29-05-2019 12:08
Ostatnimi czasy Jan, który wiódł beztroski żywot wiedział że będzie musiał stawić czoła wielu przeciwnościom losu. Wyczekiwany urlop na którym wiele czytał, pisał, gimnastykował się, często pływał oraz oddawał się wielu innym przyjemnościom, dobiegł końca. Z powodu awarii samolotu przesunął się nieco zaplanowany przylot do Wolnogradu. Kolejny etap podróży ze stolicy do Żółkwi Sapieha pokonał autem, które aż prosiło się o wizytę w warsztacie. Kiedy wreszcie wniósł do domu ciężki bagaż z samochodu, marzył jedynie o poduszce. Rano po przebudzeniu ruszył w drogę do Centrum. Jeszcze przed wyjazdem zlecił pewnej kobiecie by miała oko na ów przybytek. Owa kobieta tak uczyniła. Co prawda nie obyło się bez kilku mało znaczących incydentów w postaci uszkodzonej fotografii czy zniszczonej drukarki do papieru lecz mimo tego Jan i tak nagrodził ową kobietę szczyptą miłych słów i zagranicznym alkoholem. A gdy już pozostał sam w gospodzie siadł na krzesełku i wciąż będąc w dobrym nastroju namyślił się i tak oto powiada: "Moi Bialeńscy przyjaciele się niecierpliwią i pewnie są niezadowoleni że kazałem im tyle czekać. Powinienem co rychlej nadrobić stracony czas pożytkując go na sprawy Rzeczpospolitej". To rzekłszy Jan zadumał się i zaczął pisać.

