ʿĀlija zawdżat Akrypa napisał(a):A że yoyonacje zawsze próbowały niewolniczo kopiować z kijem w dupie nieistniejący real, to już nie moja sprawa.Niekoniecznie yoyonacje... tworzenie wirutalnych państw "odrealowych", ale na własnych pomysłach z różnych dziedzin wcale nie jest czymś złym, jeżeli są ludzie których to bawi. To tylko jedno z podejść do tej zabawy - tyle, że niekoniecznie jedyne. Skoro bawiąc się w świat wirtualny można w zasadzie wszytsko to "jedyna słuszna droga" nie istnieje.
Problemem jest połączenie różnych kierunków w jakąś całość, by ogólnie pasowało to jakiejś większej grupie ludzi. O ile połączenie "kucykowatości" z tym "odrealowym" kierunkiem jest raczej mało wykonalne, to połączenie fantastyki z odrealowatością jest moim zdaniem własnie wykonalne... na takiej samej zasadzie jak to się udaje czasami całkiem zgrabnie w literaturze/kinematografii Sci-Fi.
ʿĀlija zawdżat Akrypa napisał(a):Ale absurdyzm jest właśnie najlepszy!Kwestia gustu... a tych się nie dyskutuje, mnie na ten przykład akurat absurdyzm mało odpowiada. Niestety połączenie "absurdyzmu" z kierunkiem "odrealowym" jest raczej niewykonalne - bo zawsze będzie to się gryzło. Dlatego trzeba znaleźć takie kierunek, który da się połączyć z tym obecnym, odrealowym tak by uczestnik zabawy w wirtualne państwo nie musiał dokonywać wyboru. Konieczność wyboru powoduje rozbijanie się na malutkie grupki, co w efekcie kończy się zwykle upadkiem.
ʿĀlija zawdżat Akrypa napisał(a):Wandystan był także w kosmosie i kolonizował Marsa. Nie wiem, jak udało się tam przebić przez nieprzenikalną barierę między rzeczywistością wirtualną a realną, ale nie takie rzeczy już się w sci-fi zdarzały…A to akurat jest mi znane... uwzględniłem to swego czasu tworząć w naszym układzie Czerwoną Planetę, jako coś o warunkach tudnych, ale zdatnych do podtrzymania życia. Bo takie informacje napłyneły do mnie wtedy z Wandystanu.
ʿĀlija zawdżat Akrypa napisał(a):W Dreamlandzie kiedyś wybrałam się na wyprawę awanturniczą na Cyberię, gdzie odkryliśmy gwiezdne wrota. Coś dla Ronona.Odkrycie "Gwiezdnych Wrót" lub innego portalu do dalekich światów fabularnie problemem nie jest i wcale nie musi to być "urządzenie" takie jak w popularnym serialu, bo pomysły różnistych "portali" do innych światów czy wymiarów występują w litaraturze Sci-Fi w wielu odmianach i dość powszechnie.
Moim zdaniem jest to dobry kierunek połączenia tej odrealowej mikronacji z fantastyką "kosmiczną". Pozwala nie narusząc zanadto tego wypracowanego w trakcie lat funkcjonowania v-państwa "poziomu technicznego" na przenisienie narracji do innych, dalekich światów - gdzie mogą funkcjonować inne cywilizacje, może funkcjonować życie niekoniecznie oparte na biologii takiej, którą znamy i gdzie można ponieść się własnym lub zapożyczonym pomysłom na fantastykę.
Do "Gwiezdnych Wrót" (serialu) nawiązywałem nie tyle z chęci skopiowania pomysłu na samo urządzenie transportowe do innych światów, a bardziej ze względu na pewien pomysł na pójście w kierunku fantastycznym, bez naruszania tego co pozostaje w "odrealowym" v-państwie. Tak jak w Gwiezdnych Wrotach - pewna część idzie w fantastykę, ale na naszej v-planecie większość pozostaje niezmienna. Jako przywódcy (a tym się przecież zajmujemy - przewodzimy krajom, siłom zbrojnym, regionom itd.) utrzymujemy to co poza planetą w tajemnicy przed narracyjnym społeczeństwem - oni dalej żyją jak dotychczas. To pozwala na nieburzenie tego "odrealowego porządku" i tym samym nie stoi w konflikcie z tymi, którzy chcą się bawić "odrealowo".
