• 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Bialeńczyk patrzy na Bialenię. Ostatni wykład.
#1
 Bialeńczyk patrzy na Bialenię
Ostatni wykład na Uniwersytecie Bialeńskim

 
[Obrazek: 2011826194146983734_8.jpeg]
 
Szanowni Państwo,

Proces wygaszania życia w Bialenii jest już mocno zaawansowany. Choć do 15 listopada pozostało jeszcze trochę czasu, zielona republika jak gdyby już przygotowywała się do swojego przyszłego stanu – niebytu. Nadszedł czas, by Uniwersytet Bialeński, a przynajmniej Instytut Mikrozofii, również powiedział ostatnie słowo. W ostatnich latach UB nie tylko stał się jedną z wiodących uczelni na Pollinie, ale też jedną z najaktywniejszych instytucji w kraju, w sporym stopniu kształtującą charakter i wizerunek naszego państwa.

W swoim ostatnim wykładzie na Uniwersytecie Bialeńskim postanowiłem poruszyć temat samej Bialenii. Będzie to więc garść refleksji autobiograficzno-historiozoficznych, które być może sprowokują kogoś do podjęcia własnych przemyśleń na temat przeszłości naszego kraju i podzielenia się nimi, do czego już teraz zachęcam.

13 lat Bialenii, 10 lat republiki

Bialenia powstała w 2010 r. jako projekt mój i kolegów z klasy z podstawówki. Mieliśmy wówczas 11 lat, co przełożyło się na typowo yoyonacyjny charakter państwa. Dość szybko się znudziliśmy. W mikroświecie pozostałem tylko ja. Właściwa historia naszego państwa zaczęła się 21 marca 2012 r. wraz z Powstaniem Marcowym. Temat tej rewolucji był wielokrotnie poruszany, dlatego teraz nie poświęcę mu więcej miejsca. Przypomnę jedynie, że powstanie to było buntem młodych mieszkańców Księstwa Sarmacji przeciwko zabetonowanej scenie politycznej. Wówczas starsze pokolenie mikronautów ocenialiśmy bardzo krytycznie, dziś bardziej rozumiem ich postawę.

Powstała na skutek powstania Dżamahirija również okazała się być państwem niestabilnym. Często zmienialiśmy nazwy i fora. Choć państwo to było nieco ambitniejsze niż Królestwo Bialenii z 2012 r., wciąż oceniane było słusznie jako yoyonacja. Prawdziwy przełom nastąpił 15 listopada 2013 r. wraz z utworzeniem Republiki Bialeńskiej. Dziesiąta rocznica tego tworu państwowego stanowić będzie jednocześnie koniec historii Bialenii.

Od barbarzyństwa przez cywilizację do dekadencji

Jeśli lata 2010-2013 uznać możemy za etap barbarzyństwa, który na Pollinie określić możemy mianem yoyonacyjności, to pierwsze lata działalności Republiki Bialeńskiej określić należy mianem okresu cywilizacji. Choć apogeum aktywności i pozycji międzynarodowej przypadło na rok 2016, niemal od samego początku Republika była państwem ludzi młodych, ambitnych i zdolnych – miało to swoje zalety, jak i wady. Do wad należy duża skłonność do konfliktów i przerost ambicji. Przez dłuższy czas udawało nam się jednak przekłuwać kłótnie i niepokoje w okazje do aktywizacji i kreatywności.

Choć kryzysy zdarzały się już wcześniej, choćby po rozwodzie z Hasselandem i Brodrią, najbardziej wstrząsnęła nami wielka smuta z 2018 r. Załamanie aktywności i nieudolność władz doprowadziła do administratorskiego lipcowego zamachu stanu, udziału w efemerycznym wspólnym forum państw Nordaty, a następnie do stowarzyszenia z Sarmacją. Niezależnie od intencji autorów tego rozwiązania, uzależnienie od dawnego wroga było nie do zaakceptowania dla starych Bialeńczyków, którzy już od jesieni ’18 zaczęli powracać do kraju. Long story short, w marcu 2019 r. Bialenia odzyskała suwerenność i weszła w ostatni już okres rozkwitu i cywilizacji. Nasz kraj, mimo pewnych pików aktywności, nie powrócił do formy ze złotego 2016 r., ale pod względem poziomu i merytoryki przebił wszystkie wcześniejsze lata. Rozwój nauki, wojskowości, infrastruktury i narracji sprawił, że Bialenia pełniła ważną rolę na Pollinie.

Niestety, odrodzona Bialenia opierała się na niewielkiej grupie ludzi. Nie wszyscy starzy Bialeńczycy wrócili, a nowych nie potrafiliśmy zwerbować. W małym gronie łatwo o zniechęcenie, a realioza choćby jednej osoby potrafi wpływać na cały kraj. Do tego doszły konflikty, częściowo wynikające ze znudzenia własnym towarzystwem. Tak wkroczyliśmy w epokę dekadencji, przejawiającą się niską aktywnością, brakiem ambicji i chęci do dalszego rozwijania kraju. Przyczyn jest wiele, a jedną z nich jest niewątpliwie przewlekła realioza związana z naszym realnym wiekiem.

Bialenia w ciągu ponad dekady przeszła wszystkie etapy rozwoju państwa: barbarzyństwo (yoyonacyjność), rozkwit, dekadencję i stopniowy upadek. Sprawia to, że nasze dzieje były naturalne i ciekawe, dzięki czemu pozostawiły nam wiele wspomnień, które zostaną z nami po zakończeniu funkcjonowania państwa.

Projekt bez następców

Dzieje mikronacji są przede wszystkim dziejami wyjątkowych jednostek. Bialenia mogła się tak wspaniale rozwinąć właśnie dzięki temu, że nie zabrakło w jej historii osób niezwykłych. Wymienienie ich wszystkich byłoby niełatwe, a i niespecjalnie interesujące dla osób, które ich nie pamiętają. Wspomnę tylko o kilku, bez których Bialenii nie byłoby w ogóle, lub byłaby państwem o wiele uboższym.

Nie byłoby naszego kraju bez Jana de Kaniewskiego, lidera Powstania Marcowego i pierwszego przywódcy Dżamahiriji, aktywnego też w pierwszych latach Republiki. Choć później dość krytycznie podchodził on do Republiki (przeciwnicy zarzucali mu wręcz malkontenctwo i brak własnego zaangażowania), bez niego nie byłoby powstania, ani Bialenii. Drugą osobą kluczową dla okresu przedrepublikańskiego była Akrypa Ali Shariati, druga liderka dżamahiriji, obecna w Bialenii (z przerwami, czasem długimi) od początku do końca. Zwieńczeniem jej kariery było pełnienie urzędu prezydenta w 2020 r. O ile Kaniewski realizował archetyp powagi i niemal purytańskiej surowości rewolucji, Akrypa była chodzącym dowodem jej awangardowego i kolorowego wymiaru.

Na samym początku Republiki trafiły do nas osoby wyjątkowe i wybitne. W zasadzie ich niemal jednoczesne przybycie można rozpatrywać w kategoriach cudu, który już nigdy później się nie powtórzył. Maciej Kamiński, w okresie starego forum (a więc do 2018 r.) najaktywniejszy i najmniej podatny na fochy i rzucanie obywatelstwem Bialeńczyk. Konsekwentnie odmawiał startu w wyborach prezydenckich, a mimo tego odegrał poważniejszą rolę w dziejach kraju niż większość jego konduktorów. Konstanty Jerzy Michalski, legendarny minister spraw zagranicznych, a następnie prezydent. I wreszcie Ronon Dex, wówczas najstarszy z Bialeńczyków, a przez to wnoszący pierwiastek dojrzałości i powagi do zabawy ówczesnych nastolatków. Wybitny specjalista w dziedzinie wojskowości, zaangażowany w narrację i rozwój infrastruktury. Na prezydenturę dał się namówić dopiero w okresie nowego forum. Te trzy wybitne jednostki łączy fakt, że dla nich wszystkich Bialenia była pierwszą mikronacją. Byli też bialeńskimi patriotami – nawet jeśli działali gdzieś jeszcze, to Republika zawsze była na pierwszym miejscu. Nie dążyli też do władzy za wszelką cenę – Kamiński i Dex świadomie jej unikali, woląc skupić się na rozwoju określonych dziedzin funkcjonowania państwa.

W roku 2014, gdy Republika zaczęła nieco krzepnąć, do projektu dołączać zaczęli ludzie z innych mikronacji, m.in. z niedawno upadłej Victorii. Najważniejszą z nich był Hewret z Gerwenu – nasz wieloletni administrator, który zrobił wiele, by Bialenia uzyskała renomę poważnego państwa. Bez niego dużo trudniej byłoby nam otrząsnąć się z niedorozwoju infrastrukturalnego i resztek yoyonacyjności. Atrakcyjność Bialenii, będąca efektem współpracy władz politycznych z władzą informatyczną, sprawiła, że nasz kraj okazał się być atrakcyjnym partnerem dla państw, które zdecydowały się na stowarzyszenie z nami: najpierw Brodrii, a później Hasselandu. Do Brodryjczyków, którzy odegrali ważną rolę w dziejach Republiki należą m.in. Adam Aleksander Dostojewski, polityk konserwatywny i jeden z najlepszych prezydentów RB, a także Aleksandra Izabella Dostojewska-Swarzewska, również prezydent, a przy tym najsłynniejsza bialeńska skandalistka. Najważniejszym Hasselandczykiem w naszej historii był Eddard Noqtern, znakomity prezydent i lider Wspólnoty Rozwoju. W późniejszym okresie do bialeńskiej elity dołączył też Iwan Pietrow,  związany zarówno z Brodrią, jak i z Hasselandem.

Wspólnota Rozwoju, najaktywniejsza bialeńska partia okresu rozkwitu, wzbudzała ogromne kontrowersje. Nie wszystkim podobały się działania Noqterna i jego prawej ręki, Fredericka Hufflepuffa, a także prowadzenie RB przez Hasselandczyków i Brodryjczyków. Niektórzy uważali, że technokratyczne rządy partii sprzeczne są z tradycją polityczną kraju. Swoistą reakcją było Radykalne Centrum, którego charyzmatycznymi liderami byli Karol Medycejski oraz Fiodor Swirydiuk. Konflikt WR i RC był ikoniczny dla epoki rozkwitu i sprawiał, że aktywność sięgała zenitu. 

Po rozpadzie stowarzyszenia, gdy rozpad stowarzyszenia doprowadził do pierwszych oznak kryzysu, rolę męża opatrznościowego przyjął Ametyst Faradobus, niezwykle zasłużony i doceniany już w 2017 r., ale apogeum swojego znaczenia osiągnął dopiero na nowym forum. Wielokrotny prezydent i najaktywniejszy Bialeńczyk ostatnich lat. Pominąć nie można młodych i ambitnych, którzy w ostatnich dwóch latach przed smutą byli lokomotywami aktywności i legislacji. Mowa oczywiście o Tadeuszu Krasnodębskim i Antonim Kacprze Burbonie-Contim.

Odrodzona w 2019 r. Bialenia przyniosła tylko dwa nowe, istotne nazwiska: Joahima von Ribertropa i Aliję zawdżat Akrypę, jednak i oni pozostawali w cieniu „starych Bialeńczyków”, znanych już z poprzedniej epoki, zwłaszcza Dexa, Faradobusa, Medycejskiego i Pietrowa. Dziś w Bialenii z rzadka pojawiają się tylko trzej ostatni z wymienionych. Nowe pokolenie nie zasiliło naszych szeregów. Wielcy Bialeńczycy nie doczekali się następców, a sami nie mają już czasu i chęci, by w dalszym ciągu budować kraj. Bez nich jednak Republika Bialeńska nie jest możliwa.

Rola dziejowa

Niezależnie od tego, czy wierzymy w sens dziejów, warto poruszyć ten temat, ponieważ pojawiał się on w bialeńskiej refleksji niemal od początku. Bialeńczycy uważali się za wyjątkowych – poniekąd rzeczywiście tacy byli, ale wpływ na takie samookreślenie miała też przynależność pokoleniowa. Niemal wszyscy Bialeńczycy należą do pokolenia Z, wychowanego już w internecie, cechującego się dużymi ambicjami, łatwym zmienianiem planów i celów, potrzebą bycia docenianym, ale i trudnościami z kontaktami interpersonalnymi. To wszystko było widoczne w naszej historii – w okresie rozkwitu nasze forum aktywne było niemal cały dzień (pisaliśmy posty z telefonu w przerwach między lekcjami, zajęciami i innymi obowiązkami). Wyznaczaliśmy sobie maksymalistyczne cele – pokonanie Sarmacji, zjednoczenie Nordaty, najwyższe miejsce w rankingach. Ale też często zmienialiśmy cele szczegółowe, co prowadziło do konfliktów i nieporozumień, których niekiedy nie potrafiliśmy rozwiązać – choć wystarczyłaby zwykła, spokojna rozmowa. Nasza przynależność pokoleniowa sprawiła, że nasz rozkwit był spektakularny, ale i nasza dekadencja oraz kryzys dotknęły nas mocniej niż starsze mikronacje, tworzone przez pokolenia dla których lojalność stanowi większą wartość.

Na czym miała opierać się wyjątkowość Bialenii? W 2013 r. wciąż niewiele państw wirtualnych było republikami, obawiając się negatywnych skutków tego ustroju. Niewątpliwie ma on swoje minusy, o czym i my się przekonaliśmy, ale w pierwszych latach republikanizm był strzałem w dziesiątkę – młodzi i często aż nazbyt ambitni mikronauci nie byli skłonni do akceptowania kontrolujących ich monarchów. Chcieli mieć wpływ na władzę, a po cichu niemal każdy liczył, że i on niedługo zamieszka w Pałacu Prezydenckim najaktywniejszej republiki na Pollinie – wielu się to udało, a późniejsza smuta wynikała m.in. z tego, że każdy chętny już osiągnął główny cel polityczny i brakowało motywacji do dalszej działalności. Z republikanizmem Bialenii wiązało się poczucie przynależności do awangardy – choć Bialenia nigdy nie poszła drogą Wandystanu i nie dążyła do szokowania innych mikronautów. Awangardowość polegała na chęci pójścia własną drogą – wielokrotnie podkreślano antytetyczność RB wobec Sarmacji, Dreamlandu i innych przedstawicieli „starego mikroświata”. Czy to się udało, ocenią potomni.

Drogą do budowy nowego wspaniałego mikroświata miały być projekty integracyjne – zarówno te przez jakiś czas realizowane, jak stowarzyszenia z Brodrią i Hasselandem, jak i tylko projektowane, jak Bastion Union. Najdłużej jednak próbowano realizować romantyczną ideę integracji Nordaty. Marzenie takie zaczęto snuć już w 2014 r., a z jego nieziszczalnością pogodziliśmy się dopiero niedawno, już w okresie nowego forum. Zjednoczona Nordata miała być alternatywą dla Sarmacji, federacją państw nordackich, zamieszkanych w większości przez ludzi młodych, w podobnym wieku do Bialeńczyków. Nie udało się ze względu na sprzeczne interesy poszczególnych państw i jednostek, ale same próby realizacji idei wygenerowały sporą aktywność (i to nie tylko w Bialenii).

Zamiast zakończenia

Tak to już bywa z mikronacjami, że ciężko o znalezienie „formy agonii godnej własnej przeszłości”. I Bialenia chyba jej nie znajdzie. Ja również nie znajdę odpowiedniej formy zakończenia ostatniego wykładu na Uniwersytecie Bialeńskim. Sporo tu przez dekadę napisałem treści mądrzejszych i mniej mądrych. Jak je wszystkie podsumować? Może po prostu podziękuję wszystkim, którzy czytali, komentowali i dyskutowali z moimi wywodami. Dla Was te wszystkie pierdolety pisałem, chcąc Was przekonywać, zaciekawiać, motywować, denerwować i drażnić. Dziękuję, że mi na to pozwalaliście.

Pewnie wiele można jeszcze o historii Bialenii powiedzieć, ale czy warto? Czasem się dobrze bawiliśmy, czasem denerwowaliśmy na siebie. Robiliśmy rzeczy ambitne i głupie, z niektórych możemy być dumni, a o innych wolelibyśmy pewnie zapomnieć. Najważniejsze jest jedno – w Bialenii prawie nigdy nie było nudno i dlatego ją zapamiętamy.
#2
> Ostatni wykład











> zielona republika jak gdyby już przygotowywała się do swojego przyszłego stanu – niebytu

Spójrzmy na to bardziej pozytywnym okiem: Bialenia przygotowuje się do osiągnięcia stanu nirwany.

Nie, nie zespołu…

> Przypomnę jedynie, że powstanie to było buntem młodych mieszkańców Księstwa Sarmacji przeciwko zabetonowanej scenie politycznej. Wówczas starsze pokolenie mikronautów ocenialiśmy bardzo krytycznie, dziś bardziej rozumiem ich postawę.

Ja z kolei nie zmieniłam zdania – starsze pokolenie S****tów to było zawsze, cytując klasyczkę: gówno gówno gówno. Młodsze w sumie w dużej mierze też…

> a następnie do stowarzyszenia z Sarmacją

Przynajmniej nie popełniacie kolejny raz tego samego błędu, jak inna, starsza mikronacja.

> Niestety, odrodzona Bialenia opierała się na niewielkiej grupie ludzi. Nie wszyscy starzy Bialeńczycy wrócili, a nowych nie potrafiliśmy zwerbować. W małym gronie łatwo o zniechęcenie, a realioza choćby jednej osoby potrafi wpływać na cały kraj.

A jak już przy temacie tej innej, starszej mikronacji jesteśmy, ten opis wydaje mi się jakoś dziwnie znajomy…

> Bialenia w ciągu ponad dekady przeszła wszystkie etapy rozwoju państwa: […] dekadencję

A może po prostu wypalenia?

Ja wiem, że jesteśmy ogarnięci postawami defetyzmu i poczucia fin de sickle’u (dream. „koniec sierpa”, nazwa pochodząca od przypowieści o początku i końcu sierpa i młota, jaką młody tow. Wanda wygłosił dokładnie 100 lat temu podczas swojej podróży wandostolskiej do Dreamlandu), ale nie przesadzajmy z taką naddramatyczną terminologią.

> Przyczyn jest wiele, a jedną z nich jest niewątpliwie przewlekła realioza związana z naszym realnym wiekiem.

Tym wiekiem jest, dodajmy, ten sam co podany na paczce klocków LEGO™, czyli 4-99 lat.

> obecna w Bialenii (z przerwami, czasem długimi)

Właśnie zdałam sobie sprawę tego, że Akrypa to taka bialeńska Pupka.

Co też tłumaczy nasze bliskie związki.

> Odrodzona w 2019 r. Bialenia przyniosła tylko dwa nowe, istotne nazwiska: Joahima von Ribertropa i Aliję zawdżat Akrypę

Przy czym ta druga to i tak był mierny dodatek z gatunku „stare babe”. Hej, przynajmniej udało mi się zreformować ustawę o symbolach państwowych do sensownej postaci i przyczynić się do odrzucenia traktatu pisanego na kolanie* albo i gorzej.

* Niejaki Karol Otton von Puth przyznał się niedawno, że napisał jedną swoją piosenkę podczas s*ksu (który jak wiadomo, nie istnieje). W sumie to tłumaczy wszystko na temat jego muzyki…

> Niemal wszyscy Bialeńczycy należą do pokolenia Z

Nazwanego tak na cześć armii samego Władimira Władimirowicza. Co też tłumaczy wszystko na temat Republiki.

> pisaliśmy posty z telefonu

Nigdy nie zrozumiem tego, jak to zoomersi mogą pisać długie posty z telefonu. Przecież to jest strasznie niewygodne.

(pewnie zaraz mi powiecie, że mogą, bo mają takie telefony z dotykowym wyświetlaczem, a nie tylko takie z obracającym się czymśtam)

> Wyznaczaliśmy sobie maksymalistyczne cele – pokonanie Sarmacji

I wish, but honestly, taką hydrę nie jest łatwo pokonać. Jeżeli nawet Leocji się nie udało wyssać z niej aktywności, a z nią wiązałam największe ostatnio (Leocję utworzono jakieś 3 miesiące temu, right?) nadzieje…

> W 2013 r. wciąż niewiele państw wirtualnych było republikami

Nawet pewna inna, starsza mikronacja musiała czekać jeszcze rok do pełnej demandragoryzacji.

> Ja również nie znajdę odpowiedniej formy zakończenia ostatniego wykładu na Uniwersytecie Bialeńskim.

Zawsze można tradycyjnie. Np. „cześć i czołem, kluski z rosołem”. Albo też „a teraz, drogie dzieci, pocałujcie sokoła Kurajszytów w…”.
#3
(19-06-2023 20:01)ʿĀlija zawdżat Akrypa napisał(a): A może po prostu wypalenia?

Ja wiem, że jesteśmy ogarnięci postawami defetyzmu i poczucia fin de sickle’u (dream. „koniec sierpa”, nazwa pochodząca od przypowieści o początku i końcu sierpa i młota, jaką młody tow. Wanda wygłosił dokładnie 100 lat temu podczas swojej podróży wandostolskiej do Dreamlandu), ale nie przesadzajmy z taką naddramatyczną terminologią.
Pewnie wiele zjawisk dziejących się w mikroświecie można z powodzeniem opisać w języku psychologii i socjologii... Ale z jakiegoś powodu terminologia filozoficzna i historiograficzna jest bardziej atrakcyjna. Wink

(19-06-2023 20:01)ʿĀlija zawdżat Akrypa napisał(a): I wish, but honestly, taką hydrę nie jest łatwo pokonać. Jeżeli nawet Leocji się nie udało wyssać z niej aktywności, a z nią wiązałam największe ostatnio (Leocję utworzono jakieś 3 miesiące temu, right?) nadzieje…
Ale w sumie, współczesna Sarmacja jest dużo bardziej demokratyczna niż Leocja będąca państwem klasycznie monarchofaszystowskim. Wink

(19-06-2023 20:01)ʿĀlija zawdżat Akrypa napisał(a): Zawsze można tradycyjnie. Np. „cześć i czołem, kluski z rosołem”. Albo też „a teraz, drogie dzieci, pocałujcie sokoła Kurajszytów w…”.
Koniec i bomba, a kto czytał ten trąba.
#4
Cytat:Wyznaczaliśmy sobie maksymalistyczne cele – pokonanie Sarmacji (...)
Tak pół żartem - powinniśmy w Grodzisku uruchomić taką Aleję im. Tych, co Próbowali Pokonać Sarmację, i stawiać tam kolejno tablice pamiątkowe, niczym v-aleja sfinksów Big Grin Naliczyłem co najmniej cztery takie kraje, ale być może było ich więcej.
Ja tam od zawsze stałem na stanowisku pragmatycznym - po co z kimś walczyć, jeśli można wymościć sobie u niego kącik, korzystać z jego systemów, forum i innych rozwiązań zamiast budować to od zera i tracić na to czas - a jednocześnie mieć dzięki temu audiencję dla tego, co się tworzy. Śpiewanie dla pustej sali jest dość demotywujące.

Nawiasem mówiąc plus za syntetyczne ujęcie dziejów kraju, w tym tych odnoszących się do wspólnych projektów z KH, bo jednak nadal w mojej wiedzy nt. temat są spore białe plamy. Względnie czarne dziury.
#5
> Ale z jakiegoś powodu terminologia filozoficzna i historiograficzna jest bardziej atrakcyjna.

To wszystko pewnie przez demografię która jest najbardziej przyciągana przez mirkonacje.

Ja do niej nie należę – jedynym powodem, dlaczego postanowiłam zacząć zabawę był artykuł w Bramie Wandejskiej o konklawe ŚKW, który mnie bardzo rozśmieszył. Inaczej bym pewnie nawet nie pomyślała o zapisaniu się. I bardzo mnie frustruje, kiedy np. na Placu Żenady zarzucam jakimś ciekawym tematem, po czym ktoś się wcina z „hurr durr zniszczyć Tuska rudego gada” i zaczyna się. Bite. Dwie godziny. Pierdolenia. O polityce. Aż do porzygania.

> Ale w sumie, współczesna Sarmacja jest dużo bardziej demokratyczna niż Leocja będąca państwem klasycznie monarchofaszystowskim

Ale to nie z Leocją mam kosę.

Niby powinnam mieć ze względu na obecność tam Papyrusa Comicsanskiego, ale to wszystko jest głębsze, niż on.

> Ja tam od zawsze stałem na stanowisku pragmatycznym - po co z kimś walczyć, jeśli można wymościć sobie u niego kącik, korzystać z jego systemów, forum i innych rozwiązań zamiast budować to od zera i tracić na to czas

A potem zostać wyjebanym przez Bazyliszków albo Suchego Księcia, bo nie podoba im się, że się nie liże im dostatecznie stópek.

Przechodziłam to już dwa razy i serdecznie pier… dziękuję za taki kącik.
#6
(19-06-2023 21:22)Vilarte napisał(a): Ja tam od zawsze stałem na stanowisku pragmatycznym - po co z kimś walczyć, jeśli można wymościć sobie u niego kącik, korzystać z jego systemów, forum i innych rozwiązań zamiast budować to od zera i tracić na to czas - a jednocześnie mieć dzięki temu audiencję dla tego, co się tworzy. Śpiewanie dla pustej sali jest dość demotywujące.
My wychodziliśmy z założenia odmiennego - po co komuś się podporządkowywać, jeśli można stworzyć coś własnego na swoich zasadach. To, że ostatnimi czasy pozostało mi "śppiewanie dla pustej sali", choć w sumie dalej niewielkie audytorium pozostało, to nie znaczy, że zawsze tak było. Niegdyś Bialenia była dużo bardziej aktywna, czego dowodzą statystyki. Ja tam nie uważam, że "traciliśmy czas", a to, że wobec przewlekłego braku czasochęci postanowiliśmy w końcu dać sobie spokój nie oznacza, że nie warto było robić nic.  Satysfakcja z własnego projektu jest IMO większa niż satysfakcja ze wspinania się po szczeblach kariery w cudzym projekcie.
#7
(19-06-2023 21:22)Vilarte napisał(a):
Cytat:Wyznaczaliśmy sobie maksymalistyczne cele – pokonanie Sarmacji (...)
Tak pół żartem - powinniśmy w Grodzisku uruchomić taką Aleję im. Tych, co Próbowali Pokonać Sarmację, i stawiać tam kolejno tablice pamiątkowe, niczym v-aleja sfinksów Big Grin Naliczyłem co najmniej cztery takie kraje, ale być może było ich więcej.
Ja tam od zawsze stałem na stanowisku pragmatycznym - po co z kimś walczyć, jeśli można wymościć sobie u niego kącik, korzystać z jego systemów, forum i innych rozwiązań zamiast budować to od zera i tracić na to czas - a jednocześnie mieć dzięki temu audiencję dla tego, co się tworzy. Śpiewanie dla pustej sali jest dość demotywujące.

Nawiasem mówiąc plus za syntetyczne ujęcie dziejów kraju, w tym tych odnoszących się do wspólnych projektów z KH, bo jednak nadal w mojej wiedzy nt. temat są spore białe plamy. Względnie czarne dziury.

Mógłby Towarzysz wymienić te kraje? A to dlatego, że sumie sam jestem ciekaw, jakie narody obrały sobie w przeszłości za cel zniszczenie Księstwa Sarmacji i co robiły, aby zniszczyć Sarmację?

(20-06-2023 08:35)Andrzej Płatonowicz Ordyński napisał(a):
(19-06-2023 21:22)Vilarte napisał(a): Ja tam od zawsze stałem na stanowisku pragmatycznym - po co z kimś walczyć, jeśli można wymościć sobie u niego kącik, korzystać z jego systemów, forum i innych rozwiązań zamiast budować to od zera i tracić na to czas - a jednocześnie mieć dzięki temu audiencję dla tego, co się tworzy. Śpiewanie dla pustej sali jest dość demotywujące.
My wychodziliśmy z założenia odmiennego - po co komuś się podporządkowywać, jeśli można stworzyć coś własnego na swoich zasadach. To, że ostatnimi czasy pozostało mi "śppiewanie dla pustej sali", choć w sumie dalej niewielkie audytorium pozostało, to nie znaczy, że zawsze tak było. Niegdyś Bialenia była dużo bardziej aktywna, czego dowodzą statystyki. Ja tam nie uważam, że "traciliśmy czas", a to, że wobec przewlekłego braku czasochęci postanowiliśmy w końcu dać sobie spokój nie oznacza, że nie warto było robić nic.  Satysfakcja z własnego projektu jest IMO większa niż satysfakcja ze wspinania się po szczeblach kariery w cudzym projekcie.

Podoba mi się określenie "czasochęć". Jak dla mnie bardzo fajny temat do opisania i określenia, bo w sumie chęć i czas czasami są wprost proporcjonalne. Jaki człowiekowi zaczyna brakować czasu, to pomimo początkowej chęci, może ją w sumie stracić. A nawet, jeżeli nie ma tylko czasu, ale ma chęci, to jednak w najbliższym możliwym czasie wolnym taka osoba będzie chciała coś zrobić, więc raczej wyklucza się możliwość brak miesięcznej aktywności, przy braku tylko czasu, ale posiadaniu chęci. A z kolei gdy człowiekowi brakuje chęci, to brakuje i czasu (a przynajmniej czasami ja mam tak, że jak nie mam chęci, to nagle przysłaniam się brakiem czasu).


A przynajmniej jako przykład mógłbym w sumie siebie wziąć w Czesnoradzie. Związek Kolektywistycznych Republik Rad powstał też właśnie dlatego, że brakło też chęci, co skutkowało też brakiem czasu, gdyż człowiek później wypełniał sobie czas wolny innymi rzeczami, a przynajmniej u mnie tak było. A ZKRR to pomysł na taką trochę świerzość w Czesnoradzie, aby chęci wróciły i przynajmniej w moim przypadku wróciły. A dzięki też pomysłowi federalizacji, jeżeli chęci nie znikną u Tow. Ścierkowa, to może nawet i on się uaktywni jako Przewodniczący Kucelgradzkiej KRR.
Tow. Robert Drenin
Wiceprzewodniczący Rady Komisarzy Ludowych Związku Kolektywistycznych Republik Rad
#8
(20-06-2023 10:01)Robert Drenin napisał(a): Mógłby Towarzysz wymienić te kraje? A to dlatego, że sumie sam jestem ciekaw, jakie narody obrały sobie w przeszłości za cel zniszczenie Księstwa Sarmacji i co robiły, aby zniszczyć Sarmację?
Niech zgadnę: Wandystan, Dreamland i Teutonia?
#9
Cytat:A potem zostać wyjebanym przez Bazyliszków albo Suchego Księcia, bo nie podoba im się, że się nie liże im dostatecznie stópek.

Przechodziłam to już dwa razy i serdecznie pier… dziękuję za taki kącik.

Działam w KS od 4 lat i nigdy nie obawiałem się czegoś takiego, może po prostu kwestia różnic w charakterach. Inna sprawa, że w Sarmacji doszło teraz do prawdziwej wymiany pokoleniowej i u sterów jest ekipa, która w większości nawet nie pamięta jakichś wojenek z przeszłości.

Cytat:Niech zgadnę: Wandystan, Dreamland i Teutonia?

W miejsce Teutonii liczyłem ogólnie UNP, bo przez cały okres ich aktywności wspólny wróg był jedyną "plasteliną" która trzymała ten projekt. Czasami zresztą nawet to nie wystarczało, vide historie z integracją/dezintegracją forumową Dreamlandu.
O relacjach z Wandystanem mało wiem, bo dla mnie to jednak dość prehistoria Big Grin
Zgodnie z treścią wykładu wliczyłem do tej czwórki i Bialenię, ale rozumiem że takie cele to była raczej pierwsza połowa jej aktywności.
Dodatkowo w Leocji były też osoby, które dawały do zrozumienia, że napędza je antysarmackość, ale oczywiście nie można powiedzieć, żeby była to oficjalna "doktryna" tego kraju.
#10
Moim zdaniem to normalne, a wręcz korzystne dla mikroświata, że obok hegemona pojawiają się pretendenci. Tak jest ciekawiej. Wink




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości