30-12-2021 22:43
Nie szedłbym może tak daleko w ocenach, jak @"Karol Medycejski", ale zgadzam się z istotą jego wypowiedzi. By nie powtarzać (zanadto) tego, co napisał, własnymi słowami, odpowiem punktowo.
1. Użyłem określenia „dreamlandzko-sarmacki” wyłącznie z powodów historycznych.
2. Istniały i istnieją państwa będące prywatnymi folwarkami.
3. Prawa są warte tyle, ile rządzący są gotowi je respektować (tu przepraszam za oczywiste powtórzenie…) oraz są kompetentni.
4. Demokracja nie jest jedynym możliwym ustrojem.
5. W stopniu tym większym, że można się całkiem zasadnie spierać o sprawiedliwość zasady jeden człowiek — jeden głos w mikronacjach.
Z powyższymi zastrzeżeniami, „zielony stolik” jest w znacznym stopniu mitem. Jesteśmy niewielkimi społecznościami. Jest oczywiste, że osobiste relacje będą odgrywały znaczącą rolę. Niekoniecznie źle, „zielonostolikowo” rozumiane. Nic po najlepszym programie, jeżeli nie ufamy, że autor będzie w stanie go zrealizować. (Oczywiście, również jeżeli po prostu go nie lubimy; tu ludzkiej natury się nie przeskoczy i działa to tak samo w polityce mikronacyjnej, jak i polityce realnej). Większość niezależna od rządzącego układu jest w stanie wygrać wybory, ale musi istnieć, być faktyczną większością, i posiadać ku temu powyższe chęci, determinację.
Zwłaszcza w kontekście punktu trzeciego chciałbym z całą mocą podkreślić, że mam o wiele większe zaufanie do Rady Republiki niż do Trybunału Koronnego, który pomimo całego bagażu prawodawstwa i biurokracji (a może właśnie dzięki niemu?) wydawał w przeszłości tak mocno urągające rozumowi i godności człowieka wyroki, że „możliwość egzekwowania swoich praw” wydaje się tutaj wyjątkowo ponurym szyderstwem. Miał też historię całkowitego uwiądu (tutaj już zdecydowanie można i należy winić procedurę), skutkującego tym, że nie było go wtedy, gdy był potrzebny.
Pozostaję głęboko przekonany o tym, że dobre instytucje i procedury realizują pożądane cele, przy czym cele te mają pierwszeństwo przed środkami. Sprawiedliwość jest ważniejsza od sądów. Zasady są ważniejsze od przepisów. (Niezmiennie, przepraszam za uderzanie w zbyt wysokie tony). Jeżeli odwracamy ten porządek, nie mamy parlamentów i sądów, a grupy rekonstrukcyjne parlamentów i sądów. Czy faktycznie o to tutaj chodzi?
1. Użyłem określenia „dreamlandzko-sarmacki” wyłącznie z powodów historycznych.
2. Istniały i istnieją państwa będące prywatnymi folwarkami.
3. Prawa są warte tyle, ile rządzący są gotowi je respektować (tu przepraszam za oczywiste powtórzenie…) oraz są kompetentni.
4. Demokracja nie jest jedynym możliwym ustrojem.
5. W stopniu tym większym, że można się całkiem zasadnie spierać o sprawiedliwość zasady jeden człowiek — jeden głos w mikronacjach.
Z powyższymi zastrzeżeniami, „zielony stolik” jest w znacznym stopniu mitem. Jesteśmy niewielkimi społecznościami. Jest oczywiste, że osobiste relacje będą odgrywały znaczącą rolę. Niekoniecznie źle, „zielonostolikowo” rozumiane. Nic po najlepszym programie, jeżeli nie ufamy, że autor będzie w stanie go zrealizować. (Oczywiście, również jeżeli po prostu go nie lubimy; tu ludzkiej natury się nie przeskoczy i działa to tak samo w polityce mikronacyjnej, jak i polityce realnej). Większość niezależna od rządzącego układu jest w stanie wygrać wybory, ale musi istnieć, być faktyczną większością, i posiadać ku temu powyższe chęci, determinację.
Zwłaszcza w kontekście punktu trzeciego chciałbym z całą mocą podkreślić, że mam o wiele większe zaufanie do Rady Republiki niż do Trybunału Koronnego, który pomimo całego bagażu prawodawstwa i biurokracji (a może właśnie dzięki niemu?) wydawał w przeszłości tak mocno urągające rozumowi i godności człowieka wyroki, że „możliwość egzekwowania swoich praw” wydaje się tutaj wyjątkowo ponurym szyderstwem. Miał też historię całkowitego uwiądu (tutaj już zdecydowanie można i należy winić procedurę), skutkującego tym, że nie było go wtedy, gdy był potrzebny.
Pozostaję głęboko przekonany o tym, że dobre instytucje i procedury realizują pożądane cele, przy czym cele te mają pierwszeństwo przed środkami. Sprawiedliwość jest ważniejsza od sądów. Zasady są ważniejsze od przepisów. (Niezmiennie, przepraszam za uderzanie w zbyt wysokie tony). Jeżeli odwracamy ten porządek, nie mamy parlamentów i sądów, a grupy rekonstrukcyjne parlamentów i sądów. Czy faktycznie o to tutaj chodzi?
