17-09-2019 17:22
Gdy dotarliśmy do granic stolicy niegdyś słynnego Aryunu, powitali nas uzbrojeni po zęby strażnicy. Oczywiście nie uwierzyli nam, gdy przedstawiliśmy się jako delegacja z Bialenii. Rozbroili nas i zaprowadzili przed oblicze Nalinakszy, który okazał się być przywódcą miasta. W przeszłości był aryuńskim urzędnikiem, a po wydarzeniach, które nazwał "apokalipsą" zdobył władzę nad miastem w wyniku ciężkich walk z "siłami entropii", czyli po prostu bandytami, którzy postanowili wykorzystać trudne czasy dla własnych korzyści. Uwierzył w nasze pochodzenie, wiele słyszał o Bialenii, ale od lat nie dociera na Hiperboreę wiele wieści z półkuli północnej. Pozwolił nam pozostać w mieście, nie chciał słyszeć o dalszej podróży (na prowincji panował ponoć chaos), ale wobec naszego uporu obiecał pomóc nam dotrzeć do Xocotli. Tam również mocno trzymała się cywilizacja, natomiast im dalej w stronę Tirimudzii, tym bardziej niebezpiecznie miałoby być. Jednak wieści z Maharadżatu nie było wiele. Albo Nalinaksza nie chciał się nimi podzielić. Nie pozostało nam nic innego niż na własną rękę zorientować się w sytuacji. I poznać miasto. Jesteśmy tu pierwszy i zapewne ostatni raz w życiu.

