10-07-2019 14:31
Przed udaniem się do Venomanii i wyruszeniem w wyprawę wraz z resztą załogi Bartłomiej Demiatycz spędził w ubiegłych dniach długie godziny w monumentalnym budynku największej biblioteki w Bialenii, ulokowanej przy Uniwersytecie Bialeńskim w Wolnogradzie. Istotnie, źródeł odnośnie mającej znajdować się pod powierzchnią Pollinu Agharty było naprawdę dużo i pochodziły one z najróżniejszych miejsc w Mikroświecie. Poczynając od przypominających fantastykę barwnych opisów ludzi, którzy rzekomo widzieli tę krainę, po suche, sceptyczne analizy naukowe owej teorii, widać było, iż tematem tym zajmowało się już wiele pokoleń mieszkańców Mikroświata, a szczególnie wyróżniały się na tym tle przekazy pochodzące z niektórych dawnych kręgów okultystycznych. Jednak zdecydowana większość materiałów pochodziła z czasów dosyć odległych, a co gorsza — naprawdę rzadko kiedy można było natrafić na elementy wspólne tych wszystkich legend i mitów.
Teraz siedział w samolocie, który niósł ku brzegom Sambanafryki uczestników wyprawy mającej, przy dobrych wiatrach, zweryfikować te liczne przekazy i odnaleźć (bądź nie) wejście do podziemnego świata. Cały czas rozmyślał o tym, co przeczytał przed wyprawą. W zasadzie nikt nie wiedział, zastania czego będzie można się spodziewać w Ururu, a co dopiero, jeżeli chodzi o ziemie w większym oddaleniu od brzegów Sambanu...
Teraz siedział w samolocie, który niósł ku brzegom Sambanafryki uczestników wyprawy mającej, przy dobrych wiatrach, zweryfikować te liczne przekazy i odnaleźć (bądź nie) wejście do podziemnego świata. Cały czas rozmyślał o tym, co przeczytał przed wyprawą. W zasadzie nikt nie wiedział, zastania czego będzie można się spodziewać w Ururu, a co dopiero, jeżeli chodzi o ziemie w większym oddaleniu od brzegów Sambanu...

