20-08-2019 13:16
Zwiad
"Żądza pokarmów zrodziła nieposłuszeństwo,
a słodkie kosztowanie wypędziło z raju.
Obfitość pokarmów sprawia rozkosz podniebieniu,
Karmi jednak robaka nieumiarkowania, który nie śpi.
Nienasycony żołądek uosabia duszę, by czuwała w modlitwie,
natomiast pełny, sprowadza senność"
Ewagriusz z Pontu
Kończyło się drewno. Mogliśmy albo rąbać domy na opał, albo zacząć wysyłać ludzi po drewno. Za całe dnie niemożliwej harówki obiecano nagrodę w postaci podwójnego przydziału drewna, świeżego jedzenia, bezpieczeństwa i wody. Wpierw przystałem na to z radością, bo byliśmy zbiorowiskiem biedaków, zdesperowanych nieszczęśników, chwytających się każdej nadziei. Nieważne jak nikłej i nieważne przez kogo danej. Grupy robocze zbierały się przy bramie i rozpoczynały wędrówkę po ostrzu noża, pomiędzy życiem a śmiercią .Wraz z innymi pracowałem tak dzień za dniem, niczym jagnięta idące na rzeź. Wkrótce po tym jak z wałów ostrzelano jedną z takich grup z powodu nie zebrania wystarczającej ilości drewna, gorzko pożałowałem swojej decyzji. Podczas wiecu wskazałem na osadę, znacznie większą od naszej. Z rzadka dochodziło między nami do wymiany handlowej, częściej do konfliktów o ziemię rolną lub prawo do połowu ryb. Od wybuchu zarazy nie dotarły stamtąd żadne wieści, co niekoniecznie musiało stanowić powód do obaw. Możliwe, że zrobili to samo co my, zamknęli podwoje. "Kiedy nadejdzie odwilż, będziemy potrzebowali ich jako sojuszników - oznajmiłem - zaproponuje im współpracę". Nie wiadomo, czyj głos na zgromadzeniu przechylił szale. W tak trudnych czasach łatwo uchwycić się każdej szansy ocalenia. Nieważne, jak mizernej. Ile jeszcze wytrzymamy, ślepi na to, co dzieje się poza wałami ? Pierdzielony mróz zabija niemal wszystko, czemu więc nie zarazę ? Być może głodzimy się bez sensu ! Przeprowadzę ten cholerny zwiad poza wałami osady. Przyjmę odpowiedzialność na własne barki i dla dobra nas wszystkich.
"Żądza pokarmów zrodziła nieposłuszeństwo,
a słodkie kosztowanie wypędziło z raju.
Obfitość pokarmów sprawia rozkosz podniebieniu,
Karmi jednak robaka nieumiarkowania, który nie śpi.
Nienasycony żołądek uosabia duszę, by czuwała w modlitwie,
natomiast pełny, sprowadza senność"
Ewagriusz z Pontu
Kończyło się drewno. Mogliśmy albo rąbać domy na opał, albo zacząć wysyłać ludzi po drewno. Za całe dnie niemożliwej harówki obiecano nagrodę w postaci podwójnego przydziału drewna, świeżego jedzenia, bezpieczeństwa i wody. Wpierw przystałem na to z radością, bo byliśmy zbiorowiskiem biedaków, zdesperowanych nieszczęśników, chwytających się każdej nadziei. Nieważne jak nikłej i nieważne przez kogo danej. Grupy robocze zbierały się przy bramie i rozpoczynały wędrówkę po ostrzu noża, pomiędzy życiem a śmiercią .Wraz z innymi pracowałem tak dzień za dniem, niczym jagnięta idące na rzeź. Wkrótce po tym jak z wałów ostrzelano jedną z takich grup z powodu nie zebrania wystarczającej ilości drewna, gorzko pożałowałem swojej decyzji. Podczas wiecu wskazałem na osadę, znacznie większą od naszej. Z rzadka dochodziło między nami do wymiany handlowej, częściej do konfliktów o ziemię rolną lub prawo do połowu ryb. Od wybuchu zarazy nie dotarły stamtąd żadne wieści, co niekoniecznie musiało stanowić powód do obaw. Możliwe, że zrobili to samo co my, zamknęli podwoje. "Kiedy nadejdzie odwilż, będziemy potrzebowali ich jako sojuszników - oznajmiłem - zaproponuje im współpracę". Nie wiadomo, czyj głos na zgromadzeniu przechylił szale. W tak trudnych czasach łatwo uchwycić się każdej szansy ocalenia. Nieważne, jak mizernej. Ile jeszcze wytrzymamy, ślepi na to, co dzieje się poza wałami ? Pierdzielony mróz zabija niemal wszystko, czemu więc nie zarazę ? Być może głodzimy się bez sensu ! Przeprowadzę ten cholerny zwiad poza wałami osady. Przyjmę odpowiedzialność na własne barki i dla dobra nas wszystkich.

