14-07-2019 14:16
Dzień przed planowanym spotkaniem ze Zgromadzeniem udałem się na przechadzkę po nieznanym mi dotąd mieście. Mimo ostrzeżeń przed grasującymi przestępcami i faktu, iż spotkanie miało się odbyć już nad ranem, i tak nie potrafiłem odmówić sobie wieczornej wędrówki wśród zakamarków dawnej stolicy Bantu. W porównaniu z tym, co ujrzeliśmy wcześniej, miasto było stosunkowo czyste i uporządkowane, a mieszkańców mniej dotyczyły ciągłe konflikty i problemy innych sambanafrykańskich regionów dawnej Federacji Al Rajn.
Wtem zostałem zaczepiony przez pewnego mężczyznę w podeszłym już, zwłaszcza jak na średnią długość życia na tych terytoriach, wieku. Po tym, jak zwrócił uwagę na mój cudzoziemczy wygląd i kolor skóry, stanowiący zapewne mocno niecodzienny widok w tych rejonach, wywiązała się rozmowa. Okazał się być z krwi i kości rodowitym Bantyjczykiem, a ponadto wyznawcą i szamanem woodyzmu bantuńskiego, religii stopniowo wypieranej dzisiaj przez wpływy islamskie z północy i południa. Z czasem temat zszedł na miejscowe legendy, do opowiedzenia jednej z których szaman wyraźnie zmierzał. Zaczął opowiadać o ukrytym królestwie, istniejącym jakoby prócz dostrzegalnej rzeczywistości, pełnym wielkich bogactw, skarbów natury, zamieszkałym przez dawno wymarłe stworzenia, czy także te znane z mitów i legend, a nawet przybyszy spoza Pollinu. O lokalizacji nie było mowy, ale skojarzenie z niektórymi z opisów Agharty nasuwało się samo. Starzec powiedział także na koniec, że według jednej z wersji legendy mogłoby ono zostać kiedyś odkryte przez białych przybyszy z zachodu.
Było już późno, kiedy rozmowa dobiegła końca. Zapewne niektórzy z członków wyprawy w miejscu zakwaterowania niepokoili się już, może nawet wysłali jakiś zwiad... Ale kiedy zbierałem się do powrotu, kapłan zatrzymał mnie jeszcze na chwilę. Następnie wręczył mi bez słowa jakiś niewielki przedmiot, jedynie żegnając się. Jego przeznaczenia dociec nie zdołałem, ale zapewne nie został mi wręczony zupełnie bez powodu. Czy przypominał coś znanego? Nie... nie przypominał. Ostrożnie i z nutą podejrzliwości w głowie schowałem ów obiekt, udając się nocną porą do naszego miejsca zakwaterowania.
Wtem zostałem zaczepiony przez pewnego mężczyznę w podeszłym już, zwłaszcza jak na średnią długość życia na tych terytoriach, wieku. Po tym, jak zwrócił uwagę na mój cudzoziemczy wygląd i kolor skóry, stanowiący zapewne mocno niecodzienny widok w tych rejonach, wywiązała się rozmowa. Okazał się być z krwi i kości rodowitym Bantyjczykiem, a ponadto wyznawcą i szamanem woodyzmu bantuńskiego, religii stopniowo wypieranej dzisiaj przez wpływy islamskie z północy i południa. Z czasem temat zszedł na miejscowe legendy, do opowiedzenia jednej z których szaman wyraźnie zmierzał. Zaczął opowiadać o ukrytym królestwie, istniejącym jakoby prócz dostrzegalnej rzeczywistości, pełnym wielkich bogactw, skarbów natury, zamieszkałym przez dawno wymarłe stworzenia, czy także te znane z mitów i legend, a nawet przybyszy spoza Pollinu. O lokalizacji nie było mowy, ale skojarzenie z niektórymi z opisów Agharty nasuwało się samo. Starzec powiedział także na koniec, że według jednej z wersji legendy mogłoby ono zostać kiedyś odkryte przez białych przybyszy z zachodu.
Było już późno, kiedy rozmowa dobiegła końca. Zapewne niektórzy z członków wyprawy w miejscu zakwaterowania niepokoili się już, może nawet wysłali jakiś zwiad... Ale kiedy zbierałem się do powrotu, kapłan zatrzymał mnie jeszcze na chwilę. Następnie wręczył mi bez słowa jakiś niewielki przedmiot, jedynie żegnając się. Jego przeznaczenia dociec nie zdołałem, ale zapewne nie został mi wręczony zupełnie bez powodu. Czy przypominał coś znanego? Nie... nie przypominał. Ostrożnie i z nutą podejrzliwości w głowie schowałem ów obiekt, udając się nocną porą do naszego miejsca zakwaterowania.

