06-06-2019 15:50
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06-06-2019 15:51 przez Bartłomiej Demiatycz.)
Bezpośrednio po wyjściu z pobliskiego lokalu wyborczego począł maszerować wolnym krokiem po najbliższej wolnogradzkiej ulicy, korzystając choć z namiastki cienia, jaką dawały ustawione jeden przy drugim budynki. I znów, nie wiedzieć czemu, ukazał się mu przed oczyma ów pamiętny napis: "Centrum Gastronomiczno-Handlowe u Jana Sapiehy"... Jakby zupełnie bezwiednie pozwolił swym odrętwiałym kończynom ponieść resztę ciała do wnętrza, po czym zasiadł przy położonym najbardziej w rogu stoliku, który to właśnie niedawno został opuszczony przez jakąś rodzinę z pięciorgiem dzieci, zdawałoby się, że o rysach jahołdzkich. Zamówić oczywiście zapomniał, wyłączony na chwilę ze świata i pogrążony w zamyśleniu bez kontroli nad własnym językiem zbywając przelotnie idącego nawet i tym, zakurzonym miejscem, kelnera. Po kilku sekundach dopiero zorientował się w sytuacji, klnąc pod nosem samego siebie i niemalże przygryzając ów język ze złości. I siedział przez dłuższy czas wręcz nieruchomo, kontemplując widok zatłoczonego o tej porze Centrum i znajdujących się na jego ścianach rozmaitości...

