08-06-2019 20:22
Wprawdzie temat trochę spóźniony, ale może ktoś zechce się wypowiedzieć... jaki jest Wasz stosunek do 4 czerwca '89? Ja nie zgadzam się z dwoma podstawowymi narracjami. Uważam, że nie było to ani wielkie zwycięstwo, ani jakiś symbol "zdrady" strony kierownictwa Solidarność. Cały okres transformacji ustrojowej to po prostu kolejna niewykorzystana szansa w naszej historii. Wygrał wariant sprzedania Polski, ale jakie były alternatywy? Może gdyby Jaruzelski byłby na tyle twardym dyktatorem, żeby trzymać w garści liberalne skrzydło PZPR i Solidarność, to z czasem reforma Wilczka przyniosłaby rezultaty i stosunek społeczeństwa do PRL-u poprawiłby się na tyle, żeby utrzymać autorytarne, a przez to sterowalne państwo. Ale wśród demoludów brak podobnych sytuacji. Najbliższa tego jest Białoruś, gdzie Baćka skutecznie zsyntetyzował postkomunizm z ludowym patriotyzmem. Może u nas sprawdziłoby się wymieszanie socjalizmu z endecją (skoro Bierut pod koniec życia przechodził na pozycje endeckie, to szlachcic podlaski tym bardziej mógł, a PAX i środowiska związane z Jędrzejem Giertychem legitymizowałyby taki stan rzeczy). Z drugiej strony, "klerykalny" socjalizm to już nie byłaby Polska Ludowa moich marzeń.
No a inny liberalizm od postsolidarnościowego pewnie wyglądałby podobnie do stanu obecnego. Nawet gdyby jakimś cudem Tymiński, Korwin albo Moczulski doszli do władzy na początku lat 90., to i tak nie byliby w stanie wiele zmienić w stosunku do stanu obecnego.
Wbrew pozorom te rozważania to nie tylko nieistotne gdybanie, bo w historii jeszcze nie raz zmieni się sytuacja i będzie można zbudować inną Polskę. Ja najchętniej widziałbym Polskę "pozytywistyczną", bez jakiejś nachalnej ideologii, rozwijającą się w sposób zrównoważony. Najbliżsi tego w ostatnich czasach byli Jaruzelski i (za to na pewno mi się dostanie) Tusk, przynajmniej ten wczesny. Pierwszy po prostu miał pecha i doszedł do władzy w beznadziejnych czasach, a drugiego zgubiło bezkrytyczne "zapadnictwo". No a historycznie to za wzór można przyjąć Wielopolskiego i wczesną endecję (dopóki Dmowski nie zbliżył się za bardzo z Kościołem).
No a inny liberalizm od postsolidarnościowego pewnie wyglądałby podobnie do stanu obecnego. Nawet gdyby jakimś cudem Tymiński, Korwin albo Moczulski doszli do władzy na początku lat 90., to i tak nie byliby w stanie wiele zmienić w stosunku do stanu obecnego.
Wbrew pozorom te rozważania to nie tylko nieistotne gdybanie, bo w historii jeszcze nie raz zmieni się sytuacja i będzie można zbudować inną Polskę. Ja najchętniej widziałbym Polskę "pozytywistyczną", bez jakiejś nachalnej ideologii, rozwijającą się w sposób zrównoważony. Najbliżsi tego w ostatnich czasach byli Jaruzelski i (za to na pewno mi się dostanie) Tusk, przynajmniej ten wczesny. Pierwszy po prostu miał pecha i doszedł do władzy w beznadziejnych czasach, a drugiego zgubiło bezkrytyczne "zapadnictwo". No a historycznie to za wzór można przyjąć Wielopolskiego i wczesną endecję (dopóki Dmowski nie zbliżył się za bardzo z Kościołem).

