02-12-2020 21:43
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02-12-2020 21:44 przez Aleksandra I. Dostojewska von Vincis.)
> Ja z kolei nie rozumiem w ogóle tego całego appealu alkoholu. Dla mnie mógłby służyć jedynie jako składnik wyborów kulinarnych i cukierniczych, i tyle. Jedyny alkohol jaki lubię, to cydr, ale od kiedy obaliłam go dwie ćwierćlitrówki w 15 minut, wolę się do niego nawet nie dotykać…
Lubię mocno schłodzony cydr, szczególnie gruszkowy, i w lecie. Natomiast uważam, że alkohol to mimo wszystko dobry wynalazek, ale nie rozumiem ludzi, którzy piją tylko żeby się upić
> No ja tu mam na przykład dziwny gust. Pijam przeróżne krafty i dziwacznych smakach, przełknę prawie wszystko, ale moim guilty pleasure jest czekoladowy porter, desperados albo bojan o smaku kokosowym. Z kolei taka perła smakuje mi w plenerze (najlepiej na wsi poleskiej), a tyskie w takiej knajpie niedaleko mojego domu rodzinnego (ale w domu już nie). Polskich piw koncernowych za bardzo nie lubię, ale czeskie już bardzo od zawsze.
Nie sądziłam, że będziemy się zgadzać w czymkolwiek, ale bojan kokosowy, to naprawdę świetne i znakomite piwo. Uwielbiam.
> A dla mnie akurat prosty... w upalny dzień wypije jedno schłodzone i jest OK, w sumie bez specjalnych podziałów na gatunki (no poza jakąś podłą taniochą... zresztą jak chodzi o mocniejsze trunki to raczej zdecydowanie unikam czegoś co kosztuje mniej niż 35-40 zł za 0,5l), ale przy drugim to już się strasznie męczę (za dużo płynu chyba... bo piwo w większej ilości to pijałem tylko na "wycieczkach" w "ciepłe kraje" z "biurem turystycznym" WP). Dość często zdarza mi się traktować piwo jako popitkę to kiepskiej gatunkowo wódki, jak mnie ktoś na coś takiego zaprosi (postawi na stole w gościnie) to po prostu zamawiam lub proszę o jakieś piwo na popitkę.
Jezu... Piwo na popitkę do wódki? Haha Ja bym nie dała rady.
Lubię mocno schłodzony cydr, szczególnie gruszkowy, i w lecie. Natomiast uważam, że alkohol to mimo wszystko dobry wynalazek, ale nie rozumiem ludzi, którzy piją tylko żeby się upić
> No ja tu mam na przykład dziwny gust. Pijam przeróżne krafty i dziwacznych smakach, przełknę prawie wszystko, ale moim guilty pleasure jest czekoladowy porter, desperados albo bojan o smaku kokosowym. Z kolei taka perła smakuje mi w plenerze (najlepiej na wsi poleskiej), a tyskie w takiej knajpie niedaleko mojego domu rodzinnego (ale w domu już nie). Polskich piw koncernowych za bardzo nie lubię, ale czeskie już bardzo od zawsze.
Nie sądziłam, że będziemy się zgadzać w czymkolwiek, ale bojan kokosowy, to naprawdę świetne i znakomite piwo. Uwielbiam.
> A dla mnie akurat prosty... w upalny dzień wypije jedno schłodzone i jest OK, w sumie bez specjalnych podziałów na gatunki (no poza jakąś podłą taniochą... zresztą jak chodzi o mocniejsze trunki to raczej zdecydowanie unikam czegoś co kosztuje mniej niż 35-40 zł za 0,5l), ale przy drugim to już się strasznie męczę (za dużo płynu chyba... bo piwo w większej ilości to pijałem tylko na "wycieczkach" w "ciepłe kraje" z "biurem turystycznym" WP). Dość często zdarza mi się traktować piwo jako popitkę to kiepskiej gatunkowo wódki, jak mnie ktoś na coś takiego zaprosi (postawi na stole w gościnie) to po prostu zamawiam lub proszę o jakieś piwo na popitkę.
Jezu... Piwo na popitkę do wódki? Haha Ja bym nie dała rady.

