No cóż, w katalogu ofertowym znajduje się coś co jest reklamowane jako karabin z szybkostrzelnością 150 pocisków/min i 15 nabojowym magazynkiem. Mi to wygląda na samopał, jakąś bezzamkową rusznicę, ładowaną takimi gąsienicami z ogródka, z tego co widzę, to nawet jedna jest w zestawie z karabinem i siedzi już połowicznie w środku. Co ciekawe karabin ten przychodzi w zestawie z breloczkiem 10x28 mm przedstawiającym artystyczną wizję pocisku do granatnika RPG-7.
Zakładając, że na Pollin nie działają prawa fizyki i ta broń rzeczywiście robi to, co twierdzi producent, to długość lufy karabinku* to ponoć 330 mm, a długość całości to zawrotne 1030 mm, czyli konstruktorowi udało się osiągnąć konsensus między wszystkimi wadami karabinków, a wszystkimi wadami karabinów. Kolejnym ciekawym elementem są przyrządy celownicze - zrobione z dwóch klocków lego 3x2. Do zestawu dołączono pilniczek, tak aby żołnierz mógł przeprowadzić ewentualną regulację. Ale to nie wszystko, ponieważ konstruktorzy przewidzieli możliwość przypominania żołnierzowi o tym, że wojna okrutną jest.
Dlatego spust umieszczono nienaturalnie blisko chwytu pistoletowego (małe ręce - prawdopodobnie żeby ułatwić strzelanie dzieciom), a sam chwyt uczynili nienaturalnie długim (duże ręce - drwala albo hulka). Wisienką na torcie jest kolba, która utrudnia strzelcowi trzymanie chwytu pistoletowego podczas strzelania, czyniąc je uciążliwym czy też wręcz niemożliwym, w bonusie - brak łoża lufy, a więc strzelanie odbywa się w słynnym w pewnych kręgach trybie na Delingera, co w połączeniu z wyczesanym kalibrem 10x28 mm powoduje wybicie strzelcowi zębów odrzutem, już po tym, jak ten wybije sobie stawy aby ustawić się mniej-więcej w pozycji strzeleckiej, no i poważny stres dla gąsienicy.
Ogólnie celem broni jest stworzenie większego zagrożenia dla potencjalnego użytkownika niż przeciwnika.
Pojawia się natomiast pytanie o kompatybilność innych magazynków...

