07-07-2021 13:30
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08-07-2021 13:24 przez Ametyst Faradobus.)
Biedaszybnik
![[Obrazek: Minstrel-Poster-Billy-Van-Ware.jpg]](https://i.ibb.co/kXH9s9s/Minstrel-Poster-Billy-Van-Ware.jpg)
Przypowieść o ocaleniu biedaszybnictwa
Lata pewnego do Nowodomu przybył z Południa uczony. W ziemi tedy badylem pogrzebał i frarom Nowodomu ogłosił, że wielkie dobra zalegają pod całym Weerlandem. O kopalniach opowiedział, ich organizacyi i górnikach. Złapał się tedy Mistrz Budzimir III za głowę i prościej cuda podziemi wydobyć postanowił. Dnia następnego w Weerlandzie roztrąbiono, iże wszystek co poniżej głębokości pługa należy do tego, kto to dobył, ino Budzimirowi tylko zbyć to można. Gońce chłopom kilofy rozdały i chłopy biedaszybnikami zostali.
Kopać w całym Weerlandzie poczęto. Każden jeden pod chatą sąsiada fedrował, by czarne dobro, czy żelazo i inne kruszce pozyskać. Chaty czasem się waliły, tunele zapadały, lecz waśni nie było, bowiem nikt nie wiedział czyje to tunele, a każdego tyczyło to po równo. Urobek cały trafiał do Nowodomu, gdzie flaszką bimbru za tysiąc kamieni węgla płacono.
Dnia jednego pałac Budzimira cały pod ziemię się zapadł do dołu na 100 karłów nowodomskich, a 112 karłów przesieckich głębokiego. Wielce się tedy Budzimir rozeźlił i biedaszybnictwa zakazał.
Zjechało się kilku biedaszybników do Nowodomu w pokoju dysputować, lecz straż ich ubiła. Zjechało się kilkadziesiąt o litość błagać, lecz straż ich ubiła, a ciałami mury miasta przyozdobiła. Zjechało się kilkuset łagodnie, acz stanowczo niezadowolenie wyrazić, a straż ich ubiła i płaszcze dla możnych z ich skór uszyto.
Zjechało się tysiące i straż ubić ich miała, lecz jeden na sam przód wyszedł. Cały czarny był, węglem umazany i kilof w dłoniach dzierżył. Zakrzyknął tedy:
‘Więcej biedaszybników nie ubijecie, bo my się nie damy! Prawda chłopy?’
Biedaszybników zdziwienie ogarnęło, że tak można, lecz potwierdzili, więc straż ich nie ubiła. Skrzyknął ich Czarny Człowiek, by głośni byli, w trąby dęli, a z Neomezytu drzewa gumowe przytargali, aby je palić oraz ludzi w Nowodomie bili.
Dnia setnego zawieruch sam Budzimir przed tłumem stanął i Wielkiego Biedaszybnika wezwał. Dysputę długą toczyli, lecz Budzimir się ugiął, przeto na fedrowanie na nowo pozwolił. Biedaszybnik zaś ogłosił, że za zasługi swe dwie części z trzech części zysku wszelakiego z urobku każdego mu się należy. I bohaterem inni go ogłosili, na rękach go nosili. Mógł im tylko nogi podać i stopy mu wylizali.
Przypowieść o czuwającym Biedaszybniku
Dawno, dawno temu Weerland też cały w biedaszybach był, a Biedaszybnik nad wszystkim czuwał ze swego pałacu. Frarem ziemskim został i wiele wsi posiadał, lecz jemu się należało, bowiem tylko on biedaszybnictwo dobrocią swoją w istnieniu podtrzymywał. Gdy ktoś doli odpowiedniej Biedaszybnikowi nie przekazywał, to biedaszyb jego bez błogosławieństwa zrazu się walił i wodą był zalany. Pierwsza w miejscu tragedyj drużyna Biedaszybnika zawsze była, lecz za późno, by życie dłużnika ocalić.
Bywał też Biedaszybnik częstokroć w Nowodomie z Budzimirem na ucztach wystawnych, aby o złym losie prostych ludzi mówić i ulg im szukać. Po ucztach takowych daniny, które lud Budzimirowi miał płacić wielce rosły i któż wie, jak ogromne by były, gdyby nie dobre słowo Biedaszybnika.
Ucztę jedną poseł przerwał i ogłosił, że w Pyzdrach węgiel pod ziemią począł się palić. Popędził tam Czarny Człowiek zmartwiony losem ludzi i kopcące tunele zastał. Żaden, kto w nie wkroczył już nie powracał. Zapytano tedy Biedaszybnika co robić, a ten im w swej mądrości pomyśleć nakazał. Pomyśleli prostaczkowie i z rzeki Frotawy kanał wykopali i tunele wodą zalali. Gdy dymy ustały kanał zakopano, a wodę z tuneli wiadrami dobywano, a Biedaszybnik szybciej im robić kazał, toteż jednego dnia się uwinęli.
Poprosili Biedaszybnika, by sam tunele obaczył, czy dobre, a ten odrzekł:
‘Zbyt kocham świat podziemny, by znów go ujrzeć. Jeszcze bym zapragnął nie wrócić i cóż byście beze mnie zrobili?’
Sami więc prości kopacze tunele sprawdzili i do fedrowania zdatnymi byli. Podziękowali Biedaszybnikowi za wielką pomoc, a ten niczego nie chciał, toteż tylko stu krów, pięćdziesięciu beczek bimbru i dwudziestu niewolnych zażądał.
Przypowieść o śmierci Biedaszybnika
Raz jeden kopacze ze wsi Gnojno daniny dla Czarnego Człowieka odmówili, oszustem go nazwali i darmozjadem. Zasmuciło to Biedaszybnika, gdyż tak wiele dla ludzi robił, a Ci na niego złorzeczyli. Płakał nad złym losem oszalałej wsi i drużynę posłał, by ją uratowała. Jednakże ta do pałacu nie wróciła, lecz wściekła hałastra przybyła z Gnojna. Otworzył im Biedaszybnik bramę, by z nimi pomówić. Same okropności posłyszał, iże on tylko o swe dobro się troszczy. Rzekł tedy:
‘Furman nie może być koniem i odwrotnie!’
A ci go spętali, węgiel mu z twarzy zmyli blade lico ujawniając. Zakrzyknęli z trwogą, gdyż twarz tę poznali i go z pałacem spalili.
Wrócili do swej wsi kopacze nowinę o rzekomej wolności niosąc. Trzy dni minęły, a zbrojna banda do wsi przybyła i trybutu za ochronę zażądała. Niższy niż ten Czarnego Człowieka był, toteż zapłacili. Jednak dnia kolejnego przybyli inni i potem jeszcze inni, każdy czegoś pragnął. Oddawać musieli kopacze więcej, niż mogli.
Tunele ciągle się waliły, złoża lichymi się okazywały, Budzimir daniny podnosił szybciej niż dawniej. Gorycz w nich narastała i zbrodni swej żałowali. W biedzie żyli i bimbru nie mieli. Nie tylko im krzywda się działa, lecz w całym Weerlandzie los kopaczy marnością obrósł. Modły do Prabudzimira wznoszono, by Biedaszybnik powrócił.
Gdy kolejny raz bandyctwo po swą dolę do Gnojna przybyło, sylwetkę z zachodu nadchodzącą ujrzano. Człek ów cały czarny był, węglem umazany. Spytali go bandyci któż on, a ten jako Biedaszybnik przez Prabudzimira odrodzony się przedstawił. Zaśmiał się herszt i spytał prostaczków, czy to prawda, bowiem posłyszał, jakoby oni prawdziwego ubili. Potwierdzili tedy kopacze, że to Biedaszybnik, zaś hersztowi dech nagle ujęło i martwym spadł z konia. Klękli inni bandyci przed Biedaszybnikiem i wierność mu poprzysięgli.
Ruszył Czarny Człowiek przez Weerland głosząc swój powrót i wszelkie zbrojne bandy przeganiając. Dobrze się stało, że źle się stało, bowiem każdy jeden kopacz umiał już Biedaszybnika docenić. Przez sto lat kolejnych biedaszybnictwo chronił, a gdy świat go znużył wziemiowstąpił i z tuneli się wyłowi, gdy Weerland pomocy będzie potrzebować.
Biedaszybnik znany też jako Czarny Człowiek
To patron sektora wydobywczego i przemysłu, stópkarstwa, przedsiębiorczości, związków zawodowych, skromności, zamieszek, Pan Podziemi i Ten-Który-Powróci. Nie znamy jego prawdziwego imienia. Teologowie Tezy Weerlandzkiej twierdzą, że był to sam Budzimir III, istniejący w wielu osobach dyskutujących ze sobą, ale inteligenciki od Trzeciej Tezy twierdzą, że był to nie kto inny, a Krost Narowski, kronikarz z dworu Budzimira III. Mają na potwierdzenie dowody takie jak zniknięcie Krosta tego samego dnia, gdy pojawił się Biedaszybnik oraz inne nudne źródła. Teologowie Weerlandzcy w dysputach zatykają uszy i krzyczą, więc ich wersja ma silniejsze uargumentowanie.
Biedaszybnik z uwagi na niezwykle mistyczny charakter jest czczony przede wszystkim przez Weerlandczyków, choć swoją rolę ma również w bardziej industrialnych częściach Hirschbergii. Uosabia on skromność Ludzkiego Pana, który robi wszystko, co osoba wyższa może, by pomóc prostym ludziom, niemal nie oczekując niczego w zamian. Pokazuje on, że anarchia zwana przez niektórych odszczepieńców wolnością jest tak naprawdę większym zniewoleniem i szczęśliwy Weerlandczyk to taki, który komuś podlega. Biedaszybnik jednak nie zastępuje prostaczków w ich pośledniej i niegodnej pracy, lecz podobnie jak Wielki Mistrz Budzimir I w przypowieści o początkach Łowcy służy radą. Dobremu Weerlandczykowi to powinno wystarczyć.
Istnieją dość duże dysputy odnośnie tego, czy Biedaszybnik to, tfu, liberał, czy też przyzwoity socjalista. Duża część ohydnej konserwatywno-liberalnej młodzieży płci męskiej uważa, że biedaszybnictwo to ucieleśnienie idei wolnego rynku, a Czarny Człowiek brzydziłby się monarchosocjalizmem. Monarchosocjalistyczna młodzież płci żeńskiej twierdzi zaś, że Biedaszybnik to ojciec wszelkich związków zawodowych pokazujący jak zjednoczenie ludu pracującego w porozumieniu z władzą wynosi społeczeństwo na nowy poziom. Dyskusje te czasem toczą się na ulicach.
Symbolem Biedaszybnika jest kilof. Nim są oznaczone stosowne półki w Domach Tez. Zazwyczaj w ich pobliżu ścierają się strony wolnorynkowa i monarchosocjalistyczna, a po podłodze pełzają stópkarze liżący stopy obu stron tak zajętych kłótnią, że tego nie zauważają. W każdej przyzwoitej firmie, państwowej fabryce, biedaszybie i innych obiektach usługowych i przemysłowych znajdują się kapliczki służące czczeniu pamięci o Biedaszybniku. Mają one na celu przyniesienie szczęścia w interesie. Ich typowa forma to kopciuch przyjmujący różne dary, ale najbardziej pożądane są węgiel i pęczki banknotów.
![[Obrazek: przed-20200618-112226.jpg]](https://i.ibb.co/7nbZZ04/przed-20200618-112226.jpg)
prof. dr net. mgr gen. bryg.
Ametyst Faradobus
Ametyst Faradobus
Wiceprezydent i Eksprezydent Republiki Bialeńskiej, Rektor Uniwersytetu Bialeńskiego,
![[Obrazek: 85_13_12_22_10_32_48.png]](http://spolecznosc.bialenia.org.pl/gallery/85_13_12_22_10_32_48.png)
![[Obrazek: 85_13_12_22_10_32_48.png]](http://spolecznosc.bialenia.org.pl/gallery/85_13_12_22_10_32_48.png)

