(17-12-2021 20:45)Ametyst Faradobus napisał(a): Ej, a z ciekawości: jaka była reakcja wojska kiedy wprowadzono do niego kapelanów ze stopniami oficerskimi? Nagle miałeś nad sobą klechę (profana, cywila de facto), któremu trzeba salutować, bo ma na przykład drugi najwyższy stopień w jednostce. Zawsze mi się wydawało, że dla prawdziwego wojskowego to jest upokarzające musieć salutować jakiemuś "generałowi" Flaszce albo Guzdkowi, który wężyk dostał z dupy.A jaka miała być? Tej bandzie na początku (za prezydentury Wałęsy) dawano z marszu stopień kapitana... wyobraż sobie jaka była reakcja oficerów, którzy na ten stopień musieli minimum 7 lat służyć (i to przynajmniej 3 lata na najniższym stanowisku oficerskim - dowódcy plutonu). Potem to zlikwidowali i to coś zaczynało podporucznikiem... co i tak w czasach gdy, aby dostać stopień oficerski była potrzeba ukończenia 4-letniej szkoły oficerskiej (lub 5-letniej akademi wojskowej), nie budziło zachwytu. Teraz oczywiście nie ma to znaczenia, bo współczesnych oficerów i tak produkują na paromiesięcznych kursach, więc się zrównało.
Mój stosunek do klechów w mundurach był zawsze prosty... mówiłem takiemu na Ty, z wyraźną pogardą w głosie i gorzej się do nich odnosiłem jak do szeregowca z poboru. Na burze, że "on jest oficerem" (i mu się niby jakiś szacunek należy... śmieszne, że niby klesze się coś takiego należy, nieźle im odwalało chwastom) odpowiadałem, że "per ksiądz" mu mówił nie będę, bo ich hierarchię mam w czterech literach, a per "Panie Kapitanie" też nie będę, bo większość "moich szwejów" ma więcej służby niż to coś w "śliniaku" zamiast krawata.
No, ale uczciwie przyznam - mogłem sobie na to pozwolić, bo mój dowódca jednostki był przyzwoitym i uczciwym człowiekiem oraz oczywiście miał do nich taki sam stosunek jak ja... to się mogli skarżyć, do u*** śmierci. A "stary" najwyżej z uśmiechem powiedział... "Q*** sierżant, naprawdę nie dasz rady się trochę pohamować i im przy każdej okazji nie przy****"?
Nigdy w życiu nie podałem klesze ręki... zawsze twierdziłem, że "takim jak wy, człowiek przyzwoity i szanujący się ręki nie podaje"...
No to finalnie po prostu trzymali mnie od nich z daleka. Nigdy nie musiałem mieć z nimi do czynienia, a jak było cokolwiek z ich udziałem to zawsze miałem np. "wolne za służbę", której sobie jakoś nie mogłem przypomnieć. No, ale ja służyłem w czasach gdy byli jeszcze w armii ludzie przyzwoici, nie było jeszcze tego "wyścigu szczurów", donosy były piętnowane (a nie nagradzane), a w armii się służyło, a nie pracowało. Sama armia nie przypominała wtedy "przeciętnego korpo"... Jak to się zaczęło zmieniać - to po prostu odszedłem co cywila, bo jak nadmieniłem człowiek powinien szanować sam siebie.
(17-12-2021 20:19)Andrzej Płatonowicz Ordyński napisał(a): Jak ktoś ich utrzymuje, to widocznie jest zapotrzebowanie.Bardzo budujące są ostatnie sondaże, które pokazują, że w grupie wiekowej 18-25 lat to "zapotrzebowanie" jest na poziomie 20 procent. To dobrze wróży na przyszłość... ja pewnie nie doczekam, ale Wy macie szanse zobaczyć ich zasłużony upadek.
