03-01-2020 05:25
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03-01-2020 05:28 przez m².r.)
>opowiem Ci niezłą historię.
W sumie jestem mocno ciekaw tej historii, tak więc ewentualne sosy to byłby goodread.
Jestem sobie w stanie wyobrazić element cenzopapistyczny w religii, ale budowanie całego kościoła w rytmie barki i żółtej jest IMHO mocno ograniczające i trochę niesatysfakcjonujące na dłuższą metę.
Co nie oznacza, że nie popostowałbym cenzo jako formy (hmm...?) celebracji religii. Lepsze niż cotygodniowe żywoty świętych, byłyby memiki z paporem na każdy tydzień.
03-01-2020 08:47
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03-01-2020 08:48 przez m².r.)
>Paradoksalnie wrogość w mikronacjach może być budulcem i sprzyjać aktywności. Może warto by utrzymywać ten konflikt, ale nie jako rzeczywiste napięcie pomiędzy ludźmi, do których zasadniczo nic nie mamy, a jako tradycyjny, fabularny dystans pomiędzy państwami?
Taki cel przyświecał mojemu królowaniu Królestwu Dreamlandu właściwie od intronizacji. Dystans między relacjami międzypaństwowymi, a osobistą niechęcią musi zostać zachowany. Jestem w stanie zrozumieć sarmacką nienawiść do KD, ale nienawiści Sarmatów do mnie - nienawiści dodam sztuczniej podsycanej - nigdy nie rozumiałem. Zwłaszcza, że zamieniłem osobiście słowo z trzema może czterema osobami stamtąd - i tutaj dodać należy, że żadna z tych osób, z którymi rozmawiałem, na mnie do tej pory nie napluła.
Konflikt na linii S***** i Dreamland+Bialenia musi być podtrzymywany bez względu na to, że po wszystkim i tak na koniec spotykamy się wszyscy na jednym Dyskordzie żeby przyjacielsko pogadać o niczym. W mikroświecie musi bezwzględnie zachodzić duopol - dlatego ostateczne rozwalenie S****** nigdy nie wchodziło w rachubę. Myślę, że rozwinę ten pogląd w jakimś artykuliku, dorzucę trochę Żiżka i "The Killing Joke", może będzie coś do poczytania pod koniec stycznia.
03-01-2020 16:54
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03-01-2020 16:59 przez Andrzej Płatonowicz Ordyński.)
Ostatecznie rozwalenie Sarmacji jest niemożliwe i byłoby szkodliwe dla mikroświata. Jednak duży procent aktywności ma miejsce właśnie w tym kraju. Muszę jednak przyznać, że dla mnie ten konflikt nie ma charakteru tylko narracyjnego. Naprawdę jestem głęboko przeciwny takiemu mikroświatowi, który tworzy Sarmacja, zarówno w polityce zagranicznej, jak i wewnętrznej (gombrowiczowskie "upupianie" ludzi, awansowanie "miernych, ale wiernych", podział na kółko adoracji i wrogów publicznych, pogarda dla inności). Mocno kibicuję Sarmatom, że uda im się zreformować kraj i dzięki temu możliwa będzie cywilizowana, aktywna i ciekawa polityka międzynarodowa.
Naturalne byłoby, że po wszystkich stronach są partie, które chcą ocieplenia i takie, które chcą machać szabelką. Naturalne byłyby okresy zimnowojenne (a może nawet wojenki na peryferiach mikroświata, poprzez uzbrajanie każdy swoich "zielonych ludzików"), jak i okresy ociepleń. Jednak wiele wody musi upłynąć, zanim będzie to możliwe. Póki co budujmy świat wielobiegunowy, współpracujmy ze sobą, żeby stanowić jak największą przeciwwagę dla Sarmacji. Muszą widzieć, że są jednym z mocarstw, a nie hegemonem. Być może wtedy usiądą do stołu bez okazywania swojej wyższości.
Ostateczne rozwalenie jakiejkolwiek mikronacji bez chęci/zgody jej mieszkańców jest ogólnie rzecz ujmując niemożliwa. Nawet jeżeli przyjmiemy, że Państwo A i Państwo B zgodziły się na rozwiązanie konfliktu drogą militarną (to jest wojna za pomocą wcześniej ustalonego systemu bitewnego i kampanii) i wygrana strona "zaanektowałaby" swojego przeciwnika, to ten wciąż ma możliwość stworzenia "rządu na uchodźstwie" lub Nowej Republiki/Królestwa/Księstwa XY, które byłoby bezpośrednią kontynuacją poprzedniego tworu.
A jak wszystkie ziemie niczyje szlag trafi?
To można usypać nową wyspę, albo stworzyć autonomię na terenie istniejącego państwa. Wariant z zajęciem wszystkich terenów bez przynależności państwowej jest dość mało prawdopodobny.
> To można usypać nową wyspę, albo stworzyć autonomię na terenie istniejącego państwa.
Albo działać sobie na pływającym po całym Oceanie Wirtualnym okręcie (SEASTEADING), tak jak niegdyś Hasseland.
Albo wybudować w 3 dni podwodne, niezniszczalne miasto, z technologią przyszłości. Wszystko można w mikroświecie.
Albo przenieść się w kosmos i stworzyć poza Pollinem inny świat polskich mikronacji, który nie będzie "żydowskim konceptem mikronacyjnym". :v
Przecież wszystko w mikronacjach tak wygląda. Tak to już jest, gdy kilkadziesiąt skonfliktowanych osób spotyka się w internecie i popisuje swoją wyobraźnią. Gdzie tu miejsce na zdrową rywalizację bez zasad? Żeby rozwalanie było możliwe, to są potrzebne zasady, a wszelkie organizacje które próbowały je wprowadzić, dosyć szybko umarły śmiercią naturalną. Czego państwo chcą od tej "pięknej" krainy swobody oraz wyobraźni?
|