26-01-2022 13:05
(22-01-2022 21:23)Andrzej Płatonowicz Ordyński napisał(a): Krytykę narracji bezsensownej uważam za truizm, choć granice „bezsensu” zależne są od państwa i kręgu kulturowego. To co w jednym państwie wywołuje zażenowanie, w innych jest akceptowane. W Mikroświecie uczestniczą osoby o różnym usposobieniu, co powoduje zróżnicowanie państw. Nie da się tego obejść, i chyba nawet nie należy. Różnorodność Mikroświata jest jego siłą. Dlatego też dzisiaj nie jestem skłonny do bezwzględnej krytyki jakiegoś rodzaju narracji, a jedynie z niektórymi państwami nie mam ochoty bliżej współpracować narracyjnie, bo ich podejście do zabawy jest tak drastycznie odmienne od mojego (tudzież naszego, bialeńskiego), że nie miałoby to sensu.
Powstaje pytanie co rozumiemy przez krytykę „narracji bezsensownej” oraz co uważamy za narrację bezsensowną?
Oczywistym jest, że narracja, która uważamy za bezsensowną będzie podlegała naszej krytyce, tylko ta krytyka może mieć różne kształty. Czy, innym jest „krytyka” narracji, którą uważamy za „bezsensowną’ bo nam nie odpowiada, a czym innym krytyka „narracji”, którą uważamy za „bezsensowną” bo nie jest żadną „narracją”, a tylko jakąś „grafomanią”… polegającą na napisaniu przysłowiowego „mam milion czołgów”. Takie coś nie jest po prostu żadną „narracją”… bo narracja jest zbiorem elementów prowadzących do stworzenia jakiejś fabuły, opowiadania itd.
Napisanie w „słupku” ile ma się czołgów, samolotów czy… nie wiem fabryk, bomb atomowych, zwierząt hodowlanych itd. - nie jest narracją. Bo aby coś było narracją to musi by być to jakaś spójna całość, niekoniecznie musi być rozbudowana do kliku czy kilkunastu tysięcy znaków – ale musi to wszystko z czegoś wynikać.
Taką narrację można co najwyżej krytykować, jako tą która nam nie odpowiada – bo np. zakładamy inne czasy, inne podejście do danego tematu itp. Taka krytyka polega na stwierdzeniu, że nam się to nie podoba (bo przecież nie musi) lub uważamy, że zawiera błędy rzeczowe – wtedy jest jak najbardziej konstruktywna. Co więcej, jeżeli po drugiej stronie znajduje się osoba „sensowna” to taka krytyka może mieć bardzo pozytywne skutki – bo może wywiązać się ciekawa dyskusja, gdzie obie strony będą używały argumentów.
Czym innym jest krytyka czegoś co narracją nie jest, a jej autor za takową ją uważa… inna sprawa, że z autorami „słupków sprzętowych” trudno dyskutować, bo zazwyczaj od razu się obrażają. Co oczywiście też się zdarza w przypadku takich, którzy narrację budują, ale wskażemy im błędy rzeczowe (ale wtedy to raczej osobnik jest „bezsensowny”, a nie jego narracja). I nie chodzi tutaj o fakt, że ktoś stosuje fantastykę, bo fantastyka jest jak najbardziej na miejscu i do tego ma swój urok, a sam Mikroświat pozwala właśnie na fantazjowanie.
Osobiście nie widzę nic niewłaściwego w krytykowaniu pseudonarracji typu wypisanie w słupku ile kto tam niby ma czołgów (milion…). Bo to nie jest żadna narracja. Oczywiście można sobie odpuścić i w ogóle się z takimi nie zadawać… Pytanie tylko co jest lepsze? Izolować się od takiego podejścia do tematu czy próbować przekonać, że narracja to jednak coś innego. Zawsze istnieje prawdopodobieństwo, że krytykowany zrozumie, że „coś jest nie tak” i spróbuje jednak budować faktyczną narrację, a nie tylko „robić słupki”.
(22-01-2022 21:23)Andrzej Płatonowicz Ordyński napisał(a): W dalszym ciągu uważam narrację za nadbudowę dla Mikroświata, a nie jego esencję. Esencją są stosunki społeczne, ukoronowane instytucją pluralistycznego politycznie państwa.I tutaj mam duże wątpliwości… polityka bywa równie „nudna”, jak narracja, która nas nie interesuje. Zauważyłbym, że w wielu przypadkach w Mikroświecie chodzi właśnie o narrację niż o politykę. Polityka też ma ograniczone grono zwolenników… ale w sumie nie w tym rzecz.
Piszesz, że narracja jest wg Ciebie „nadbudową” polityki… no cóż mam odmienne zdanie. Potrafię bowiem wyobrazić sobie w Mikronacji politykę sprowadzona do minimum i nawet znam taki kraj, który jest „na szczycie” czyli Leocję – przecież tam to właśnie różnego typu narracja „gra pierwsze skrzypce”. Natomiast nijak nie potrafię sobie wyobrazić polityki mikronacyjnej bez odpowiednio rozbudowanej narracji. Bo niby o czym jest wtedy ta „polityka”?
Polityka to w zasadzie co to jest? To jest przecież zarządzanie państwem… a czym zarządzać jak nic w nim nie ma? W realu istnieje społeczeństwo i istnieje wiele dziedzin życia realnego. W mikronacji tego nie ma, trzeba to stworzyć… A jak się to tworzy? No przecież właśnie poprzez narrację. Trzeba najpierw to wszystko jakoś wymyślić, stworzyć fikcyjnie te dziedziny życia by jakakolwiek polityka miała sens.
Czy może istnieć mikronacja bez polityki? Całkowicie bez to w sumie chyba się nie da, ale z ograniczeniem jej do absolutnego minimum się da. Natomiast czy może istnieć mikronacja bez narracji? Moim zdaniem nie może… bo niby z czego się wtedy ma składać? W polityki jako „sztuka dla sztuki”? Fikcyjne rządząnie kompletnie niczym? Może dlatego te kraje z tą „bezsensowną narracją” (w sensie braku tej prawdziwej, a nie takiej która nam nie odpowiada stylem) wypadają tak żałośnie… bo im tam pozostaje? Kłócić się o władzę nad niczym?
Moim zdaniem jest wprost odwrotnie – to polityka jest nadbudową dla mikronacyjnej narracji. Dla niektórych oczywiście to mikronacyjna polityka jest celem działania, tylko aby mieli ten swój sens i swojej działania to ktoś najpierw musi zbudować całą narrację by v-państwo w ogóle istniało (oczywiście jako narracyjna fikcja).
