• 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
[VI Colloquium Bialenicum] Powstanie Marcowe z perspektywy dekady
#3
Szanowne Państwo, Kochani moi Kuledzy i Przyjaciele,
Drodzy Uczestnicy obchodów dziesiątej rocznicy Powstania Marcowego,

tak się złożyło, że nasze spotkanie stanowi pierwszą część rozłożonego na kilka dni jubileuszu. W pewnym sensie zatem przypada mi zaszczyt powiedzenia pierwszych słów w ramach tej szczególnej dla całego państwa bialeńskiego uroczystości. Jako historyk, ale i obywatel Bialenii, który co prawda pamięta 2012 rok, ale nie brał bezpośredniego udziału w Powstaniu, długo zastanawiałem się, jak mógłbym uczcić naszą szczególną rocznicę. Oczywiście: można pokusić się o opracowanie dotyczące jego przebiegu, ale to chyba lepiej zrobią naoczni świadkowie. Można też wybudować miejsce pamięci, co sam zainicjowałem kładąc rok temu kamień węgielny pod Muzeum. W pewnym momencie zdałem sobie jednak sprawę, że to co czyni Powstanie wyjątkowym to to, że jest ono historią żywą – jest po prostu częścią naszej własnej działalności. Może więc trzeba na nie spojrzeć jako na coś więcej niż tylko wydarzenie fabularne i źródło skomplikowanych relacji bialeńsko-sarmackich? Postanowiłem więc zapytać samego siebie: czy możemy potraktować je jako lekcję w myśli zasady „historia magistra vitae est”? Zapraszam dziś do wspólnej refleksji.

Jak pisał w 2014 roku @"Andrzej Płatonowicz Ordyński", jeden z bohaterów tamtych dni (znany do niedawna pod nazwiskiem Swarzewski): Nie można rozpatrywać kwestii Powstania Marcowego bez odniesienia do jego przyczyn oraz bez odniesień do miejsca wybuchu. To właśnie sytuacja zarówno w Teutonii, stanowiącej wówczas sarmacką prowincję, jak i w całym sarmackim imperium stała się politycznym, społecznym i zarazem psychologicznym bodźcem do zmian. Powstanie Marcowe było w zasadzie spontanicznym powiedzeniem „nie” dominującym ówczesną Sarmację skonstniałym elitom. Sprzeciw ten wybrzmiał z ust młodszego pokolenia, nierozumianego, pozbawionego możliwości działania. W tym kontekście historia zrywu jawi się nam dziś, w dziesiątą rocznicę jego wybuchu jako coś bardzo aktualnego – oto generacja starsza, przyzwyczajona do tego co tworzyła przez minione lata, związana z tamtym mikroświatem i tamtą Sarmacją emocjonalnie styka się z „juniorami”, ludźmi działającymi w sposób mniej profesjonalny, ale mającymi nieco inne potrzeby. Nie będzie przesadą, jeśli nazwiemy Marzec 2012 roku właśnie starciem pokoleń oraz wizji.
 
Raz jeszcze przytoczmy słowa obecnego profesora Ordyńskiego, który tak oto pisał o Sarmacji sprzed dekady: Wszystkie decyzje zapadały wśród elit państwowych, powszechne były utajnione działy na forum oraz niejawny grupy na facebooku, podczas których zapadały decyzje, które następnie były jedynie przegłosowywane przez Sejm Księstwa Sarmacji.
 
Czyż nie przypomina nam to naszej współczesności? Czy owi „juniorzy” nie weszli później w kwadratowe buty „dziadów”? To pytanie niechaj pozostanie bez jednoznacznej odpowiedzi, do namysłu Łaskawego Czytelnika.
 
Oto pojawia się więc w największym do dziś państwie Polinu grupa „młodych gniewnych”: Akrypa (dziś Ali Shariati), Piter Jasiński, Jan de Kaniewski: późniejsi prezydenci, ministrowie, bohaterowie Bialenii. Staje wśród nich także Andrzej Swarzewski, którego piszący te słowa pamięta z tamtych czasów jako jednego z najmłodszych mikronautów, odważnie, ale i bez większego powodzenia próbującego w tamtej Sarmacji rozwinąć polityczne skrzydła na prawej stronie sceny. Mieszają się w ich ustach konserwatyzm, patriotyzm z hasłami rewolucyjnymi, wyzwoleńczymi. Pojawia się też, po słynnym wydaleniu teutońskich dynastów, postulat walki o niepodległość Teutonii, który to cel ziścił się wiele lat później. Znów jednak oddajmy głos Ordyńskiemu: Pomimo haseł teutońskich powstanie marcowe nie powinno być uznane za teutońskich zryw narodowy. Było ono raczej wyrażeniem ogólnych nastrojów wśród młodych Sarmatów oraz dawnych działaczy niewielkich partii konserwatywnych, narodowych i prawicowo-ludowych.
 
Chociaż dziś Powstanie wspominamy przede wszystkim 21 marca to jednak jego faktyczny wybuch nastąpił dziesięć dni wcześniej, gdy Jan de Kaniewski opublikował swój słynny Manifest, w którym była mowa o dualizmie sarmacko-teutońskm z jednym władcą. Akt ten, jak łatwo się domyślić, spotkał się ze sprzeciwem starego pokolenia: jako pierwszy przeciwko Kaniewskiemu otwarcie wystąpił Gauleiter Kakulski (który sam jakoś tak utracił w zbiorowej świadomości status czołowego nemesis idei powstańczej). To samo czyni Michael von Liechtenstein, sprawujący odtąd jako lennik Piotra II Grzegorza godność królewską w Teutonii. Błyskawicznie reaguje również władza kneblując i internując przywódcę zrywu grożąc wydaleniem jego współpracownikom. Czy trudno o bardziej dający do myślenia przykład starcia skostniałej wizji uprawiania polityki jako własnego ogródka z młodzieńczym zapałem?
 
Kropla drąży jednak skałę: duszenie nastrojów rewolucyjnych tylko przyspiesza formowanie się ideologii. Dzieje się to dzięki pozostającemu na wolności Swarzewskiemu, dzięki Akrypie Akryponowi. Dochodzi element kaddafistowski – powstańcy czytają Zieloną Książkę, coraz odważniej mówią o państwie ludowym. Widać zatem rzeczywiste nawiązana do świata realnego: oto mamy do czynienia z próbą znalezienia „trzeciej drogi”, gdzie zamiast „władzy ludu” jest „władza młodych”. Zamiast o monarchii zaczyna się mówić o Dżamahiriji i to jest coś absolutnie kluczowego – oto pojawia się element oryginalny, co prawda zaczerpnięty z reala, ale nieznany dotąd w mikronacjach. To właśnie młodzi i energiczni Sarmaci wbrew pryncypałom zdobywają się na jakąkolwiek oryginalność. Czy to znowu nie jest coś, czego nam dziś tak bardzo brakuje w świecie mikronacji coraz bardziej wtórnych, coraz mniej osobliwych?
 
18 marca Jan de Kaniewski jest już na wolności, wygłasza kolejną odezwę i znowu – bez żadnego procesu – ma trafić za kratki. Niesprawiedliwość staje się faktyczną porażką pokolenia ówczesnych mikronacyjnych „dziadersów”, którzy tylko tak są w stanie bronić swoich racji. Tych, którzy nie mają nawet zamiaru dyskutować, konfrontować się, wyjść ze swojej strefy komfortu, którą budowali przez lata na bazie systemów, aktów prawnych, relacji osobistych. Tak jak dziś czyni to niejeden z nas…
 
Kaniewski nie daje się zniewolić: wraz z pozostałymi powstańcami tworzy Armię Wyzwolenia Teutonii. Armię, która nie powstała na bazie ustawy, ale wbrew ówczesnemu prawu! Nie jako gwardia miejska czy regionalna, ale jako oddolna inicjatywa, która nie potrzebuje przepisów, aby działać i być wyrazicielem woli ludu!
 
18 – 23 marca to właśnie czas, który dziś wspominamy. Dokładnie dziesięć lat temu miały bowiem miejsce właściwe walki z bronią w ręku. AWT walczyła, swarzyści walczyli, Teutończycy, Akrypa walczyła – szli ramię w ramię! Przybywają sojusznicy spoza grona młodych: działacze Narodowego Odrodzenia Teutonii, członkowie Rodu Cesarskiego. Później otrzymają oni miano Bohaterów Dżamahiriji Narodów Sarmackiego i Teutońskiego. Powstańcy walczą o Fer, biją się o Srebrny Róg i Auterrę. Mają miejsce bitwy o Ab’Dorst i słynny bój o Czarnolas. Powstanie rozciąga się więc na teren całego kraju z Grodziskiem włącznie, ale pomimo opanowania sporej części Teutonii wciąż brakuje mu zaplecza, bezpiecznej bazy. Staje się nią wyspa Bialenia, niegdyś stanowiąca terytorium jojonacji założonej przez Swarzewskiego, która później funkcjonowała jako ciprofloksjańska prowincja.
 
21 marca, gdy Powstanie przez chwilę święciło triumf, proklamowana zostaje wreszcie Dżamahirija Teutońsko – Sarmacka, która później stanie się Zjednoczoną Dżamahiriją Narodów i wreszcie Dżamahiriją Bialeńską. Ta forma państwowości jest jakby kręgosłupem łączącym nas, współczesnych obywateli Bialenii, z tradycją powstańczą. Gdy dwa dni później Piotr II Grzegorz, namówiony przez kanclerza Ivo Karakachanowa oraz szczególnie zaciekle zwalczającego Powstanie Gauleitera Kakulskiego, formalnie wydala Kaniewskiego i Swarzewskiego mają oni już ową bezpieczną przystań. Znów pozorna porażka staje się dniem chwały i początkiem czegoś trwałego. Obydwaj wodzowie przebywają bowiem wówczas na Bialenii. Tracą kontakt z Akrypą, Piterem i innymi liderami partyzantów. Powstanie na pierwszy rzut oka zostaje zdławione. Zaczyna się czas martyrologii, który nie ma wiele wspólnego ze sprawiedliwością. Wreszcie obydwaj pozostali w Sarmacji Powstańcy zostają wydaleni – w przypadku Akrypy wiązało się to z odebraniem jej obywatelstwa. Chciałoby się przywołać jedne z pierwszych słów z filmu Michaela Noera Motylek, gdzie dyrektor więzienia przemawia do skazańców przed ich odjazdem na wieczne zesławnie w Gujanie mówiąc: „Francja wyrzeka się was! Zapomnijcie o Francji!”

Dżamahirija utrzymuje przez jakiś czas kontrolę nad niektórymi ziemiami pozostającymi pod berłem księcia Sarmacji: nad Loardią, południową częścią Nowej Teutonii, nad Wyspą Awią. Stanowią one autentyczne terytorium sporne i tak sobie myślę, że w dzisiejszym, skostniałym Mikroświecie właśnie takich „Krymów” nam brakuje. Takich autentycznych konfliktów narracyjnych. Być może z wiekiem wszyscy stalśmy się Khandami.
 
W tym momencie nie będę rozwijał wątku ewolucji bialeńskiej państwowości. Dżamahirija z czasem zrzekła się pretensji terytorialnych do ziem sarmackich, a kwestia stosunków dzisiejszej Republiki z Księstwem to temat na osobne opracowanie, które – mam nadzieję – znajdzie swojego autora. Trzeba tylko zaznaczyć, że to właśnie w Dżamahiriji uformował się bialeński naród polityczny oparty na takich wartościach, jak władza ludu, zielony socjalizm i republikanizm.
 
Po dziesięciu latach wiemy doskonale, co z ideałów powstańczych zakwitło. Oto młodzieńczy zryw okazał się być dobrym nawozem, dzięki któremu upadła jojonacja przekształciła się w jedną z ciekawszych, profesjonalnych mikronacji. Młodzież dorosła, nauczyła się budować i stworzyła coś trwałego. Mam jednak wrażenie, że ten młodzieńczy zapał z czasem zatraciliśmy i że zapomnieliśmy o działaniu, które jest esencją tej zabawy. W ogóle czasem zapominamy, że to tylko zabawa.
 
Niewątpliwie do dziś stale pamiętamy w Bialenii o marcowym zrywie: lubimy przecież dogryzać Sarmatom, stawiamy pomniki, obchodzimy kolejne rocznice. Czy jednak nie warto w tym szczególnym momencie pochylić się nad początkami naszego kraju w sposób głębszy? Nie bez przyczyny przekazując obecnemu władcy Sarmacji zaproszenie na nasze uroczystości mówiłem o duchu pojednania. Mam nadzieję, że ten sławny jubileusz będzie okazją do takiego właśnie uniwersalnego spojrzenia na historię Powstania, która ma swój szczególny wymiar. Jak na historię walki młodości ze skostnieniem, której morał jest taki, że dzień dzisiejszy nie jest końcem Polinu i że często rewolucja – z pozoru niedojrzała – jest koniecznością. Że warto dawać szansę młodym i pozwolić im działać: najpierw nieporadnie i krzykliwie, a z czasem coraz bardziej merytorycznie i długofalowo. Wreszcie popatrzmy na Marzec 2012 roku jak na dzieje konfliktu, z którego może wyniknąć coś dobrego.
 
Jako człowiek myślący co do zasady pozytywnie wierzę, że nie doszliśmy jeszcze do ściany i że ową jubileuszową lekcję należycie odrobimy. Tego sobie życzmy.

A teraz zapraszam do dyskusji.
prof. dr net. mgr gen. bryg.
Ametyst Faradobus

Wiceprezydent i Eksprezydent Republiki Bialeńskiej, Rektor Uniwersytetu Bialeńskiego,

[Obrazek: 85_13_12_22_10_32_48.png]


Wiadomości w tym wątku
RE: [VI Colloquium Bialenicum] Powstanie Marcowe z perspektywy dekady - przez Ametyst Faradobus - 19-03-2022 11:30



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości