23-01-2022 12:53
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23-01-2022 12:55 przez Ametyst Faradobus.)
Szanowne Państwo,
na samym początku również chciałbym powitać wszystkich zainteresowanych, zaś Kuledze Profesorowi-Prezydentowi dziękuję za zainaugurowanie naszego spotkania powyższą prelekcją.
Moje pierwsze przemyślenie jest następujące: bardzo trafną wydaje się uwaga na temat istnienia "wirtualnej rzeczywistości". Aby odwołać się do równie klasycznego tekstu kultury realno-mikronacyjnej: wirtualne państwa - prawdziwi ludzie. To, co my tu tworzymy - wytwory, grafiki, teksty, strony - to jest kultura w rozumieniu szerokim. Do tego dochodzi rzecz najistotniejsza, czyli to, co się dzieje między nami: te nasze spory i sojusze, knowania i rozmowy, wreszcie relacje z pogranicza wirtuala i reala. Mamy więc tę, jak to Kulega Prelegent określił, rzeczywistość, która stanowi esencję zabawy i wydaje mi się, że między innymi ona odróżnia nas od klasycznej gry.
Nie jestem natomiast zwolennikiem deprecjonowania warstw narracyjnej, która ma w moim przekonaniu znaczenie niezwykle istotne i - wbrew temu co twierdzi Andrzej - może stanowić jeden z budulców, a nie tylko nadbudowę. Przykładowo: odwołanie się do kultur arabskiej, do rewolucji libijskiej, do określonego klimatu i określonej postaci poniekąd posłużyło za fundament bialeńskiej państwowości w takiej, a nie innej formie narracyjnej. Jednocześnie ten bialeński fundament miał też drugi filar w postaci jak najbardziej rzeczywistego buntu wobec ówczesnej rzeczywistości Sarmacji oraz ludzi, którzy w dany projekt włożyli swoją energię ,czas, kreatywność i młodzieńczą (jeszcze wówczas) werwę.
Przede wszystkim jednak mam takie wrażenie, że potrzeba narracji jest zmienna. Mój Przedmówca pisze o tych przysłowiowych milionach czołgów, o tych wszystkich kolosach na glinianych nogach. Nam jako starym dziadom może się to wydawać śmieszne, ale chyba wynika po prostu z naturalnej potrzeby - trzynasto- albo czternastolatek po prostu musi się ogłosić imperatorem z supernowoczesną armią i miliardem pikseli, na których budowane będą w pięć minut miasta liczone w setkach. No po prostu czuje, że nagle może, że w przeciwieństwie do gier nie ma tu jasnych ograniczeń. Przypomina mi to moment, gdy w mojej ulubionej niegdyś grze American Conquest odkryłem tryb edycji, gdzie mogłem robić bitwy wielotysięcznych armii zupełnie bez wysiłku. Później jednak odkryłem, że fajniej gra się jednak w kampanię. Wydaje mi się, że w przypadku większości mikronautów, którzy w tej zabawie zostają taka zmiana następuje, pewnie trochę za sprawą realowego dojrzewania. Trochę starsi "gracze" zaczynają preferować projekty, w które trzeba włożyć trochę wysiłku. Jak już się pobyło cesarzem to zaczyna się szukać źródła autentycznej satysfakcji, aby móc powiedzieć "to mi się udało!".
No i dziękuję ugułem za tę wypowiedź.
prof. dr net. mgr gen. bryg.
Ametyst Faradobus
Ametyst Faradobus
Wiceprezydent i Eksprezydent Republiki Bialeńskiej, Rektor Uniwersytetu Bialeńskiego,
![[Obrazek: 85_13_12_22_10_32_48.png]](http://spolecznosc.bialenia.org.pl/gallery/85_13_12_22_10_32_48.png)
![[Obrazek: 85_13_12_22_10_32_48.png]](http://spolecznosc.bialenia.org.pl/gallery/85_13_12_22_10_32_48.png)

