, to musimy realizować wspólne inicjatywy. W jednym kraju jest za mało zainteresowanych ludzi nawet, żeby stworzyć aktywną ligę piłkarską, to samo dotyczy prawie każdej dziedziny. Współpraca i 'handel wymienny' są już niemal koniecznością, żeby mikronacje mogły satysfakcjonująco funkcjonować.

