- Za sprytny to ja zbytnio być nie mogę, skoro zamiast dzielić i rządzić, to popijam bimber w bałdaraskiej spelunie. - odparł Feliks. - Aczkolwiek chciałbym, żebyśmy się wygodnie rozsiedli, bo chciałbym z Wami pogadać o Niecodzienniku Republikańskim. Mianowicie ostatnio narodził się pomysł, żeby w miarę możliwości co numer pojawiał się cykl wywiadów, a raczej luźnych rozmów, pod tytułem "Przy wódce z przywódcą". Tutaj myślę, że więcej powie nam Andrzej na ten temat, dlatego usiądźmy i na spokojnie to przedyskutujmy.
Reszta zgodnie skinęła głową i udali się w stronę wolnego stolika przy barze. Barman nie czekając na specjalne zaproszenie, podszedł do gości i uzupełnił puste kufle, szklanki oraz kieliszki.
- Andrzeju, w takim razie, jak Twoim zdaniem powinno to wyglądać? - zapytał odpalając cygaro, na którego pierścieniu mieści się napis República de Palma.
Otóż, drodzy towarzysze, cykl rozmów "Przy wódce z przywódcą" widzę jako stałą rubrykę w Niecodzienniku Republikańskim. Rozmowy odbywałyby się w Pałacu Prezydenckim w scenerii bardziej przypominającej "rozmowy u Sowy" niż obiady czwartkowe. Stałymi uczestnikami byłby Feliks i ja, ale do każdej rozmowy zapraszalibyśmy kogoś jeszcze. Temat wiązałby się zawsze z myślą przewodnią danego wydania Niecodziennika. Myślę, że takie rozmowy prowadzone z bolszewicką szczerością byłyby znacznie bardziej interesujące niż suche wywiady.
Ali, czy zgodziłbyś się być naszym pierwszym gościem? Mam już nawet propozycję tematu dyskusji.
- Bardzo podoba mi się taka koncepcja. Myślę, że byłoby to coś nowego i wielu osobom taka luźna forma przypadłaby do gustu. Osobiście nigdy nie przepadałem za suchymi wywiadami, bo są one wiecznie pozbawione improwizacji. - zamyślił się. - Fajnie by było Ali, gdybyś zgodził się wziąć w tym udział. - popatrzył z nadzieją na Ajatollaha.
Nietypowi goście Baru, zwrócili na siebie uwagę większości osób znajdujących się w nim, i wielu z nich ukradkiem na nich spoglądało. Nie umknęło to uwadze Feliksa, który spojrzał na innych gości w lokalu.
- Towarzysze nie krępujcie się! Jak ktoś ma ochotę, to niech siada, ja stawiam! - zerknął w stronę barmana, który odwzajemnił to uśmiechem. - Ja mam jeszcze pytanie to Irmina. Wiem, że już się pytałem Ciebie o to w innym miejscu, ale czy nie zechciałbyś napisać do Niecodziennika, jakiegoś cyklu opowiadań o jahołdzkim życiu? Chyba, że masz jakiś inny pomysł, to mów śmiało.
W Dżamahiriji rozpoczynał się konflikt, przeciwko nieaktywnym władzom wystąpił "Czerwony Ruch" Mohameda, islamiści fatimscy, Protektorat Numbres, Ajszaburska Republika Ludowa i Swarzogrodzka Republika Ludowa, a wszystko wskazywało, że na tym liczba uczestników sporu się nie skończy. A w bałdaraskim Barze pod Osłem nikt się tym nie przejmował... Część stałych bywalców nawet nie zauważyła, że nie ma już Atamanatu i Jahołda stała się częścią Dżamahiriji. Kogo obchodziła polityczka, jeśli można raczyć się miejscowym bimbrem? Może właśnie to specyficzne podejście do życia jest powodem dla którego jahołdzcy działacze, tacy jak Feliks Spirkin, na scenę polityczną wchodzili rzadko i jedynie na krótko. Nawet prezydentura Spirkina nie trwała długo, wolał Jahołdę i spokój. Jedno jest pewne: jeśli ktokolwiek, bez różnicy, czy będą to komuniści, islamiści, czy jeszcze inszy intruzi będą próbowali przerwać ten monotonny rytm, wówczas rozpęta się piekło. Jahołdzi nie spoczną, dopóki nie przepędzą reformatorów.
Tymczasem w rządowym samolocie...
- Panie Ministrze, lecimy do Wolnogradu, czy Venomanii?
- Zabierzcie mnie do Bałdaraszu i przylećcie po mnie w poniedziałek rano. Bez pytań i dyskusji, jeśli dalej chcecie tu pracować.
Andrzej od razu skierował się do Baru. Już na wejściu został przywitany przez kolegów, którzy nie orientowali się w sytuacji politycznej, międzynarodowej, ani żadnej innej. Kolejny raz pojawiła się pokusa, by dołączyć do nich na dłużej. Ale jeszcze nie teraz, zbyt dużo jest do zrobienia...
Mężczyzna wszedł do baru, i usiadł w rogu lokalu, po czym zapalił siedmiogrodzkie cygaro. Wypuszczając dym ustami, rzekł sam do siebie...
Nie tak to wszystko miało wyglądać.
Opowiem wam dowcip: wchodzi Feliks do baru i znika na kolejny rok.
>Nie tak to wszystko miało wyglądać.
Wchodzi Akrypa do baru:
Kiedyś to było, teraz to ni ma.
Na tym kończy bo nigdy nic nie robiła w Jahołdzie.
Imouto każdego Bialeńczyka, Przewodnicząca RD, Uczestniczka Powstania Marcowego
Akrypa Ali Shariati, Али Шариати Aкриловый, Ακρυπα Αλί Σάριατι, الاكريليك علي شريعتي
Obywatelka Bialenii pochodzenia Teutońskiego, Imamka Szyizmu, XXIX Prezydent RB
06-05-2020 22:34
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06-05-2020 22:34 przez Feliks Spirkin.)
Cytat:Opowiem wam dowcip: wchodzi Feliks do baru i znika na kolejny rok.
Jeden post rocznie jest, norma wyrobiona.
Do baru wszedł też mężczyzna w sutannie. Po skosztowaniu odrobiny miejscowej wódki natychmiast ją wypluł.
- W tej Dżamahiriji nic nie jest zrobione porządnie. Tego nie da się pić!
Następnie wyjął z kieszeni butelkę osteryjskiego bimbru. Po wychyleniu połowy, nieco się uspokoił.
- Hola hola Towarzyszu! Jahołdzki bimber nie jest robiony z pewnością porządnie, ale nie przesadzajmy, że nie da się tego pić! Wypić można, co najwyżej można stracić wzrok, ale smak powinien zrekompensować. - roześmiał się.
Spirkin dosiadł się do nowo przybyłego gościa i podsunął mu pod nos swój kieliszek.
- No to pokażcie ten osteryjski specyfik Towa... - spojrzał na sutannę mężczyzny. - Znaczy się Wasza Eminencjo! Gdzie moje maniery, cóż za faux pas. No ale jak sama Eminencja widzi, ten lokal jest tak zadymiony tytoniem, że ciężko by tutaj było nawet rozpoznać samego patriarchę Rotrii.
|